Jezus w Ewangelii według
świętego Łukasza
Wprowadzenie
Ewangelia
według świętego Łukasza przedstawia Jezusa nieco inaczej, niż
pozostałe Ewangelie. Spróbujmy się temu przyjrzeć.
Łk 1,26-29
Tylko ta Ewangelia przedstawia
Zwiastowanie Anielskie: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła
Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy
poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy
było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź
pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, Ona zmieszała się na te
słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie”. W ten
sposób Łukasz wprowadza nas w historię Jezusa i Jego rodziny.
Józef – Jego opiekun pochodzi z rodu Dawida. Jezus jest nazywany
synem Dawida: „Gdy faryzeusze byli zebrani, Jezus zadał im takie
pytanie: Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem? Odpowiedzieli Mu:
Dawida. Wtedy rzekł do nich: Jakżeż więc Dawid natchniony przez
Ducha może nazywać Go Panem, gdy mówi: Rzekł Pan do Pana mego:
Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod
stopy Twoje. Jeśli więc Dawid nazywa Go Panem, to jak może być
[tylko] jego synem?” (Mt 22,41-45). Jezus w ten sposób ukazuje
paradoks – jest synem Dawida, a jednocześnie jest jego Panem, co
wskazuje na boską Jego naturę.
Matką Jego jest Dziewica Maryja,
co wskazuje na realizację proroctwa Izajasza: „Dlatego Pan sam da
wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem
Emmanuel” (Iz 7,14). Symboliczne imię Emmanuel ma znaczenie „Z
nami Bóg” wskazuje na Boską naturę Syna Maryi.
Pyta się Tomasz: „Czy było konieczne zawiadamianie Najświętszej
Dziewicy o tym, co się w niej miało dokonać?” i odpowiada:
„Anioł rzekł do Niej: „Oto poczniesz w łonie i porodzisz
Syna”. „Słusznie Najświętsza Panna została poinformowana o
tym, że pocznie Chrystusa. Bo po pierwsze, chodziło o to, żeby
zjednoczenie Syna Bożego z Dziewicą odbyło się we właściwym
porządku, a mianowicie, żeby poczęcie cielesne było poprzedzone
przygotowaniem duchowym. Toteż mówi Augustyn: „Przyjęcie wiary
Chrystusowej stało się dla Maryi większym błogosławieństwem niż
poczęcie Chrystusowego ciała”. A niżej dodaje: „Nie zdałoby
się na nic zbliżenie Maryi do Chrystusa przez macierzyństwo, gdyby
nie to, że więcej uszczęśliwiało Ją noszenie Chrystusa w sercu
niż w ciele”. Po drugie, chodziło o to, by Maryja mogła stać
się o tyle pewniejszym świadkiem tajemnicy Wcielenia, że osobiście
została o niej przez Boga pouczona. Po trzecie, chodziło o to, by
ofiarowanie Bogu swej służby przez Maryję dokonało się w sposób
wolny od jakiegokolwiek przymusu. Gotowość podjęcia się tej
służby wyraziła Ona słowami: „Otom ja służebnica Pańska”.
Po czwarte, chodziło o pokazanie swego rodzaju duchowych zaślubin
między Synem Bożym a naturą ludzką, żądaną zgodę na Wcielenie
wyraziła Dziewica w imieniu człowieczeństwa”.
Tomasz idąc za Augustynem ukazuje Zwiastowanie jako duchowe
przygotowanie Maryi do zgody „w imieniu człowieczeństwa”. Mówi,
co może zaskakiwać: „Przyjęcie wiary Chrystusowej stało się
dla Maryi większym błogosławieństwem niż poczęcie Chrystusowego
ciała”.
Pyta się dalej: „Czy Zwiastowanie dokonało się według jakiegoś
odpowiedniego planu?” i odpowiada: „To co od Boga, jest dobrze
rozplanowane”. Otóż Anioł, jak stwierdza Łukasz, był posłany
od Boga do Panny. Dopełnił więc Zwiastowania według najbardziej
stosownego porządku. W Zwiastowaniu dokonanym przez Anioła,
stwierdzamy istnienie właściwego planu. Potrójny cel wytknął
sobie Anioł w odniesieniu do Dziewicy. Po pierwsze, chciał
skierować Jej umysł ku rozważeniu tak wielkiej sprawy. Osiągnął
to wypowiadając nowe i niezwykłe pozdrowienie. Toteż Orygenes
zauważa: „Gdyby wiedziała, że podobne słowa bywają skierowane
do innych ludzi – znała przecież Zakon – to omawiane
pozdrowienie nie zatrwożyłoby Jej przez swoją obcość”.
Pozdrowienie to najpierw słowami: „Łaskiś pełna” podkreśla
zdolność Maryi do poczęcia Chrystusa, na samo poczęcie wskazują
słowa: „Pan z Tobą”, a wreszcie zapowiada wynikający stąd
zaszczyt słowami: „Błogosławionaś Ty między niewiastami”. Po
drugie, Anioł chciał Ją poinformować o tajemnicy Wcielenia, o tym
że ma się ona w Maryi dokonać. Uczynił to, zapowiadając poczęcie
i poród w słowach: „Oto poczniesz w łonie” itd., ukazując
następnie godność poczętego Dziecka, kiedy mówi: „Ten będzie
wielki” itd., a wreszcie wskazując na sposób poczęcia słowami:
„Duch Święty zstąpi na cię”. Po trzecie, Anioł zmierzał do
uzyskania Jej zgody, posługując się przykładem Elżbiety i
powołując się na Bożą
wszechmoc”.
Możliwe, że słowa: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z
Tobą” (Łk 1,28) wskazują na stan Maryi przed Wcieleniem, mogą
one być związane z Jej Niepokalanym Poczęciem.
Łk 1,30-33
Mówi Gabriel: „Nie bój się,
Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz
Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie
nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca,
Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu
nie będzie końca”. Gabriel informuje Maryję: „Oto poczniesz i
porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus”. To jest łaska,
dzięki której Maryja staje się Matką Boga. Poznaje imię swojego
Syna – Jezus. Ma On być wielki, bo jest Synem Najwyższego, Synem
Boga. Ma otrzymać tron Dawida, ma wypełnić dawne proroctwo: „Tobie
też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się
twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie
potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę
jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron
jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem”
(2 Sm 7,11-14). Bóg, zgodnie z zapowiedzią proroctwa jest Ojcem
Jezusa, a Jezus jest Jego Synem. Królestwo Boże jest wieczne. To
Królestwo jest domem Jakuba, o którym mówił Bóg: „Ja jestem
Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję
tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch
ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na
północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają
błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z
tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem
sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie
spełnię tego, co ci obiecuję” (Rdz 28,13-15).
Łk 1,35
Mówi Gabriel do Maryi: „Duch
Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego
też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”.
Maryja staje się Matką Boga dzięki działaniu w Niej Ducha
Świętego, który zstępuje na Nią i Ją przemienia. Jako
Niepokalanie Poczęta jest namaszczona Duchem, żyje w Nim i jest
przez Niego prowadzona. Osłania On Maryję, ukrywa Ją, działa jak
obłok ukrywający Mojżesza: „Gdy zaś Mojżesz wstąpił na górę,
obłok ją zakrył. Chwała Pana spoczęła na górze Synaj, i
okrywał ją obłok przez sześć dni. W siódmym dniu [Pan]
przywołał Mojżesza z pośrodka obłoku. A wygląd chwały Pana w
oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry.
Mojżesz wszedł w środek obłoku i wstąpił na górę. I pozostał
Mojżesz na górze przez czterdzieści dni i przez czterdzieści
nocy” (Wj 24,15-18).
Jezus jest Święty, bo uświęcony
przez swojego Ojca: „Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których
skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż
wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie:
Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?” (J
10,35-36). Dla Jezusa tytuł Syna Bożego jest podstawowym Jego
określeniem.
Pyta Tomasz: „Czy poczęcie
Chrystusa należy przypisać Duchowi Świętemu?” i odpowiada:
„Czytamy słowa: „Duch święty zstąpi na cię”. „Stwierdzamy,
że poczęcie Chrystusowego ciała jest dziełem całej Trójcy
Przenajświętszej, ale dla trzech racji przypisujemy je Duchowi
świętemu. Przemawia za tym, po pierwsze, Boski aspekt przyczyny
Wcielenia. Duch święty jest bowiem, jak wiadomo, Miłością Ojca i
Syna. A wszak najwyższym przejawem Bożej Miłości było to, że
Syn Boży w dziewiczym łonie przybrał sobie ciało, toteż
powiedziano: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego
jednorodzonego dał”. Po drugie, przemawia za tym przyczyna
Wcielenia, rozpatrywana pod kątem przyjętej natury. Ułatwia to
zrozumienie faktu, że Syn Boży przyjął ludzką naturę do
jedności w Osobie nie na skutek jakichś jej zasług, lecz wyłącznie
z łaski. Łaskę zaś przypisujemy Duchowi świętemu, stosownie do
słów: „dary są różne, lecz Duch ten sam”. Toteż mówi
Augustyn: „Ów sposób, w jaki Chrystus narodził się z Ducha
świętego, nasuwa myśl o łasce Boga, dzięki której człowiek bez
żadnych uprzednich zasług, od pierwszej chwili istnienia swojej
natury tak ściśle zjednoczył się ze Słowem Bożym, w jednej
Osobie, że od razu był Synem Bożym”. Po trzecie, przemawia za
tym cel Wcielenia, zmierzało ono bowiem ku temu, by poczęty
człowiek był człowiekiem świętym i aby był Synem Bożym. A za
sprawcę obu tych rzeczy uważamy Ducha świętego. On to bowiem
sprawia, iż ludzie stają się synami Boga, stosownie do słów: „a
że jesteście synami Bożymi — posłał Bóg Ducha Syna swego do
serc naszych, wołającego: Abba, Ojcze!” I On, jak powiedziano:
jest „Duchem uświęcenia”. Bo jak inni ludzie przez Ducha
świętego zostają uświęceni duchowo, tak iż są przybranymi
synami Bożymi, tak Chrystus poczęty przez Ducha świętego w
świętości, jest Synem Bożym z natury. Toteż według glosy słowa
św. Pawła: „On to przeznaczony jest na Syna Bożego w Mocy”
znajdują swoje wytłumaczenie w zwrocie następującym po nich
bezpośrednio: „wedle Ducha uświęcenia”, tj. „przez to, że
począł się z Ducha świętego”. A i sam Anioł w czasie
zwiastowania słowa: „Duch święty zstąpi na cię” zamyka
powiedzeniem: „Przeto, co się z ciebie narodzi święte, będzie
nazwane Synem Bożym”.
Istotne jest zdanie Tomasza: „Stwierdzamy, że poczęcie
Chrystusowego ciała jest dziełem całej Trójcy Przenajświętszej,
ale dla trzech racji przypisujemy je Duchowi świętemu”. Według
Tomasza podkreślamy rolę Ducha, by lepiej uzmysłowić fakt, że
poczęcie Jezusa jest łaską, że Jego świętość jest łaską –
bo to są działanie przypisywane Duchowi Świętemu.
Pyta się dalej: „Czy wskazane
jest używanie wyrażenia: „Chrystus począł się z Ducha
Świętego?” i odpowiada: „Pierwej nim się zeszli, znaleziona
jest, jako mająca w żywocie z Ducha świętego”. „Poczęcie
odnosimy nie tylko do Chrystusowego ciała, lecz przez wzgląd na to
ciało mówimy o poczęciu Chrystusa. Otóż bierzemy pod uwagę
dwojaki stosunek łączący Ducha świętego z Chrystusem: Duch
święty jest współistotny z Synem Bożym, z Tym, o którym
powiedziano, że się począł. Duch święty jest zarazem przyczyną
sprawczą w odniesieniu do Chrystusowego ciała. Przyimek „z”
uwypukla te oba stosunki, podobnie jak w powiedzeniu, że jakiś
człowiek jest „ze swego ojca”. I dlatego zdanie: „Chrystus
począł się z Ducha świętego” uważamy za stosowne, mając przy
tym na myśli działanie sprawcze Ducha świętego w odniesieniu do
przyjętego ciała i współistotność Jego z Osobą przyjmującą
ciało”.
Dwojaki jest związek Jezusa z Duchem – po pierwsze jest On
współistotny Duchowi – mają jedną naturę Boską. Po drugie,
„Duch święty jest zarazem przyczyną sprawczą w odniesieniu do
Chrystusowego ciała”.
Łk 1,42-43
Mówi Elżbieta do Maryi:
„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest
owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana
przychodzi do mnie?” To Jezus jest nazwany błogosławionym owocem
łona Maryi, a Jego Matka jest nazwana Matką Pana Elżbiety, czyli
Matką Boga – bo tylko Bóg jest jej Panem. Tak Duch Święty za
pomocą daru proroctwa pozwala Elżbiecie poznać Jezusa i Maryję –
Matkę Bożą.
Łk 1,68-75
Mówi Zachariasz w Duchu Świętym:
„Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud
swój i wyzwolił go, i moc zbawczą nam wzbudził w domu sługi
swego, Dawida: jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych
świętych proroków, że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki
wszystkich, którzy nas nienawidzą; że miłosierdzie okaże ojcom
naszym i wspomni na swoje święte Przymierze - na przysięgę,
którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi, że nam użyczy tego, iż
z mocy nieprzyjaciół wyrwani bez lęku służyć Mu będziemy w
pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze”.
Jezus jest nazwany „mocą zbawczą”, w oryginale: keras
soterias,
to znaczy „róg zbawienia”. Podobnej terminologii używa Anna –
matka Samuela: „Rozradowało się serce moje w Panu, i podniósł
się róg mój w Bogu moim; rozszerzyły się usta moje nad
nieprzyjacioły mymi, bom się uweseliła w zbawieniu twoim”
(1 Sm 2,1). Róg jest symbolem nadprzyrodzonej mocy otrzymanej od
Boga. Podobne są jej słowa: „Pana bać się będą przeciwnicy
jego i nad nimi będzie grzmiał w niebie; Pan będzie sądził
granice ziemi i da panowanie królowi swemu i wywyższy róg
Chrystusa swojego”
(1 Sm 2,10).
W kontekście Ewangelii widać, że Jezus wyzwala z mocy zła,
uwalnia od złych duchów, od chorób, od kalectwa, od śmierci. Tak
można rozumieć słowa Zachariasza o Jezusie: „że nas wybawi od
nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą”.
Jezus nie prowadzi do wyzwolenia politycznego Izraela. Pragnie
wyzwolić ludzi od sił zła, które ich paraliżują.
Łk 1,76-79
Mówi dalej Zachariasz o swoim synu – Janie: „A i ty, dziecię,
prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed
Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się
dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej
Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi,
by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby
nasze kroki zwrócić na drogę pokoju”. To Jan Chrzciel pójdzie
przed Panem – to znaczy przed Bogiem – Jezusem Chrystusem. Słońce
wschodzące z wysoka – to może obraz słońca wschodzącego w
wysokich górach judejskich. Słowa o Słońcu nawiązują do
proroctwa Malachiasza: „Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a
wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc
spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie
pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących
moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego
skrzydłach” (Ml 3,19-20).
Łk 2,10-11
Anioł
mówi do pasterzy: „Nie bójcie się; bo oto opowiadam wam wesele
wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi, bo się wam dziś
narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście
Dawidowym”.
W ten sposób Jezus narodzony w Betlejem zostaje przedstawiony jako
Zbawiciel – soter
– ten, który prowadzi wszystkich chętnych do zbawienia. Zostaje
On nazwany Chrystusem – christos
– to znaczy Namaszczony przez Boga. Zostaje nazwany Panem –
kyrios
– tytuł wskazujący na Jego Boski autorytet panowania, o którym
mówi: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt
28,18). Mówi też w czasie Ostatniej Wieczerzy: „Wy mnie
nazywacie: Nauczycielu i Panie, i dobrze mówicie; bo nim jestem.
Jeśli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy
powinniście jeden drugiemu nogi umywać”
(J 13,13-14).
Pyta się Tomasz: „Czy Chrystus
na tym świecie powinien był żyć w ubóstwie?” i odpowiada:
„Czytamy w Ewangelii: „Syn Człowieczy nie ma gdzie wesprzeć
głowy”. Chrystus chciał przez to, zdaniem Hieronima, powiedzieć:
„Dlaczego chcesz iść za mną a jednocześnie gonić za bogactwami
i zyskiem? Jestem tak ubogi, że nie mam najmniejszego kąta i
korzystam z cudzego dachu nad głową”. A do słów Chrystusa:
„Abyśmy im zgorszenia nie dawali, idź nad morze ...”, Hieronim
daje następujące wyjaśnienie: „Słuchacz jest zbudowany biorąc
ten tekst po prostu. Słyszy bowiem o tak wielkim ubóstwie Pana, że
nie miał On z czego opłacić podatku za siebie i za Apostoła”.
„Życie w ubóstwie odpowiadało Chrystusowi. Po pierwsze –
sprzyja ono obowiązkom związanym z nauczaniem, które Chrystus
nazwał celem swego przyjścia, jak czytamy w Ewangelii: „pójdźmy
do pobliskich wsi i miast, abym i tam głosił Ewangelię, bom po to
przyszedł”. Kaznodzieje, aby swój czas poświęcić całkowicie
głoszeniu słowa Bożego, muszą być zupełnie wolni od trosk
doczesnych. A to jest niemożliwe przy posiadaniu bogactw. Przeto i
Pan wysyłając apostołów na głoszenie Ewangelii mówi do nich:
„Nie miejcie złota ani srebra”. Toteż i sami apostołowie
mówią: „nie jest słuszne, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a
obsługiwali stoły”. Po drugie – jak obrał śmierć ciała, by
dać nam życie ducha, podobnie znosił materialne ubóstwo, by nas
obdarzyć duchowym bogactwem. Apostoł mówi: „Znacie łaskę Pana
naszego, Jezusa Chrystusa, że stał się dla nas ubogim, byśmy Jego
ubóstwem byli bogatymi” Po trzecie – chodziło o to, by nie
uważano chciwości za motyw Jego pracy kaznodziejskiej, co
groziłoby, gdyby Chrystus posiadał bogactwa. Hieronim. zauważa, iż
gdyby uczniowie Chrystusa byli bogaci, „to sądzono by, że
nauczają dla zysku, nie dla zbawienia ludzi”. Ten sam argument
odnosi się do Chrystusa. Po czwarte – im bardziej Chrystus wydawał
się przez ubóstwo poniżony, tym jaskrawiej uwypuklała się moc
Jego Bóstwa. Toteż czytamy w aktach soboru Efeskiego: „Wybrał
to, co ubogie i słabe, co małe i niepozorne, aby poznano, że
Bóstwo przemieniło okrąg ziemi. Na matkę obrał sobie ubogą
dziewczynę, przybrał jeszcze uboższą ojczyznę, sam wyzbył się
pieniędzy. Pokazuje ci to żłóbek”.
Wspaniale argumentuje Paweł: „Znacie przecież łaskę Pana
naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się
ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).
Dalej pyta się: „Czy Chrystus
nie powinien był swojej nauki przekazać na piśmie?” i odpowiada:
„W kanonie Pisma św. nie ma żadnej księgi napisanej przez
Chrystusa”. „Chrystus słusznie powstrzymał się od spisania
swej nauki. Wymagała tego przede wszystkim godność Chrystusa.
Wyższej godności nauczyciela powinien odpowiadać wznioślejszy
sposób nauczania. Chrystus, nauczyciel górujący nad innymi,
przekazywał swoją naukę trafiając bezpośrednio do serc
słuchaczy. Toteż czytamy w Ewangelii, że „uczył ich jako Ten,
który ma władzę”. Najwybitniejsi nauczyciele pogan: Pitagoras i
Sokrates, także nie chcieli niczego spisać, pismo bowiem jest tylko
środkiem, celem jest utrwalenie nauki w sercach słuchaczy. Po
drugie – domagała się tego wzniosłość nauki Chystusa, pismo
nie mogło bowiem wyrazić jej w sposób wyczerpujący, stosownie do
słów Ewangelii: „Wielu też innych rzeczy dokonał Jezus, ale
gdyby każdą z nich opisywać, to myślę, że świat cały nie
pomieściłby ksiąg, które by się miało napisać”. „Nie
chodzi tu o pojemność w sensie przestrzennym, jak mówi Augustyn,
ale o pojemność umysłu czytających”. Gdyby Chrystus swoją
naukę powierzył pismu, to ludzie by sądzili, że nie zawiera ona
nic wznioślejszego nad to, co zostało spisane. Po trzecie: aby Jego
nauka dotarła do wszystkich ludzi, potrzebne było zachowanie
jakiegoś porządku. Podczas gdy On sam nauczał swoich uczniów
bezpośrednio, ci ostatni uczyli innych posługując się słowem i
pismem. Gdyby On sam pisał, to Jego nauka docierałaby do wszystkich
bezpośrednio. A przecież i w Piśmie św. czytamy o Mądrości że
„posłała sługi swe”. Musimy jednak pamiętać, jak mówi św.
Augustyn, że niektórzy poganie sądzili, iż Chrystus napisał
pewne księgi zawierające treść magiczną. Formułami magicznymi
miał się posługiwać przy czynieniu cudów. Lecz twierdzenie to
zostało potępione przez naukę chrześcijańską. „Otóż ci,
którzy utrzymywali, że znają te Chrystusowe księgi, nie dokonali
żadnego z dzieł, których opisy podziwiali. Bóg dopuścił, że
popełnili błąd twierdząc, iż wspomniane księgi były dedykowane
świętym Piotrowi i Pawłowi. Często bowiem widzieli ich na
obrazach obok Chrystusa. Nie dziw, że oszukując innych sami zostali
zwiedzeni przez malarzy, bo w czasie, kiedy Chrystus obcował ze
swoimi uczniami przebywając w śmiertelnym ciele, św. Paweł
jeszcze nie był uczniem Chrystusa”.
Mamy Ewangelie – opis słów i czynów Jezusa i mamy Ducha Prawdy,
który pozwala nam je właściwie rozumieć.
Pyta Tomasz: „Czy cuda, które
czynił Chrystus, były dostatecznym dowodem jego bóstwa?” i
odpowiada: „Pan mówi: „Te dzieła, które Ojciec mi dał abym
wykonał, one świadczą o mnie”. Trojako możemy wykazać, że
cuda Chrystusa wystarczały do ujawnienia jego Bóstwa: Po pierwsze –
to sam rodzaj czynów Chrystusa. Przekroczyły one możliwości
stworzeń i mogły być dokonane wyłącznie mocą Bożą. Toteż po
odzyskaniu wzroku mówi uleczony: „Od wieku nie słyszano, aby kto
niewidomemu od urodzenia otworzył oczy. Gdyby ten nie był od Boga,
nie mógłby niczego dokonać”. Po drugie – to sposób, w Jaki
Chrystus czynił cuda. Wykonywał je własną mocą, nie tak jak
inni, przez modlitwę. Toteż czytamy w Ewangelii, że „wychodziła
z niego moc i uzdrawiała wszystkich”. Wskazano tu na fakt, jak
mówi Cyryl, że Chrystus „nie brał cudzej mocy, lecz ponieważ
jest Bogiem z natury, okazał swą własną moc przez to, że
uzdrawiał chorych i czynił niezliczone cuda”. Stąd w związku ze
słowami Ewangelii: „Wyrzucał słowem duchy i uzdrawiał
wszystkich chorych”, mówi Chryzostom: „Zauważ, że ewangeliści
mówią mimochodem o wielkiej liczbie uzdrowionych, nie zatrzymując
się na każdym wypadku z osobna, lecz jednym słowem wskazując na
bezmiar cudów”. Fakt ten pokazuje, że moc Chrystusa jest równa
mocy Boga Ojca, stąd Jego słowa: „Cokolwiek Ojciec czyni, to
także i Syn czyni”, oraz jak tamże czytamy: „Jak Ojciec
wskrzesza umarłych i ożywia, tak i Syn, których chce, ożywia”.
Po trzecie – to nauka, w której sam siebie nazywa Bogiem. Gdyby ta
nauka nie była zgodna z prawdą, to nie znalazłaby potwierdzenia w
cudach dokonywanych mocą Bożą. Toteż czytamy w Ewangelii: „Cóż
to za nowa nauka, że z mocą rozkazuje duchom nieczystym, a są Mu
posłuszne?”.
Sam Jezus argumentuje: „Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł,
których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak
widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,24).
Łk 2,25-26
Mówi
Ewangelista: „I oto był w Jeruzalem człowiek, któremu imię było
Symeon, a człowiek ten sprawiedliwy i bogobojny, wyczekujący
pociechy Izraela, a Duch Święty był w nim. I otrzymał był
zapowiedź od Ducha Świętego, że nie miał oglądać śmierci,
dopókiby wpierw nie ujrzał Chrystusa Pańskiego”.
W ten sposób Duch przygotowuje go na spotkanie z Jezusem, w którym
rozpozna Chrystusa Pańskiego.
Łk 2,29-32
Mówi
Symeon: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju,
według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś
przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie
pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. Symeon nazywa Jezusa to
soterion
– „to, co ocala; zbawienie, ocalenie”. Jest to proroctwo o
Jezusie – Zbawicielu. Słowa: „światło na oświecenie pogan”
nawiązują do proroctwa Izajasza: „To zbyt mało, iż jesteś Mi
Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych
z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje
zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49,6). Tekst grecki
Ewangelii mówi o „objawieniu pogan” – apokalypsis
ethnon i
może być związany z tajemniczym proroctwem Izajasza o nawróceniu
wszystkich narodów: „Zedrze On na tej górze zasłonę,
zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał
wszystkie narody” (Iz 25,7). „Zasłona” i „całun” są
wyobrażeniem duchowych przeszkód uniemożliwiających ludziom
poznawanie prawdziwego Boga.
Mówi Paweł o sobie współczesnych, niezdolnych do rozpoznania w
Jezusie oczekiwanego przez nich Chrystusa: „Ale stępiały ich
umysły. I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytają Stare
Przymierze, pozostaje [nad nimi] ta sama zasłona, bo odsłania się
ona w Chrystusie. I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza,
zasłona spoczywa na ich sercach. A kiedy ktoś zwraca się do Pana,
zasłona opada” (2 Kor 3,14-16).
Można to „objawienie narodów” interpretować za pomocą słów
Piotra: „Wiecie, bracia, że Bóg już dawno wybrał mnie spośród
was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli.
Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im
Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy
między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. Dlaczego
więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów
jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły
dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę
Pana Jezusa tak samo jak oni” (Dz 15,7-11). Bóg daje Ducha
Świętego tym, którzy przyjmują Jezusa i oczyszcza ich serca mocą
wiary w Jezusa. Piotr mówi: „Bóg już dawno wybrał mnie spośród
was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli.
Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im
Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy
między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca”.
