sobota, 5 września 2026

20.09.26

 

20.09.26


Iz 55, 6-9

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi”. Ważna jest prośba: „Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu”.


Flp 1, 20c-24. 27A

Lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele - to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele - to bardziej dla was konieczne”. Paweł pragnie odejść do Chrystusa, ale rozumie, że jest jeszcze potrzebny wierzącym.


Mt 20, 1-16a

Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy!” Szczęściem jest pracować dla Jezusa. Nie warto tracić życia na próżnowanie.

19.09.26

 

19.09.26


1 Kor 15, 35-37. 42-49

Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne - powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne - powstaje chwalebne; sieje się słabe - powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe - powstaje ciało duchowe”. Paweł opisuje zmartwychwstanie jako przejście od ciała zmysłowego, poddanego słabości życia zmysłowego – do ciała duchowego, przemienionego chwałą, poddanego w pełni Duchowi Świętemu.


Łk 8, 4-15

Ziarnem jest słowo Boże. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu. W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość”. Kluczowe są słowa: „przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni”. Nasze zbawienie zależy od wiary, która jest związana ze słuchaniem słowa Bożego.

18.09.26

 

18.09.26


1 J 2, 12-17

Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki”. Bardzo ważne jest to ostrzeżenie przed światem, przed pożądliwością ciała prowadzącą do nieczystości, przed pożądliwością oczu prowadzącą do chciwości i walki o pieniądze, przed pychą, która prowadzi do buntu wobec Boga.


Łk 2, 41-52

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Jezus rozmawia z nauczycielami, chce ich zrozumieć, chce im pomóc w odnalezieniu właściwego sensu Pisma Świętego.

piątek, 4 września 2026

17.09.26

 

17.09.26


1 Kor 15, 1-11

Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem... Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli”. Paweł przypomina Koryntianom, że „Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem”. Ewangelia to potwierdza.


Łk 7, 36-50

Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone”. Kluczowe są słowa Jezusa: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała”. Jaka jest nasza miłość do Jezusa?

16.09.26

 

16.09.26


1 Kor 12, 31 – 13, 13

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał”. Miłość – to pełne pasji zaangażowanie w dobro drugiej osoby – Boskiej, lub ludzkiej. W wypadku ludzi – to walka o zbawienie drugiego człowieka. To gotowość realizacji prośby Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24).


Łk 7, 31-35

Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali. Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność”. Jan imponował swoim umartwieniem, ale ludzie złej woli mówili: „Zły duch go opętał”. O Jezusie, ci sami ludzie twierdzili: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. To były ich argumenty – by nie słuchać, ani Jana, ani Jezusa. By się nie nawracać.


15.09.26

 

15.09.26


Hbr 5, 7-9

Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają”. Jezus modli się, uczy się posłuszeństwa i jest „sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają”.


Łk 2, 33-35

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Jezus jest znakiem, któremu tak wielu się sprzeciwia. Maryja cierpi z tego powodu. Tak wielu odrzuca Jej autorytet – Matki Bożej.

14.09.26

 

14.09.26


Flp 2, 6-11

Jezus „Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca”. Jezus będąc prawdziwym Bogiem „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej”. Jest przykładem prawdziwej i owocnej pokory.


J 3, 13-17

Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Śmierć Jezusa jest konieczna dla naszego zbawienia. Mówi Jezus o wierzących w Niego: „potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”.

Jezus w Ewangelii według świętego Łukasza

 

Jezus w Ewangelii według świętego Łukasza


Wprowadzenie

Ewangelia według świętego Łukasza przedstawia Jezusa nieco inaczej, niż pozostałe Ewangelie. Spróbujmy się temu przyjrzeć1.


Łk 1,26-29

Tylko ta Ewangelia przedstawia Zwiastowanie Anielskie: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie”. W ten sposób Łukasz wprowadza nas w historię Jezusa i Jego rodziny. Józef – Jego opiekun pochodzi z rodu Dawida. Jezus jest nazywany synem Dawida: „Gdy faryzeusze byli zebrani, Jezus zadał im takie pytanie: Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem? Odpowiedzieli Mu: Dawida. Wtedy rzekł do nich: Jakżeż więc Dawid natchniony przez Ducha może nazywać Go Panem, gdy mówi: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje. Jeśli więc Dawid nazywa Go Panem, to jak może być [tylko] jego synem?” (Mt 22,41-45). Jezus w ten sposób ukazuje paradoks – jest synem Dawida, a jednocześnie jest jego Panem, co wskazuje na boską Jego naturę.

Matką Jego jest Dziewica Maryja, co wskazuje na realizację proroctwa Izajasza: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7,14). Symboliczne imię Emmanuel ma znaczenie „Z nami Bóg” wskazuje na Boską naturę Syna Maryi.

Pyta się Tomasz: „Czy było konieczne zawiadamianie Najświętszej Dziewicy o tym, co się w niej miało dokonać?” i odpowiada: „Anioł rzekł do Niej: „Oto poczniesz w łonie i porodzisz Syna”. „Słusznie Najświętsza Panna została poinformowana o tym, że pocznie Chrystusa. Bo po pierwsze, chodziło o to, żeby zjednoczenie Syna Bożego z Dziewicą odbyło się we właściwym porządku, a mianowicie, żeby poczęcie cielesne było poprzedzone przygotowaniem duchowym. Toteż mówi Augustyn: „Przyjęcie wiary Chrystusowej stało się dla Maryi większym błogosławieństwem niż poczęcie Chrystusowego ciała”. A niżej dodaje: „Nie zdałoby się na nic zbliżenie Maryi do Chrystusa przez macierzyństwo, gdyby nie to, że więcej uszczęśliwiało Ją noszenie Chrystusa w sercu niż w ciele”. Po drugie, chodziło o to, by Maryja mogła stać się o tyle pewniejszym świadkiem tajemnicy Wcielenia, że osobiście została o niej przez Boga pouczona. Po trzecie, chodziło o to, by ofiarowanie Bogu swej służby przez Maryję dokonało się w sposób wolny od jakiegokolwiek przymusu. Gotowość podjęcia się tej służby wyraziła Ona słowami: „Otom ja służebnica Pańska”. Po czwarte, chodziło o pokazanie swego rodzaju duchowych zaślubin między Synem Bożym a naturą ludzką, żądaną zgodę na Wcielenie wyraziła Dziewica w imieniu człowieczeństwa”2. Tomasz idąc za Augustynem ukazuje Zwiastowanie jako duchowe przygotowanie Maryi do zgody „w imieniu człowieczeństwa”. Mówi, co może zaskakiwać: „Przyjęcie wiary Chrystusowej stało się dla Maryi większym błogosławieństwem niż poczęcie Chrystusowego ciała”.