Łk 2,34-35
Ważnym źródłem wiedzy o Jezusie jest proroctwo Symeona: „Symeon
zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten
przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na
znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz
przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Przed upadkiem
ostrzegały liczne proroctwa. Izajasz ostrzega: „Pan Zastępów -
Jego za Świętego miejcie; On jest Tym, którego się lękać macie
i który was winien bojaźnią przejmować. On będzie kamieniem
obrazy i skałą potknięcia się dla obu domów Izraela; pułapką i
sidłem dla mieszkańców Jeruzalem. Wielu z nich się potknie,
upadnie i rozbije, będą usidleni i w niewolę wzięci” (Iz
8,13-15). Zaskakujące jest, że to sam Bóg w ramach swojej
sprawiedliwości: „będzie kamieniem obrazy i skałą potknięcia
się dla obu domów Izraela; pułapką i sidłem dla mieszkańców
Jeruzalem”. Mówi Piotr: „To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto
kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto
wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy
wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten
kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła
- i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu,
upadają, do czego zresztą są przeznaczeni” (1 P 2,6-8).
Strasznie brzmią słowa Piotra: „Ci, nieposłuszni słowu,
upadają, do czego zresztą są przeznaczeni”.
Podobnie brzmią słowa Boga skierowane do Izajasza: „Idź i mów
do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia, patrzcie
uważnie, lecz bez rozeznania! Zatwardź serce tego ludu, znieczul
jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie widział ani uszami
nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby się nie nawrócił
i nie był uzdrowiony” (Iz 6,9-10). Jest to bardzo silne
ostrzeżenie od strony Boga. Wszystko jest łaską. Bez Bożej pomocy
można słuchać i nie przyjąć treści, można ją po prostu
zlekceważyć. Można widzieć i nie mieć z tego żadnej korzyści w
życiu wewnętrznym. Można żyć w bliskości świętych ludzi i
miejsc – i mimo wszystko można to zlekceważyć i nie podjąć
wysiłku nawrócenia. Jezus mówi o współczesnych: „Gdybym nie
przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak
nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi,
ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł,
których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak
widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J
15,22-24).
Jezus
odwołuje
się do proroctwa Izajasza wobec ludzi Mu współczesnych, którzy
nie wykorzystują łask przyniesionych przez Niego: „Dlatego mówię
do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i
otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się
na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie
zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało
serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby
oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie
rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” (Mt
13,13-15).
Jezus potwierdza te ostrzeżenia: „Czy nigdy nie czytaliście w
Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się
głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach.
Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane
narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije
się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Mt 21,42-44). Utrata
Królestwa Bożego, utrata łask Bożych – to straszna konsekwencja
walki z Jezusem. Walka z Jezusem, to walka z Bogiem. Zakończy się
klęską zbuntowanych.
Wielu
ludzi podnosiło się dzięki Jezusowi: „I obchodził Jezus całą
Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o
królestwie i lecząc wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród
ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono
więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite
choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a
On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z
Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania” (Mt 4,23-25). Jezus
uczy ich modlitwy i prowadzi do Królestwa Bożego mocą
błogosławieństw: „Błogosławieni
jesteście
wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni
wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się
będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą,
i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu
Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne:
cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w
niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom” (Łk
6,20-23). Błogosławieństwo jest łaską, która już podnosi, w
teraźniejszości. Odnosi się nie tylko do przyszłości. Jezus
mówi: „do was należy królestwo Boże” – skarby łask Bożych
są już w zasięgu ręki.
Proroctwo o mieczu przenikającym duszę Maryi można odczytywać w
kontekście bolesnych wydarzeń opisywanych w Ewangelii. Poszukiwanie
i odnalezienie Jezusa w świątyni było dla Maryi bolesne: „Synu,
czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca
szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: ,,Czemuście Mnie
szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy
do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział”
(Łk 2,48-50). W ten bolesny sposób Jezus uczy ich o swoim Ojcu,
któremu przede wszystkim musi być posłuszny.
Jeszcze bardziej bolesne było dla Maryi wydarzenie opisywane przez
Mateusza, w którym Jezus wskazuje na wagę pełnego posłuszeństwa
wobec Boga Ojca: „Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego
Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś
rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i
chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to
oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I
wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi
bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi
jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,46-50). Związki uczuciowe
schodzą na dalszy plan wobec szkoły posłuszeństwa wobec woli Boga
Ojca.
Z pewnością długa agonia i śmierć Jezusa na krzyżu jest
największym bólem dla Maryi: „A obok krzyża Jezusowego stały:
Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria
Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej
ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój.
Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń
wziął Ją do siebie” (J 19,25-27). Tekst nie koncentruje się na
cierpieniu Jezusa, czy Maryi, ale wskazuje na wolę Jezusa, na Jego
testament: Maryja staje się Matką dla Jana, a Jan synem dla Maryi.
Wydaje
się,
że proroctwa Symeona ciągle się jeszcze wypełniają. Tak wielu
przyjmuje, lub odrzuca Jezusa i zbawienie, które On ofiarowuje. Jest
to bolesne dla Maryi – Matki Kościoła. Wielu odrzuca Ją i Jej
próby ratowania ludzkości – co zresztą ujawnia zamysły wielu
serc. W tym kontekście można odczytywać proroctwo Apokalipsy:
„Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na
jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła
cierpiąc bóle i męki rodzenia” (Ap 12,1-2). Maryja jest tą
Niewiastą, a Jej cierpienia należą do Niej, jako Matki Kościoła.
Tak bolesna jest walka o każdego należącego do Kościoła.
Pyta Tomasz: „Czy Najświętszą
Pannę trzeba nazywać Matką Bożą?” i odpowiada: „Czytamy w
anatematyzmach Cyryla, zatwierdzonych przez Sobór Efeski: „Gdyby
ktoś nie wyznawał tego, że Emmanuel jest prawdziwie Bogiem, oraz
że wskutek tego Najświętsza Panna jest Bogarodzicą, zrodziła
bowiem cieleśnie Słowo Boże, które stało się ciałem, AS. Jak
wiadomo, każda nazwa oznaczająca naturę w jej konkretnym bytowaniu
może być odniesiona do jakiegokolwiek osobnika tej natury. A skoro,
jak wiemy, we Wcieleniu nastąpiło połączenie natur w jednej
Osobie, to oczywiście wyrazu „Bóg” możemy używać na
oznaczenie Osoby posiadającej naturę ludzką i Boską. I dlatego
wszystko, co przysługuje naturze ludzkiej i wszystko, co przysługuje
naturze Boskiej, można odnieść do tej Osoby, niezależnie od tego,
czy nazwiemy Ją wyrazem oznaczającym naturę Boską, czy też
wyrazem oznaczającym naturę ludzką. Otóż poczęcie i narodzenie
przypisujemy Osobie, posiadającej tę naturę, w której ona została
poczęta i zrodzona. A skoro, jak wiemy, natura ludzka została
przyjęta przez Boską Osobę już w pierwszej chwili poczęcia, to
wolno, jak wnioskujemy, twierdzić zgodnie z prawdą, iż Bóg począł
się i narodził z Dziewicy. Kobietę, która kogoś poczęła i
zrodziła, nazywamy jego matką. Toteż słusznie Najświętszą
Pannę nazywamy Matką Boga. Przeczyć temu, że Błogosławiona
Dziewica jest Matką Boga, może tylko ktoś, kto przyjmuje tezę
Fotyna, że poczęcie i narodzenie człowieczeństwa dokonało się
zanim ów człowiek stał się Synem Bożym, bądź też ktoś, kto
przyjmuje tezę Nestoriusza, iż człowieczeństwo to nie zostało
przyjęte przez Słowo Boże do jedności hipostatycznej, czyli do
jedności Osoby Słowa Bożego. Oba powyższe twierdzenia są błędne
i wobec tego herezją jest przeczyć temu, że Najświętsza Panna
jest
Matką Boga”.
Wierzymy, że Jezus jest Synem Bożym, że jest Bogiem. Maryja –
Jego Matka, jest więc Matką Bożą.
Łk 2,40
Mówi Łukasz: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając
się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Ewangelista
podkreśla dojrzewanie ku mądrości i obecność łaski Bożej w
wydarzeniach Jego życia.
Tak
Tomasz
pisze o łasce uświęcającej w Jezusie: „Trzy względy
przemawiają za koniecznością przyjęcia łaski usprawniającej w
Chrystusie. Po pierwsze, Zjednoczenie Jego duszy ze Słowem Bożym.
Zbliżając bowiem czerpak do źródła czerpiemy zeń obficiej,
źródłem łaski zaś jest Bóg, stosownie do słów psalmu: Łaskę
i chwałę da Pan. Było więc czymś bardzo stosownym, że łaska
boża spłynęła na duszę Chrystusa. Po drugie, godność tej
duszy, której działanie, polegające na poznaniu i umiłowaniu,
musiało dosięgnąć Boga w sposób najbardziej bezpośredni.
Koniecznym warunkiem tego było podźwignięcie natury ludzkiej przez
łaskę. Po trzecie, rola Chrystusa w odniesieniu do rodzaju
ludzkiego. Chrystus bowiem, jako człowiek, jest Pośrednikiem Boga i
ludzi. Winien był przeto posiadać łaskę w obfitości, tak by mógł
jej również udzielać innym ludziom, stosownie do słów: Z
pełności Jego wszyscyśmy otrzymali, łaskę za łaskę”.
Bardzo przekonująca jest myśl o pośrednictwie Jezusa. W swoim
człowieczeństwie jest bogaty łaską i dzięki temu nas może nią
obdarzać.
Tak
mówi Tomasz o darach Ducha Świętego: „Jak wiemy, dary we
właściwym znaczeniu są czymś, co udoskonala możliwości duszy,
uzdalniając je do przyjmowania poruszeń Ducha świętego. Oczywiste
jest zaś, że dusza Chrystusa była najdoskonalej poruszana przez
Ducha świętego, według słów: Jezus zaś pełen Ducha świętego
wrócił znad Jordanu i przez Ducha był zaprowadzony na pustkowie.
Jasne jest przeto, że w Chrystusie były dary w sposób
najdoskonalszy”.
Wychodząc z definicji darów jako zdolności przyjmowania Ducha,
Tomasz wskazuje na życie Jezusa w Duchu i stąd wnioskuje o
obfitości darów w Jezusie.
Ciekawe
jest zagadnienie daru bojaźni Bożej w Jezusie: „Jak wiemy, bojaźń
ma na względzie dwa przedmioty: po pierwsze, zło powodujące lęk,
po drugie, potęgę tego, kto może zło wyrządzić. W ten sposób
król, ponieważ ma władzę skazania na śmierć, wzbudza obawę.
Lecz przedmiotem bojaźni jest tylko ten, kto posiada władzę o
pewnej mocy, zdolnej do złamania sprzeciwu; to bowiem, co możemy
odeprzeć z łatwością, nie wywołuje w nas bojaźni. Jasne więc
jest, że bojaźń w stosunku do kogoś uwarunkowana jest jego
wyższością. Otóż trzeba stwierdzić, że w Chrystusie była
bojaźń boża, Bojaźń ta, co prawda, nie miała na względzie zła
polegającego na zerwaniu z Bogiem wskutek grzechu, ani też zła
kary za grzech, a wyłącznie samą wyższość Boga, tak iż dusza
Chrystusa pod wpływem Ducha świętego wznosiła się ku Bogu w
porywie czci. Powiedziano przeto: iż we wszystkim został wysłuchany
dla swej czci. Żywsze bowiem niż u innych ludzi było to uczucie
czci ku Bogu w Chrystusie jako człowieku. I dlatego Pismo św.
przyznaje Mu pełnię daru bojaźni bożej”.
W ten sposób Tomasz nawiązuje do Hbr 5,7-8: „Z głośnym wołaniem
i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania
do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany
dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się
posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Greckie słowo eulabeia
przetłumaczone w BT przez „uległość” można również oddać
przez: „cześć, bojaźń Bożą, pobożność”.
Ciekawie
Tomasz pisze też o charyzmatach Jezusa: „Jak wiemy, charyzmaty
mają służyć rozpowszechnieniu wiary i nauki duchownej. Trzeba, by
ten, kto naucza, miał środki służące rozpowszechnieniu jego
nauki, gdyż w przeciwnym razie nie przyniosłaby ona pożytku.
Pierwszym zaś i głównym nauczycielem prawd ducha i wiary jest
Chrystus, zgodnie ze słowami: Ponieważ najpierw głosił ją Pan,
potem utwierdzili ją w nas ci, którzy ją słyszeli, a Bóg
potwierdził ją znakami i cudami itd. Jasne więc, że Chrystus,
jako pierwszy i główny nauczyciel wiary, posiadał wszystkie
charyzmaty w stopniu najwyższym”.
Tomasz
ciekawie
definiuje charyzmaty jako pomoc w ewangelizacji. Jezus jest więc
charyzmatykiem ze względu na swoje głoszenie Ewangelii.
Ciekawie
pisze Tomasz o darze proroctwa Jezusa: „Prorok — to człowiek
poniekąd „rokujący na odległość” lub „spoglądający w
dal”, poznaje on bowiem i głosi, jak to określa Augustyn, rzeczy
dalekie od ludzkich zmysłów. Zważmy jednak, że tylko tego można
nazwać prorokiem, kto poznając i głosząc rzeczy dalekie od ludzi
sam z tymi ludźmi przebywa, jest im bliski także co do czasu i co
do miejsca. Prorokowałby na przykład mieszkaniec Galii, jeśliby
widział i oznajmiał innym współmieszkańcom to, co się w tym
czasie dzieje w Syrii, podobnie jak prorokował Elizeusz mówiąc do
Giezego, że człowiek zstąpił z wozu i szedł na jego spotkanie.
Nie miałoby zaś cech proroctwa oznajmienie tego, co się dzieje w
Syrii, przez kogoś, kto tam mieszka. To samo odnosi się do czasu.
Izajasz przepowiadając, że Cyrus, król Persów, odbuduje świątynię
bożą, prorokował. Opis zaś tego faktu dokonany przez żyjącego
wówczas Ezdrasza nie posiada cech proroctwa. Jeśli tedy Bóg albo
aniołowie, a także błogosławieni poznają i głoszą coś, co
jest niedostępne dla naszego poznania, nie są prorokami, gdyż
wcale nie należą do naszego stanu. Chrystus zaś przed Męką
należał do naszego stanu, skoro był nie tylko posiadaczem nieba,
lecz także pielgrzymem. Więc to, że poznawał rzeczy wykraczające
poza granice wiedzy innych pielgrzymów i zapowiadał je, było
przejawem proroctwa. Z tej racji mówimy, że Chrystus miał dar
proroctwa”.
Jezus jest więc prorokiem jako człowiek żyjący wśród ludzi,
służący im charyzmatem proroctwa – na przykład głosząc
zagładę świątyni Jerozolimskiej: „Gdy niektórzy mówili o
świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami,
powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie
zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” (Łk
21,5-6).
Łk 2,46-49
„I
stało się, po trzech dniach znaleźli go w świątyni, siedzącego
w pośrodku doktorów, słuchającego i pytającego ich. Wszyscy zaś,
którzy go słuchali, zdumiewali się nad rozumem i odpowiedziami
jego. A ujrzawszy go, zdziwili się. I rzekła doń matka jego: Synu,
cóżeś nam tak uczynił ? Oto ojciec twój i ja, bolejąc,
szukaliśmy cię. I rzekł do nich: Cóż jest, żeście mnie
szukali? Nie wiedzieliście, że w tych rzeczach, które są Ojca
mego, potrzeba, żebym był?”.
Istotna jest informacja: „Wszyscy zaś, którzy go słuchali,
zdumiewali się nad rozumem i odpowiedziami jego” – to była Jego
pierwsza próba dotarcia do studiujących Pismo. Jemu zależy na
prowadzeniu ludzi do prawdy, do rozumienia Pisma. Józef z Maryją
zdają się nie rozumieć postawy Jezusa, który dopuścił ich
cierpienie.
Łk 2,52
Mówi Łukasz: „Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach
i w łasce u Boga i u ludzi”. Ten tekst wskazuje na pracę Jezusa w
poszukiwaniu mądrości i na Jego umiejętność życia z Bogiem i z
ludźmi.
Łk 3,16-17
Mówi Jan Chrzciciel o Jezusie: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie
mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka
u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma
On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę
zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. O
chrzcie w Duchu Świętym wie Jan od samego Boga: „Ujrzałem
Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim.
Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym
chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha
zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci
Duchem Świętym” (J 1,32-33). Sam Jezus mówi o tym chrzcie
dopiero przed swoim wniebowstąpieniem: „A podczas wspólnego
posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać
obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie - [mówił] - Jan
chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem
Świętym” (Dz 1,4-5). Te słowa odnoszą się do Zesłania Ducha
Świętego. Jezus obdarza swoich uczniów Duchem stosownie do ich
wiary, do ich oczekiwań. Zaprasza: „Jeśli ktoś jest spragniony,
a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo:
Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o
Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem
jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony”
(J 7,37-39). Warunkiem otrzymania Ducha jest pragnienie Jego
działania i wiara w Jezusa. Dla Jana, dar Ducha pojawia się dopiero
od Pięćdziesiątnicy, a warunkiem Jego otrzymania jest według
Piotra posłuszeństwo Bogu: „Dajemy temu świadectwo my właśnie
oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są
posłuszni” (Dz 5,32). Zawsze ten dar jest poprzedzony nauczaniem
kerygmatycznym – choćby minimalnym, jak w wypadku Korneliusza
(por. Dz 10,34-44), czy Samarytan (por. Dz 8,5-17). Dar Ducha jest
zindywidualizowany – każdy otrzymuje Go w zależności od swoich
duchowych dyspozycji. Są to charyzmaty (por. Mt 10,1.8), czy dar
natchnionej modlitwy (por. J 4,23-24), czy też dar sprawowania
sakramentu pokuty (por. J 20,21-23). Szczególnym darem jest Duch
Prawdy, umożliwiający zrozumienie Jezusa i wierne przekazywanie
Ewangelii (por. J 14,15-17. 26; 15,26; 16,7-15).
Słowa Łukasza: „pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w
ogniu nieugaszonym” warto zestawiać ze słowami Jezusa: „Ja
jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w
nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie
uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna
latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie”
(J 15,5-6). Jest to ostrzeżeniem przed lekceważeniem Jezusa i Jego
nauczania. Obraz ognia jest straszliwy.
Łk 3,21-22
„Kiedy
cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A
gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na
Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się
głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Co
skłania Jezusa do przyjęcia chrztu? Mówi On do Jana: „Pozwól
teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”
(Mt 3,15). Nie tłumaczy tych słów. Możemy się jedynie domyślać,
że taka jest wola Jego Ojca. Z ludzi przyjmujących chrzest, Jezus
formuje swoich uczniów, buduje Kościół. Otrzymuje od Ojca dar
widzenia otwartego nieba, otrzymuje Ducha Świętego i słyszy
aprobatę swojego Ojca. Ten chrzest wskazuje na dobrodziejstwa
naszego chrztu – otwarcie życia duchowego, namaszczenie Duchem
Świętym, który według Pawła łączy nas z Ojcem: „Gdy jednak
nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z
niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy
podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód
tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna
swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już
niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli
Bożej” (Ga 4,4-7).
Ewangelista podkreśla, że cały obecny tam lud przyjmował chrzest
i Jezus przyjmuje chrzest razem z ludźmi. Łukasz wskazuje na
modlitwę Jezusa, która jest kontynuacją chrztu i która prowadzi
do kolejnych wydarzeń. Otwarło się niebo. Również Ezechiel i
Szczepan widzą otwarte niebo. Ezechiel pisze: „Otworzyły się
niebiosa i doświadczyłem widzenia Bożego” (Ez 1,1). Tenże
Łukasz pisze o Szczepanie: „A on pełen Ducha Świętego patrzył
w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy
Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego
po prawicy Boga” (Dz 7,55-56). Podobnie mówi Jan w Apokalipsie:
„Potem ujrzałem: Oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów
pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną,
powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać”
(Ap 4,1). Dla Jezusa jest to szczególna łaska. Mateusz tak to
formułuje: „A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha
Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego”
(Mt 3,16). Łukasz informuje o cielesnej postaci tego Ducha. Duch
przychodzi, by umożliwić wspaniałą działalność apostolską
Jezusa. Dar Ducha dla Jezusa objaśnia Piotr: „Wiecie, co się
działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który
głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg
namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim,
przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli
pod władzą diabła” (Dz 10,37-38). Jezus jest jedno z Ojcem i
Duchem w Trójcy Przenajświętszej. Jego chrzest jest początkiem
Jego działalności charyzmatycznej – używając słów Piotra:
został namaszczony „Duchem Świętym i mocą”. Istotny jest głos
Boga Ojca, wyrażający aprobatę dla Ukochanego Syna. Mówi Marek:
„Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk
1,11).
Tomasz
nieco inaczej
komentuje wydarzenie chrztu Jezusa: „Chrystus, jak wiemy, chciał
być ochrzczony, by swoim chrztem uświęcić chrzest udzielany nam.
Toteż w chrzcie Chrystusa należało uwidocznić wszystko to, co
pozostaje w związku ze skutkami naszego chrztu. Zwróćmy tu uwagę
na trzy momenty: Po pierwsze – na główną moc, która stanowi
źródło skuteczności chrztu. Jest nią potęga nieba. Po chrzcie
Chrystusa przeto niebo się otworzyło, aby pokazać, że potęga
niebios uświęca chrzest. Po drugie – do skuteczności chrztu
przyczynia. się wiara Kościoła i tego człowieka, który do chrztu
przystępuje. Przeto przyjmujący chrzest składają wyznanie wiary,
a sam chrzest nazywamy „sakramentem wiary”. Wiara zaś skierowuje
nasz wzrok ku niebu, które wykracza poza zmysły i umysł ludzki.
Dla zaznaczenia tego faktu niebiosa się otworzyły przy chrzcie
Chrystusa. Po trzecie – chrzest Chrystusa w szczególny sposób
otworzył nam wstęp do Królestwa Niebieskiego. Wstęp ten na skutek
grzechu został zamknięty przed pierwszym człowiekiem. Po chrzcie
Chrystusa niebiosa się otworzyły, by pokazać, że dla ochrzczonych
droga do nieba stoi otworem. Ale i ochrzczony, by wejść do nieba,
nie może zrywać z modlitwą. Bo chociaż grzechy zostają.
odpuszczone, jest jeszcze zarzewie grzechu, stanowiące wewnętrzną
przeszkodę na drodze prowadzącej do nieba, a od zewnątrz naciera
świat i szatan.
Znamienne
więc są słowa Ewangelii: „Gdy Jezus był ochrzczony i modlił
się, otworzyły się niebiosa”, ponieważ wierni po chrzcie
koniecznie potrzebują, modlitwy. Albo można też rozumieć, że
otworzenie się nieba przed wiernymi dokonuje się mocą modlitwy
Chrystusa. Akcentują to słowa Mateusza: „Otworzyły się Mu
niebiosa”, to znaczy otworzyły się przed nami ze względu na
Niego. Tak przynajmniej tłumaczy je Chryzostom dając przykład
cesarza, który petentowi proszącemu o łaskę dla kogoś innego
daje odpowiedź: „Udzielam ci tej łaski, robię to nie dla niego,
lecz przez wzgląd na ciebie”.
Tomasz wychodzi z następującego założenia: „Chrystus, jak
wiemy, chciał być ochrzczony, by swoim chrztem uświęcić chrzest
udzielany nam”. Mówi więc o chrzcie Jezusa jako drodze do
zrozumienia naszego chrztu. Mówi: „Po chrzcie Chrystusa niebiosa
się otworzyły, by pokazać, że dla ochrzczonych droga do nieba
stoi otworem. Ale i ochrzczony, by wejść do nieba, nie może zrywać
z modlitwą”.
Prawdopodobnie,
uczestnikiem wizji nieba otwartego był również Jan Chrzciciel.
Sugerują to słowa: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica
zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem,
ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do
mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego
nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i
daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,32-34) – Jan
widział więc Ducha i słyszał głos Ojca: „Tyś jest mój Syn
umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22).
Ciekawie
pisze Tomasz na temat cielesnej postaci Ducha Świętego
przychodzącego na Jezusa po Jego chrzcie: „Nie wypadało, jak
wiemy, by Syn Boży, sama Prawda Ojcowa, posługiwał się jakąś
zjawą. Dlatego przyjął ciało prawdziwe, nie pozorne. Skoro zaś
Duch Święty nazywa się Duchem Prawdy, to i on również
ukształtował ciało prawdziwej gołębicy po to, by się w niej
ukazać, chociaż nie przybrał jej sobie do jedności
hipostatycznej. Toteż w dalszym ciągu mówi Augustyn: „Zarówno
Synowi Bożemu jak i Duchowi Świętemu nie godziło się ludzi
wprowadzać w błąd; a wszechmogący Bóg, który z niczego uczynił
cały świat stworzony, nie miał trudności z ukształtowaniem
rzeczywistego ciała gołębicy bez posługi innych gołębic, tak
jak nie sprawiło Mu żadnej trudności uformowanie prawdziwego ciała
w łonie Maryi bez udziału męskiego nasienia. Rozkazowi Boga i Jego
woli podlega zarówno materia stworzona w łonie niewiasty dla
ukształtowania człowieka, jak i sam świat stworzony dając
tworzywo dla uformowania gołębicy”.
Kluczowe w argumentacji Tomasza jest sformułowanie: „Nie wypadało,
jak wiemy, by Syn Boży, sama Prawda Ojcowa, posługiwał się jakąś
zjawą. Dlatego przyjął ciało prawdziwe, nie pozorne. Skoro zaś
Duch Święty nazywa się Duchem Prawdy, to i on również
ukształtował ciało prawdziwej gołębicy po to, by się w niej
ukazać”. Tak, jak prawdziwym jest ciało Jezusa, tak prawdziwym
było ciało gołębicy.
Ciekawie
pisze Tomasz o manifestacji Ojca: „W chrzcie Chrystusa, stanowiącym
wzór naszego chrztu, jak wiemy, miało się okazać to, co się w
nim dokonuje.
Otóż źródłem
uświęcenia w chrzcie wiernych jest moc Trójcy Przenajświętszej
połączona z wezwaniem jej imienia, stosownie do nakazu Chrystusa:
„Idąc, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i
Syna i Ducha Świętego”. I dlatego podczas chrztu Chrystusa, jak
mówi Hieronim, „została objawiona Trójca Przenajświętsza. Sam
Pan w naturze ludzkiej przystąpił do chrztu, Duch Święty zstąpił
w postaci gołębicy i dał się słyszeć głos Ojca stwierdzający
synostwo Chrystusa”. Toteż słusznie przy Jego chrzcie Ojciec
objawił się przez głos”.
Tomasz mówi o manifestacji Trójcy: „źródłem uświęcenia w
chrzcie wiernych jest moc Trójcy Przenajświętszej połączona z
wezwaniem jej imienia, stosownie do nakazu Chrystusa: Idąc,
nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha
Świętego”. Ojciec pozwala się usłyszeć, podobnie jak podczas
Przemienienia Pańskiego: „oto obłok świetlany osłonił ich, a z
obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym
mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (Mt 17,5).
Łk 4,1-12
„Pełen
Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu
[Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez
diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód”.
Słowa: „Pełen Ducha Świętego” wskazują na rezultat chrztu,
po którym, jak mówi Łukasz: „Duch Święty zstąpił na Niego, w
postaci cielesnej niby gołębica” (Łk 3,22). Podobnie mówi o Nim
Jan, że był „pełen łaski i prawdy” (J 1,14) – bo w mocy
Ducha obdarza ludzi łaskami i prowadzi do prawdy. O Szczepanie
pełnym Ducha (por. Dz 6,3.5) mówi Łukasz, że „pełen łaski i
mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu” (Dz 6,8). To Duch
prowadzi go do wizji nieba kończącej jego życie: „A on pełen
Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa,
stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna
Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,55-56).
Czasownik
peirazo
– „kusić”, jest tu odniesiony do złego ducha, a w Mt 16,1, do
faryzeuszy i saduceuszy: „A przystąpili do niego faryzeusze i
saduceusze, kusząc, i prosili go, aby im ukazał znak z nieba”
– Można powiedzieć, że kusząc, ludzie służą złemu duchowi.
Czasownik
nesteuo
– pościć”, wskazuje tu na post Jezusa, a w Dz 13,2-3, do
Kościoła działającego w mocy Ducha Świętego: „Gdy odprawili
publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: Wyznaczcie
mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem.
Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk,
wyprawili ich”.
Ważna
jest odpowiedź Jezusa na pierwszą pokusę: „Nie samym chlebem
żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”
– jest to nawiązanie do słów Mojżesza: „Utrapił cię, dał
ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty,
ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko
chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z
ust Pana” (Pwt 8,3). Tak ważne jest wsłuchiwanie się w Boga,
czytanie Pisma Świętego. Prorok Amos ostrzega: „Oto nadejdą dni
- wyrocznia Pana Boga - gdy ześlę głód na ziemię, nie głód
chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich.
Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód
będą krążyli, by znaleźć słowo Pańskie, lecz go nie znajdą”
(Am 8,11-12). Grozi nam niedocenianie słów kierowanych do nas przez
Boga. Często ludziom nie zależy na Piśmie Świętym, boją się
trudu poszukiwania właściwego sensu Pima.
Ważna
jest też kolejna odpowiedź Jezusa: „Nie będziesz kusił Pana
Boga swego”
– jest to nawiązanie do słów Mojżesza: „Nie będziesz kusił
Pana, Boga twego, jak kusiłeś na miejscu Kuszenia”
(Pwt 6,16). Wyrażenie „kusić” jest silniejsze niż „wystawiać
na próbę”, bo wskazuje na złą wolę kuszącego, który nie chce
poznać prawdy, a chce doprowadzić do grzechu, do upadku kuszonego.
Trzecia
odpowiedź Jezusa, to: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane:
Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć
będziesz” i jest to nawiązanie do Pwt 6,13: „Będziesz się bał
Pana, Boga swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz
przysięgał”. Słowo proskyneo
jest również użyte przez Jezusa w rozmowie z Samarytanką:
„Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi
czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich
to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by
czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,23-24)
i jest tam tłumaczone przez „oddawać cześć” – chodzi więc
o właściwy, duchowy kult Boga. Uczniowie Jezusa oddają Mu cześć,
gdy przychodzi do nich krocząc po jeziorze: „Gdy wsiedli do
łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli
przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym”
(Mt 14,32-33).
Tomasz
tak komentuje kuszenie Jezusa: „Chrystus chciał być kuszony. Po
pierwsze – aby dać nam pomoc przeciwko pokusom. Mówi Grzegorz:
„Nie przyniosło hańby naszemu Odkupicielowi to, że chciał się
narazić na pokusę, bo i po to przyszedł, aby się narazić na
śmierć. Chciał on nasze pokusy przezwyciężyć pokusami swoimi,
podobnie jak śmierć naszą pokonał swoją śmiercią”. Po drugie
– chodziło Mu o naszą czujność, by żaden człowiek, choćby
najświętszy, nie był pewny siebie i nie uważał się za
niedostępnego dla pokus. Toteż naraził się Chrystus na pokusę
nawet po chrzcie, bo jak mówi Hilary: „Na pokusy szatańskie
najbardziej narażeni są ludzie uświęceni. Szatan chce
zatriumfować przede wszystkim nad nimi”. Toteż czytamy w Biblii:
„Synu, przystępując do służby Bożej, stój w sprawiedliwości
i bojaźni, oraz przygotuj duszę swą na pokusę”. Po trzecie –
chciał nam dać przykład: pokazać, w jaki sposób mamy
przezwyciężać pokusy diabelskie. Mówi o tym Augustyn, że
Chrystus szatanowi „pozwolił kusić siebie, aby interweniować nie
tylko przez udzielenie pomocy, ale również przez przykład,
przyczyniając się w ten sposób do zwycięstwa nad pokusami”. Po
czwarte — chciał tchnąć w nas ufność w swoje miłosierdzie. W
liście do Hebrajczyków czytamy: „Nie takiego bowiem mamy
Arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom,
lecz kuszonego przez wszystko, podobnie jak my, z wyjątkiem
grzechu”.
Tomasz patrzy na kuszenie Jezusa na pustyni od strony Jego pomocy dla
nas wystawionych na różnego rodzaju pokusy.
Ciekawie
dodaje: „Jak już wiemy, Chrystus pozwolił diabłu kusić siebie,
podobnie jak dał siebie na zabicie jego członkom, z własnej
nieprzymuszonej woli. W przeciwnym razie szatan nie ośmieliłby się
podejść do Chrystusa. Słusznie jednak zauważono, że szatan
mocniej naciera na tego, kto jest sam, ponieważ, jak czytamy w
Biblii, „Jeśli kto przemoże jednego, dwóch mu się oprze”.
Chrystus wyszedł na pustynię, jak się wychodzi na pole walki, aby
tam być kuszony przez szatana. Jak twierdzi Ambroży, Chrystus
„uczynił to celowo, aby wyzwać diabła, bo jeśliby ten – czyli
diabeł – nie walczył, to tamten – czyli Chrystus – nie
zwyciężyłby”. Dorzuca też Ambroży inne argumenty mówiąc, że
„Chrystus uczynił to w związku z tajemnicą wyzwolenia wygnanego
Adama, który z raju był usunięty na pustynię oraz, by poglądowo
pokazać zawiść diabła w stosunku do nas, kiedy dążymy do
wyższych celów”.
Pustynia jest przedstawiona jako miejsce samotności, niebezpieczne
ze względu na pokusy.
Ciekawie
pisze Tomasz o roli postu: „Słusznie chciał Chrystus pościć
zanim był kuszony. Chciał bowiem: Po pierwsze dać przykład.
Skoro, jak wiemy, wszystkich czeka walka z pokusami, Chrystus
poszcząc przed nadchodzącą pokusą uczy, że wszyscy powinniśmy
się uzbroić przeciw pokusom poszcząc. Toteż Apostoł nazywa post
orężem sprawiedliwości. Po drugie Chrystus chciał pokazać, że
szatan naciera zarówno na poszczących, jak i na tych, którzy
poświęcają się dobrym czynom. Był przeto kuszony zarówno po
poście, jak i po chrzcie. Toteż Chryzostom mówi w związku ze
słowami Ewangelii: „Chrystus pościł, choć tego nie potrzebował;
uczył nas pościć, abyś poznał, jak wielkim dobrem jest post, jak
osłania nas przed diabłem, i żebyś zrozumiał, iż po chrzcie
trzeba zmierzać do postu, nie do rozwiązłości”. Po trzecie –
następstwem postu jest łaknienie, które, jak wiemy, ośmieliło
diabła do natarcia, „To, że Pan łaknął – zauważa Hilary –
nie wynikało ze zwycięstwa głodu nad Nim, lecz z pozostawienia
ludzkiej natury jej własnym siłom, gdyż nie Bóg miał odnieść
zwycięstwo nad szatanem, lecz ciało Chrystusa”. Toteż, jak mówi
Chryzostom, Chrystus „nie przekroczył miary postu Mojżesza czy
Eliasza, aby fakt przyjęcia przezeń ciała nie wydał się czymś
nie do wiary”.
Ciekawa jest myśl Hilarego, że Jezus nie zwycięża mocą Bóstwa,
ale w swoim człowieczeństwie.
Ciekawie
Tomasz komentuje samo kuszenie: „Pokusa
pochodząca
od wroga ma formę namowy, jak zauważył Grzegorz. Nie wszystkich
zaś można namówić do zła stosując te same chwyty, lecz każdy
ulega temu, co ma związek z jego namiętnością. Diabeł przeto nie
nakłania ludzi uduchowionych od razu do ciężkich grzechów, lecz
stopniowo przechodzi do nich, zaczynając od grzechów lżejszych. W
komentarzu do słów Biblii: „Z daleka czuję walkę, wołanie
dowódców i okrzyki wojska”, Grzegorz mówi: „Dobrze
powiedziane, że wodzowie nawołują, a wojsko wydaje okrzyk. Bo
pierwsza wada wchodzi do duszy oszukanej pod przykrywką jakiejś
racji; mnóstwo innych, idących w ślad za nią, wprowadza jak gdyby
zwierzęcy zamęt pociągając duszę do wszelkich szaleństw”. Tę
samą taktykę zastosował diabeł przy kuszeniu pierwszego
człowieka. Najpierw bowiem nakłonił jego umysł do spożycia owocu
z drzewa zakazanego, mówiąc: „Czemu wam Bóg przykazał, żebyście
nie jedli z każdego drzewa rajskiego?” Potem słowami: „Otworzą
się oczy wasze”, tchnął weń próżność. Wreszcie doprowadził
do skrajnej pychy, mówiąc: „Będziecie jako bogowie, znający
dobre i złe”. Porządek ten zachował szatan również przy
kuszeniu Chrystusa. Namawia Go najpierw do tego, czego pragną ludzie
choćby najbardziej uduchowieni: do pokrzepienia ciała przez pokarm.
Przechodzi potem do czegoś, co niekiedy jest słabością ludzi
uduchowionych, polegającą na tym, że pewne czyny wykonują na
pokaz. Jest to przejaw próżności. Dochodzi wreszcie do tego, co
stanowi pokusę już nie dla ludzi uduchowionych, lecz dla
opanowanych przez zmysły: podsuwa pożądanie bogactw i chwały tego
świata „aż do wzgardy Boga”. Pierwsze dwie pokusy szatan
poprzedza wstępem: „Jeśliś jest Syn Boży”, nie powtarzając
tego zwrotu przy trzeciej. Trzecia pokusa nie grozi bowiem, jak dwie
pierwsze, ludziom uduchowionym, będącym przybranymi synami Bożymi.
Pokusom tym Chrystus przeciwstawia nie potęgę władcy, lecz
świadectwo Zakonu, „aby — jak mówi Leon — tym bardziej
podnieść godność człowieka, a wrogowi tym sroższą karę
wymierzyć. Wróg ludzkości bowiem poniósł klęskę w walce
poniekąd nie z Bogiem, lecz z człowiekiem”.
Tekst Mateusza dodaje do opisu kuszenia: „Wtedy opuścił Go
diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu” (Mt 4,11).
Dla wyczerpanego czerdziestodniowym postem Jezusa ta pomoc była
koniecznie potrzebna. Podobnie mówi Łukasz o pomocy anioła w
Ogrodzie Oliwnym: „Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał
Go” (Łk 23,43). Umocniony przez anioła Jezus modli się jeszcze
intensywniej: „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił,
a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię”.
Sam Jezus mówi do Natanaela o swojej współpracy z aniołami:
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i
aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna
Człowieczego” (J 1,51).
Łk 4,14-15
„Potem
powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła
się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany
przez wszystkich”. Od chrztu w Jordanie, Jezus działa w mocy Ducha
– na pustyni i później. Początek Jego nauczania jest przyjmowany
entuzjastycznie.
Łk 4,18-19
„Duch
Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a
niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym
obwoływał rok łaski od Pana”. Jezus wybiera z proroctwa Izajasza
fragment akcentujący Jego namaszczenie Duchem Świętym, bo Chrystus
– to namaszczony przez Ducha. W Jego mocy głosi On Ewangelię.
Według Ewangelii Marka Jezus mówi: „Czas się wypełnił i
bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w
Ewangelię!” (Mk 1,15). Ewangelia – to zaproszenie do Królestwa
opisywanego przez Jezusa, a realizowanego przez Ducha, który
przemienia ludzi, by mogli żyć w Bogu i dla Boga, by mogli być
błogosławieni (por. Mt 5,3-12). To Królestwo – to uwolnienie od
złych duchów, od chorób, od kalectwa, od śmierci (por. Mt
10,1.7-8). To wewnętrzna przemiana człowieka prowadząca go do
prawdziwego nawrócenia.
Łk 4,24-27
„Zaprawdę,
powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej
ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za
czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata
i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a
Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w
Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka
Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk
Naaman”. Jezus zaskakuje swoich słuchaczy wskazując na obcych –
nie Izraelitów, którzy otrzymali wielkie łaski od Boga. Możliwe,
że w ten sposób chce zwrócić ich uwagę na dobra duchowe, których
tak bardzo potrzebowali.
Łk 4,28-29
„Na
te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z
miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na
której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić”. Mieszkańcy
Nazaretu oczekiwali chyba od Jezusa wielkich, wspaniałych cudów,
które byłyby w ich mniemaniu dowodem wdzięczności Jezusa za lata,
które przeżył wśród nich. Gotowi są jednak zabić Jezusa.
Łk 4,33-35
„A
był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego.
Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie
Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty
Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy
zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając
mu żadnej szkody”. Zły duch ostrzega mieszkańców Kafarnaum
przed Jezusem, o którym wcześniej mówił Jan Chrzciciel: „Ja was
chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem
godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie
Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia
swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu
nieugaszonym” (Łk 3,16-17). Słowa: „Przyszedłeś nas zgubić?”
ostrzegają przed Jezusem – sprawiedliwym sędzią, którego
mieszkańcy Kafarnaum mogą się obawiać. „Święty Boży” –
to ostrzeżenie przed karą za grzechy – tak rozumiała to kobieta
goszcząca Eliasza: „Po tych wydarzeniach zachorował syn tej
kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo
się wzmogła, że przestał oddychać. Wówczas powiedziała ona
Eliaszowi: Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to
przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić
o śmierć mego syna?” (1 Krl 17,17-18). Świętość nie jest tu
więc postrzegana jako pozytywny dar Boży, ale jako groźba zemsty
Boga.
Łk 4,38-39
„Po
opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka
trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On stanąwszy nad
nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i
usługiwała im”. Zaskakuje sposób uzdrowienia. Jezus traktuje
gorączkę jak osobę, której rozkazuje – podobnie jak duchom
nieczystym (por. Łk 4,35), czy wiatrom i jezioru (por. Łk 8,24).
Łk 4,40-41
„O
zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite
choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł
ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu,
wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał
im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem”. Zachód
słońca oznaczał dla Żydów zakończenie szabatu – dopiero wtedy
mogli przynieść swoich chorych do Jezusa. Jezus uzdrawia, kładąc
ręce na chorych i opętanych. Złe duchy znają Jezusa, wiedzą, że
jest On Synem Bożym i Chrystusem. Naród i jego przełożeni tego
nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. W świątyni: „Otoczyli Go Żydzi
i mówili do Niego: Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności?
Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie! Rzekł do nich
Jezus: Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję
w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie
jesteście z moich owiec” (J 10,24-26). Nie wierzą, bo nie chcą
należeć do uczniów Jezusa.
Jezus zabrania złym duchom rozgłaszania prawdy, bo naród jest do
tego nie przygotowany, a propaganda złych duchów działałaby na
niekorzyść Jezusa, którego faryzeusze oskarżali o współpracę z
Belzebubem: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był
niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i
widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: Czyż
nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On
tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”
(Mt 12,22-24).
Łk 5,8-10
„Widząc
to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode
mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i
wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego
dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy
byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój
się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Cudowny połów uzmysławia
Szymonowi świętość Jezusa, a z drugiej strony jego grzeszność.
Jezus akceptuje jego pokorę i stwierdza: „Nie bój się, odtąd
ludzi będziesz łowił” – co wskazuje na jego nowe powołanie –
pracę z Jezusem i troskę o ludzi Jego poszukujących.
Łk 5,15-16
„Lecz
tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały
się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań.
On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się”. Choć
Jezus prosił o nierozgłaszanie Jego cudów, to nie był w stanie
zachamować wzrostu swojej sławy. Zbierają się wokół niego
liczne tłumy aby Go słuchać. Jego błogosławieństwa są
wprowadzeniem do Jego Ewangelii o Królestwie Bożym. W tym
Królestwie są oni uzdrawiani i uwalniani od złych duchów. Jezus
realizuje swoje marzenia i, co ciekawe odchodzi na miejsca
niezamieszkałe i modli się. Łączy w ten sposób życie aktywne z
ludźmi z życiem kontemplacyjnym z Ojcem.
Łk 5,21-24
„Na
to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić.
Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może
odpuszczać grzechy prócz samego Boga? Lecz Jezus przejrzał ich
myśli i rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż
jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy
powiedzieć: Wstań i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn
Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do
sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do
domu!” Dla faryzeuszy i uczonych w Piśmie odpuszczenie grzechów
paralitykowi było bluźnierstwem bo nie wierzyli, że Jezus jest
Bogiem. Jezus kieruje ich ku tej prawdzie uzdrawiając człowieka –
w ten sposób chce im udowodnić, że On – „Syn Człowieczy ma na
ziemi władzę odpuszczania grzechów”.
Łk 6,6-11
„W
inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek,
który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i
faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód
do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do
człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na
środku! Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich:
Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić;
życie ocalić czy zniszczyć? I spojrzawszy wkoło po wszystkich,
rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Uczynił to i jego ręka
stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się
między sobą, co by uczynić Jezusowi”. Uczeni w Piśmie i
faryzeusze szukają powodu do oskarżenia Jezusa. On zadaje im
pytanie: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić;
życie ocalić czy zniszczyć?” Odpowiedź dla nas wydaje się
oczywista, ale nie jest taką dla nich. Po uzdrowieniu człowieka oni
wpadają w szał i jak mówi Marek: „A faryzeusze wyszli i ze
zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki
sposób Go zgładzić” (Mk 3,6).
Łk 6,12
„Stało
się też w owe dni, odszedł na górę modlić się, i nocował na
modlitwie Bożej”.
Termin: „modlitwa Boża” trzeba chyba rozumieć w zestawieniu z
Rz 8,26: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej
słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam
Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można
wyrazić słowami”. Modlitwa charyzmatyczna jest natchniona przez
Ducha i taką była nocna modlitwa Jezusa.
Łk 6,19
„A
cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od
Niego i uzdrawiała wszystkich”. Sądzę, że słowo „moc”
oznacza Ducha Świętego, który żyje w Jezusie i uzdrawia
niezależnie od Jego woli. Podobnie Duch uzdrawia kobietę, która
wierząc dotyka płaszcza Jezusa: „Żebym się choć Jego płaszcza
dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła
w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast
uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego” (Mk 5,28-30).
Łk 6,20-23
„Błogosławieni
jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie
nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem
śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was
znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was
i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako
niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza
nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom”.
Termin „błogosławieni” zdaje się wskazywać na żywą i
ożywiającą obecność Ducha Świętego. Nie jest to więc życzenie
dotyczące przyszłości, ale stwierdzenie Jezusa o łasce
zamieszkującej ubogiego człowieka, sprawiającej, że należy już
do Królestwa Bożego. To „Królestwo” można rozumieć jako
łączność Boga z ludźmi, którzy aprobują Jego panowanie.
Błogosławieństwo jest częścią ewangelizacji, o której mówi
proroctwo Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie
namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by
opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i
więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień
pomsty naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by
rozweselić płaczących na Syjonie, aby im wieniec dać zamiast
popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały
zamiast zgnębienia na duchu” (Iz 61,1-3). O błogosławieństwie
dla ubogich mówi również Jakub: „Posłuchajcie, bracia moi
umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w
wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go
miłują?” (Jk 2,5).
Jakimś komentarzem do słów o ubóstwie są wypowiedzi Pawła:
„Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który
będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim
ubogacić” (2 Kor 8,9). Uczy nas ubóstwa, jak żyć w ubóstwie,
jak służyć Panu w ubóstwie. Jezus wybrał ubóstwo, by wspomóc
ubogich. Mówi do Pawła: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w
słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). Słabość prowadzi do
pokory, do zaufania Panu. Jest to błogosławieństwo dla słabego
Pawła. Jest to nadprzyrodzona pomoc dla słabego Apostoła.
Błogosławieństwo jest więc wyrazem Bożej sprawiedliwości dla
biednych i dyskryminowanych w świecie. Głodujący już teraz są
błogosławieni. Już teraz są wspomagani Duchem Świętym. Są
przez Niego pocieszani. Podobnie płaczący. W przyszłości będą
nasyceni i pocieszeni, ale już obecnie są błogosławieni. Czwarte
błogosławieństwo odnosi się do prześladowanych ze względu na
ich wiarę w Jezusa. Są oni błogosławieni, podobnie jak prorocy,
którzy ze względu na głoszenie prawdy objawionej im przez Boga,
byli znienawidzeni przez otoczających ich ludzi.
Mówi Jezus: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie
pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was
kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze
świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat
nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem:
Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali,
to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i
wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu
mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał. Gdybym nie
przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak
nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi,
ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł,
których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak
widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J
15,18-24).
Łk 6,24-26
„Natomiast
biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada
wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć
będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić
się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić
was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym
prorokom”. To bogactwo nie jest mierzone ilością pieniędzy, czy
materialnego uposażenia. Chodzi tu o stan człowieka, któremu
wydaje się, że nie potrzebuje Boga, bo się urządził, bo może
żyć spokojnie, a Bóg jest dla niego co najwyżej dodatkiem do
kulturalnego życia. „Pociecha”, o której mówi Ewangelia – to
paraklesis,
to mniej więcej to samo, co mamonas
z Ewagelii Mateusza: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo
jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z
jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć
Bogu i Mamonie” (Mt 6,24). Chodzi o ufność wobec zasad tego
świata, który obiecuje spokojne życie – ale bez Boga.
Słowo
„biada” – w oryginale greckim: uai
nie jest przekleństwem, ale jest bardzo silnym ostrzeżeniem;
niekiedy przed piekłem. Widać to u Mateusza: „Biada światu z
powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada
człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. Otóż jeśli
twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i
odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym
lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w
ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu,
wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść
do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego”
(Mt 18,7-9). Bardzo surowo w ustach miłosiernego Jezusa brzmią
słowa: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo
zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie
i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13).
Dotyczy to ludzi odrzucających zbawienie, przyniesione przez Jezusa.
Mówi Jezus do Judasza: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o
Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn
Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby
się nie narodził” (Mt 26,24). Jest to bardzo silne ostrzeżenie
przed piekłem, które grozi Judaszowi za zdradę Jezusa.
Jako komentarz do błogosławieństw i ostrzeżeń można przyjąć
przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Mówi w tej przypowieści
Abraham: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a
Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki
cierpisz” (Łk 16,25). Nie ma mowy o winie i karze. Jest tylko
sprawiedliwość: Łazarz w życiu doczesnym cierpiał nędzę, a po
śmierci jest szczęśliwy – bogacz w życiu doczesnym radował się
bogactwem, a po śmierci cierpi w ogniu. Tę trudną drogę ubóstwa
przyjęli święci – Franciszek, Dominik, Ignacy Loyola.
O bogactwie Jezus mówi: „Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z
trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, Jeszcze raz wam
powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne
niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to
usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się
zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe,
lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,23-26). Uczniowie
zrozumieli, że zbawienie dla bogatych jest, po ludzku rzecz biorąc,
niemożliwe. Jezus uspokaja ich, mówiąc o Bożej wszechmocy.
Może, trzeba to odczytywać w kontekście Mt 6,24: „Nikt nie może
dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a
drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim
wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”. Mamona – to
świat z jego duchem. To światowe zabezpieczenia obiecujące „święty
spokój”, pełne bezpieczeństwo wobec wszelakich niebezpieczeństw.
Mówi Jan: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie!
Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko
bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała,
pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz
od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto
zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,15-17).
Bogactwo może prowadzić do umiłowania świata, do
usprawiedliwienia pożądliwości ciała wraz z nieczystością, do
usprawiedliwienia pożądliwości oczu z chciwością i pasją
wydawania pieniędzy, do chełpliwości, która prowadzi do wiary w
siebie, a nie w Boga.
Izajasz pisze: „Dlatego tak mówi Pan Bóg: Oto moi słudzy jeść
będą, a wy będziecie łaknąć. Oto moi słudzy pić będą, a wy
będziecie cierpieć pragnienie. Oto moi słudzy weselić się będą,
a wy będziecie wstyd odczuwać. Oto moi słudzy śpiewać będą z
radości serdecznej, a wy jęczeć będziecie z bólu serdecznego i
zawodzić będziecie zgnębieni na duchu” (Iz 65,13-14). Warto
służyć Bogu i ufać Jego pomocy.
Mówi Jakub: „Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się
natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga,
to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie
serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i
płaczcie! Śmiech wasz niech się obróci w smutek, a radość w
przygnębienie! Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was” (Jk
4,7-10). To wspaniały komentarz do „biada” z Łk 6,24-26.
Ważne są też słowa: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was
będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”.
Istotne jest mówienie prawdy, którą poznajemy z pomocą Ducha
Prawdy. Nie zawsze i nie wszystkim ta prawda przypadnie do gustu.
Mogą nas spotkać nieprzyjemności, czy wręcz prześladowania.
Niestety możliwe jest kłamstwo, które może się bardzo podobać.
Paweł ostrzega: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa,
który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie
się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w
porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z
całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila,
kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań
- ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli.
Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku
zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy,
wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!” (2 Tm
4,1-5).
Łk 6,27-28
Jezus
mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym,
którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają,
i módlcie się za tych, którzy was oczerniają”. To jest Jego
walka ze złem. Paweł mówi: „Błogosławcie tych, którzy was
prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z
tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą.
Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością,
lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za
mądrych! Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się
dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o
ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!
Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz
pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy
pomsta. Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan - ale: Jeżeli
nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. Jeżeli pragnie -
napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego
głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!”
(Rz
12,14-21). Trudne jest wymaganie Pawła: „Nie daj się zwyciężyć
złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” Tak łatwo jest dać się
sprowokować złu do zła, do złości, do zemsty.