Pyta się dalej: „Czy Zwiastowanie dokonało się według jakiegoś odpowiedniego planu?” i odpowiada: „To co od Boga, jest dobrze rozplanowane”. Otóż Anioł, jak stwierdza Łukasz, był posłany od Boga do Panny. Dopełnił więc Zwiastowania według najbardziej stosownego porządku. W Zwiastowaniu dokonanym przez Anioła, stwierdzamy istnienie właściwego planu. Potrójny cel wytknął sobie Anioł w odniesieniu do Dziewicy. Po pierwsze, chciał skierować Jej umysł ku rozważeniu tak wielkiej sprawy. Osiągnął to wypowiadając nowe i niezwykłe pozdrowienie. Toteż Orygenes zauważa: „Gdyby wiedziała, że podobne słowa bywają skierowane do innych ludzi – znała przecież Zakon – to omawiane pozdrowienie nie zatrwożyłoby Jej przez swoją obcość”. Pozdrowienie to najpierw słowami: „Łaskiś pełna” podkreśla zdolność Maryi do poczęcia Chrystusa, na samo poczęcie wskazują słowa: „Pan z Tobą”, a wreszcie zapowiada wynikający stąd zaszczyt słowami: „Błogosławionaś Ty między niewiastami”. Po drugie, Anioł chciał Ją poinformować o tajemnicy Wcielenia, o tym że ma się ona w Maryi dokonać. Uczynił to, zapowiadając poczęcie i poród w słowach: „Oto poczniesz w łonie” itd., ukazując następnie godność poczętego Dziecka, kiedy mówi: „Ten będzie wielki” itd., a wreszcie wskazując na sposób poczęcia słowami: „Duch Święty zstąpi na cię”. Po trzecie, Anioł zmierzał do uzyskania Jej zgody, posługując się przykładem Elżbiety i powołując się na Bożą wszechmoc”3. Możliwe, że słowa: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28) wskazują na stan Maryi przed Wcieleniem, mogą one być związane z Jej Niepokalanym Poczęciem.


Łk 1,30-33

Mówi Gabriel: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Gabriel informuje Maryję: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus”. To jest łaska, dzięki której Maryja staje się Matką Boga. Poznaje imię swojego Syna – Jezus. Ma On być wielki, bo jest Synem Najwyższego, Synem Boga. Ma otrzymać tron Dawida, ma wypełnić dawne proroctwo: „Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem” (2 Sm 7,11-14). Bóg, zgodnie z zapowiedzią proroctwa jest Ojcem Jezusa, a Jezus jest Jego Synem. Królestwo Boże jest wieczne. To Królestwo jest domem Jakuba, o którym mówił Bóg: „Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję” (Rdz 28,13-15).


Łk 1,35

Mówi Gabriel do Maryi: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”. Maryja staje się Matką Boga dzięki działaniu w Niej Ducha Świętego, który zstępuje na Nią i Ją przemienia. Jako Niepokalanie Poczęta jest namaszczona Duchem, żyje w Nim i jest przez Niego prowadzona. Osłania On Maryję, ukrywa Ją, działa jak obłok ukrywający Mojżesza: „Gdy zaś Mojżesz wstąpił na górę, obłok ją zakrył. Chwała Pana spoczęła na górze Synaj, i okrywał ją obłok przez sześć dni. W siódmym dniu [Pan] przywołał Mojżesza z pośrodka obłoku. A wygląd chwały Pana w oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry. Mojżesz wszedł w środek obłoku i wstąpił na górę. I pozostał Mojżesz na górze przez czterdzieści dni i przez czterdzieści nocy” (Wj 24,15-18).

Jezus jest Święty, bo uświęcony przez swojego Ojca: „Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?” (J 10,35-36). Dla Jezusa tytuł Syna Bożego jest podstawowym Jego określeniem.

Pyta Tomasz: „Czy poczęcie Chrystusa należy przypisać Duchowi Świętemu?” i odpowiada: „Czytamy słowa: „Duch święty zstąpi na cię”. „Stwierdzamy, że poczęcie Chrystusowego ciała jest dziełem całej Trójcy Przenajświętszej, ale dla trzech racji przypisujemy je Duchowi świętemu. Przemawia za tym, po pierwsze, Boski aspekt przyczyny Wcielenia. Duch święty jest bowiem, jak wiadomo, Miłością Ojca i Syna. A wszak najwyższym przejawem Bożej Miłości było to, że Syn Boży w dziewiczym łonie przybrał sobie ciało, toteż powiedziano: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał”. Po drugie, przemawia za tym przyczyna Wcielenia, rozpatrywana pod kątem przyjętej natury. Ułatwia to zrozumienie faktu, że Syn Boży przyjął ludzką naturę do jedności w Osobie nie na skutek jakichś jej zasług, lecz wyłącznie z łaski. Łaskę zaś przypisujemy Duchowi świętemu, stosownie do słów: „dary są różne, lecz Duch ten sam”. Toteż mówi Augustyn: „Ów sposób, w jaki Chrystus narodził się z Ducha świętego, nasuwa myśl o łasce Boga, dzięki której człowiek bez żadnych uprzednich zasług, od pierwszej chwili istnienia swojej natury tak ściśle zjednoczył się ze Słowem Bożym, w jednej Osobie, że od razu był Synem Bożym”. Po trzecie, przemawia za tym cel Wcielenia, zmierzało ono bowiem ku temu, by poczęty człowiek był człowiekiem świętym i aby był Synem Bożym. A za sprawcę obu tych rzeczy uważamy Ducha świętego. On to bowiem sprawia, iż ludzie stają się synami Boga, stosownie do słów: „a że jesteście synami Bożymi — posłał Bóg Ducha Syna swego do serc naszych, wołającego: Abba, Ojcze!” I On, jak powiedziano: jest „Duchem uświęcenia”. Bo jak inni ludzie przez Ducha świętego zostają uświęceni duchowo, tak iż są przybranymi synami Bożymi, tak Chrystus poczęty przez Ducha świętego w świętości, jest Synem Bożym z natury. Toteż według glosy słowa św. Pawła: „On to przeznaczony jest na Syna Bożego w Mocy” znajdują swoje wytłumaczenie w zwrocie następującym po nich bezpośrednio: „wedle Ducha uświęcenia”, tj. „przez to, że począł się z Ducha świętego”. A i sam Anioł w czasie zwiastowania słowa: „Duch święty zstąpi na cię” zamyka powiedzeniem: „Przeto, co się z ciebie narodzi święte, będzie nazwane Synem Bożym”4. Istotne jest zdanie Tomasza: „Stwierdzamy, że poczęcie Chrystusowego ciała jest dziełem całej Trójcy Przenajświętszej, ale dla trzech racji przypisujemy je Duchowi świętemu”. Według Tomasza podkreślamy rolę Ducha, by lepiej uzmysłowić fakt, że poczęcie Jezusa jest łaską, że Jego świętość jest łaską – bo to są działanie przypisywane Duchowi Świętemu.