Łk 6,41-42
„Czemu
to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie
dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że
usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku
nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a
wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”. Dość
łatwo jest krytykować zło, czy podejrzewać. Dużo trudniej jest
zobaczyć swoje wady, uprzedzenia, stereotypy, które znikształcają
naszą ocenę rzeczywistości. Nie wystarczy zobaczyć belkę. Z Bożą
pomocą trzeba ją jeszcze usunąć – a to dużo trudniejsze.
Łk 6,45
„Dobry
człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły
człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca
mówią jego usta”. Tak łatwo jest mówić źle o kimś, tak łatwo
jest go krytykować. Ukazuje to stan naszego serca. Jest w nim mało
dobra, dobroci, miłosierdzia, a dużo różnego rodzaju zła.
Łk 7,11-17
„Wkrótce
potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego
uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej,
właśnie wynoszono umarłego - jedynego syna matki, a ta była
wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan
użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem
przystąpił, dotknął się mar - a ci, którzy je nieśli, stanęli
- i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i
zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął
strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas,
i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o
Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie”. Jezus
współczuje wdowie i wskrzesza jej syna prostym: „Młodzieńcze,
tobie mówię wstań!” Nie ma miejsca na modlitwę, czy jakieś
szczególne obrzędy (por. 1 Krl 17,19-22, w wypadku Eliasza, a 2 Krl
4,32-35, w wypadku Elizeusza).
Łk 7,22-23
„A odpowiadając, rzekł im:
Idźcie i donieście Janowi, coście słyszeli i widzieli; Że ślepi
widzą, chromi chodzą, trędowaci bywają oczyszczeni, głusi
słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim ewangelia bywa opowiadana.
A błogosławiony jest, który się ze mnie nie zgorszy”.
W ten sposób Jezus odpowiada na pytanie Jana Chrzciciela: „Ty
jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego czekamy?”
Są to czyny Chrystusa (por. Mt 11,2). Ukazuje swoje dzieła,
zapowiedziane przez Izajasza (por. Iz 35,5-6; 61,1) i dodaje:
„błogosławiony jest, który się ze mnie nie zgorszy”. Słowa i
czyny Jezusa prowadziły do Królestwa Bożego, do dobra, do
nawrócenia. Niestety, byli tacy, którzy się gorszyli, którzy
pogrążali się w nienawiści wobec Jezusa i Jego nauczania.
Mówi Jezus: „Słuchajcie i
chciejcie zrozumieć. Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka
nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym. Wtedy
przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Wiesz, że faryzeusze
zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?” (Mt 15,10-12).
Zgorszenie jest w tym wypadku złą reakcją na słowa, czy czyny
Jezusa. Jest niezrozumieniem Jezusa i przypisywaniem Jemu związku ze
złym duchem: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był
niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i
widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: Czyż
nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On
tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”
(Mt 12,22-24). Jezus mówi: „Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego
wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże”
(Mt 12,28). Przypisywanie tego dobra Belzebubowi, to oszczerstwo
wobec Jezusa i Ducha, w mocy którego On działa, a to jest
bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu (por. Mt 12,31-32).
Łk 7,28-30
„Powiadam wam: Między
narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w
królestwie Bożym większy jest niż on. I cały lud, który Go
słuchał, nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując
chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar
Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego”. Jezus
wskazuje na ludzką wielkość Jana: „Ale coście wyszli widzieć ?
Proroka ? Zaiste powiadam wam i więcej niż proroka. Ten jest, o
którym napisane jest: Oto posyłam Anioła mego przed obliczem
twoim, który zgotuje drogę twoją przed tobą”
(Łk 7,26-27). To słowo: „Anioł” jest dosłownym tłumaczeniem
z greckiego oryginału: angelos
i objawia jego wielkość przepowiedzianą przez proroka Malachiasza
(Ml 3,1). Nie ma on jeszcze pełni Ducha Świętego – i dlatego
Jezus mówi: „najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż
on”.
Ciekawy jest wniosek Ewangelisty: „I cały lud, który Go słuchał,
nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest
Janowy” – w ten sposób otrzymywali odpuszczenie grzechów i
przygotowywali się na przyjęcie Ewangelii Jezusa. „Faryzeusze zaś
i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie
przyjmując chrztu od niego” – zdecydowali się na odrzucenie
łaski Bożej. Mówi Jezus: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i
nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.
Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu
nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy
patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się,
żeby mu uwierzyć” (Mt 21,31-32). Straszny jest upór niewiary
uniemożliwiający zbawienie. Uważali się za sprowiedliwych i
odrzucali Jana Chrzciciela z jego chrztem, a później Jezusa i
Królestwo Boże, które głosił.
Łk 7,33-34
„Przyszedł
bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy
mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i
pije; a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i
grzeszników”. Zaślepieni pychą i nienawiścią odrzucili
zbawienie, odrzucili Boga, który dał im szansę nawrócenia przez
Jana i przez Jezusa.
Łk 7,47-50
„Odpuszczone
są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu
mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje
grzechy są odpuszczone. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić
sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza? On zaś
rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!”
Wielka miłość jest racją odpuszczenia grzechów. Do tej miłości
doszła przez wiarę w Jezusa. Uwierzyła, że może On ją
zbawić. Faryzeusze nie radowali się nawróceniem kobiety, ale
skoncentrowali się na dopatrywaniu się bluźnierstwa ze strony
Jezusa odpuszczającego grzechy. Za mało było w nich miłości.
Łk 8,1-3
„Następnie
wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o
królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które
uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną,
którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy,
zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze
swego mienia”. Spotykamy tu kobiety służące Jezusowi i
apostołom, wdzięczne za uwolnienie od zła, które je gnębiło. O
Marii Magdalenie dowiadujemy się, że została ona uwolniona od
siedmiu złych duchów.
Łk 8,10-15
„Wam
dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w
przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie
rozumieli. Takie jest znaczenie przypowieści: Ziarnem jest słowo
Boże. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem
przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli
i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą,
z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do
czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie,
oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez
troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie
wydają owocu. W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy
wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i
wydają owoc przez swą wytrwałość”.
Jezus wyjaśnia tajemnice Królestwa otaczającym Go uczniom, tym,
którzy chcą poznawać Jezusa i Jego nauczanie. Do pozostałych
odnoszą się tajemnicze słowa Boga zwrócone do proroka Izajasza:
„Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez
zrozumienia, patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania! Zatwardź serce
tego ludu, znieczul jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie
widział ani uszami nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby
się nie nawrócił i nie był uzdrowiony” (Iz 6,9-10). To jest
poważna groźba niezrozumienia Jezusa i Jego Ewangelii. Jezus za
pomocą przypowieści zaprasza do myślenia, do wchodzenia w Jego
nauczanie, ale jednocześnie pozostawia ludzi wolnymi. Nie zmusza ich
do przyjęcia prawdziwej wiary.
„Tymi
na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł
i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli
zbawieni”. Słowo Boże nie ma magicznego oddziaływania. Wymaga
przyjęcia. Diabeł zabiera to słowo, by człowiek nie uwierzył i
nie był zbawiony dzięki tej wierze.
„Na
skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują
słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy
odstępują”. Ludzie słabi przyjmują Jezusa z radością, ale nie
mają sił, by oprzeć się pokusom i giną.
„To,
co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa,
lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia
bywają zagłuszeni i nie wydają owocu”. To do nich odnoszą się
słowa Jezusa: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo
jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z
jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć
Bogu i Mamonie” (Mt 6,24).
Na szczęście są i tacy, którzy żyją z Jezusem i dla Jezusa: „W
końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy
słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc
przez swą wytrwałość”.
Łk 8,19-21
„Wtedy
przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do
Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na
dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją
matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i
wypełniają je”. Jest to twarde wymaganie Jezusa, by słuchać
słowa Bożego i wypełniać je. Można to łączyć z innymi słowami
Jezusa: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści
swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie
samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a
idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,26-27). W
życiu z Jezusem istotny jest dystans do wszystkiego, co mogłoby
przeszkadzać w ewangelizacji.
Łk 8,23-25
„A
gdy oni płynęli usnął. I przyszła nawałnica wiatru na jezioro,
i zalewało ich, i byli w niebezpieczeństwie. A przystąpiwszy,
zbudzili go, mówiąc: Mistrzu, giniemy! A on wstawszy, złajał
wiatr i nawałnicę wody, i uspokoiły się, i stała się cisza. I
rzekł im: Gdzież jest wiara wasza ? A oni. bojąc się, mówili ze
zdziwieniem jeden do drugiego: Kto mniemasz, jest ten, że i wiatrom
i morzu rozkazuje, a słuchają go?”.
Uczniowie mają wierzyć w Jezusa, bo On jest Bogiem. Wierzyć w
kogoś, kto nie jest Bogiem byłoby bałwochwalstwem. Wiara w Jezusa
jest drogą do zbawienia, również w niebezpieczeństwach życia –
takich, jak burza na jeziorze. Można przytoczyć tekst Mateuszowy:
„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż
bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to
usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się
zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe,
lecz u Boga wszystko jest możliwe”. To Bóg zbawia i Jemu trzeba
wierzyć.
Jezus
mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś
te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”
(Mt 11,25). To wiara jest darem Ojca dla uczniów
Jezusa. Tych, często pogardzanych w świecie. Jezus raduje się, że
tak zwani „mądrzy i roztropni” są jakoś zaślepieni. Jest to
realizacja proroctwa Izajasza: „Ponieważ ten lud zbliża się do
Mnie tylko w słowach, i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce
jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko
wyuczonym przez ludzi zwyczajem, dlatego właśnie Ja ponowię
niezwykłe działanie cudów i dziwów z tym ludem: zginie mądrość
jego myślicieli, a rozum jego mędrców zaniknie” (Iz 29,13-14).
Łk 8,38-39
„Człowiek
zaś, z którego wyszły złe duchy, prosił Go, żeby mógł zostać
przy Nim. Lecz [Jezus] odprawił go słowami: Wracaj do domu i
opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą. Poszedł więc i głosił
po całym mieście wszystko, co Jezus mu uczynił”. Również w tym
tekście mamy identyfikację Jezusa z Bogiem. Jezus posyła
uwolnionego do jego bliskich – pogan niewierzących w Boga, by
ukazywał dobroć Boga, by wiedzieli, że jest Bóg, który chce ich
uwalniać od dowolnego zła.
Łk 8,46-48
„Jezus
rzekł: Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode
Mnie. Wtedy kobieta, widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się
drżąca i upadłszy przed Nim opowiedziała wobec całego ludu,
dlaczego się Go dotknęła i jak natychmiast została uleczona.
Jezus rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w
pokoju!” Czasami, Jezus jest tylko świadomy cudu uzdrowienia,
który dokonuje się w mocy Ducha Świętego. Uświadamia kobiecie i
innym obecnym przy tym uzdrowieniu, że dokonuje się to na mocy
wiary, która ją zbawiła. Ona wierzyła, że wystarczy dotknąć
płaszcza Jezusa i będzie uzdrowiona (por. Mk 5,28) – i tak się
stało.
Łk 8,54-56
„On
zaś ująwszy ją za rękę rzekł głośno: Dziewczynko, wstań!
Duch jej powrócił, i zaraz wstała. Polecił też, aby jej dano
jeść. Rodzice jej osłupieli ze zdumienia, lecz On przykazał im,
żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało”. Jest to
potwierdzenie nieśmiertelności ducha ludzkiego, który powraca od
Boga i ożywia dziecko. Przypomina to cud wskrzeszenia za sprawą
proroka Eliasza: „O Panie, Boże mój! Błagam cię, niech dusza
tego dziecka wróci do niego! Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza,
gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło” (1 Krl
17,21-22).
Łk 9,1-2
„Wtedy
zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi
duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili
królestwo Boże i uzdrawiali chorych”. Głoszenie Królestwa, to
ukazywanie Bożego działania w chorych i opętanych. Dwunastu
otrzymuje od Jezusa „władzę nad wszystkimi złymi duchami i
władzę leczenia chorób”.
Łk 9,16-17
„On wziął te pięć chlebów i
dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo,
połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się
wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im
zostały”. Jezus patrzy w niebo, łączy się ze swoim Ojcem.
Błogosławi pokarmy, a może i błogosławi spożywających je.
Istotny jest też motyw nasycenia – podobnie jak w Kanie
Galilejskiej (por. J 2,6-7) – Jezus daje pokarm i napój w
obfitości.
Łk 9,20-22
„I rzekł im: A wy kim mnie być
powiadacie? Odpowiadając Szymon Piotr, rzekł: Chrystusem Bożym. On
zaś zagroziwszy im, rozkazał, aby tego nikomu nie powiadali,
mówiąc: Że potrzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał, i był
wzgardzony od starszych i od przedniejszych kapłanów i doktorów, i
aby był zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstał”.
Piotr mówiąc: „Chrystusem Bożym” myśli prawdopodobnie o
specjalnej, Bożej misji Jezusa. Jezus zakazuje rozpowszechniania tej
prawdy. Rozumie swoją misję, jako przekazywanie Ewangelii –
prawdy o Bogu i Jego Królestwie. Mówi do Piłata: „Ja się na to
narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo
prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Ci,
którzy są z prawdy – to prawdopodobnie „synowie Królestwa”,
o których mówi Jezus w przypowieści o kąkolu: „Tym, który
sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym
nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie .
Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest
koniec świata, a żeńcami są aniołowie” (Mt 13,37-39). Synowie
Królestwa – to wierzący dzięki Duchowi Prawdy w Jezusa.
Naród był nieprzygotowany na Jego przyjęcie. Jeśli oczekiwał
Mesjasza – to na wspaniałego przywódcę politycznego, zdolnego
wyzwolić Izraela z rzymskiej okupacji. Nawet Jego uczniowie pytają
się Go przed Jego Wniebowstąpieniem: „Panie, czy w tym czasie
przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1,6). Po rozmnożeniu chleba
i ryb ludzie chcą Go obwołać królem: „A kiedy ci ludzie
spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest
prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał,
że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam
usunął się znów na górę” (J 6,14-15).
Złe duchy chcą ogłosić Jezusa
Chrystusem i Synem Bożym: „Gdy zaś słońce zaszło, wszyscy,
którzy mieli chorych na różne niemoce, przyprowadzali ich do
niego, a on na każdego z osobna kładąc ręce, uzdrawiał ich.
Wychodziły zaś z wielu czarty, wołając i mówiąc: Ty jesteś Syn
Boży. A łając, nie pozwalał im mówić, iż wiedzieli, że on
jest Chrystusem”
(Łk 4,40-41).
Jezus zakazuje swoim uczniom ogłaszania, że jest Chrystusem.
Wskazuje na swoją zbliżającą się Mękę i Zmartwychwstanie:
„potrzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał, i był wzgardzony
od starszych i od przedniejszych kapłanów i doktorów, i aby był
zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstał”.
Łk 9,23-24
„Mówił zaś do wszystkich:
Jeśli kto chce iść za mną, niech zaprze samego siebie, a weźmie
krzyż swój na każdy dzień, i niech idzie za mną. Kto bowiem
chciałby duszę swoją zachować, straci ją; a kto by stracił
duszę swoją dla mnie, zachowa ją”.
Iść za Jezusem, to stać się Jego uczniem, to wsłuchiwać się w
Jego nauczanie, to realizować Jego wolę. Zaprzeć się samego
siebie, to wyrzec się tak zwanej autorealizacji. Jezus mówi do
Ojca: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak
nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Mam
realizować wolę Ojca, a nie swoją. Mój krzyż – to, co
sprzeciwia się mojej woli, co jest trudne, czy wręcz bolesne. Każde
trudne doświadczenie jest pokusą do buntu, do złości i dlatego
niszczy człowieka. Przyjąć to jako krzyż – to wyrzec się
złości, to przeżyć to z Jezusem jako ofiarę dla Niego w intencji
trudnych, nierozwiązywalnych po ludzku spraw. Krzyż jest jedyną
bronią w walce ze złem, które kusi nas do zła, do złości i może
być pokonane w mocy wiary w Jezusa, który na krzyżu przełamał
potęgę zła.
Łukasz podkreśla aspekt
codzienności: „na każdy dzień” – bo walka ze złem wymaga
wytrwałości, ciągłości. „Zachować swoją duszę” – to
pokusa realizacji swoich planów, nawet, gdy sprzeciwiają się one
Bogu. Jezus grozi stratą duszy. Na nieposłuszeństwie Bogu
szczęścia wiecznego nie osiągniemy. „Stracić swoją duszę”
dla Jezusa – to myśleć, mówić, czynić zgodnie z Jego wolą –
i to prowadzi do zbawienia.
Łk 9,28-36
„W jakieś osiem dni po tych
mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę,
aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się
odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch
mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się
oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w
Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się
ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy
Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu,
dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie,
jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co
mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich;
zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się
głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy
odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali
milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co
widzieli”. Łukasz podkreśla aspekt modlitewny Przemienienia.
Jezus dużo się modli (por. Łk 6,12; Mk 1,35). Według Łukasza:
„wygląd Jego twarzy się odmienił”, a Mateusz precyzuje: „twarz
Jego zajaśniała jak słońce” (Mt 17,2). Mówi Łukasz: „a Jego
odzienie stało się lśniąco białe”, a Mateusz: „odzienie zaś
stało się białe jak światło”. Jest to wyrazem Jego chwały, o
której Łukasz mówi później (por. Łk 9,32). Również Mojżesz i
Eliasz ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, którego
miał dokonać w Jerozolimie. Chwała, to znak obecności Boga i
łączności z Nim. Rozmawiają oni z Jezusem o Jego męce i
zmartwychwstaniu. Łukasz ukazuje sen Apostołów na Górze
Przemienienia. Przedstawia też nieco inaczej głos Ojca: „To jest
Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!”
Tomasz przedstawia stosowność
Przemienienia Pańskiego: „Pan po zapowiedzeniu swej męki prowadzi
swych uczniów do poznania jej skutków. Trzeba w jakiś sposób
poznać cel podróży, jeżeli się chce iść doń bez błądzenia.
Podobnie i strzelec nie wypuszcza strzały w sposób prawidłowy,
jeżeli przedtem nie dojrzy punktu, w który ma trafić. Stąd słowa
Tomasza: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać
drogę?” Znajomość taka jest konieczna, zwłaszcza przy drodze
trudnej i uciążliwej, która po męczącej podróży ma doprowadzić
do radosnego końca. Chrystus zmierzał przez mękę do osiągnięcia
chwały. Celem nie była wyłącznie chwała duszy, posiadana przezeń
od pierwszej chwili Jego poczęcia, lecz również uwielbienie ciała,
stosownie do Jego własnych słów: „Trzeba było, aby Chrystus
cierpiał, i tak wszedł do chwały swojej”. Do tego celu Chrystus
prowadzi tych, którzy idą śladami Jego męki, bo jak czytamy —
„poprzez wiele utrapień trzeba nam wejść do Królestwa
Niebieskiego”. Dlatego słusznie Chrystus pokazał uczniom jasność
swej chwały (na tym wszak polegało Jego Przemienienie), do której
miał dopasować należących do Niego, według słów Apostoła, że
Chrystus „przemieni ciało naszego uniżenia i upodobni je do ciała
jasności swojej”. Było to, jak mówi Będa, „dzieło czułej
troski i przewidywania, żeby pogrążając na moment w radości
wiecznej kontemplacji uodpornić ich na znoszenie trudów”.
W Przemienieniu Jezus ukazuje chwałę ciała uwielbionego –
swojego i swoich świętych. Wskazuje cel, do którego z Jego pomocą
dążymy. Niebo – to szczęście wieczne.
Wyjaśnia też istotę chwały,
jaką Jezus tam objawił: „Jasność przyjęta przez Chrystusa w
czasie Przemienienia, co do swej istoty była jasnością chwały,
lecz istniała w sposób odmienny. Bo jak mówi Augustyn, jasność
ciała uwielbionego rodzi się z jasności duszy. Źródłem zaś
jasności ciała Chrystusowego w czasie Przemienienia, jak twierdzi
Damasceńczyk, było Jego Bóstwo oraz chwała Jego duszy. To, że ta
chwała od razu, w pierwszej chwili poczęcia Chrystusa, nie została
udzielona Jego ciału, było spowodowane szczególnym zrządzeniem
Bożym i miało na celu, jak wiemy, dopełnienie tajemnicy odkupienia
w ciele podlegającym cierpieniu. Zrządzenie to nie pozbawiło
jednak Chrystusa władzy przelewania na ciało chwały swej duszy.
Podczas Przemienienia Chrystus sprawił, że jasność, właściwa
ciału uwielbionemu, przepromieniła Jego ciało, lecz stało się to
inaczej niż zwykle, kiedy jasność przekazana ciału uwielbionemu
przez duszę jest jego stałą właściwością. Stąd
przepromienienie ciała uwielbionego nie ma charakteru cudu. Lecz
jasność, która prześwietliła Chrystusowe ciało w czasie
Przemienienia, choć miała swe źródło w Jego duszy i Bóstwie,
nie stała się jakością wsobną tego ciała (qualitas
permanens), związaną z
ciałem na stałe, lecz była raczej rezultatem przemijającego
wpływu, podobnie jak jasność powietrza pod wpływem promieni
słońca. Toteż promienność ciała Chrystusa była wówczas
zjawiskiem cudownym, podobnie jak było nim chodzenie Chrystusa po
falach morskich. Mówi o tym Dionizy w słowach: „Tego, co ludzkie,
Chrystus dokonuje w sposób nadludzki. Wskazuje na to nadprzyrodzone
poczęcie przez Dziewicę i stąpanie materialnych stóp ziemskich po
powierzchni ruchomych fal”. Dlatego nie powiemy za Hugonem de
Sancto Victore, że Chrystus podczas Przemienienia posiadał przymiot
jasności; przy poruszaniu się po powierzchni morza – przymiot
szybkości; opuszczając zamknięte łono Dziewicy – przymiot
przenikalności. Przymiotem nazywamy bowiem trwałą (qualitas
immanens) ciała
uwielbionego. Momenty związane z tymi przymiotami a spotykane u
Chrystusa były cudem, podobnie jak do cudów należą duchowe
przeżycia św. Pawła podczas widzenia Boga w ekstazie”.
Przemienienie Jezusa jest chwilowe, nie jest trwałe – dlatego ma
charakter cudu, a nie trwałej jakości.
Mówi też o świadkach
Przemienienia: „Chrystus, jak wiemy, chciał się przemienić, aby
pokazać ludziom swoją chwałę i obudzić w nich jej pragnienie.
Chwałę zaś szczęśliwości wiecznej osiągają przez Chrystusa
nie tylko ci, którzy żyli po Nim, lecz i ci, którzy Go
poprzedzili. Toteż jak czytamy w Ewangelii, kiedy Chrystus szedł na
spotkanie męki, wołały głośno Hosanna, zarówno tłumy, które
szły za Nim, jak i te, które Go poprzedzały, domagając się
poniekąd zbawienia od Niego. Słusznie więc byli tam świadkowie
rekrutujący się spośród poprzedników Chrystusa, jak Mojżesz i
Eliasz, i spośród podążających za Nim, jak Piotr, Jan i Jakub,
by „na zeznaniu dwóch lub trzech świadków opierała się cała
sprawa”.
Zbawienie dotyczy nie tylko Apostołów, a z nimi wszystkich
wierzących w Jezusa, ale i poprzedników Jezusa. Już w Starym
Testamencie odnajdujemy ludzi wielkiej wiary, wiernych Bogu i Jego
nauce.
Mówi dalej Tomasz: „Było wiele
powodów, jak mówi Chryzostom, ukazania się Mojżesza i Eliasza”.
Pierwszym był ten, że „kursowały pogłoski, iż Chrystus jest
Eliaszem, albo Jeremiaszem lub jednym z proroków. Przyprowadził on
z sobą proroków naczelnych, by przynajmniej w ten sposób pokazać
różnicę między sługami a Panem”. Drugim był ten, że „Mojżesz
dał Zakon, a Eliasz walczył gorliwie o chwałę Pańską”. Przez
ukazanie się obok Chrystusa zbijają oni oszczerstwa Żydów
oskarżających Go o naruszanie Zakonu i „o bluźnierstwo
polegające na przywłaszczaniu sobie chwały należnej Bogu”.
Trzecim był ten, że „prowadząc z sobą Mojżesza, który już
był zmarły, i Eliasza jeszcze żyjącego Chrystus chciał pokazać,
że ma władzę nad żywymi i umarłymi i że jest sędzią zarówno
zmarłych, jak żywych”. Czwartym był ten, że skoro – jak mówi
Ewangelista – Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Nim o mającym
nastąpić w Jerozolimie odejściu, czyli Jego męce i śmierci,
Chrystus, by podnieść na duchu swych uczniów, postawił ich w
obliczu ludzi, którzy dla Boga narażali się na śmierć. Mojżesz
bowiem nie ulękł się śmierci stając przed faraonem, a Eliasz —
przed królem Achabem. Piątym był ten, że Chrystus „chciał, aby
Jego uczniowie naśladowali łagodność Mojżesza i gorliwość
Eliasza”. Szóstą rację dorzuca Hilary, mówiąc, że Chrystus
chciał pokazać, iż zarówno Zakon dany przez Mojżesza, jak i
prorocy z Eliaszem na czele zapowiedzieli przyjście Chrystusa”.
Łączność Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem wskazuje na jedność
historii zbawienia. Jezus nie zrywa ze Starym Przymierzem, ale jest
jego kontynuatorem, jak mówi: „Nie sądźcie, że przyszedłem
znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale
wypełnić” (Mt 5,17).
Ciekawie mówi o znaczeniu słów
Ojca: „Usynowienie ludzi przez Boga dokonuje się przez pewnego
rodzaju uformowanie człowieka na wzór Jednorodzonego Syna Bożego.
Są dwa rodzaje usynowienia. Pierwsze – przez łaskę w życiu
doczesnym prowadzi do upodobnienia niedoskonałego. Drugie – przez
chwałę prowadzi do pełnego podobieństwa. Św. Jan tak o tym
pisze: „Teraz jesteśmy synami Bożymi, a jeszcze się nie okazało,
czym będziemy. Wiemy bowiem, że kiedy się okaże, będziemy
podobni do Niego, bo ujrzymy Go, jakim jest”. Skoro więc łaskę
otrzymujemy przez chrzest, a w Przemienieniu została zawczasu
ukazana jasność przyszłej chwały, to zarówno w czasie chrztu
Chrystusa, jak i przy Przemienieniu świadectwo Ojca o rodzonym
synostwie Chrystusa było na miejscu. Bo tylko Ojciec wraz z Synem i
Duchem Świętym był w pełni świadom tego doskonałego rodzenia”.
Kluczowe są słowa Jana: „Teraz jesteśmy synami Bożymi, a
jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy bowiem, że kiedy
się okaże, będziemy podobni do Niego, bo ujrzymy Go, jakim jest”
(1 J 3,2). Już teraz jesteśmy podobni do Jezusa i dążymy do
pełnego upodobnienia po śmierci, gdy Go ujrzymy twarzą w twarz.