Pyta się dalej: „Czy wskazane jest używanie wyrażenia: „Chrystus począł się z Ducha Świętego?” i odpowiada: „Pierwej nim się zeszli, znaleziona jest, jako mająca w żywocie z Ducha świętego”. „Poczęcie odnosimy nie tylko do Chrystusowego ciała, lecz przez wzgląd na to ciało mówimy o poczęciu Chrystusa. Otóż bierzemy pod uwagę dwojaki stosunek łączący Ducha świętego z Chrystusem: Duch święty jest współistotny z Synem Bożym, z Tym, o którym powiedziano, że się począł. Duch święty jest zarazem przyczyną sprawczą w odniesieniu do Chrystusowego ciała. Przyimek „z” uwypukla te oba stosunki, podobnie jak w powiedzeniu, że jakiś człowiek jest „ze swego ojca”. I dlatego zdanie: „Chrystus począł się z Ducha świętego” uważamy za stosowne, mając przy tym na myśli działanie sprawcze Ducha świętego w odniesieniu do przyjętego ciała i współistotność Jego z Osobą przyjmującą ciało”5. Dwojaki jest związek Jezusa z Duchem – po pierwsze jest On współistotny Duchowi – mają jedną naturę Boską. Po drugie, „Duch święty jest zarazem przyczyną sprawczą w odniesieniu do Chrystusowego ciała”.


Łk 1,42-43

Mówi Elżbieta do Maryi: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” To Jezus jest nazwany błogosławionym owocem łona Maryi, a Jego Matka jest nazwana Matką Pana Elżbiety, czyli Matką Boga – bo tylko Bóg jest jej Panem. Tak Duch Święty za pomocą daru proroctwa pozwala Elżbiecie poznać Jezusa i Maryję – Matkę Bożą.


Łk 1,68-75

Mówi Zachariasz w Duchu Świętym: „Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój i wyzwolił go, i moc zbawczą nam wzbudził w domu sługi swego, Dawida: jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych świętych proroków, że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że miłosierdzie okaże ojcom naszym i wspomni na swoje święte Przymierze - na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi, że nam użyczy tego, iż z mocy nieprzyjaciół wyrwani bez lęku służyć Mu będziemy w pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze”. Jezus jest nazwany „mocą zbawczą”, w oryginale: keras soterias, to znaczy „róg zbawienia”. Podobnej terminologii używa Anna – matka Samuela: „Rozradowało się serce moje w Panu, i podniósł się róg mój w Bogu moim; rozszerzyły się usta moje nad nieprzyjacioły mymi, bom się uweseliła w zbawieniu twoim”6 (1 Sm 2,1). Róg jest symbolem nadprzyrodzonej mocy otrzymanej od Boga. Podobne są jej słowa: „Pana bać się będą przeciwnicy jego i nad nimi będzie grzmiał w niebie; Pan będzie sądził granice ziemi i da panowanie królowi swemu i wywyższy róg Chrystusa swojego”7 (1 Sm 2,10).

W kontekście Ewangelii widać, że Jezus wyzwala z mocy zła, uwalnia od złych duchów, od chorób, od kalectwa, od śmierci. Tak można rozumieć słowa Zachariasza o Jezusie: „że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą”. Jezus nie prowadzi do wyzwolenia politycznego Izraela. Pragnie wyzwolić ludzi od sił zła, które ich paraliżują.


Łk 1,76-79

Mówi dalej Zachariasz o swoim synu – Janie: „A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju”. To Jan Chrzciel pójdzie przed Panem – to znaczy przed Bogiem – Jezusem Chrystusem. Słońce wschodzące z wysoka – to może obraz słońca wschodzącego w wysokich górach judejskich. Słowa o Słońcu nawiązują do proroctwa Malachiasza: „Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach” (Ml 3,19-20).


Łk 2,10-11

Anioł mówi do pasterzy: „Nie bójcie się; bo oto opowiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkiemu ludowi, bo się wam dziś narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym”8. W ten sposób Jezus narodzony w Betlejem zostaje przedstawiony jako Zbawiciel – soter – ten, który prowadzi wszystkich chętnych do zbawienia. Zostaje On nazwany Chrystusem – christos – to znaczy Namaszczony przez Boga. Zostaje nazwany Panem – kyrios – tytuł wskazujący na Jego Boski autorytet panowania, o którym mówi: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28,18). Mówi też w czasie Ostatniej Wieczerzy: „Wy mnie nazywacie: Nauczycielu i Panie, i dobrze mówicie; bo nim jestem. Jeśli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy powinniście jeden drugiemu nogi umywać”9 (J 13,13-14).

Pyta się Tomasz: „Czy Chrystus na tym świecie powinien był żyć w ubóstwie?” i odpowiada: „Czytamy w Ewangelii: „Syn Człowieczy nie ma gdzie wesprzeć głowy”. Chrystus chciał przez to, zdaniem Hieronima, powiedzieć: „Dlaczego chcesz iść za mną a jednocześnie gonić za bogactwami i zyskiem? Jestem tak ubogi, że nie mam najmniejszego kąta i korzystam z cudzego dachu nad głową”. A do słów Chrystusa: „Abyśmy im zgorszenia nie dawali, idź nad morze ...”, Hieronim daje następujące wyjaśnienie: „Słuchacz jest zbudowany biorąc ten tekst po prostu. Słyszy bowiem o tak wielkim ubóstwie Pana, że nie miał On z czego opłacić podatku za siebie i za Apostoła”. „Życie w ubóstwie odpowiadało Chrystusowi. Po pierwsze – sprzyja ono obowiązkom związanym z nauczaniem, które Chrystus nazwał celem swego przyjścia, jak czytamy w Ewangelii: „pójdźmy do pobliskich wsi i miast, abym i tam głosił Ewangelię, bom po to przyszedł”. Kaznodzieje, aby swój czas poświęcić całkowicie głoszeniu słowa Bożego, muszą być zupełnie wolni od trosk doczesnych. A to jest niemożliwe przy posiadaniu bogactw. Przeto i Pan wysyłając apostołów na głoszenie Ewangelii mówi do nich: „Nie miejcie złota ani srebra”. Toteż i sami apostołowie mówią: „nie jest słuszne, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły”. Po drugie – jak obrał śmierć ciała, by dać nam życie ducha, podobnie znosił materialne ubóstwo, by nas obdarzyć duchowym bogactwem. Apostoł mówi: „Znacie łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, że stał się dla nas ubogim, byśmy Jego ubóstwem byli bogatymi” Po trzecie – chodziło o to, by nie uważano chciwości za motyw Jego pracy kaznodziejskiej, co groziłoby, gdyby Chrystus posiadał bogactwa. Hieronim. zauważa, iż gdyby uczniowie Chrystusa byli bogaci, „to sądzono by, że nauczają dla zysku, nie dla zbawienia ludzi”. Ten sam argument odnosi się do Chrystusa. Po czwarte – im bardziej Chrystus wydawał się przez ubóstwo poniżony, tym jaskrawiej uwypuklała się moc Jego Bóstwa. Toteż czytamy w aktach soboru Efeskiego: „Wybrał to, co ubogie i słabe, co małe i niepozorne, aby poznano, że Bóstwo przemieniło okrąg ziemi. Na matkę obrał sobie ubogą dziewczynę, przybrał jeszcze uboższą ojczyznę, sam wyzbył się pieniędzy. Pokazuje ci to żłóbek”10. Wspaniale argumentuje Paweł: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).