Łk 9,41-42
„Na to Jezus rzekł: O plemię
niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze będę u was i będę was
znosił? Przyprowadź tu swego syna! Gdy on jeszcze się zbliżał,
zły duch porwał go i zaczął targać. Jezus rozkazał surowo
duchowi nieczystemu, uzdrowił chłopca i oddał go jego ojcu”.
Marek trochę wyjaśnia zarzut niewierności: „Jezus zapytał ojca:
Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I
często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz
jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu
odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto
wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu
niedowiarstwu!” (Mk 9,21-24). Jezus podkreśla: „Wszystko możliwe
jest dla tego, kto wierzy”. Często Jezus ma do czynienia z brakiem
wiary, czy też ze słabą wiarą: „Wtedy uczniowie zbliżyli się
do Jezusa na osobności i pytali: Dlaczego my nie mogliśmy go
wypędzić? On zaś im rzekł: Z powodu małej wiary waszej. Bo
zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko
gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie
się. I nic niemożliwego nie będzie dla was” (Mt 17,19-20).
Kluczem do Bożej wszechmocy jest nasza wiara. Od niej zależy nasze
zbawienie, od niej zależy efektywność działalności
charyzmatycznej.
Łk 9,49-50
„Wtedy przemówił Jan: Mistrzu,
widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i
zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Lecz Jezus mu odpowiedział:
Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z
wami”. Jezus nie kieruje się motywami politycznymi. Liczy się
dobro uwalniania od złego – nawet przez kogoś nie należącego do
grupy Jego uczniów.
Łk 9,57-62
„A gdy szli drogą, ktoś
powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!
Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda,
lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć.
Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie,
pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu:
Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo
Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale
pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu
odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się
ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. Jezus jest ubogi i
bezdomny. Wymaga pełnego oddania sprawie ewangelizacji. Sprawy
rodzinne mają być na drugim planie.
Łk 10,3
Mówi do uczniów: „Idźcie, oto was posyłam jak owce między
wilki”. Nie obiecuje obrony. Już wcześniej mówił o
niebezpieczeństwie życia dla Niego: „Bo kto chce zachować swoje
życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je
zachowa” (Łk 9,24).
Łk 10,13
„Biada tobie, Korozain! Biada
tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które
u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w
worze pokutnym i w popiele”. Cuda Jezusa są przynagleniem do
pokuty. Wymaga bardzo surowej pokuty. Podaje przykład Niniwy i jej
nawrócenia: „Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień
drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa
zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili
post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego” (Jon
3,4-5).
Łk 10,17-20
„Wróciło siedemdziesięciu
dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię,
nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem
szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę
stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze
przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się
cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze
imiona zapisane są w niebie”. Radość egzorcysty jest ogromna.
Dzięki Jezusowi, dzięki Jego Imieniu możemy uwalniać ludzi od
złych duchów. Możemy doświadczać triumfu dobra nad złem. Jezus
mówi w tym kontekście o wizji upadku szatana: „Teraz odbywa się
sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz
wyrzucony” (J 12,31). Podobnie mówi Apokalipsa: „I nastąpiła
walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem.
I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i
już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony
wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan,
zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię,
a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9).
Dzięki Jezusowi możemy przełamywać zło. Trzeba je nazywać po
imieniu. Prawda jest silniejsza od kłamstwa – nawet
najpiękniejszego. Zło na szczęście nie jest wszechmocne. Jezus
może nas przed nim obronić. Niesamowita jest obietnica Jezusa:
„wasze imiona zapisane są w niebie” – to jest cudowne!
Łk 10,21-22
„W tej właśnie chwili Jezus
rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze,
Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i
roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie
było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też
nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i
ten, komu Syn zechce objawić”. Jezus raduje się w Duchu –
podobnie jak Jego Matka, która nawiedzając Elżbietę mówi:
„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim
Zbawcy” (Łk 1,46-47). To Duch daje radość Maryi i Jej Synowi.
Powodem radości Jezusa jest sukces Jego uczniów w walce ze złem.
Tak zwani mądrzy i roztropni lekceważą działanie złych duchów,
a ludzie prości, ubodzy w duchu, radują się odzyskaną wolnością.
Do nich należy Królestwo Boże (por. Łk 6,20). Ta sytuacja wynika
z woli Ojca, z Jego upodobania. Ojca zna tylko Jezus i ci, którym On
Go objawi (por. J 14,9-11). Zaskakujące jest stwierdzenie Jezusa:
„Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec”. Jezus pozostaje
dla nas niezgłębioną tajemnicą.
Łk 10,25-27
„A oto powstał jakiś uczony w
Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam
czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co
jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował
Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą
swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie
samego”. Miłość Boga ma ogarnąć całego człowieka – jego
ciało, jego psychikę z uczuciowością i jego sferę duchową z
jego wolą i intelektem. Co więcej, ta miłość ma ogarniać ludzi,
z którymi żyjemy – a to bywa trudne.
To przykazanie miłości warto
czytać z poprzedzającym je przykazaniem bojaźni Bożej: „Będziesz
się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i
prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i
wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć”
(Pwt 6,2). Podobnie brzmi tekst Pwt 30,16: „Ja dziś
nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami,
pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się,
a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz
posiąść”. Podobnie mówi Jozue w Joz 22,5: „Troszczcie się
tylko pilnie o to, żebyście spełniali przykazanie i prawo, które
nakazał wam Mojżesz, sługa Pana: miłować Pana, Boga waszego,
postępować zawsze Jego drogami, zachowywać Jego przykazania,
przylgnąć do Niego i służyć Mu całym waszym sercem i całą
duszą”. Miłość Boga wyraża się w posłusznym wypełnianiu
Jego woli objawianej przez Jego proroków. Bojaźń Boża ma nas
chronić przed lekceważeniem Boga i Jego miłości. Historia Izraela
ukazuje jakie były straszliwe konsekwencje takiego niepoważnego
traktowania Boga.
Jezus objawia trynitarny charakter tej miłości: „Jak Mnie
umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości
mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie
trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca
mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość
moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,9-11).
Chce być umiłowany i obiecuje Ducha Prawdy: „Jeżeli Mnie
miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę
prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na
zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ
Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa
i w was będzie” (J 14,15-17). Umiłowanie Jezusa, który jest
Bogiem, ma prowadzić do pełnego posłuszeństwa Jego przykazaniom.
Jezus obiecuje modlitwę do Ojca, który z kolei da Parakleta,
Obrońcę, Ducha Prawdy.
Ciekawie Jezus mówi o swoim Ojcu: „Kto ma przykazania moje i
zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie
umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i
objawię mu siebie. (…) Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał
moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i
będziemy u niego przebywać” (J 14,21.23). Jeśli miłujemy Jezusa
i wypełniamy Jego nauczanie, to będziemy umiłowani przez Ojca i
wtedy Ojciec ze swoim Synem przyjdą i w nas zamieszkają.
Łk 10,30-35
„Pewien człowiek schodził z
Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go
obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego,
odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył
go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i
zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży,
przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się
głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je
oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do
gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa
denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co
więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Jezus
przedstawia ludzi związanych z ówczesną religią: kapłana i
lewitę, którzy nie pomogli człowiekowi potrzebującemu pomocy.
Pomaga mu Samarytanin – człowiek innej religii, innego narodu. On
okazuje mu współczucie i pomoc.
Łk 10,38-42
„Tam pewna niewiasta, imieniem
Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem
Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie.
Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła
więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja
siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby
mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i
niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała
najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Jezus i Jego
nauczanie są najważniejsze. Wszystko inne jest drugorzędne.
Łk 11,2-4
„Gdy się modlicie, mówcie:
Ojcze, święć się imię twoje. Przyjdź królestwo twoje. Chleba
naszego powszedniego daj nam dzisiaj. A odpuść nam grzechy nasze,
bo i my odpuszczamy każdemu naszemu winowajcy. I nie wwódź nas w
pokuszenie”.
Słowo: „Ojcze” kieruje nas na Boga, który jest naszym Dobrym
Ojcem. Mamy uświęcać Jego imię, świadczyć o Jego świętości,
dobroci. Pragniemy, by On zakrólował w naszej rzeczywistości, bo
tak dużo jest zła i grzechu, nieszczęścia. Prosimy o pokarm dla
duszy i dla ciała. Prosimy o odpuszczenie naszych grzechów, bo ich
zło bardzo nas obciąża. Prosimy, by zachował nas od pokus, bo
bardzo jesteśmy słabi i łatwo upadamy.
Łk 11,9-13
„I Ja wam powiadam: Proście, a
będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą
wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a
kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o
chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu
węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli
więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim
dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym,
którzy Go proszą”. Jezus mówi o sobie współczesnych: „źli
jesteście” i na tym negatywnym tle ukazuje dobroć Ojca: „o ileż
bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”.
Duch Święty jest nam niezbędnie potrzebny dla owocnego życia z
Ojcem.
Łk 11,14-15
„Raz wyrzucał złego ducha [u
tego], który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął
mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: Przez
Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Wersja
Mateusza jest dokładniejsza: „Wówczas przyprowadzono Mu
opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że
niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były
podziwu i mówiły: Czyż nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze,
słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych
duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12,22-24). Ludzie dobrej woli,
niezaślepieni zawiścią i nienawiścią radują się wielkością
Bożego cudu. Faryzeusze oszczerczo oskarżają Jezusa o działanie w
mocy Belzebuba – nie mając po temu żadnych podstaw. Jest to
bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu.
Jezus mówi: „Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo
będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie
będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi
Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw
Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w
przyszłym. Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc
jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego
jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo. Plemię żmijowe! Jakże
wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z
obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca
wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe
rzeczy. A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które
wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie
słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich
będziesz potępiony” (Mt 12,31-37). Termin: „Plemię żmijowe”
nawiązuje prawdopodobnie do Rdz 3,15, gdzie Bóg mówi do węża o
jego potomstwu: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i
niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży
ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Mówi Jezus: „Jakże
wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z
obfitości serca usta mówią” – jest to bardzo surowy sąd nad
ludźmi zdradzającymi zło tkwiące w ich sercach. Ważne są też
słowa: „Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą
ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich
będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz
potępiony”. Tak istotne są nasze słowa. Możemy dobrymi słowami
prowadzić ludzi do Boga. Złe, czy tylko bezużyteczne słowa będą
surowo ukarane.
Łk 11,20
Mówi Jezus do faryzeuszy: „A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe
duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże”. Mateusz
mówi zaś: „Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe
duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże” (Mt 12,28).
Łukasz w swoim sformułowaniu mógł się kierować tekstem z Księgi
Wyjścia, w którym działanie Boga zostało przedstawione przez
czarowników egipskich w obrazie palca Bożego: „Wówczas rzekli
czarownicy do faraona: Palec to Boży, ale serce faraona pozostało
uparte i nie usłuchał ich, co też Pan zapowiedział” (Wj 8,15).
Sam Jezus wskazuje na mesjański sens uwalniania od złych duchów –
oznaczają one przyjście Królestwa Bożego. Nieco później
„Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże,
odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie
powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród
was jest” (Łk 17,20-21). Współcześni Jezusowi oczekiwali
królestwa politycznego, triumfu nad wrogami Izraela, przede
wszystkim nad Rzymem. Jezus mówi o Królestwie duchowym, o
Królestwie prawdy. Mówi do Piłata: „Ja się na to narodziłem i
na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy,
kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18,37). Uwolnienie od
złego, to przede wszystkim uwolnienie od ducha kłamstwa, bo sam
Jezus twierdzi o diable: „Od początku był on zabójcą i w
prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo,
od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44).
Łk 11,27-28
„Gdy On to mówił, jakaś
kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono,
które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł:
Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa
Bożego i zachowują je”. Kobieta błogosławi Maryi za Jezusa,
którego Ona dała światu. Jezus z kolei zwraca uwagę na słuchanie
Boga i na posłuszeństwo Jego słowu.
Łk 11,39-42
„Teraz wy faryzeusze
oczyszczacie, co jest z wierzchu kubka i misy, wnętrze zaś wasze
pełne jest zdzierstwa i nieprawości. Nierozumni! Czy ten, który
uczynił to, co jest z wierzchu, nie uczynił też tego, co jest
i·wewnątrz? Wszakże co zbywa, dajcie jałmużnę, a oto wszystkie
rzeczy będą wam czyste. Ale biada wam faryzeuszom, że dajecie
dziesięcinę z mięty i z ruty i z wszelkiej jarzyny, a
zaniedbujecie sąd i miłość Bożą; lecz te rzeczy trzeba było
czynić, a tamtych nie zaniedbywać”.
Dużym niebezpieczeństwem jest,
również dla nas, koncentracja na tym, co zewnętrzne, na formie, na
propagandzie, na reklamie, z jednoczesnym zaniedbaniem treści,
istoty rzeczy. Słowo „sąd” jest często zastępowane w
tłumaczeniach przez „sprawiedliwość”.
Oczywiście trzeba dbać o sprawiedliwość, ale konieczny jest
sprawiedliwy osąd rzeczywistości, spokojna ocena, czy to jest
dobre, czy złe.
Łk 11,52
„Biada wam, uczonym w Prawie, bo
wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a
przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”. „Biada” jest
silnym ostrzeżeniem dla znających Pismo. Ta wiedza miała pomóc im
i ludziom przez nich prowadzonym w rozpoznaniu Jezusa w świetle pism
Starego Testamentu. To On jest zapowiedzianym Chrystusem. Tak się
niestety nie stało. Ograniczyli się do oszczerczego oskarżania
Jezusa o działanie w mocy złego ducha (por. Łk 11,14-15).
Nieco dokładniej relacjonuje to Mateusz: „Biada wam, uczeni w
Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie
przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym,
którzy do niego idą” (Mt 23,13). Jezus oskarża uczonych w
Piśmie i faryzeuszy o obłudę – w sposób szczególny dotyczy to
ich nauczania. Mówi do swoich uczniów: „Uważajcie i strzeżcie
się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!” (Mt 16,6), a uczniowie
nieco później: „zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie
kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów” (Mt
16,12).
Zamykali Królestwo swoją interpretacją szabatu: „Wszedł znowu
do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A
śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś
rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Stań tu na
środku! A do nich powiedział: Co wolno w szabat: uczynić coś
dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić? Lecz oni
milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony
z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: Wyciągnij
rękę! Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A
faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę
przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” (Mk 3,1-6). Zamiast
cieszyć się cudem uzdrowienia myślą, jak Go zabić.
W trosce o zachowywanie swoich tradycji gotowi byli uchylać Boże
przykazania: „Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie:
Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych,
lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok
Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud
czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci
Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście
przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji. I mówił do
nich: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję
zachować” (Mk 7,5-9). To jest bardzo poważny zarzut – odejście
od wymagań Prawa dla tradycji faryzejskiej.
Łk 12,4-5
„Nie bójcie się tych, którzy
zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę
wam, kogo się macie obawiać: bójci e się Tego, który po zabiciu
ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!”
Zły duch jest straszny, a piekło jest przerażające. Nie wolno go
lekceważyć i zuchwale grzeszyć w nadziei miłosierdzia Bożego.
Tym bardziej nie wolno lekceważyć Boga. Mówi Psalmista: „Drży
moje ciało z bojaźni przed Tobą i lękam się Twoich wyroków”
(Ps 119,120), a List do Hebrajczyków stwierdza: „Straszną jest
rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego” (Hbr 10,31).
Łk 12,19-21
„I powiem sobie: Masz wielkie
zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i
używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy
zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś
przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla
siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”. W ten sposób Jezus
ostrzega przed gromadzeniem bogactw przy jednoczesnym lekceważeniem
Boga. Bojaźń Boża przeciwstawia się takiemu lekceważeniu. Zwraca
uwagę na życie, by ono poddawało się Bożemu kierownictwu.
Łk 12,32-34
„Nie bój się, mała trzódko,
gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie
wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie
niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie
dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i
serce wasze”. W ten sposób Jezus uspokaja nas, dążących do
Królestwa. Ojciec chce nas do niego wprowadzić. Istotne jest
ostrzeżenie: „gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”.
Bóg ma być moim skarbem i dla Niego mam żyć.
Łk 12,49-53
Mówi Jezus: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże
bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i
jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że
przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.
Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje
stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi,
a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce;
teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”. Jezus
pragnie dać Ducha Świętego. Potrzebuje do tego pragnienia
wierzących w Niego: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we
Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie
wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu,
którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie
był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7,37-39).
Tekst wskazuje na konieczność Jego uwielbienia – to znaczy
Wniebowstąpienia: „Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest
dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie
przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy
przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie”
(J 16,7-8). Możliwe, że Jezus wiąże to z dość tajemniczym Jego
chrztem. Ostrzega ludzi dążących za wszelką cenę do tak zwanego
pokoju: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie,
powiadam wam, lecz rozłam”. Zesłanie Ducha Świętego jest
związane z ogniem: „Ukazały się im też języki jakby z ognia,
które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I
wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić
obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,3-4).
Jan Chrzciciel łączy chrzest z Duchem Świętym i z ogniem: „Ja
was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną,
mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów.
On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w
ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a
plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3,11-12). Duch Święty
umożliwia i umacnia dobro, ale jest narzędziem sprawiedliwości
paląc zło „w ogniu nieugaszonym”.
Chrzest, o którym mówi Jezus, może oznaczać Jego Mękę i
Zmartwychwstanie, które przemieniają Jezusa. Rozłam, o którym
mówi Jezus jest związany z działaniem Ducha Prawdy. On prowadzi
nas do prawdy, która wyzwala od kłamstwa, od zakłamania, na
których często jest budowany tzw. „święty spokój”.
Łk 12,54-57
„Mówił także do tłumów: Gdy
ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie:
Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie:
Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd
ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego
sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” Ludzie
współcześni Jezusowi słuchali Go, widzieli wspaniałe cuda, ale w
swojej większości podporządkowali się faryzeuszom, którzy
oszczerczo oskarżali Jezusa o współpracę ze złym duchem – i
nie uwierzyli Jezusowi. Nie weszli do Królestwa Bożego, do którego
On zapraszał. Zabrakło im samodzielności myślenia.
Łk 13,1-5
„W tym samym czasie przyszli
niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat
zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie,
że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy
Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się
nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że
owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła
ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?
Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy
tak samo zginiecie”. Jezus zaskakuje. Mógłby po prostu współczuć
ofiarom Piłata. Woli wzywać do nawrócenia, wskazując na ludzką
grzeszność. Grozi: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo
zginiecie”.
Łk 13,10-17
„Nauczał raz w szabat w jednej z
synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha
niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się
wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do
niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią
ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz
przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił,
rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te
więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu
odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat
wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki
Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie
należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? Na te słowa
wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył
się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego”.
Jezus uwalnia kobietę od ducha niemocy i w sposób prosty
usprawiedliwia ten cud uczyniony w dzień szabatu: „Obłudnicy,
czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu
i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan
osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych
więzów w dzień szabatu?”
Łk 13,18-21
„Mówił więc: Do czego podobne
jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do
ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie.
Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne
gnieździły się na jego gałęziach. I mówił dalej: Z czym mam
porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna
kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się
zakwasiło”. Duch Święty jest zasadą Królestwa. Jest
niezauważalny i stopniowo przemienia człowieka, który Go
przyjmuje, wprowadzając go w ten sposób do Królestwa.
Łk 13,23-28
„Raz ktoś Go zapytał: Panie,
czy tylko nieliczni będą zbawieni?
On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż
wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.
Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze,
zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! Lecz On
wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście.
Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i
na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie
wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający
się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów,
gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w
królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych”. O zbawianiu
w czasie teraźniejszym mówi również Paweł: „Nauka bowiem
krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie,
mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”
(1 Kor 1,18). Pytanie nie odnosi się więc do przyszłości, ale do
teraźniejszości – „czy teraz są zbawiani?” Tymi „ciasnymi
drzwiami”, przez które trzeba się „przecisnąć” jest wiara w
Jezusa. Można tak wnioskować na podstawie słów Jezusa: „Tak
bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie
wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby
świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już
został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna
Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat,
lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe
były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości,
nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie
potępiono jego uczynków” (J 3,16-20). Wiara – to przyjęcie
światła Jezusa, to droga do nawrócenia. Jezus stwierdza: „ludzie
bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich
uczynki”. Trudno jest przyjąć wiarę w Jezusa i żyć zgodnie z
tą wiarą.
Również w 1 Tm 6,12,
mamy: „Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne:
do niego zostałeś powołany i [o nim] złożyłeś dobre wyznanie
wobec wielu świadków”.
Musimy walczyć o prawdziwą wiarę, bo zawsze było dużo herezji,
które uniemożliwiają zbawienie, bo oznaczają nieposłuszeństwo
wobec Jezusa.
Mówi Jezus o setniku: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu
nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie
ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i
Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną
wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i
zgrzytanie zębów” (Mt 8,10-12). Wspaniała wiara setnika i brak
wiary w Izraelu. Przeznaczeni do życia w Królestwie są wyrzuceni w
ciemność z powodu braku wiary w Jezusa.
Łk 13,34-35
„Jeruzalem, Jeruzalem! Ty
zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani.
Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta
pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz [tylko] dla was
pozostanie”. Jezus mówi o prześladowaniach w przypowieści: „Gdy
nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by
odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i
jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy
posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi
tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie
myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili
do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy
jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili” (Mt
21,34-39). Uzupełnia słowami: „Królestwo Boże będzie wam
zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten
kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Mt
21,43-44).
Tekst Mateusza jest łatwiejszy: „Oto wasz dom zostanie wam pusty”
(Mt 23,38). Jest to aluzja do 1 Krl 9,6-9: „Ale jeżeli zupełnie
odwrócicie się ode Mnie wy i wasi synowie i nie będziecie
przestrzegali moich poleceń i praw, które wam dałem, oraz
zechcecie pójść i służyć obcym bogom i będziecie im oddawać
pokłon, to wytępię Izraela z powierzchni ziemi, którą im dałem,
a świątynię, którą poświęciłem memu Imieniu, odtrącę od
mego oblicza. Izrael zaś będzie przedmiotem przypowieści i
pośmiewiska u wszystkich narodów, a świątynia ta będzie
zrujnowana. Każdy przechodzący koło niej będzie zgrozą przejęty
i zagwiżdże szyderczo. Gdy będą pytać: Dlaczego Pan tak uczynił
temu krajowi i tej świątyni? odpowiedzą: Dlatego że opuścili
Jahwe, Boga swego, który wyprowadził ich przodków z ziemi
egipskiej, a upodobali sobie innych bogów oraz im oddawali pokłon i
służyli; dlatego Pan sprowadził na nich całe to nieszczęście”.
Podobnie mówi Jeremiasz: „Jeżeli zaś nie usłuchacie tych słów,
przysięgam na siebie samego - wyrocznia Pana - dom ten zostanie
obrócony w gruzy” (Jr 22,5). Jerozolima lekceważy proroków i
Jezusa i jest sprawiedliwie ukarana.
Łk 14,1-5
„Gdy Jezus przyszedł do domu
pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni
Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na
wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i
faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni
milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich
rzekł: Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni,
nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?” Dla Jezusa jest
oczywiste, że w szabat wolno uzdrawiać. Inni boją się nawet na
ten temat wypowiadać.
Łk 14,12-14
„Do tego zaś, który Go
zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj
swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów,
aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz
kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i
niewidomych. A będziesz szczęśliwy,
ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem
otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. Jest to więc
działanie z myślą o Bogu i w Jego trosce o najuboższych.
Łk 14,16-24
„Jezus mu odpowiedział: Pewien
człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł
czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym:
Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się
wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć:
Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj
mnie za usprawiedliwionego! Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów
i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za
usprawiedliwionego! Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i
dlatego nie mogę przyjść. Sługa powrócił i oznajmił to swemu
panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej
na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych,
niewidomych i chromych! Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak
rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce. Na to pan rzekł do sługi:
Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój
dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi,
którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”. Izrael był
zaproszony na wielką ucztę mesjańską. Odrzucił to zaproszenie.
Bóg zaprasza więc „ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych”,
a kiedy i to nie wystarcza rozkazuje zmuszać do wejścia na ucztę.
Twierdzi: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie
skosztuje mojej uczty”. Przypomina to słowa z ewangelizacji
Antiochii Pizydyjskiej: „Gdy Żydzi zobaczyli tłumy, ogarnęła
ich zazdrość, i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił
Paweł. Wtedy Paweł i Barnaba powiedzieli odważnie: Należało
głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami
uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do
pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem Cię światłością
dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi. Poganie
słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy,
przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli” (Dz 13,45-48).
Łk 14,26-27
„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a
nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i
sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie
nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim
uczniem”. Trudne słowo „nienawiść” trzeba chyba rozumieć
jako zdecydowany sprzeciw wobec wszystkiego, co by osłabiało, czy
wręcz niszczyło wiarę w Jezusa i w ten sposób uniemożliwiało
zbawienie. Dowolne przywiązanie do kogoś, czy do czegoś może
niszczyć nasze relacje z Jezusem. Bardzo trudnym warunkiem jest
akceptacja krzyża. Zbyt łatwo poddajemy się pokusie buntu, złości
– i w ten sposób ulegamy złu. Paweł mówi: „Nie daj się
zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21).
Łk 15,1-7
„Zbliżali się do Niego wszyscy
celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i
uczeni w Piśmie: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy
ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu
dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A
gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu;
sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną,
bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w
niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się
nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych,
którzy nie potrzebują nawrócenia”. Było dla Jezusa wielką
radością to, że ludzie chcieli Go słuchać. Byli to tak zwani
grzesznicy, uznawani przez faryzeuszy za drugi gatunek ludzi – bo
nie przestrzegali zasad tradycji faryzejskiej. Przypowieść Jezusa
raczej skłaniała do buntu – pewnie nikt z nich nie zostawiłby
dziewięćdziesięciu dziewięciu owiec na pustyni dla szukania
jednej zagubionej – to było zbyt wielkie ryzyko. Jezus pozostawia
faryzeuszy i szuka zagubionych. Ciekawa jest konkluzja Jezusa: „Tak
samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który
się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu
sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” – w ten
sposób Jezus zachęca do poszukiwania zagubionych.
Łk 15,8-10
„Albo jeśli jakaś kobieta,
mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala
światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?
A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi:
Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak
samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego
grzesznika, który się nawraca”. Jezus w ten sposób manifestuje
swoją znajomość nieba i aniołów tam żyjących. Istotna jest
radość z powodu nawrócenia grzesznika.
Łk 15,11-32
„Powiedział też: Pewien
człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze,
daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc
majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy
wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek,
żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w
owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i
przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na
swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek
strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie
dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego
ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się
i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu
i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim
synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i
poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego
ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił
mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze,
zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien
nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług:
Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też
pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone
cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten
mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I
zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu.
Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce.
Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu
rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone
cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie
chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on
odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie
przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia,
żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn
twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś
zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje
dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie
należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój
był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”. Młodszy
syn reprezentuje tak zwanych grzeszników – ludzi, którzy
zlekceważyli Boga, „uwolnili się” od Niego. Starszy syn
przedstawia pobożnych, pozostających z Bogiem – takich jak
faryzeusze. Łatwo jest odejść od Boga i zmarnować sobie życie.
Zadziwia fakt, że ojciec, który reprezentuje Boga, tak łatwo na to
pozwala. Chyba wychowuje do wolności. Nieszczęścia mogą pomóc w
powrocie do Boga. Co ciekawe, nie wymaga jakiejś surowej pokuty.
Zaprasza do zabawy, do radości. Ratuje człowieka i raduje się jego
zbawieniem. Ludzie, którzy nie rozumieją Boga gorszą się, bo
oczekiwali wymierzenia surowej sprawiedliwości.
Łk 16,13
„Żaden sługa nie może dwom
panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego
miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie
możecie służyć Bogu i Mamonie”. Najlepszym komentarzem są
chyba słowa Jana: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na
świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.
Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała,
pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz
od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto
zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,15-17).
Mamona oznaczałaby po prostu świat, a duch świata przeciwstawia
się Duchowi Świętemu.
Łk 16,14-15
„Słuchali tego wszystkiego
chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział
więc do nich: To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych,
ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między
ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych”. To silne
określenie „obrzydliwość” występuje jeszcze w Ap 21,27 w
opisie nowej Jerozolimy: „A nic nieczystego do niego nie wejdzie
ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w
księdze życia Baranka”. Kłamstwo, obłuda są ohydne w oczach
Boga.
Łk 16,19-31
„Żył pewien człowiek bogaty,
który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie
się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami,
imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu
bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł
żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także
bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach,
podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie.
I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij
Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój
język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł:
Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz
przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki
cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść,
tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani
stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc,
ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci:
niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki.
Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich
słuchają! Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z
umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu:
Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z
umarłych powstał, nie uwierzą”.
Tak Łazarz, jak i bogacz są przedstawiani przez Jezusa po śmierci
w postaciach cielesnych, nie jako niematerialne duchy. Mówi bogacz
do Abrahama: „poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w
wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym
płomieniu”. Aniołowie też są przedstawiani w postaciach
cielesnych. Księga Tobiasza opowiada: „I poszedł Tobiasz poszukać
człowieka, który wyruszy razem z nim do Medii, a będzie znał
drogę. A gdy wyszedł, spotkał stojącego przed sobą anioła
Rafała, a nie wiedział, że jest to anioł Boży. I odezwał się
do niego: Skąd jesteś, młodzieńcze? A ten mu odpowiedział:
Jestem spośród synów Izraela, twoich braci, a przyszedłem tu, aby
nająć się do pracy. I rzekł mu [Tobiasz]: Czy wiesz ty, jaką
drogą udać się do Medii? On zaś odpowiedział: Oczywiście,
często tam bywałem i znam z doświadczenia wszystkie drogi. Nieraz
podróżowałem do Medii, przebywałem u Gabaela, brata naszego,
który mieszka w Raga w Medii. Od Ekbatany do Raga jest dobre dwa dni
drogi. Leży bowiem ono na górze” (Tb 5,4-6). Może chodzi o
takiego rodzaju „cielesność”? Usprawiedliwieniem cierpień
bogacza jest jego wcześniejszy dobrobyt. Mówi do niego Abraham:
„Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz
przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki
cierpisz”. Ważne jest także stwierdzenie Abrahama dotyczące
braci bogacza: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to
choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”. Jezus prawdziwie
zmartwychwstał i wielu mimo wszystko nie uwierzyło i nie nawróciło
się.
Łk 17,1-4
„Rzekł znowu do swoich uczniów:
Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez
którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński
zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być
powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! Jeśli
brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I
jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy
zwróciłby się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, przebacz mu!”
Tak łatwo być powodem grzechu, tak łatwo zlekceważyć zło, czy
sprowokować do zła. Jezus ostrzega i daje obraz wielkiego kamienia
i śmierci w morzu – byle tylko nie doszło do zgorszenia.
Warunkiem przebaczenia jest żal winowajcy. Jest to warunek
konieczny, by nie dopuścić do bezkarności, do lekceważenia zła.
Łk 17,5-6
„Apostołowie prosili Pana:
Przymnóż nam wiary! Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko
gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i
przesadź się w morze! a byłaby wam posłuszna”. Wierzymy nie w
potęgę naszej modlitwy, ale we wszechmoc i dobroć Boga. Mówi
Jezus: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko
wierzcie, że otrzymacie”
(Mk 11,24).
Łk 17,15-19
„Wtedy
jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga
donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A
był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało
oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł,
który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do
niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Jezus pragnie naszej wiary i wdzięczności. Podkreśla rolę wiary,
dzięki której Samarytanin otrzymał łaskę uzdrowienia.
Łk 17,20-21
„Zapytany
przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział
im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą:
Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was
jest”. Takie tłumaczenie wskazywałoby na Jezusa, jako na
uosobione Królestwo, obecne w świecie, ale On przyszedł
dostrzegalnie – co przeczyłoby pierwszej części Jego wypowiedzi.
Królestwo Boże warto identyfikować z Duchem Świętym i Jego
działalnością. On jest „w” nas – takie jest znaczenie
greckiego przysłówka entos.
On już jest obecny, a Jego obecność i działanie będzie się
ujawniać – jak wskazują przypowieści. Przypowieść o ziarnie
gorczycy (por. Łk 13,18-19) ukazuje ten dynamizm działania
Królestwa Bożego, kiedy to z malutkiego ziarenka wyrasta wielka
roślina.
Łk 17,22-25
„Do
uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć
choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą
wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi!
Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca
widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu
Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to
pokolenie”. Wielką łaską było dla ludzi żyć z Jezusem,
patrzeć na Niego, słuchać Go. Po zmartwychwstaniu odchodzi do
Ojca. Zostawia nadzieję na swoje powtórne przyjście. Wcześniej
musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez swój naród.
Łk 18,1-8
„Powiedział
im też przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie
ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał
i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa,
która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim
przeciwnikiem! Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do
siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę,
to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w
obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.
I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A
Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i
nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn
Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Jezus pragnie
wytrwałej modlitwy. Obiecuje pomoc ze strony swojego Ojca. Smuci Go
brak wiary w różnych środowiskach: „I przyszedłszy do ojczyzny
swojej nauczał ich w synagogach ich, tak że się zdumiewali i
mówili: Skądże temu ta mądrość i cuda? Czyż ten nie jest synem
rzemieślnika? Czy matka jego nie nazywa się Maryja, a bracia jego
Jakub i Józef i Szymon i Juda? A siostry jego czyż nie wszystkie są
u nas? Skądże więc jemu to wszystko? I gorszyli się z niego. A
Jezus rzekł im: Nie jest prorok bez czci, tylko w ojczyźnie swojej
i w domu swoim. I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich
niedowiarstwa”
(Mt 13,54-58). Widać brak wiary – apistia,
co więcej ludzie gorszą się – grecki czasownik – skandalizo.
W Nazarecie chcą Go wręcz zabić (por. Łk 4,28-29). Pytanie: „Czy
jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”
może odnosić się do Jego Drugiego Przyjścia na końcu czasów i
wyrażałoby niepewność Jezusa, co do stanu wiary Kościoła. To
pytania może odnosić się do śmierci indywidualnego człowieka,
który mimo otrzymywanych łask może stracić wiarę, może
zobojętnieć, może w duchu tego świata odejść od Chrystusa.
Łk 18,9-14
„Powiedział
też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi
gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni,
żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął
i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak
inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten
celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze
wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał
nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił:
Boże, miej litość dla mnie, grzesznika! Powiadam wam: Ten odszedł
do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się
wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.
Wierzyć w swoją sprawiedliwość jest wyrazem pychy. Warto
dziękować Bogu, jeśli pozwala nam czynić dużo dobrego. Na ile
żyjemy w Bożej prawdzie, widzimy wady, grzechy i możemy pokornie
bić się w piersi i mówić: „Boże, miej litość dla mnie,
grzesznika!” Grozi nam dobrowolne zaślepienie. Mówi Jezus: „A
sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie
bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich
uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi
światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego
uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła,
aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J
3,19-21). Jezus jest światłem – tylko On dzięki wierze daje
człowiekowi prawdę i zbawienie.
Łk 18,15-17
„Przynosili
Mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz
uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im. Jezus zaś przywołał
je do siebie i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie
przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże.
Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak
dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Każdy człowiek, mały, czy
duży potrzebuje Jezusa by żyć w pełni Jego łaski. Nie tylko
dorośli Go potrzebują. Zło może atakować nawet małe dzieci.
Dlatego Kościół zachęcał, by chrzcić dzieci w dniu ich urodzin.
Uczniowie Jezusa tego nie rozumieli – podobnie, jak wielu nam
współczesnych. Jezus zaś mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić
do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo
Boże”. Dlatego rodzice powinni przychodzić z dziećmi, nawet
maleńkimi do kościoła. Co więcej Jezus twierdzi: „Kto nie
przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”.
Do przyjęcia Królestwa potrzebne jest pełne zaufanie do Jezusa.
Potrzebne jest nowe, duchowe narodzenie: „Zaprawdę, zaprawdę,
powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może
ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż
może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie
wejść do łona swej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział:
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z
wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego” (J 3,3-5).
W Duchu Świętym stajemy się nowymi ludźmi, zgodnie z proroctwem
Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego
wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała.
Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według
mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali”
(Ez 36,26-27).
Łk 18,18-27
„Zapytał
Go pewien zwierzchnik: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby
osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Czemu nazywasz
Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania:
Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie,
czcij swego ojca i matkę! On odrzekł: Od młodości przestrzegałem
tego wszystkiego. Jezus słysząc to, rzekł mu: Jednego ci jeszcze
brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał
skarb w niebie; potem przyjdź i chodź ze Mną. Gdy to usłyszał,
mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty. Jezus zobaczywszy go
[takim] rzekł: Jak trudno bogatym wejść do królestwa Bożego.
Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż
bogatemu wejść do królestwa Bożego. Zapytali ci, którzy to
słyszeli: Któż więc może być zbawiony? Jezus odpowiedział: Co
niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. Tylko Bóg jest
dobry. Sam Bóg mówi o sobie: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i
litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”
(Wj 34,6). O ludziach, z kolei, Jezus twierdzi, że są źli: „Jeśli
więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim
dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym,
którzy Go proszą” (Łk 11,13). Bóg jest dobry i dlatego daje nam
Ducha Świętego. Ludzie są źli i oferują złość i oskarżenia.
Duch Prawdy jest Obrońcą przed złem, przed pokusami, przed
rozpaczą. Daje prawdę o dobru, bo zło samo się nagłaśnia.
O ubóstwie mówi Jezus:
„Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co
posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Uczeń, to
człowiek, który słucha Jezusa i chce Go naśladować – również
w ubóstwie. Wydaje się, że dobrowolne ubóstwo jest koniecznym
warunkiem otrzymania bogactwa Ducha Świętego. Tak można rozumieć
błogosławieństwa: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy,
albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy
teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy,
którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was
wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna
Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie
się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie.
Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom” (Łk 6,20-23).
Królestwo Boże można rozumieć jako panowanie Ducha w człowieku.
Wydaje się, że warunkiem duchowego bogactwa jest materialne
ubóstwo, któremu tak często towarzyszą głód, płacz i
prześladowanie. Widać to w życiu Dominika, Franciszka i Ignacego z
Loyoli, którzy dobrowolnie przyjęli ubóstwo jako program życia
swojego i swoich zgromadzeń.
Tak o obecności Ducha mówi Paweł: „Czyż nie wiecie, żeście
świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś
zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest
świętą, a wy nią jesteście” (1 Kor 3,16-17).
O dobrowolnym ubóstwie Jezusa tak mówi Paweł: „Znacie przecież
łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was
stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).
Uczniowie pytają się Jezusa: „Któż więc może być zbawiony?
Jezus odpowiedział: Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u
Boga”. Bóg zbawia nas w mocy Ducha, którym nas obdarza. Człowiek,
swoim wysiłkiem może próbować być dobrym, ale to Duch umożliwia
nawrócenie i piękne katolickie życie.
Łk 18,28-30
„Wówczas
Piotr rzekł: Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za
Tobą. On im odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie
opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa
Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku
przyszłym - życia wiecznego”. Tak Jezus przedstawia nagrodę za
dobrowolne ubóstwo dla Królestwa Bożego – już teraz obfitość,
a po śmierci życie wieczne w pełni Ducha Świętego. Marek
uzupełnia teraźniejsze bogactwa o prześladowania: „Zaprawdę,
powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca,
dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał
stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek,
dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie
przyszłym” (Mk 10,29-30). Mateusz obiecuje władzę sądowniczą
nad Izraelem – to chyba szansa objęcia miłosierdziem Ducha
Świętego ludzi z własnego narodu. „Zaprawdę, powiadam wam:
Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie
chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na
dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto
dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę,
dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”
(Mt 19,28-29).
Łk 18,35-43
„Kiedy
zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i
żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co
się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy
zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Ci, co
szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze
głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się
zbliżył, zapytał go: Co chcesz, abym ci uczynił? Odpowiedział:
Panie, żebym przejrzał. Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara
cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc
Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu”.
Tytuł „syn Dawida” należy do tytułów mesjańskich. Jezus
próbuje wyjaśnić jego znaczenie: „Gdy się zaś faryzeusze
zebrali, spytał ich Jezus, mówiąc: Co wy sądzicie o Chrystusie?
Czyim jest synem? Rzekli mu: Dawidowym. Rzekł im: Jakże więc Dawid
w duchu nazywa go Panem, mówiąc: Rzekł Pan Panu memu: Siądź po
prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół twoich podnóżkiem nóg
twoich? Jeśli więc Dawid nazywa go Panem, jakże jest synem jego? I
żaden nie mógł mu odpowiedzieć słowa, ani nikt nie śmiał go od
owego dnia więcej pytać”
(Mt 22,41-46). Dawid natchniony przez Ducha Świętego nazywa Jezusa
Panem i wskazuje na Jego miejsce po prawicy Boga. Zapowiada też, że
nieprzyjaciele Jezusa zostaną Mu przez Boga poddani, będą
pokonani.
Jezus
okazuje współczucie niewidomemu i mówi do niego: „Przejrzyj,
twoja wiara cię uzdrowiła”. Tekst grecki używa zwrotu: sesoken
se,
to znaczy „zbawiła cię” – bo łaska Boża przywróciła mu
wzrok i umocniła jego wiarę, z którą poszedł za Jezusem wielbiąc
Boga.
Łk 19,5-10
„Gdy
Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego:
Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w
twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.
A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego
majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam
poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się
udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn
Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Zacheusz zdumiewa hojnością – połowę majątku daje ubogim.
Jezus raduje się, bo: „przyszedł szukać i zbawić to, co
zginęło”. Ludzie tak łatwo osądzają: „do grzesznika poszedł
w gościnę”.
Łk 19,22-27
„Według
słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem
człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć,
gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do
banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych
zaś rzekł: Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć
min. Odpowiedzieli mu: Panie, ma już dziesięć min. Powiadam wam:
Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet
to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym
panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”.
Przypowieść o minach ukazuje owocność służby Jezusowi –
człowiek, który zapracował dziesięć min otrzymuje władzę nad
dziesięciu miastami (por. Łk 19,16-17). Ukazuje karę dla leniwego
sługi – „Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja
po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych zaś rzekł:
Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min” (Łk
19,23-24).
Zaskakuje surowość kary wobec przeciwników: „Tych zaś
przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi,
przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”. Może to być
ostrzeżenie wobec przeciwników Jezusa. Mt 22,44 przekazuje
proroctwo Psalmu 110 o pokonaniu nieprzyjaciół Jezusa: „Rzekł
Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich
nieprzyjaciół pod stopy Twoje”. Jezus, jako Syn Boży może
oczekiwać na pokonanie swoich nieprzyjaciół przez Boga Ojca.
Podobnie w Mt 21,43-44 Jezus ostrzega swoich wrogów: „Dlatego
powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi,
który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a
na kogo on spadnie, zmiażdży go”. Izrael, który decyduje się na
zabicie Chrystusa traci Królestwo, które, jako duchowe bogactwo
zostaje przekazane Kościołowi. Jakakolwiek walka z Chrystusem
kończy się przerażającą klęską – zmiażdżeniem.
Jezus odwołuje się do proroctwa Daniela o posągu zmiażdżonym
przez kamień. Mówi on do Nabuchodonozora: „Patrzyłeś, a oto
odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i
ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je. Wtedy
natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i
złoto - i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je
wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich. Kamień zaś, który
uderzył posąg, rozrósł się w wielką górę i napełnił całą
ziemię” (Dn 2,34-35). A tak Daniel to tłumaczy: „W czasach tych
królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie
zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze
i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na
zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo
że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę,
srebro i złoto. Wielki Bóg wyjawił królowi, co nastąpi później;
prawdziwy jest sen, a wyjaśnienie jego pewne” (Dn 2,44-45). Jest
to proroctwo o Królestwie założonym przez Jezusa.
Łk 19,37-40
„Zbliżał
się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów
poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli.
I wołali głośno: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię
Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. Lecz niektórzy
faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń
tego swoim uczniom! Odrzekł: Powiadam wam: Jeśli ci umilkną,
kamienie wołać będą”. Wspaniałe jest to radosne uwielbienie
Boga. Odkrywali Go w cudach, które Jezus uczynił. Uznają Go za
Króla, za Mesjasza. Powołują się na Psalm 118,26: „Błogosławiony,
który przybywa w imię Pańskie!” Słowa: „Pokój w niebie i
chwała na wysokościach” wskazują na Boga, który w pełni
podziela ich radość. Wrogowie Jezusa chcieliby uciszyć ten hymn
Bożej chwały, ale Jezus twierdzi: „Jeśli ci umilkną, kamienie
wołać będą”.
Łk 19,41-44
„Gdy
był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O
gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz
zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni,
gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną
zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie
zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało
czasu twojego nawiedzenia”. Jerozolima nie rozpoznała Chrystusa,
który pragnie dla niej pokoju: „Chociaż jednak uczynił On przed
nimi tak wielkie znaki, nie uwierzyli w Niego, aby się spełniło
słowo proroka Izajasza, który rzekł: Panie, któż uwierzył
naszemu głosowi? A ramię Pańskie komu zostało objawione? Dlatego
nie mogli uwierzyć, ponieważ znów rzekł Izajasz: Zaślepił ich
oczy i twardym uczynił ich serce, żeby nie widzieli oczami oraz nie
poznali sercem i nie nawrócili się, ażebym ich uzdrowił” (J
12,37-40).
Łk 19,45-46
„Potem
wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej.
Mówił do nich: Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy
uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. Jezus uważa świątynię
za dom swojego Ojca: „W świątyni napotkał siedzących za stołami
bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie.
Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał
wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety
bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali
gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca
targowiska!” (J 2,14-16).
Nawiązuje do proroctwa Izajasza: „Cudzoziemców zaś, którzy się
przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię
Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez
pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza,
przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu
modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim
ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich
narodów” (Iz 56,6-7). Bóg chce, by Jego świątynia stała się
„domem modlitwy dla wszystkich narodów”. Bóg chce w ciszy
docierać do ludzkich serc. Drugi tekst, do którego nawiązuje
Jezus, to proroctwo Jeremiasza: „Oto wy na próżno pokładacie
ufność w zwodniczych słowach. Nieprawda? Kraść, zabijać,
cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić kadzidło Baalowi,
chodzić za obcymi bogami, których nie znacie... A potem
przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad którym wzywano
mojego imienia, i mówicie: Oto jesteśmy bezpieczni, by móc nadal
popełniać te wszystkie występki. Może jaskinią zbójców stał
się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja
[to] dobrze widzę - wyrocznia Pana” (Jr 7,8-11). Świątynia –
to miejsce spotkania z Bogiem w prawdzie. Konieczne jest nawrócenie,
by nawiedzenie świątyni mogło zaowocować łaskami. Tego pragnie
Jezus.
Łk 20,1-8
„Pewnego
dnia, kiedy nauczał lud w świątyni i głosił Dobrą Nowinę,
podeszli arcykapłani i uczeni w Piśmie wraz ze starszymi i zapytali
Go: Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę?
Odpowiedział im: Ja też zadam wam pytanie. Powiedzcie Mi: Czy
chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi? Oni
zastanawiali się i mówili między sobą: Jeśli powiemy: Z nieba,
zarzuci nam: Dlaczego nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: Od
ludzi, cały lud nas ukamienuje, bo jest przekonany, że Jan był
prorokiem. Odpowiedzieli więc, że nie wiedzą, skąd pochodził.
Wtedy Jezus im rzekł: To i Ja wam nie powiem, jakim prawem to
czynię”. Problemem religijnych władz Izraela był brak wiary w
żywego Boga. Mieli swoją religię ze swoimi przepisami, ale nie
przyjmowali, że Bóg może działać przez Jana, czy przez Jezusa.
Nie słuchali ich i nie mieli zamiaru być im posłusznym. Widzieli,
że wielu uwierzyło, podjęło pokutę, przyjęło chrzest od Jana,
ale tymi ludźmi pogardzali, a prawda ich nie interesowała. Mówią
do strażników: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze
zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który
nie zna Prawa, jest przeklęty. Odezwał się do nich jeden spośród
nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: Czy Prawo
nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co
czyni?” (J 7,47-51). Jezus zna ich i nie ma zamiaru się przed nimi
tłumaczyć. Wie, że nie uwierzą: „Gdybym nie przyszedł i nie
mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają
usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca
mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których
nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli
je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,22-24).
Łk 20,10-18
„W
odpowiedniej porze wysłał sługę do rolników, aby mu oddali jego
część z plonu winnicy. Lecz rolnicy obili go i odesłali z niczym.
Ponownie posłał drugiego sługę. Lecz i tego obili, znieważyli i
odesłali z niczym. Posłał jeszcze trzeciego; tego również pobili
do krwi i wyrzucili. Wówczas rzekł pan winnicy: Co mam począć?
Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują. Lecz rolnicy,
zobaczywszy go, naradzali się między sobą mówiąc: To jest
dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze. I wyrzuciwszy
go z winnicy, zabili. Co więc uczyni z nimi właściciel winnicy?
Przyjdzie i wytraci tych rolników, a winnicę da innym. Gdy to
usłyszeli, zawołali: Nie, nigdy! On zaś spojrzał na nich i rzekł:
Cóż więc znaczy to słowo Pisma: Właśnie ten kamień, który
odrzucili budujący, stał się głowicą węgła? Każdy, kto
upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży
go”. Zdumiewająca jest postawa właściciela winnicy: „Co mam
począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują”. Tym
ukochanym Synem jest oczywiście Jezus. To była ostatnia szansa dla
Izraela. To On jest kamieniem odrzuconym przez budujących, przez
religijne władze Izraela. Mówi o swojej wszechmocnej
sprawiedliwości: „Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się,
a na kogo on spadnie, zmiażdży go” – to bardzo poważne
ostrzeżenie dla wszystkich walczących z Jezusem.
Łk 20,22-25
„Czy
wolno nam płacić podatek Cezarowi, czy nie? On przejrzał ich
podstęp i rzekł do nich: Pokażcie Mi denara. Czyj nosi obraz i
napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc
Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.
Sprawa płacenia podatku rzymskim władzom miała być pułapką dla
Jezusa. On jednak nie jest przeciwny państwu. Wymaga natomiast
uczciwości wobec Boga. Jako minimum posłuszeństwa wobec Jego
posłańców – Jana Chrzciciela i Jezusa. Do Boga należy całe
nasze życie, które mamy realizować w miłości do Boga i bliźniego
(por. Łk 10,25-28).
Łk 20,34-38
„Jezus
im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż
wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w
świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie
będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż
są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami
zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz
zaznaczył tam, gdzie jest mowa O krzaku, gdy Pana nazywa Bogiem
Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem]
umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Jezus
mówi tylko o tych „którzy uznani zostaną za godnych udziału w
świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” – dotyczy to więc
prawdopodobnie tylko wierzących w Niego. Tak można wnioskować na
podstawie słów Jezusa zwróconych do Nikodema: „Tak bowiem Bóg
umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy,
kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem
Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił,
ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w
Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został
potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”
(J 3,16-18). Mówi o nich Jezus: „Już bowiem umrzeć nie mogą,
gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc
uczestnikami zmartwychwstania”. Zrównanie z aniołami oznacza
podniesienie na bardzo wysoki poziom ich życia intelektualnego i
duchowego. Może również oznaczać pośmiertne uczestnictwo w ich
niematerialnej cielesności. Gdy aniołowie pojawiają się na ziemi
są cieleśni i Tobiasz uważa swojego towarzysza – Rafała za
człowieka (por. Tb 5,4-8). Jezus mówi o Bogu: „Bóg nie jest
[Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.
Widać to również w słowach Jezusa na temat Abrahama: „Abraham,
ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień -
ujrzał [go] i ucieszył się” (J 8,56). Abraham żyje i dlatego
widzi Jezusa i raduje się z Nim.
Łk 20,41-44
„Natomiast
On rzekł do nich: Jak można twierdzić, że Mesjasz jest synem
Dawida? Przecież sam Dawid mówi w Księdze Psalmów: Rzekł Pan do
Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół
Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy. Dawid nazywa Go Panem: jak
zatem może On być [tylko] jego synem?” Mateusz podkreśla, że
Dawid mówi to pod natchnieniem Ducha Świętego (por. Mt 22,43). W
ten sposób, Jezus uświadamia swoim przeciwnikom, że ostateczne
zwycięstwo należy do Niego: „Siądź po prawicy mojej, aż położę
nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy”. To On jako
Syn Boży jest Panem, bo jest Prawdziwym Bogiem.
Łk 21,2-4
„Zobaczył
też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł:
Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż
wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im
zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała
na utrzymanie”. Jezus chwali w ten sposób ofiarność ubogiej
kobiety, która chce służyć świątyni i Bogu, którego Imię tam
przebywało (por. 1 Krl 8,29).
Łk 21,6-11
„Przyjdzie
czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na
kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy
to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus
odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu
bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz:
Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy
posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać,
ale nie zaraz nastąpi koniec. Wtedy mówił do nich: Powstanie naród
przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne
trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne
zjawiska i wielkie znaki na niebie”. Odpowiadając na pytanie o
czas zniszczenia świątyni jerozolimskiej mówi o wielkich znakach,
których uczniowie nie mają się obawiać. Ostrzega przed
zwodzicielami, którzy będą podszywać się pod Jego imię i będą
osłabiać wiarę.