Dalej pyta się: „Czy Chrystus nie powinien był swojej nauki przekazać na piśmie?” i odpowiada: „W kanonie Pisma św. nie ma żadnej księgi napisanej przez Chrystusa”. „Chrystus słusznie powstrzymał się od spisania swej nauki. Wymagała tego przede wszystkim godność Chrystusa. Wyższej godności nauczyciela powinien odpowiadać wznioślejszy sposób nauczania. Chrystus, nauczyciel górujący nad innymi, przekazywał swoją naukę trafiając bezpośrednio do serc słuchaczy. Toteż czytamy w Ewangelii, że „uczył ich jako Ten, który ma władzę”. Najwybitniejsi nauczyciele pogan: Pitagoras i Sokrates, także nie chcieli niczego spisać, pismo bowiem jest tylko środkiem, celem jest utrwalenie nauki w sercach słuchaczy. Po drugie – domagała się tego wzniosłość nauki Chystusa, pismo nie mogło bowiem wyrazić jej w sposób wyczerpujący, stosownie do słów Ewangelii: „Wielu też innych rzeczy dokonał Jezus, ale gdyby każdą z nich opisywać, to myślę, że świat cały nie pomieściłby ksiąg, które by się miało napisać”. „Nie chodzi tu o pojemność w sensie przestrzennym, jak mówi Augustyn, ale o pojemność umysłu czytających”. Gdyby Chrystus swoją naukę powierzył pismu, to ludzie by sądzili, że nie zawiera ona nic wznioślejszego nad to, co zostało spisane. Po trzecie: aby Jego nauka dotarła do wszystkich ludzi, potrzebne było zachowanie jakiegoś porządku. Podczas gdy On sam nauczał swoich uczniów bezpośrednio, ci ostatni uczyli innych posługując się słowem i pismem. Gdyby On sam pisał, to Jego nauka docierałaby do wszystkich bezpośrednio. A przecież i w Piśmie św. czytamy o Mądrości że „posłała sługi swe”. Musimy jednak pamiętać, jak mówi św. Augustyn, że niektórzy poganie sądzili, iż Chrystus napisał pewne księgi zawierające treść magiczną. Formułami magicznymi miał się posługiwać przy czynieniu cudów. Lecz twierdzenie to zostało potępione przez naukę chrześcijańską. „Otóż ci, którzy utrzymywali, że znają te Chrystusowe księgi, nie dokonali żadnego z dzieł, których opisy podziwiali. Bóg dopuścił, że popełnili błąd twierdząc, iż wspomniane księgi były dedykowane świętym Piotrowi i Pawłowi. Często bowiem widzieli ich na obrazach obok Chrystusa. Nie dziw, że oszukując innych sami zostali zwiedzeni przez malarzy, bo w czasie, kiedy Chrystus obcował ze swoimi uczniami przebywając w śmiertelnym ciele, św. Paweł jeszcze nie był uczniem Chrystusa”11. Mamy Ewangelie – opis słów i czynów Jezusa i mamy Ducha Prawdy, który pozwala nam je właściwie rozumieć.

Pyta Tomasz: „Czy cuda, które czynił Chrystus, były dostatecznym dowodem jego bóstwa?” i odpowiada: „Pan mówi: „Te dzieła, które Ojciec mi dał abym wykonał, one świadczą o mnie”. Trojako możemy wykazać, że cuda Chrystusa wystarczały do ujawnienia jego Bóstwa: Po pierwsze – to sam rodzaj czynów Chrystusa. Przekroczyły one możliwości stworzeń i mogły być dokonane wyłącznie mocą Bożą. Toteż po odzyskaniu wzroku mówi uleczony: „Od wieku nie słyszano, aby kto niewidomemu od urodzenia otworzył oczy. Gdyby ten nie był od Boga, nie mógłby niczego dokonać”. Po drugie – to sposób, w Jaki Chrystus czynił cuda. Wykonywał je własną mocą, nie tak jak inni, przez modlitwę. Toteż czytamy w Ewangelii, że „wychodziła z niego moc i uzdrawiała wszystkich”. Wskazano tu na fakt, jak mówi Cyryl, że Chrystus „nie brał cudzej mocy, lecz ponieważ jest Bogiem z natury, okazał swą własną moc przez to, że uzdrawiał chorych i czynił niezliczone cuda”. Stąd w związku ze słowami Ewangelii: „Wyrzucał słowem duchy i uzdrawiał wszystkich chorych”, mówi Chryzostom: „Zauważ, że ewangeliści mówią mimochodem o wielkiej liczbie uzdrowionych, nie zatrzymując się na każdym wypadku z osobna, lecz jednym słowem wskazując na bezmiar cudów”. Fakt ten pokazuje, że moc Chrystusa jest równa mocy Boga Ojca, stąd Jego słowa: „Cokolwiek Ojciec czyni, to także i Syn czyni”, oraz jak tamże czytamy: „Jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak i Syn, których chce, ożywia”. Po trzecie – to nauka, w której sam siebie nazywa Bogiem. Gdyby ta nauka nie była zgodna z prawdą, to nie znalazłaby potwierdzenia w cudach dokonywanych mocą Bożą. Toteż czytamy w Ewangelii: „Cóż to za nowa nauka, że z mocą rozkazuje duchom nieczystym, a są Mu posłuszne?”12. Sam Jezus argumentuje: „Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,24).


Łk 2,25-26

Mówi Ewangelista: „I oto był w Jeruzalem człowiek, któremu imię było Symeon, a człowiek ten sprawiedliwy i bogobojny, wyczekujący pociechy Izraela, a Duch Święty był w nim. I otrzymał był zapowiedź od Ducha Świętego, że nie miał oglądać śmierci, dopókiby wpierw nie ujrzał Chrystusa Pańskiego”13. W ten sposób Duch przygotowuje go na spotkanie z Jezusem, w którym rozpozna Chrystusa Pańskiego.


Łk 2,29-32

Mówi Symeon: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. Symeon nazywa Jezusa to soterion – „to, co ocala; zbawienie, ocalenie”. Jest to proroctwo o Jezusie – Zbawicielu. Słowa: „światło na oświecenie pogan” nawiązują do proroctwa Izajasza: „To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49,6). Tekst grecki Ewangelii mówi o „objawieniu pogan” – apokalypsis ethnon i może być związany z tajemniczym proroctwem Izajasza o nawróceniu wszystkich narodów: „Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody” (Iz 25,7). „Zasłona” i „całun” są wyobrażeniem duchowych przeszkód uniemożliwiających ludziom poznawanie prawdziwego Boga.

Mówi Paweł o sobie współczesnych, niezdolnych do rozpoznania w Jezusie oczekiwanego przez nich Chrystusa: „Ale stępiały ich umysły. I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytają Stare Przymierze, pozostaje [nad nimi] ta sama zasłona, bo odsłania się ona w Chrystusie. I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza, zasłona spoczywa na ich sercach. A kiedy ktoś zwraca się do Pana, zasłona opada” (2 Kor 3,14-16).

Można to „objawienie narodów” interpretować za pomocą słów Piotra: „Wiecie, bracia, że Bóg już dawno wybrał mnie spośród was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli. Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni” (Dz 15,7-11). Bóg daje Ducha Świętego tym, którzy przyjmują Jezusa i oczyszcza ich serca mocą wiary w Jezusa. Piotr mówi: „Bóg już dawno wybrał mnie spośród was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli. Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca”.


Łk 2,34-35

Ważnym źródłem wiedzy o Jezusie jest proroctwo Symeona: „Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Przed upadkiem ostrzegały liczne proroctwa. Izajasz ostrzega: „Pan Zastępów - Jego za Świętego miejcie; On jest Tym, którego się lękać macie i który was winien bojaźnią przejmować. On będzie kamieniem obrazy i skałą potknięcia się dla obu domów Izraela; pułapką i sidłem dla mieszkańców Jeruzalem. Wielu z nich się potknie, upadnie i rozbije, będą usidleni i w niewolę wzięci” (Iz 8,13-15). Zaskakujące jest, że to sam Bóg w ramach swojej sprawiedliwości: „będzie kamieniem obrazy i skałą potknięcia się dla obu domów Izraela; pułapką i sidłem dla mieszkańców Jeruzalem”. Mówi Piotr: „To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła - i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni” (1 P 2,6-8). Strasznie brzmią słowa Piotra: „Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni”.

Podobnie brzmią słowa Boga skierowane do Izajasza: „Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia, patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania! Zatwardź serce tego ludu, znieczul jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie widział ani uszami nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby się nie nawrócił i nie był uzdrowiony” (Iz 6,9-10). Jest to bardzo silne ostrzeżenie od strony Boga. Wszystko jest łaską. Bez Bożej pomocy można słuchać i nie przyjąć treści, można ją po prostu zlekceważyć. Można widzieć i nie mieć z tego żadnej korzyści w życiu wewnętrznym. Można żyć w bliskości świętych ludzi i miejsc – i mimo wszystko można to zlekceważyć i nie podjąć wysiłku nawrócenia. Jezus mówi o współczesnych: „Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,22-24).

Jezus odwołuje się do proroctwa Izajasza wobec ludzi Mu współczesnych, którzy nie wykorzystują łask przyniesionych przez Niego: „Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” (Mt 13,13-15).

Jezus potwierdza te ostrzeżenia: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Mt 21,42-44). Utrata Królestwa Bożego, utrata łask Bożych – to straszna konsekwencja walki z Jezusem. Walka z Jezusem, to walka z Bogiem. Zakończy się klęską zbuntowanych.

Wielu ludzi podnosiło się dzięki Jezusowi: „I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania” (Mt 4,23-25). Jezus uczy ich modlitwy i prowadzi do Królestwa Bożego mocą błogosławieństw: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom” (Łk 6,20-23). Błogosławieństwo jest łaską, która już podnosi, w teraźniejszości. Odnosi się nie tylko do przyszłości. Jezus mówi: „do was należy królestwo Boże” – skarby łask Bożych są już w zasięgu ręki.

Proroctwo o mieczu przenikającym duszę Maryi można odczytywać w kontekście bolesnych wydarzeń opisywanych w Ewangelii. Poszukiwanie i odnalezienie Jezusa w świątyni było dla Maryi bolesne: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: ,,Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2,48-50). W ten bolesny sposób Jezus uczy ich o swoim Ojcu, któremu przede wszystkim musi być posłuszny.

Jeszcze bardziej bolesne było dla Maryi wydarzenie opisywane przez Mateusza, w którym Jezus wskazuje na wagę pełnego posłuszeństwa wobec Boga Ojca: „Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,46-50). Związki uczuciowe schodzą na dalszy plan wobec szkoły posłuszeństwa wobec woli Boga Ojca.

Z pewnością długa agonia i śmierć Jezusa na krzyżu jest największym bólem dla Maryi: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,25-27). Tekst nie koncentruje się na cierpieniu Jezusa, czy Maryi, ale wskazuje na wolę Jezusa, na Jego testament: Maryja staje się Matką dla Jana, a Jan synem dla Maryi.

Wydaje się, że proroctwa Symeona ciągle się jeszcze wypełniają. Tak wielu przyjmuje, lub odrzuca Jezusa i zbawienie, które On ofiarowuje. Jest to bolesne dla Maryi – Matki Kościoła. Wielu odrzuca Ją i Jej próby ratowania ludzkości – co zresztą ujawnia zamysły wielu serc. W tym kontekście można odczytywać proroctwo Apokalipsy: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła cierpiąc bóle i męki rodzenia” (Ap 12,1-2). Maryja jest tą Niewiastą, a Jej cierpienia należą do Niej, jako Matki Kościoła. Tak bolesna jest walka o każdego należącego do Kościoła.