Łk 21,12-17
„Lecz
przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować.
Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia
wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was
sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu
nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i
mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się
mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet
rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć
przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u
wszystkich”. Jezus nie koncentruje się na tak zwanych znakach
apokaliptycznych, ale na prześladowaniach Kościoła. Gwarantuje
obronę Ducha Świętego (por. Mk 13,11). Zapowiada straszną
nienawiść ze strony najbliższych: „A wydawać was będą nawet
rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć
przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u
wszystkich”.
Łk 21,25-27
„Będą
znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów
bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą
ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem
moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna
Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą”.
W takim kontekście, Jezus zapowiada również przerażające znaki
kosmiczne i swoje przyjście „z wielką mocą i chwałą”.
Łk 21,34-36
„Uważajcie
na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa,
pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was
znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy
mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym
czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić,
i stanąć przed Synem Człowieczym”. Jezus wzywa do czujności:
„Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie”. Ostrzega
przed obżarstwem, pijaństwem i troskami doczesnymi.
Łk 22,3-6
„Wtedy
szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z
Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami
straży, jak ma im Go wydać. Ucieszyli się i ułożyli się z nim,
że dadzą mu pieniądze. On zgodził się i szukał sposobności,
żeby im Go wydać bez wiedzy tłumu”. Łukasz przedstawia zdradę
Judasza jako dzieło szatana, który wchodzi w Judasza i prowadzi go
do zdrady. Jezus przepowiada ten fakt rok wcześniej w Kafarnaum:
„Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie
chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść?
Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz
słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś
Świętym Boga. Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was
dwunastu? A jeden z was jest diabłem. Mówił zaś o Judaszu, synu
Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać”
(J 6,66-71). Dlaczego Jezus nazywa go diabłem? Myślę, że jest to
związane z oddziaływaniem diabła na danego człowieka. Judasz już
działał pod natchnieniem złego ducha.
W tym sensie Jezus mówi do swoich przeciwników: „Wy macie diabła
za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku
był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma.
Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem
kłamstwa” (J 8,44). Raczej nie chodzi tu o opętanie, ale o stałe
prowadzenie przez złego ducha, o swego rodzaju duchowe „ojcostwo”.
Oni chcą spełniać pragnienia złego ducha. Chcą zabić Jezusa i
trwają w swoim zakłamaniu.
Już Księga Rodzaju wprowadza w tę tajemnicę: „Wprowadzam
nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje
a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu
piętę” (Rdz 3,15). Z jednej strony mamy potomstwo Maryi, ludzi
służących Matce Bożej, a z drugiej potomstwo węża służące
złemu. W tym sensie Jan Chrzciciel: „Gdy widział, że przychodzi
do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im:
Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym
gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że
możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z
tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do
korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie
wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was
chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną,
mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów.
On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w
ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a
plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3,7-12). Nazywa ich
„plemieniem żmijowym” – nawiązując do Protoewangelii.
Ostrzega ich przed wycięciem – jeśli nie będą przynosili
dobrego owocu. Ostrzega ich przed „ogniem nieugaszonym”.
W podobnym sensie mówi Jan: „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła,
ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się
po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z
Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może
grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać
dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje
niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego
brata” (1 J 3,8-10). Grzech jest kryterium podziału między
dziećmi Boga i dziećmi diabła. Mówi Jan: „Każdy, kto narodził
się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże”. Myślę,
że chodzi o obecność Ducha Świętego, który umacnia człowieka,
broni go przed pokusami, przed grzechem, przed świadomym i
dobrowolnym nieposłuszeństwem wobec woli Bożej.
Jezus
tłumaczy to zjawisko w przypowieści o kąkolu: „Tym, który sieje
dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym
nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego.
Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest
koniec świata, a żeńcami są aniołowie” (Mt 13,37-39).
Chwastem
są synowie złego. Są oni „posiani” przez złego. Żyją razem
z synami królestwa posianymi przez Syna Człowieczego. Ich separacja
jest odłożona do końca świata, do sądu, o którym mówi Jezus:
„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z
Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą
się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od
drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (Mt 25,31-32).
Jezus tłumaczy tę tajemnicę w rozmowie z Nikodemem: „Albowiem
Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił,
ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w
Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został
potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A
sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie
bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich
uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi
światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego
uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła,
aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J
3,17-21). Ludzie są wolni i mają wybór między światłem i
ciemnością. Ludzie dobrzy – „synowie królestwa” dążą do
światła, do Jezusa. Ludzie źli – „synowie złego” nienawidzą
światła i miłują ciemność.
Jan przedstawia Wysoką Radę, która postanawia zabić Jezusa (por.
J 11,53) i wymaga od wszystkich doniesienia o miejscu Jego pobytu:
„Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy,
ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym,
aby Go można było pojmać” (J 11,57). Judasz realizuje to
polecenie i ułatwia pojmanie Jezusa.
Łk 22,19-20
„Następnie
wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał
mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane:
to czyńcie na moją pamiątkę! Tak samo i kielich po wieczerzy,
mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was
będzie wylana”.
Czas teraźniejszy tekstu greckiego podkreśla charakter
teraźniejszy ofiary Jezusa – tak rozumianej w czasie Ostatniej
Wieczerzy. Jezus daje nam swoje Ciało i wylewa dla nas swoją Krew.
Polskie tłumaczenie BT używa czasu przyszłego wskazując w ten
sposób na Krzyż. Tekst grecki używa czasu teraźniejszego, bo
Jezus mówi o teraźniejszości. On daje swoje Ciało i Krew już w
czasie Ostatniej Wieczerzy. On daje siebie aktem swojej woli już
wtedy. Każda Eucharystia jest takim darem Jezusa w teraźniejszości.
Krzyż jest najwyższym aktem Ofiary Jezusa.
O
Ciele i
Krwi mówił rok wcześniej w Kafarnaum, wprowadzając ich w tę
tajemnicę: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który
Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc
między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać [swoje] ciało
do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam
wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i
nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.
Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja
go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym
pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje
Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał
żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa,
będzie żył przeze Mnie” (J 6,51-57). Mówi Jezus, by zachęcić
do pożywania Jego Ciała i picia Jego Krwi: „Jeżeli nie będziecie
spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego,
nie będziecie mieli życia w sobie”. Eucharystia jest darem życia
od samego Jezusa. Jest nam niezbędnie potrzebna.
W
sensie Starego Testamentu jedzenie ciała ludzkiego i picie jego krwi
było niedopuszczalne: „Jeżeli kto z domu Izraela albo spośród
przybyszów, którzy osiedlili się między nimi, będzie spożywał
jakąkolwiek krew, zwrócę oblicze moje przeciwko temu człowiekowi
spożywającemu krew i wyłączę go spośród jego ludu. Bo życie
ciała jest we krwi, a Ja dopuściłem ją dla was [tylko] na
ołtarzu, aby dokonywała przebłagania za wasze życie, ponieważ
krew jest przebłaganiem za życie” (Kpł 17,10-11). Zasadą
Starego Przymierza jest krwawa ofiara składana na ołtarzu. Tak
opisuje to Księga Wyjścia: „Spisał więc Mojżesz wszystkie
słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry
i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń
Izraela. Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu
ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś
wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi
skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją
głośno ludowi. I oświadczyli: Wszystko, co powiedział Pan,
uczynimy i będziemy posłuszni. Mojżesz wziął krew i pokropił
nią lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na
podstawie wszystkich tych słów” (Wj 24,4-8). Ta krew nie jest
zresztą spożywana, a jedynie użyta do zawarcia przymierza między
Bogiem i Jego narodem. Jezus określa Nowe Przymierze: „Ten kielich
to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana”. W
odróżnieniu od Starego Testamentu daje ją do wypicia: „Następnie
wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc:
Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za
wielu będzie wylana
na odpuszczenie grzechów”
(Mt
26,27-28). Krew będzie wylana na Krzyżu, ale Jezus ją nam
ofiarowuje w każdej Eucharystii.
Mówi
dalej Jezus: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we
Mnie, a Ja
w nim”. Żyjemy w Jezusie jak dziecko w łonie swej matki, rośniemy
i rozwijamy się. On żyje w nas, umacnia nas i jest naszym
natchnieniem. Żyjemy w Jezusie, bo żyjemy Jego Duchem. Wyjaśnia to
Jan: „Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych,
którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał” (1 J 3,6).
Trwanie w Jezusie zabezpiecza przed grzechem, umacnia. Myślę, że
czyni to Obrońca – to znaczy Paraklet, Duch Święty. Sugeruje to
kolejny tekst Jana: „Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a
Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam
dał” (1 J 3,24). Charyzmatyczna obecność Ducha jest
weryfikowalna w Kościele. Mówi Paweł: „Wszystkim zaś objawia
się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar
mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego
samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska
uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu
proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i
wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia
jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor
12,7-11).
Paweł mówi również: „Teraz
zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal
prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem
wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał
za mnie” (Ga 2,20). Jezus obiecuje nam, że jak On żyje dla Ojca,
tak spożywający Jego Ciało i pijący Jego Krew – będzie
wyzwolony z egoizmu i będzie żył dla Niego.
Mówi
Paweł: „Ja
bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej
nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy
połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to
na moją pamiątkę. Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął
kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej.
Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę. Ilekroć
bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską
głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11,23-26). W ten sposób Paweł
ukazuje związek Eucharystii z Męką Jezusa.
Ciekawie
mówi Tomasz: „Ustanowienie sakramentu Eucharystii w czasie
Wieczerzy zamykającej obcowanie Chrystusa z uczniami było
uzasadnione. Przemawia za tym po pierwsze to, co sakrament
Eucharystii w sobie zawiera. Jest w nim sam Chrystus na modłę
sakramentu. Zamierzając opuścić uczniów w swej własnej postaci,
pozostawia im siebie pod postacią Sakramentu. Podobnie w czasie
nieobecności cesarza dla oddania mu czci wystawia się jego
podobiznę. Stąd słowa Euzebiusza: „Skoro Ciało przyjęte we
Wcieleniu miało zniknąć sprzed oczu i wznieść się ku gwiazdom,
powstała konieczność, by Chrystus w dniu Wieczerzy konsekrował
dla nas sakrament swego Ciała i Krwi, tak aby przez misterium
czczono ustawicznie to, co raz zostało złożone w wynagradzającej
ofierze”. Po drugie - przemawia to, że niemożliwe było
osiągnięcie zbawienia bez wiary w Mękę Chrystusa, którego jak
mówi Apostoł, „Bóg
ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego Krwi.
Toteż było
rzeczą wskazaną, by po wszystkie czasy ludzie posiadali znak
uobecniający Mękę Pana. W Starym Testamencie głównym
sakramentem, unaoczniającym Mękę, był baranek paschalny. Stąd
słowa Apostoła: „Chrystus został złożony w ofierze jako nasza
Pascha. W Nowym Testamencie miejsce baranka zajął sakrament
Eucharystii - pamiątka Męki minionej, podobnie jak baranek był
zapowiedzią przyszłej. Dlatego w obliczu zbliżającej się Męki
po uroczystej celebrze dawnego misterium - jak mówi papież Leon -
należało ustanowić nowe. Po trzecie - przez czas dłuższy
pamiętamy słowa wygłoszone na końcu, zwłaszcza jeśli wypowie je
przyjaciel w chwili odejścia, a to głównie dlatego że wtedy
goręcej przeżywamy przyjaźń. Te zaś, które nas mocniej
wzruszają, głębiej zapadają w duszę. A ponieważ - jak mówi
papież Aleksander - „nie może być większej ofiary nad Ciało i
Krew Chrystusa, i niepodobna złożyć większej, chcąc ją otoczyć
czcią, Pan ustanowił ten sakrament bezpośrednio przed opuszczeniem
uczniów. Stwierdza to Augustyn w słowach: „Zbawiciel idąc na
Mękę, aby mocniej podkreślić wielkość tej tajemnicy, chciał
przed swoim odejściem utrwalić ją w pamięci i sercach uczniów”.
Pisze Tomasz: „Zamierzając opuścić uczniów w swej własnej
postaci, pozostawia im siebie pod postacią Sakramentu”. Widzi w
Eucharystii nie tyle pokarm, ile sakramentalną Obecność Jezusa,
realizującego w ten sposób swoją obietnicę: „A oto Ja jestem z
wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Łk 22,31-32
Mówi
Jezus: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was
przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała
twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”.
Szatan chce zniszczyć apostołów, a Jezus modli się za Piotra,
żeby ten nie stracił wiary, a po swoim nawróceniu żeby umacniał
braci.
Łk 22,40-44
„Gdy
przyszedł na miejsce, rzekł do nich: Módlcie się, abyście nie
ulegli pokusie. A sam oddalił się od nich na odległość jakby
rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami:
Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja
wola, lecz Twoja niech się stanie! Wtedy ukazał Mu się anioł z
nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się
modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na
ziemię”. Modlitwa miała ich chronić przed rozpaczą, przed
niewiarą. Jezus modli się na kolanach. Jego ludzka wola prosi o
ratunek, ale podporządkowuje się Boskiej woli Ojca. Ojciec nie
oddala od Niego cierpienia, ale umacnia Go za pośrednictwem anioła.
Jezus cierpi na swojej modlitwie.
Łk 22,55-62
„Gdy
rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr
usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go
siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: I ten
był razem z Nim. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: Nie znam Go,
kobieto. Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: ty jesteś
jednym z nich. Piotr odrzekł: Człowieku, nie jestem. Po upływie
prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: Na
pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem. Piotr
zaś rzekł: Człowieku, nie wiem, co mówisz. I w tej chwili, gdy on
jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na
Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś,
zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na
zewnątrz i gorzko zapłakał”. Piotr kłamie: „Nie znam Go,
kobieto”, chwilę później: „Człowieku, nie jestem”, w końcu
stwierdza: „Człowieku, nie wiem, co mówisz” – w ten sposób
wypiera się znajomości z Jezusem, przynależności do grona Jego
uczniów. Jezus patrzy na Piotra i przypomina mu swoje słowa: „Dziś,
zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Piotr płacze i
wychodzi na zewnątrz.
Łk 22,66-71
„I
gdy dzień nastał, zeszli się starsi z ludu i przedniejsi kapłani
i doktorowie, i przyprowadzili go do Rady swojej, mówiąc: Jeśli ty
jesteś Chrystusem, powiedz nam. I rzekł im: Jeśli Wam powiem, nie
uwierzycie mi; a jeśli i spytam, nie odpowiecie mi, ani nie
wypuścicie. Lecz odtąd będzie Syn Człowieczy siedział po prawicy
Bożej. I rzekli wszyscy: Toś ty jest Syn Boży? On zaś rzekł: Wy
powiadacie, żem ja jest. A oni rzekli: Na cóż jeszcze potrzebujemy
świadectwa? Wszak sami słyszeliśmy z ust jego”.
Jezus nie odpowiada wprost na prowokację przeciwników i zarzuca im
złą wolę: „Jeśli Wam powiem, nie uwierzycie mi; a jeśli i
spytam, nie odpowiecie mi, ani nie wypuścicie”. Uprzedza ich
tylko, mówiąc o swojej bliskości z Ojcem: „Odtąd będzie Syn
Człowieczy siedział po prawicy Bożej”. Nie odpowiada również
na kolejne prowokacyjne pytanie: „Toś ty jest Syn Boży?”.
Stwierdza tylko: „Wy powiadacie, żem ja jest”. Nie daje im
oficjalnego powodu do oskarżenia Go o bluźnierstwo, czy uzurpację.
Tym nie mniej, oni wiedzą, kogo skazują na śmierć.
Łk 23,1-3
„I
powstawszy całe ich mnóstwo, powiedli go do Piłata. I poczęli nań
skarżyć, mówiąc: Tego znaleźliśmy podburzającego nasz naród,
i zakazującego dawać podatki cesarzowi, i mówiącego, że on jest
Chrystusem królem. I spytał go Piłat, mówiąc: Ty jesteś królem
żydowskim? A on odpowiadając, rzekł: Ty powiadasz”.
Te oskarżenia – to jedno wielkie kłamstwo. Jezus nie podburzał
narodu. Nie wypowiadał się przeciwko podatkom. Mówił: „Pokażcie
Mi denara. Czyj nosi obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas
rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a
Bogu to, co należy do Boga” (Łk 20,24-25). Jezus nigdy nie
nauczał, że jest Chrystusem królem. Wręcz zakazywał o tym mówić:
„Wtedy przykazał uczniom swoim, aby nikomu nie mówili, że on
jest Jezusem Chrystusem”
(Mt 16,20). Na pytanie Piłata: „Ty jesteś królem żydowskim?”,
Jezus odpowiada tajemniczo: „Ty powiadasz”. Nie jest to
potwierdzenie. Nie jest to przyznanie się do winy.
Łk 23,8-11
„Na
widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go
ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy
jaki znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma
pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani zaś i
uczeni w Piśmie stali i gwałtownie Go oskarżali. Wówczas
wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał
ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata”. Jezus nie
broni się przed zarzutami Żydów. Nie wykorzystuje przychylnego
nastawienia Heroda. Milczy. Herod daje Mu płaszcz, który podobnie
jak płaszcz szkarłatny ofiarowany przez żołnierzy ma za zadanie
ośmieszenie Jezusa, oskarżonego o uzurpację królewską. „Wtedy
żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i
zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i
narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z
ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę.
Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj,
Królu Żydowski!” (Mt 27,27-29).
Łk 23,13-16
„Piłat
więc kazał zwołać arcykapłanów, członków Wysokiej Rady oraz
lud i rzekł do nich: Przywiedliście mi tego człowieka pod
zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i
nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie.
Ani też Herod - bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic
godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię”. Piłat
nie widzi w Jezusie nic złego, ale gotów jest dla zadowolenia Żydów
poddać Go surowej karze biczowania, która często prowadziła do
śmierci.
Łk 23,27-31
„A
szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i
płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki
jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i
nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą:
Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które
nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do
pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią,
cóż się stanie z suchym?” Jezus ostrzega przed straszną karą,
jaka spadnie na Jerozolimę i jej mieszkańców. Wspomina proroka
Ozeasza: „Zniszczone będą wyżyny Bet-Awen - grzech Izraela.
Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach. Wtedy powiedzą górom:
Przykryjcie nas! a wzgórzom: Padnijcie na nas!” (Oz 10,8). Warto
czytać to w kontekście Jego słów poświęconych Jerozolimie: „Gdy
był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O
gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz
zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni,
gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną
zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie
zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało
czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19,41-44).
Łk 23,33-34
„Gdy
przyszli na miejsce, zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i
złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie.
Lecz Jezus mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.
Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy”. Ta
prośba Jezusa odnosi się przede wszystkim do żołnierzy, którzy
Go ukrzyżowali. W jakiejś mierze do innych odpowiedzialnych za Jego
śmierć.
Łk 23,39-43
„A
jeden z tych łotrów, którzy wisieli, bluźnił mu, mówiąc: Jeśli
ty jesteś Chrystusem, wybawże samego siebie i nas. Odpowiadając
zaś, drugi karcił go, mówiąc: Ani ty się Boga nie boisz, chociaż
tę samą karę ponosisz ? A my wprawdzie słusznie, bo godną
zapłatę za uczynki odbieramy: lecz ten nic złego nie uczynił I
rzekł do Jezusa: Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do
królestwa swego! A Jezus mu rzekł : Zaprawdę mówię tobie, dziś
ze mną będziesz w raju”.
Bluźnierstwo było formą szyderstwa i niewiary złego łotra. Dobry
przyznaje się do winy: „My wprawdzie słusznie, bo godną zapłatę
za uczynki odbieramy” i docenia świętość Jezusa: „Ten nic
złego nie uczynił”. Z wiarą – zdumiewającą wobec niewiary
ludzi radujących się z ukrzyżowania Jezusa – prosi: „Panie,
wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa swego!” Wobec tej
wiary, Jezus obiecuje mu: „Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną
będziesz w raju”.
Łk 23,44-49
„Było
już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do
godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku
rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem:
Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach
wyzionął ducha. Na widok tego, co się działo, setnik oddał
chwałę Bogu i mówił: Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy.
Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy
zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy
Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu
towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu”. Według
Łukasza, Jezus cytuje fragment Ps 31,6: „W ręce Twoje powierzam
ducha mojego: Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny!” Setnik
stwierdza: „człowiek ten był sprawiedliwy”. Co ciekawe, tłumy,
wcześniej krzyczące: „Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza!”
(Łk 23,18) i „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” (Łk 23,21), po Jego
śmierci „gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w
piersi”.
Pyta
się Tomasz: „Czy było konieczne, żeby Chrystus cierpiał dla
zbawienia rodzaju ludzkiego?” i odpowiada: „W Ewangelii czytamy:
„Jak Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak musi być
podwyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto wierzy weń, nie
zginął, ale miał żywot wieczny”. Chodzi tu o podwyższenie na
krzyżu. Wydaje się więc, że Chrystus musiał być umęczony”.
„Według Filozofa, wyrazu: „konieczny” używamy w wielu
znaczeniach. Po pierwsze – koniecznym jest to, co z natury
wyklucza swoje przeciwieństwo. Jasne jest, że męka Chrystusa nie
była konieczna w tym znaczeniu, ani ze względu na Jego Bóstwo, ani
ze względu na Jego człowieczeństwo. Konieczne w innym znaczeniu
może być coś pod wpływem czynników zewnętrznych. Jeżeli
wchodzi w grę przyczyna sprawcza wewnętrzna lub zewnętrzna, to
mamy konieczność przymusu, jak np. kiedy ktoś, zatrzymany
przemocą, musi z konieczności stanąć. Jeśli zaś tym czynnikiem
zewnętrznym, powodującym konieczność, jest cel, to mówimy, że
coś jest konieczne dla osiągnięcia danego celu, mając na myśli
albo osiągnięcie danego celu w ogóle, albo też osiągnięcie go w
najwłaściwszy sposób. Nie było konieczności, by Chrystus
cierpiał pod wpływem przymusu bądź ze strony Boga, który by Mu
cierpienie narzucił, ani też przymusu wewnętrznego w samym
Chrystusie. Cierpienie Jego było dobrowolne. Męka Chrystusa była
jednak konieczna ze względu na cel, a to z trzech powodów: Po
pierwsze: Dla naszego zbawienia, które zostało osiągnięte przez
Jego mękę, według słów Chrystusa: „Musi być podwyższony Syn
Człowieczy, aby każdy, który wierzy weń, nie zginął, ale miał
żywot wieczny”. Po drugie – przez wzgląd na Chrystusa, który
przez poniżenie męki zasłużył na wywyższenie w chwale. Chrystus
tak o tym mówi: „Trzeba było, by Chrystus cierpiał i tak wszedł
do chwały swojej”. Po trzecie – ze względu na Boga, który w
swej Opatrzności przewidział mękę Chrystusa, zapowiedzianą w
Piśmie św. i przedstawioną symbolicznie w Starym Testamencie. Mówi
o tym Chrystus: „Syn Człowieczy idzie według tego, co
postanowione”, oraz: „Te są słowa, które do was mówiłem,
gdym jeszcze był z wami, co napisane jest o mnie w Prawie
Mojżeszowym, w Prorokach i Psalmach”, a także: „Tak jest
napisane i tak było potrzeba, aby Chrystus cierpiał i powstał z
martwych”.
Kluczowe są słowa: „Cierpienie Jego było dobrowolne. Męka
Chrystusa była jednak konieczna ze względu na cel, a to z trzech
powodów: Po pierwsze: Dla naszego zbawienia, które zostało
osiągnięte przez Jego mękę, według słów Chrystusa: „Musi być
podwyższony Syn Człowieczy, aby każdy, który wierzy weń, nie
zginął, ale miał żywot wieczny”. Jest to aluzja to J 3,14-15:
„A jak Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak trzeba, aby
podwyższony był Syn Człowieczy: aby wszelki, który weń wierzy,
nie zginął, ale miał życie wieczne”. Jezus daje życie wieczne
tym, którzy w Niego wierzą, a dokonuje się to w mocy Jego śmierci
na krzyżu.
Dalej
pyta się Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy uwolnieni
od grzechu?” I odpowiada: „A jednak czytamy w Apokalipsie:
„umiłował nas i obmył nas z grzechów naszych we krwi swojej”.
„Męka Chrystusa jest właściwą przyczyną odpuszczenia grzechów,
a to w trojaki sposób: Po pierwsze – przez to, że budzi miłość,
bo jak mówi Apostoł: „Bóg miłość swoją okazuje przez to, że
kiedyśmy byli nieprzyjaciółmi, Chrystus za nas umarł”. A przez
miłość osiągamy przebaczenie grzechów. Czytamy w Ewangelii:
„Odpuszczone są liczne jej grzechy, bo wielce umiłowała”. Po
drugie – męka Chrystusa powoduje odpuszczenie grzechów przez to,
że jest Odkupieniem. Skoro Chrystus jest naszą Głową, to, przez
swoją mękę podjętą z miłości i posłuszeństwa, uwolnił od
grzechów nas, jako swoje członki, płacąc swą męką, która była
czymś w rodzaju okupu. Podobnie człowiek wykonując rękami jakieś
zasługujące dzieło, wykupuje siebie z grzechu popełnionego przy
pomocy nóg. Cały Kościół, czyli ciało mistyczne Chrystusa,
uważamy poniekąd za jedną Osobę łącznie z jego Głową —
Chrystusem, jest on bowiem strukturą złożoną z wielu członków
podobnie do ciała w przyrodzie. Po trzecie — męka Chrystusa jest
przyczyną sprawczą, ponieważ przedmiot męki, ciało Chrystusa,
jest „narzędziem Bóstwa”. Dzięki temu cierpienia i czyny
Chrystusa, mocą Bożą, osiągają zgładzenie grzechów”.
Kluczowe są słowa: „Męka Chrystusa jest właściwą przyczyną
odpuszczenia grzechów, a to w trojaki sposób: Po pierwsze – przez
to, że budzi miłość, bo jak mówi Apostoł: „Bóg miłość
swoją okazuje przez to, że kiedyśmy byli nieprzyjaciółmi,
Chrystus za nas umarł”. A przez miłość osiągamy przebaczenie
grzechów. Czytamy w Ewangelii: „Odpuszczone są liczne jej
grzechy, bo wielce umiłowała”. Męka Chrystusa budzi miłość, a
dzięki miłości osiągamy odpuszczenie grzechów.