Pyta Tomasz: „Czy Najświętszą Pannę trzeba nazywać Matką Bożą?” i odpowiada: „Czytamy w anatematyzmach Cyryla, zatwierdzonych przez Sobór Efeski: „Gdyby ktoś nie wyznawał tego, że Emmanuel jest prawdziwie Bogiem, oraz że wskutek tego Najświętsza Panna jest Bogarodzicą, zrodziła bowiem cieleśnie Słowo Boże, które stało się ciałem, AS. Jak wiadomo, każda nazwa oznaczająca naturę w jej konkretnym bytowaniu może być odniesiona do jakiegokolwiek osobnika tej natury. A skoro, jak wiemy, we Wcieleniu nastąpiło połączenie natur w jednej Osobie, to oczywiście wyrazu „Bóg” możemy używać na oznaczenie Osoby posiadającej naturę ludzką i Boską. I dlatego wszystko, co przysługuje naturze ludzkiej i wszystko, co przysługuje naturze Boskiej, można odnieść do tej Osoby, niezależnie od tego, czy nazwiemy Ją wyrazem oznaczającym naturę Boską, czy też wyrazem oznaczającym naturę ludzką. Otóż poczęcie i narodzenie przypisujemy Osobie, posiadającej tę naturę, w której ona została poczęta i zrodzona. A skoro, jak wiemy, natura ludzka została przyjęta przez Boską Osobę już w pierwszej chwili poczęcia, to wolno, jak wnioskujemy, twierdzić zgodnie z prawdą, iż Bóg począł się i narodził z Dziewicy. Kobietę, która kogoś poczęła i zrodziła, nazywamy jego matką. Toteż słusznie Najświętszą Pannę nazywamy Matką Boga. Przeczyć temu, że Błogosławiona Dziewica jest Matką Boga, może tylko ktoś, kto przyjmuje tezę Fotyna, że poczęcie i narodzenie człowieczeństwa dokonało się zanim ów człowiek stał się Synem Bożym, bądź też ktoś, kto przyjmuje tezę Nestoriusza, iż człowieczeństwo to nie zostało przyjęte przez Słowo Boże do jedności hipostatycznej, czyli do jedności Osoby Słowa Bożego. Oba powyższe twierdzenia są błędne i wobec tego herezją jest przeczyć temu, że Najświętsza Panna jest Matką Boga”14. Wierzymy, że Jezus jest Synem Bożym, że jest Bogiem. Maryja – Jego Matka, jest więc Matką Bożą.


Łk 2,40

Mówi Łukasz: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”. Ewangelista podkreśla dojrzewanie ku mądrości i obecność łaski Bożej w wydarzeniach Jego życia.

Tak Tomasz pisze o łasce uświęcającej w Jezusie: „Trzy względy przemawiają za koniecznością przyjęcia łaski usprawniającej w Chrystusie. Po pierwsze, Zjednoczenie Jego duszy ze Słowem Bożym. Zbliżając bowiem czerpak do źródła czerpiemy zeń obficiej, źródłem łaski zaś jest Bóg, stosownie do słów psalmu: Łaskę i chwałę da Pan. Było więc czymś bardzo stosownym, że łaska boża spłynęła na duszę Chrystusa. Po drugie, godność tej duszy, której działanie, polegające na poznaniu i umiłowaniu, musiało dosięgnąć Boga w sposób najbardziej bezpośredni. Koniecznym warunkiem tego było podźwignięcie natury ludzkiej przez łaskę. Po trzecie, rola Chrystusa w odniesieniu do rodzaju ludzkiego. Chrystus bowiem, jako człowiek, jest Pośrednikiem Boga i ludzi. Winien był przeto posiadać łaskę w obfitości, tak by mógł jej również udzielać innym ludziom, stosownie do słów: Z pełności Jego wszyscyśmy otrzymali, łaskę za łaskę”15. Bardzo przekonująca jest myśl o pośrednictwie Jezusa. W swoim człowieczeństwie jest bogaty łaską i dzięki temu nas może nią obdarzać.

Tak mówi Tomasz o darach Ducha Świętego: „Jak wiemy, dary we właściwym znaczeniu są czymś, co udoskonala możliwości duszy, uzdalniając je do przyjmowania poruszeń Ducha świętego. Oczywiste jest zaś, że dusza Chrystusa była najdoskonalej poruszana przez Ducha świętego, według słów: Jezus zaś pełen Ducha świętego wrócił znad Jordanu i przez Ducha był zaprowadzony na pustkowie. Jasne jest przeto, że w Chrystusie były dary w sposób najdoskonalszy”16. Wychodząc z definicji darów jako zdolności przyjmowania Ducha, Tomasz wskazuje na życie Jezusa w Duchu i stąd wnioskuje o obfitości darów w Jezusie.

Ciekawe jest zagadnienie daru bojaźni Bożej w Jezusie: „Jak wiemy, bojaźń ma na względzie dwa przedmioty: po pierwsze, zło powodujące lęk, po drugie, potęgę tego, kto może zło wyrządzić. W ten sposób król, ponieważ ma władzę skazania na śmierć, wzbudza obawę. Lecz przedmiotem bojaźni jest tylko ten, kto posiada władzę o pewnej mocy, zdolnej do złamania sprzeciwu; to bowiem, co możemy odeprzeć z łatwością, nie wywołuje w nas bojaźni. Jasne więc jest, że bojaźń w stosunku do kogoś uwarunkowana jest jego wyższością. Otóż trzeba stwierdzić, że w Chrystusie była bojaźń boża, Bojaźń ta, co prawda, nie miała na względzie zła polegającego na zerwaniu z Bogiem wskutek grzechu, ani też zła kary za grzech, a wyłącznie samą wyższość Boga, tak iż dusza Chrystusa pod wpływem Ducha świętego wznosiła się ku Bogu w porywie czci. Powiedziano przeto: iż we wszystkim został wysłuchany dla swej czci. Żywsze bowiem niż u innych ludzi było to uczucie czci ku Bogu w Chrystusie jako człowieku. I dlatego Pismo św. przyznaje Mu pełnię daru bojaźni bożej”17. W ten sposób Tomasz nawiązuje do Hbr 5,7-8: „Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Greckie słowo eulabeia przetłumaczone w BT przez „uległość” można również oddać przez: „cześć, bojaźń Bożą, pobożność”.

Ciekawie Tomasz pisze też o charyzmatach Jezusa: „Jak wiemy, charyzmaty mają służyć rozpowszechnieniu wiary i nauki duchownej. Trzeba, by ten, kto naucza, miał środki służące rozpowszechnieniu jego nauki, gdyż w przeciwnym razie nie przyniosłaby ona pożytku. Pierwszym zaś i głównym nauczycielem prawd ducha i wiary jest Chrystus, zgodnie ze słowami: Ponieważ najpierw głosił ją Pan, potem utwierdzili ją w nas ci, którzy ją słyszeli, a Bóg potwierdził ją znakami i cudami itd. Jasne więc, że Chrystus, jako pierwszy i główny nauczyciel wiary, posiadał wszystkie charyzmaty w stopniu najwyższym”18. Tomasz ciekawie definiuje charyzmaty jako pomoc w ewangelizacji. Jezus jest więc charyzmatykiem ze względu na swoje głoszenie Ewangelii.

Ciekawie pisze Tomasz o darze proroctwa Jezusa: „Prorok — to człowiek poniekąd „rokujący na odległość” lub „spoglądający w dal”, poznaje on bowiem i głosi, jak to określa Augustyn, rzeczy dalekie od ludzkich zmysłów. Zważmy jednak, że tylko tego można nazwać prorokiem, kto poznając i głosząc rzeczy dalekie od ludzi sam z tymi ludźmi przebywa, jest im bliski także co do czasu i co do miejsca. Prorokowałby na przykład mieszkaniec Galii, jeśliby widział i oznajmiał innym współmieszkańcom to, co się w tym czasie dzieje w Syrii, podobnie jak prorokował Elizeusz mówiąc do Giezego, że człowiek zstąpił z wozu i szedł na jego spotkanie. Nie miałoby zaś cech proroctwa oznajmienie tego, co się dzieje w Syrii, przez kogoś, kto tam mieszka. To samo odnosi się do czasu. Izajasz przepowiadając, że Cyrus, król Persów, odbuduje świątynię bożą, prorokował. Opis zaś tego faktu dokonany przez żyjącego wówczas Ezdrasza nie posiada cech proroctwa. Jeśli tedy Bóg albo aniołowie, a także błogosławieni poznają i głoszą coś, co jest niedostępne dla naszego poznania, nie są prorokami, gdyż wcale nie należą do naszego stanu. Chrystus zaś przed Męką należał do naszego stanu, skoro był nie tylko posiadaczem nieba, lecz także pielgrzymem. Więc to, że poznawał rzeczy wykraczające poza granice wiedzy innych pielgrzymów i zapowiadał je, było przejawem proroctwa. Z tej racji mówimy, że Chrystus miał dar proroctwa”19. Jezus jest więc prorokiem jako człowiek żyjący wśród ludzi, służący im charyzmatem proroctwa – na przykład głosząc zagładę świątyni Jerozolimskiej: „Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” (Łk 21,5-6).


Łk 2,46-49

I stało się, po trzech dniach znaleźli go w świątyni, siedzącego w pośrodku doktorów, słuchającego i pytającego ich. Wszyscy zaś, którzy go słuchali, zdumiewali się nad rozumem i odpowiedziami jego. A ujrzawszy go, zdziwili się. I rzekła doń matka jego: Synu, cóżeś nam tak uczynił ? Oto ojciec twój i ja, bolejąc, szukaliśmy cię. I rzekł do nich: Cóż jest, żeście mnie szukali? Nie wiedzieliście, że w tych rzeczach, które są Ojca mego, potrzeba, żebym był?2021. Istotna jest informacja: „Wszyscy zaś, którzy go słuchali, zdumiewali się nad rozumem i odpowiedziami jego” – to była Jego pierwsza próba dotarcia do studiujących Pismo. Jemu zależy na prowadzeniu ludzi do prawdy, do rozumienia Pisma. Józef z Maryją zdają się nie rozumieć postawy Jezusa, który dopuścił ich cierpienie.


Łk 2,52

Mówi Łukasz: „Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Ten tekst wskazuje na pracę Jezusa w poszukiwaniu mądrości i na Jego umiejętność życia z Bogiem i z ludźmi.


Łk 3,16-17

Mówi Jan Chrzciciel o Jezusie: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. O chrzcie w Duchu Świętym wie Jan od samego Boga: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym” (J 1,32-33). Sam Jezus mówi o tym chrzcie dopiero przed swoim wniebowstąpieniem: „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie - [mówił] - Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz 1,4-5). Te słowa odnoszą się do Zesłania Ducha Świętego. Jezus obdarza swoich uczniów Duchem stosownie do ich wiary, do ich oczekiwań. Zaprasza: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7,37-39). Warunkiem otrzymania Ducha jest pragnienie Jego działania i wiara w Jezusa. Dla Jana, dar Ducha pojawia się dopiero od Pięćdziesiątnicy, a warunkiem Jego otrzymania jest według Piotra posłuszeństwo Bogu: „Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni” (Dz 5,32). Zawsze ten dar jest poprzedzony nauczaniem kerygmatycznym – choćby minimalnym, jak w wypadku Korneliusza (por. Dz 10,34-44), czy Samarytan (por. Dz 8,5-17). Dar Ducha jest zindywidualizowany – każdy otrzymuje Go w zależności od swoich duchowych dyspozycji. Są to charyzmaty (por. Mt 10,1.8), czy dar natchnionej modlitwy (por. J 4,23-24), czy też dar sprawowania sakramentu pokuty (por. J 20,21-23). Szczególnym darem jest Duch Prawdy, umożliwiający zrozumienie Jezusa i wierne przekazywanie Ewangelii (por. J 14,15-17. 26; 15,26; 16,7-15).

Słowa Łukasza: „pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” warto zestawiać ze słowami Jezusa: „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie” (J 15,5-6). Jest to ostrzeżeniem przed lekceważeniem Jezusa i Jego nauczania. Obraz ognia jest straszliwy.


Łk 3,21-22

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Co skłania Jezusa do przyjęcia chrztu? Mówi On do Jana: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3,15). Nie tłumaczy tych słów. Możemy się jedynie domyślać, że taka jest wola Jego Ojca. Z ludzi przyjmujących chrzest, Jezus formuje swoich uczniów, buduje Kościół. Otrzymuje od Ojca dar widzenia otwartego nieba, otrzymuje Ducha Świętego i słyszy aprobatę swojego Ojca. Ten chrzest wskazuje na dobrodziejstwa naszego chrztu – otwarcie życia duchowego, namaszczenie Duchem Świętym, który według Pawła łączy nas z Ojcem: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,4-7).

Ewangelista podkreśla, że cały obecny tam lud przyjmował chrzest i Jezus przyjmuje chrzest razem z ludźmi. Łukasz wskazuje na modlitwę Jezusa, która jest kontynuacją chrztu i która prowadzi do kolejnych wydarzeń. Otwarło się niebo. Również Ezechiel i Szczepan widzą otwarte niebo. Ezechiel pisze: „Otworzyły się niebiosa i doświadczyłem widzenia Bożego” (Ez 1,1). Tenże Łukasz pisze o Szczepanie: „A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,55-56). Podobnie mówi Jan w Apokalipsie: „Potem ujrzałem: Oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać” (Ap 4,1). Dla Jezusa jest to szczególna łaska. Mateusz tak to formułuje: „A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego” (Mt 3,16). Łukasz informuje o cielesnej postaci tego Ducha. Duch przychodzi, by umożliwić wspaniałą działalność apostolską Jezusa. Dar Ducha dla Jezusa objaśnia Piotr: „Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10,37-38). Jezus jest jedno z Ojcem i Duchem w Trójcy Przenajświętszej. Jego chrzest jest początkiem Jego działalności charyzmatycznej – używając słów Piotra: został namaszczony „Duchem Świętym i mocą”. Istotny jest głos Boga Ojca, wyrażający aprobatę dla Ukochanego Syna. Mówi Marek: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11).