Pyta
dalej Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy wyzwoleni
spod władzy szatana?” I odpowiada: „A jednak Pan stojąc w
obliczu męki mówi: „oto teraz książę tego świata precz będzie
wyrzucony, a ja gdy zostanę podwyższony nad ziemią, wszystkich
pociągnę do siebie”. Został podwyższony nad ziemię przez mękę
krzyża”. Więc przez tę mękę szatan został pozbawiony władzy
nad ludźmi”. „Zwróćmy uwagę na trzy momenty władztwa szatana
nad ludźmi przed męką Chrystusa. Po pierwsze – człowiek
grzesząc zasłużył na poddanie go pod władzę szatana, bo
ulegając pokusie pozwolił się zwyciężyć. Po drugie – Bóg,
ponieważ został znieważony przez grzech człowieka, sprawiedliwie
pozostawił człowieka w mocy diabła. Po trzecie wreszcie – szatan
powodowany krańcowym znieprawieniem woli przeszkodził człowiekowi
osiągnąć zbawienie. Co do punktu pierwszego – człowiek został
wyzwolony spod władzy szatana przez mękę Chrystusa, ponieważ męka
ta, jak wiemy, spowodowała zgładzenie grzechu. Co do drugiego zaś
– męka Chrystusa wyzwoliła nas spod władzy szatana, gdyż, jak
dalej zobaczymy, przejednała Boga. Co do trzeciego wreszcie –
szatan w czasie męki Chrystusa nadużył powierzonej mu przez Boga
władzy, bo uknuł podstępnie śmierć Chrystusa, który był wolny
od grzechu, więc na śmierć nie zasługiwał. Toteż męka
Chrystusa uwolniła nas spod władzy szatana. Augustyn mówi w
związku z tym: „Diabeł został pokonany przez sprawiedliwość
Chrystusa, którego zabił, choć nie znalazł w Nim winy
zasługującej na karę śmierci. Sprawiedliwe jest przeto, że
ludzie obarczeni wprawdzie winą, lecz wierzący w Tego, który bez
winy został zabity, zostali uwolnieni z więzów diabła”.
Kluczowe są słowa Jezusa: „Teraz odbywa się sąd nad tym
światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja,
gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do
siebie” (J 12,31-32). Wyrzucenie złego dokonuje się mocą śmierci
Jezusa na krzyżu, z wysokości którego Jezus przyciąga do siebie
wszystkich w Niego wierzących.
Pyta
dalej Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy pojednani z
Bogiem?” I odpowiada: „A jednak Apostoł mówi: „Zostaliśmy
pojednani z Bogiem przez śmierć syna Jego”. „Męka Chrystusa
dwojako przyczynia się do pojednania nas z Bogiem: Po pierwsze —
gładzi grzech, który uczynił ludzi wrogami Boga, stosownie do słów
Biblii: „Bóg nienawidzi zarówno bezbożnika, jak i bezbożność
jego”, oraz: Nienawidzisz wszystkich, którzy czynią nieprawość”.
Po drugie — stanowi ona najmilszą Bogu ofiarę. Właściwym
skutkiem ofiary jest zaś przebłaganie Boga. Podobnie i człowiek
przebacza wyrządzoną mu zniewagę przez wzgląd na wyświadczenie
mu pożądanej przysługi. Toteż czytamy w Biblii: „Jeśli cię
Pan pobudza przeciwko mnie, niechaj poczuje wonność ofiary”. To
że Chrystus został umęczony z własnej woli, było tak wielkim
dobrem, że Bóg odnalazłszy je w naturze ludzkiej dał się
przebłagać, mimo wszystkich zniewag doznanych od rodzaju ludzkiego.
Pojednanie to obejmuje tych, którzy w sposób wspomniany wyżej
łączą się z Chrystusem umęczonym”.
Kluczowe są słowa Pawła: „Jeżeli bowiem, będąc
nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego
Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia
przez Jego życie” (Rz 5,10). Śmierć Jezusa jedna nas z Bogiem, a
Jego życie prowadzi nas do zbawienia.
Pyta
dalej Tomasz: „Czy Chrystus przez swoja mękę otworzył Nam wrota
do nieba?” I odpowiada: „A jednak Apostoł mówi: „Mamy
zapewnione wejście do świątyni – tj. do niebios – przez krew
Chrystusową”. „Zamknięcie wrót stanowi przeszkodę, nie
pozwalającą człowiekowi wejść do wnętrza. Otóż taką
przeszkodą stojącą przed ludźmi na drodze do Królestwa
Niebieskiego jest grzech. Prorok mówi: „Nazwą ją drogą świętą,
i nie przejdzie po niej nieczysty”. Dwojakiego rodzaju grzech
przeszkadza ludziom wejść do Królestwa Niebieskiego. Jeden – to
grzech ciążący na całej naturze ludzkiej – grzech pierwszego
ojca. Grzech ten zamknął przed ludźmi wstęp do nieba, bo jak
czytamy w Księdze Rodzaju, po grzechu pierwszego człowieka
„umieścił Bóg cherubów i płomienny miecz wirujący, aby
strzegli dojścia do drzewa życia”. Inne grzechy — to grzeszne
czyny poszczególnych ludzi, grzechy poszczególnych osób. Męka
Chrystusa, dzięki temu, że On sam spłacił nasz dług, uwalnia nas
zarówno co do winy, jak i co do kary, nie tylko od grzechu
powszechnego obciążającego całą ludzkość, lecz również
gładzi grzechy osobiste tych ludzi, którzy przez wiarę, miłość
i sakramenta wiary łączą się z tą męką. Toteż otwiera ona
przed nami wrota do Królestwa Niebieskiego. Mówi o tym Apostoł:
„Chrystus stawszy się najwyższym kapłanem dóbr przyszłych
przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego
dokonawszy wiecznego odkupienia”. Zapowiedź symbolizującą ten
fakt mamy w Księdze Liczb, gdzie czytamy, że morderca „będzie
mieszkał tam – czyli w mieście, do którego zbiegł – aż umrze
wielki kapłan, który olejem świętym jest namaszczony”. Po jego
śmierci zbieg mógł wrócić do swego domu”.
Kluczowe jest stwierdzenia Tomasza: „Męka Chrystusa, dzięki temu,
że On sam spłacił nasz dług, uwalnia nas zarówno co do winy, jak
i co do kary, nie tylko od grzechu powszechnego obciążającego całą
ludzkość, lecz również gładzi grzechy osobiste tych ludzi,
którzy przez wiarę, miłość i sakramenta wiary łączą się z tą
męką. Toteż otwiera ona przed nami wrota do Królestwa
Niebieskiego”.
Łk 24,1-8
„W pierwszy dzień tygodnia
poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień
od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała
Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed
nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone,
pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego
szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj;
zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc
jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w ręce
grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie.
Wtedy przypomniały sobie Jego słowa”. Mateusz mówi o aniele: „A
oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański
zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim.
Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe
jak śnieg” (Mt 28,2-3). Anioł przypomina niewiastom słowa
Jezusa: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony
przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie
zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9,22).
Pyta się Tomasz: „Czy
zmartwychwstanie Chrystusa było konieczne?” i odpowiada: „Czytamy
w Ewangelii: „Tak było potrzeba, aby Chrystus cierpiał i
zmartwychwstał”. „Za koniecznością Zmartwychwstania Chrystusa
przemawia pięć racji: Pierwsza – to publiczne okazanie
sprawiedliwości Bożej, której dziełem jest wywyższenie
upokorzonych dla Boga, stosownie do słów „Magnificat”: „Strącił
mocarzy z tronów, a wywyższał pokornych”. Skoro zaś Chrystus z
miłości i posłuszeństwa Bogu uniżył siebie aż do śmierci na
krzyżu, trzeba było, aby Bóg wywyższył Go aż do chwalebnego
Zmartwychwstania. Po tej linii idzie tłumaczenie glosy do słów
psalmu 7, wyrażających myśl Chrystusa, a mianowicie: „Poznałeś
– czyli aprobujesz to, że siedzę, – czyli poniżenie moje i
mękę moją; i to, że wstaję – czyli chwałę moją w
Zmartwychwstaniu”. Drugą racją jest uformowanie naszej wiary.
Zmartwychwstanie Chrystusa utwierdza nas w wierze w Jego Bóstwo, bo
jak mówi Apostoł: „Chociaż ukrzyżowany został przez słabość
naszą, lecz żyje mocą Bożą”. A w innym liście: „Jeżeli
Chrystus nie Zmartwychwstał, to próżne jest przepowiadanie nasze,
próżna i wiara nasza”. A oto słowa psalmu 10 z komentarzem
glosatora: „Cóż za pożytek z krwi mojej – czyli z wylania
mojej krwi – gdy zstępuję – jak gdyby po stopniach zła do
zatracenia. To tak jakby powiedział: Nie byłoby żadnego pożytku,
gdybym od razu nie zmartwychwstał i gdyby ciało moje podległo
rozkładowi. Nikomu bym wówczas nie głosił dobrej nowiny i nikogo
nie pozyskał”. Trzecią racją jest podźwignięcie naszej
nadziei. Patrząc na Zmartwychwstanie Chrystusa, naszej Głowy,
oczekujemy z ufnością i naszego zmartwychwstania. Apostoł mówi:
„Jeśli się głosi, że Chrystus powstał z martwych, jakżeż
niektórzy z was twierdzą, że nie ma zmartwychwstania?” A Hiob
mówi: „Wiem – przez niezawodną wiarę – że Zbawiciel mój –
czyli Chrystus – żyje – zmartwychwstały – i – dlatego –
w dzień ostateczny powstanę z ziemi. Złożona jest ta nadzieja
moja w zanadrzu moim”. Czwartą racją przemawiającą za
koniecznością zmartwychwstania jest ukształtowanie życia
wiernych. Apostoł mówi: „Jak Chrystus powstał z martwych przez
chwałę Ojca, tak i my postępujmy w nowości życia”; oraz dalej:
„Chrystus powstawszy z martwych już nie umiera; tak i wy uważajcie
się za „umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga”. Po piąte
– Zmartwychwstanie jest uwieńczeniem naszego zbawienia. Chrystus,
aby nas uwolnić od zła, wziął na siebie zło śmierci. Podobnie,
aby nas podźwignąć ku dobru, Zmartwychwstał w chwale, zgodnie ze
słowami Apostoła: „wydany został z powodu naszych przewinień, i
zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia”.
Ciekawe są słowa Tomasza: „Za koniecznością Zmartwychwstania
Chrystusa przemawia pięć racji: Pierwsza – to publiczne okazanie
sprawiedliwości Bożej, której dziełem jest wywyższenie
upokorzonych dla Boga, stosownie do słów „Magnificat”: „Strącił
mocarzy z tronów, a wywyższał pokornych”.
Łk 24,18-24
Na drodze do Emaus: „Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba
jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam
w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu:
To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem
potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak
arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali.
A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela.
Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało.
Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano
u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że
miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli
niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety
opowiadały, ale Jego nie widzieli”. Kleofas charakteryzuje Jezusa
słowami: „był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga
i całego ludu” – nie dostrzega w Nim Chrystusa Syna Bożego.
Pyta się Tomasz: „Czy Chrystus powinien był ukazać się w
odmienionej postaci?” i odpowiada: „W Ewangelii czytamy „Potem
ukazał się w innej postaci dwom z nich w drodze, kiedy zdążali do
wsi”. „Jak wiemy, Zmartwychwstanie Chrystusa miało być
przedstawione ludziom jako fakt, objęty Bożym objawieniem. To, co
Boże zaś poznają ludzie w zależności od swojego stosunku do tych
spraw. Ci, którzy mają właściwe nastawienie duchowe, przyjmują
je w całej prawdzie. Ci zaś, którzy takiego nastawienia nie mają,
narażeni są na domieszkę zwątpienia lub błędu, stosownie do
słów Apostoła: „Człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z
ducha Bożego”. Toteż ludziom przygotowanym do wierzenia, Chrystus
ukazywał się w swej własnej postaci, przybierał natomiast inną
postać wobec tych, którzy, jak się zdaje, stygli w wierze.
Wskazują na to ich słowa: „A myśmy się spodziewali, że On miał
odkupić Izraela”. Toteż Grzegorz mówi: Chrystus „ukazał się
ich oczom takim, jakim był w ich umyśle. A ponieważ uważali Go w
głębi serca za dalekiego od ich wiary, On okazywał jakoby dalej
iść miał”, tak jak gdyby był podróżnym”.
Kluczowe jest sformułowanie: „Ci, którzy mają właściwe
nastawienie duchowe, przyjmują je w całej prawdzie. Ci zaś, którzy
takiego nastawienia nie mają, narażeni są na domieszkę zwątpienia
lub błędu”. Słaba wiara uniemożliwiała rozpoznanie Jezusa.
Łk 24,25-27
„A on rzekł do nich: O głupi, a
leniwego serca do wierzenia temu wszystkiemu, co powiedzieli prorocy!
Czyż nie było potrzeba, żeby to cierpiał Chrystus, i tak wszedł
do chwały swojej? A poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków,
wykładał im, co we wszystkich pismach o nim było”.
Tak Jezus reaguje na wypowiedź Kleofasa. Zwraca uwagę uczniów na
kluczowe proroctwa Starego Testamentu do Niego się odnoszące.
Łk 24,30-32
„Gdy zajął z nimi miejsce u
stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i
dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On
zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie
pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam
wyjaśniał?” Wcześniej nie rozpoznawali Jezusa, bo On im to
uniemożliwił: „Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go
nie poznali” (Łk 24,16). Teraz Jezus otwiera im oczy, a oni
uświadamiają sobie jak rozpalone były ich serca w słuchaniu
Zmartwychwstałego.
Łk 24,36-43
„A gdy rozmawiali o tym, On sam
stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i
wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich:
Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w
waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem.
Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości,
jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce
i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli
zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu
kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich”.
Pyta się Tomasz: „Czy
prawdziwość zmartwychwstania Chrystus powinien był stwierdzić
dowodami?” i odpowiada: „Czytamy w Dziejach, że Chrystus „przez
dni czterdzieści ukazywał się uczniom po przez liczne dowody i
mówił o Królestwie Bożym”. „Mówimy o dowodach w dwojakim
znaczeniu. Niekiedy wyrazem „dowód” określamy uzasadnienie
„przekonania o słuszności tego, co wzbudza wątpliwość”.
Kiedy indziej dowodem nazywamy jakiś znak podpadający pod zmysły a
przeznaczony do ukazania jakiejś prawdy. W swoich pismach
Arystoteles posługuje się wyrazem „dowód” również i w tym
znaczeniu. Otóż Chrystus nie dowodził uczniom swego
Zmartwychwstania przy pomocy argumentów, czyli dowodów w pierwszym
znaczeniu tego słowa. Takie dowodzenie bowiem bierze za punkt
wyjścia pewne przesłanki, które jeżeli nie były znane uczniom,
to nie mogły im niczego wyjaśnić, bo rzecz nieznana nie przyczynia
się do poznania. Gdyby zaś były im znane, to zasięgiem swoim nie
przekraczałyby pojemności ludzkiego rozumu i dlatego nie
stanowiłyby wystarczającej podstawy do zbudowania wiary w
zmartwychwstanie, ponieważ wiara ta przewyższa rozum ludzki.
Przesłanki muszą być bowiem tego samego rodzaju, co wniosek, jak
mówi Arystoteles. Chrystus zaś dawał uczniom dowody swego
Zmartwychwstania oparte na powadze Pisma św., które jest podstawą
wiary, mówi bowiem: „Musiało się spełnić wszystko, co napisane
jest – o mnie – w Prawie Mojżeszowym w Prorokach i Psalmach”.
Jeżeli zaś weźmiemy słowo „dowód” w drugim znaczeniu, to
mówimy, że Chrystus objawił swoje: Zmartwychwstanie przez dowody,
bo przez jak najbardziej widoczne znaki pokazał, że zmartwychwstał
prawdziwie. Dlatego w tekście greckim odpowiednikiem naszego
wyrażenia „liczne dowody” jest słowo: „tekmerion”, tj. znak
widoczny, który służy do udowodnienia czegoś. Chrystus kierował
się dwoma racjami dowodząc uczniom swego Zmartwychwstania przy
pomocy znaków. Po pierwsze – serca ich nie były przygotowane do
przyjęcia bez zastrzeżeń wiary w zmartwychwstanie. Toteż Pan mówi
do nich: „O głupi i leniwego serca ku wierzeniu”. A Marek mówi:
„Wyrzucał im niedowiarstwo ich i twardość serca”. Po drugie –
znaki te miały dać większą moc dowodową świadectwom uczniów,
stosownie do słów Jana: „Cośmy słyszeli i widzieli, i czego
ręce nasze dotykały, tego jesteśmy
świadkami”.
Kluczowe jest sformułowanie: „Chrystus zaś dawał uczniom
dowody swego Zmartwychwstania oparte na powadze Pisma św., które
jest podstawą wiary, mówi bowiem: „Musiało się spełnić
wszystko, co napisane jest – o mnie – w Prawie Mojżeszowym w
Prorokach i Psalmach”.
Potem pyta: „Czy dowody, których
dostarczył Chrystus, dostatecznie ujawniły prawdziwość jego
zmartwychwstania?” i odpowiada: „Chrystus, który jest „Bożą
mądrością, „urządził wszystko łagodnie” i w sposób
właściwy”. „Zmartwychwstanie swoje Chrystus objawił dwojako, a
mianowicie: przez świadectwo i przez dowody, czyli znaki. Oba te
rodzaje objawienia były na swój sposób wystarczające. Przy
objawieniu uczniom swego Zmartwychwstania Chrystus posłużył się
świadectwem dwojakiego rodzaju. Żadnego z nich nie można
zignorować. Pierwsze, to świadectwo aniołów, którzy oznajmili
niewiastom, że Chrystus zmartwychwstał. Mówią o tym wszyscy
ewangeliści. Drugie zaś, to świadectwo Pisma św., które, jak
stwierdza Łukasz, przytoczył sam Chrystus wskazując na swoje
Zmartwychwstanie. Wystarczającymi były również dowody wskazujące
na prawdziwość Zmartwychwstania i jego chwalebny charakter. Na jego
prawdziwość wskazywało zarówno ciało jak i dusza
zmartwychwstałego Chrystusa. Trzy momenty dotyczą ciała: po
pierwsze, ciało Chrystusa po Zmartwychwstaniu miało zwartą
spójność ciała rzeczywistego, nie było ciałem widmowym ani
zwiewnym jak powietrze. Sam fakt, że Chrystus kazał je dotykać,
był tego dowodem. Stąd Jego słowa: „Dotykajcie i patrzcie, duch
przecież nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że ja mam”. Po
drugie — było to ciało ludzkie. Chrystus ukazał się bowiem w
swej prawdziwej postaci, oglądanej przez nich własnymi oczami. Po
trzecie – było ono tym samym ciałem, które Chrystus przedtem
posiadał, na dowód czego pokazał im blizny swoich ran. Czytamy w
Ewangelii: „Rzekł im (…) oglądajcie ręce moje i nogi, że to
ja sam jestem”. W inny sposób dała dowód prawdziwości
Zmartwychwstania Chrystusa dusza Zmartwychwstałego, połączona z
ciałem, a mianowicie: w trojakiego rodzaju przejawach życia. Po
pierwsze, przez czynności życia wegetatywnego, jadł bowiem i pił
z uczniami. Po drugie, przez czynności sfery zmysłowej. Odpowiadał
bowiem na pytania uczniów oraz pozdrawiał obecnych, przez co dał
dowód, że ich widzi i słyszy. Po trzecie, przez czynności
świadczące o życiu umysłowym, uczniowie bowiem w rozmowie z Nim
roztrząsali Pismo św. Aby niczego nie zabrakło do pełni
objawienia, Chrystus przez cud przy połowie ryb pokazał, że
posiada naturę Boską i wreszcie ujawnił ją przez to, że na ich
oczach wstąpił do nieba. Bo jak czytamy w Ewangelii: „Nikt nie
wstąpił do nieba, tylko ten, który zstąpił z nieba: Syn
Człowieczy, który jest w niebie”. Chwały swego Zmartwychwstania
dowiódł uczniom przez to, że wszedł do nich przy drzwiach
zamkniętych. Bo jak mówi Grzegorz: „Ciała swego, które
wprowadził przez zamknięte drzwi, Pan pozwolił dotykać, aby dać
dowód, że jest ono tym samym co do natury, różnym zaś co do
chwały”. I podobnie charakterystyczne dla stanu chwały było to,
że jak czytamy w Ewangelii, nagle „zniknął sprzed oczu uczniów”.
Chrystus dowiódł w ten sposób, że w Jego mocy leży być
widziany, lub nie; a to jak wiemy, jest przedmiotem ciała
uwielbionego”.
Ciekawie mówi Grzegorz: „Ciała swego, które wprowadził przez
zamknięte drzwi, Pan pozwolił dotykać, aby dać dowód, że jest
ono tym samym co do natury, różnym zaś co do chwały”.
Łk 24,44-49
„I rzekł do nich: Te są słowa,
które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że musiało
wypełnić się wszystko, co napisane jest o mnie w Zakonie
Mojżeszowym i w Prorokach i w Psalmach. Wtedy otworzył im umysł,
żeby rozumieli Pisma, i rzekł im: Że tak jest napisane, i tak było
potrzeba, żeby Chrystus cierpiał, i wstał z martwych dnia
trzeciego; i żeby przepowiadana była w imię jego pokuta i
odpuszczenie grzechów po wszystkich narodach, począwszy od
Jerozolimy. Wy zaś jesteście świadkami tego. I ja posyłam na was
obietnicę Ojca mego; wy zaś zostańcie w mieście, aż będziecie
obleczeni mocą z wysokości”.
Wielkim darem Zmartwychwstałego jest to, że „otworzył im umysł,
żeby rozumieli Pisma”. Obiecuje im też Ducha Świętego: „I ja
posyłam na was obietnicę Ojca mego; wy zaś zostańcie w mieście,
aż będziecie obleczeni mocą z wysokości”. Dzieje Apostolskie
tak to omawiają: „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie
odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście
o niej ode Mnie - [mówił] - Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce
zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani:
Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział
im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił
swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie
Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej
Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,4-8). Jezus
bardzo wyraźnie odwodzi ich myślenie od przyszłości politycznej
Izraela i kieruje ich, na nowe życie w Duchu Świętym, którym
umocnieni będą przez ewangelizację świadkami Jezusa.
Łk 24,50-53
„Potem wyprowadził ich ku
Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich
błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.
Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do
Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc
Boga”. Tak Łukasz ukazuje cud Wniebowstąpienia. Ważna jest
radość uczniów i przebywanie w świątyni w akcie błogosławienia
Boga. Dzieje Apostolskie mówią natomiast o ich modlitwie w sali na
górze: „Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną,
która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej.
Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i
Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub,
syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni
trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką
Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1,12-14).
Pyta się Tomasz: „Czy
Wniebowstąpienie Chrystusa miało sens?” i odpowiada: „Pan
zapowiada: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego”. „Każdy
byt winien zajmować stosowne dla siebie miejsce. Chrystus przez swe
Zmartwychwstanie zapoczątkował życie nieśmiertelne i
nieskazitelne, natomiast my przebywamy w miejscu rodzenia się i
znikania bytów. Miejscem bytu niezniszczalnego są niebiosa. Toteż
byłoby czymś niewłaściwym pozostanie na ziemi Chrystusa
Zmartwychwstałego, więc Chrystus słusznie wstąpił do nieba”.
Ważne jest stwierdzenie: „Chrystus przez swe Zmartwychwstanie
zapoczątkował życie nieśmiertelne i nieskazitelne, natomiast my
przebywamy w miejscu rodzenia się i znikania bytów. Miejscem bytu
niezniszczalnego są niebiosa” – i dlatego Jezus wstąpił do
nieba. Mówił też na Ostatniej Wieczerzy: „Słyszeliście, że
wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie
miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec
większy jest ode Mnie” (J 14,28).
Pyta również: „Czy
Wniebowstąpienie Chrystusa jest przyczyną naszego zbawienia?” i
odpowiada: „Sam Pan mówi: „Lepiej dla was, żebym odszedł”,
tj. „odszedł od was i wstąpił do nieba”. „Wniebowstąpienie
Chrystusa dwojako przyczynia się do naszego zbawienia: po pierwsze –
wywierając wpływ na nas; po drugie – przez działanie Chrystusa.
Wpływa na nas, ponieważ Wniebowstąpienie Chrystusa skierowuje ku
Chrystusowi nasz umysł. Bo jak stwierdziliśmy, sprzyja po pierwsze
wierze, po drugie nadziei; po trzecie miłości. Po czwarte –
wzmaga ono naszą cześć dla Chrystusa, nie traktujemy już Go jako
człowieka – mieszkańca ziemi, lecz jako Boga niebios, zgodnie ze
słowami Apostoła: „Jeśliśmy Chrystusa poznali według ciała”,
tj. jak dodaje glosator: „Chrystusa śmiertelnego, mając Go tylko
za człowieka”, „to Go już teraz takim nie znamy”. Jest ono
też przyczyną naszego zbawienia przez to, co uczynił Chrystus, aby
nas zbawić. Po pierwsze – przygotował drogę, która ma nas
zaprowadzić do nieba, stosownie do swojej obietnicy: „Idę
przygotować wam miejsce” i do zapowiedzi starotestamentowej:
„Wstąpi otwierając drogę przed nimi”. On bowiem jest głową
naszą. Trzeba, żeby członki śpieszyły tam, gdzie poprzedza ich
głowa, bo jak On sam mówi: „Abyście wy byli tam, gdzie ja”. Na
dowód tego wprowadził do nieba dusze świętych, które wywiódł z
otchłani, zgodnie ze słowami psalmisty: „Wstępując na wysokość,
wywiódł więźniów pojmanych”. Więzionych bowiem przez szatana
Chrystus zdobył w zwycięskiej walce i biorąc ich w dobrą
„niewolę” wprowadził do nieba, miejsca niemal obcego dla natury
ludzkiej. Po drugie – Chrystus wstąpił do nieba, aby się
„wstawiać za nami, na podobieństwo arcykapłana ze Starego
Zakonu, który wstępował do sanktuarium, aby się wstawiać przed
Bogiem za lud. Samo ukazanie się Chrystusa w ludzkiej naturze, którą
wprowadził do nieba, przemawia za nami, aby Bóg, który tak bardzo
wywyższył w Chrystusie tę naturę, zmiłował się nad tymi, dla
których ją sobie przybrał Syn Boży. Po trzecie – Chrystus
zasiadł w niebie, jako Bóg i Pan, aby stamtąd zsyłać ludziom
dary, stosownie do słów Apostoła: „Wstąpił ponad wszystkie
nieba, aby napełnić wszystko”, według glossy „swoimi darami”.
Ważne, że: „Chrystus wstąpił do nieba, aby się „wstawiać za
nami, na podobieństwo arcykapłana ze Starego Zakonu, który
wstępował do sanktuarium, aby się wstawiać przed Bogiem za lud”.
Zakończenie
Z pomocą „Sumy Teologicznej” świętego Tomasza z Akwinu
próbowałem spojrzeć na Ewangelię według świętego Łukasza by
lepiej przyjrzeć się postaci Jezusa.
Janusz Maria Andrzejewski OP