Tomasz nieco inaczej komentuje wydarzenie chrztu Jezusa: „Chrystus, jak wiemy, chciał być ochrzczony, by swoim chrztem uświęcić chrzest udzielany nam. Toteż w chrzcie Chrystusa należało uwidocznić wszystko to, co pozostaje w związku ze skutkami naszego chrztu. Zwróćmy tu uwagę na trzy momenty: Po pierwsze – na główną moc, która stanowi źródło skuteczności chrztu. Jest nią potęga nieba. Po chrzcie Chrystusa przeto niebo się otworzyło, aby pokazać, że potęga niebios uświęca chrzest. Po drugie – do skuteczności chrztu przyczynia. się wiara Kościoła i tego człowieka, który do chrztu przystępuje. Przeto przyjmujący chrzest składają wyznanie wiary, a sam chrzest nazywamy „sakramentem wiary”. Wiara zaś skierowuje nasz wzrok ku niebu, które wykracza poza zmysły i umysł ludzki. Dla zaznaczenia tego faktu niebiosa się otworzyły przy chrzcie Chrystusa. Po trzecie – chrzest Chrystusa w szczególny sposób otworzył nam wstęp do Królestwa Niebieskiego. Wstęp ten na skutek grzechu został zamknięty przed pierwszym człowiekiem. Po chrzcie Chrystusa niebiosa się otworzyły, by pokazać, że dla ochrzczonych droga do nieba stoi otworem. Ale i ochrzczony, by wejść do nieba, nie może zrywać z modlitwą. Bo chociaż grzechy zostają. odpuszczone, jest jeszcze zarzewie grzechu, stanowiące wewnętrzną przeszkodę na drodze prowadzącej do nieba, a od zewnątrz naciera świat i szatan.

Znamienne więc są słowa Ewangelii: „Gdy Jezus był ochrzczony i modlił się, otworzyły się niebiosa”, ponieważ wierni po chrzcie koniecznie potrzebują, modlitwy. Albo można też rozumieć, że otworzenie się nieba przed wiernymi dokonuje się mocą modlitwy Chrystusa. Akcentują to słowa Mateusza: „Otworzyły się Mu niebiosa”, to znaczy otworzyły się przed nami ze względu na Niego. Tak przynajmniej tłumaczy je Chryzostom dając przykład cesarza, który petentowi proszącemu o łaskę dla kogoś innego daje odpowiedź: „Udzielam ci tej łaski, robię to nie dla niego, lecz przez wzgląd na ciebie”22.

Tomasz wychodzi z następującego założenia: „Chrystus, jak wiemy, chciał być ochrzczony, by swoim chrztem uświęcić chrzest udzielany nam”. Mówi więc o chrzcie Jezusa jako drodze do zrozumienia naszego chrztu. Mówi: „Po chrzcie Chrystusa niebiosa się otworzyły, by pokazać, że dla ochrzczonych droga do nieba stoi otworem. Ale i ochrzczony, by wejść do nieba, nie może zrywać z modlitwą”.

Prawdopodobnie, uczestnikiem wizji nieba otwartego był również Jan Chrzciciel. Sugerują to słowa: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,32-34) – Jan widział więc Ducha i słyszał głos Ojca: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22).

Ciekawie pisze Tomasz na temat cielesnej postaci Ducha Świętego przychodzącego na Jezusa po Jego chrzcie: „Nie wypadało, jak wiemy, by Syn Boży, sama Prawda Ojcowa, posługiwał się jakąś zjawą. Dlatego przyjął ciało prawdziwe, nie pozorne. Skoro zaś Duch Święty nazywa się Duchem Prawdy, to i on również ukształtował ciało prawdziwej gołębicy po to, by się w niej ukazać, chociaż nie przybrał jej sobie do jedności hipostatycznej. Toteż w dalszym ciągu mówi Augustyn: „Zarówno Synowi Bożemu jak i Duchowi Świętemu nie godziło się ludzi wprowadzać w błąd; a wszechmogący Bóg, który z niczego uczynił cały świat stworzony, nie miał trudności z ukształtowaniem rzeczywistego ciała gołębicy bez posługi innych gołębic, tak jak nie sprawiło Mu żadnej trudności uformowanie prawdziwego ciała w łonie Maryi bez udziału męskiego nasienia. Rozkazowi Boga i Jego woli podlega zarówno materia stworzona w łonie niewiasty dla ukształtowania człowieka, jak i sam świat stworzony dając tworzywo dla uformowania gołębicy”23.

Kluczowe w argumentacji Tomasza jest sformułowanie: „Nie wypadało, jak wiemy, by Syn Boży, sama Prawda Ojcowa, posługiwał się jakąś zjawą. Dlatego przyjął ciało prawdziwe, nie pozorne. Skoro zaś Duch Święty nazywa się Duchem Prawdy, to i on również ukształtował ciało prawdziwej gołębicy po to, by się w niej ukazać”. Tak, jak prawdziwym jest ciało Jezusa, tak prawdziwym było ciało gołębicy.

Ciekawie pisze Tomasz o manifestacji Ojca: „W chrzcie Chrystusa, stanowiącym wzór naszego chrztu, jak wiemy, miało się okazać to, co się w nim dokonuje. Otóż źródłem uświęcenia w chrzcie wiernych jest moc Trójcy Przenajświętszej połączona z wezwaniem jej imienia, stosownie do nakazu Chrystusa: „Idąc, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. I dlatego podczas chrztu Chrystusa, jak mówi Hieronim, „została objawiona Trójca Przenajświętsza. Sam Pan w naturze ludzkiej przystąpił do chrztu, Duch Święty zstąpił w postaci gołębicy i dał się słyszeć głos Ojca stwierdzający synostwo Chrystusa”. Toteż słusznie przy Jego chrzcie Ojciec objawił się przez głos”24. Tomasz mówi o manifestacji Trójcy: „źródłem uświęcenia w chrzcie wiernych jest moc Trójcy Przenajświętszej połączona z wezwaniem jej imienia, stosownie do nakazu Chrystusa: Idąc, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Ojciec pozwala się usłyszeć, podobnie jak podczas Przemienienia Pańskiego: „oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (Mt 17,5).


Łk 4,1-12

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód”25. Słowa: „Pełen Ducha Świętego” wskazują na rezultat chrztu, po którym, jak mówi Łukasz: „Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica” (Łk 3,22). Podobnie mówi o Nim Jan, że był „pełen łaski i prawdy” (J 1,14) – bo w mocy Ducha obdarza ludzi łaskami i prowadzi do prawdy. O Szczepanie pełnym Ducha (por. Dz 6,3.5) mówi Łukasz, że „pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu” (Dz 6,8). To Duch prowadzi go do wizji nieba kończącej jego życie: „A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,55-56).

Czasownik peirazo – „kusić”, jest tu odniesiony do złego ducha, a w Mt 16,1, do faryzeuszy i saduceuszy: „A przystąpili do niego faryzeusze i saduceusze, kusząc, i prosili go, aby im ukazał znak z nieba”26 – Można powiedzieć, że kusząc, ludzie służą złemu duchowi.

Czasownik nesteuo – pościć”, wskazuje tu na post Jezusa, a w Dz 13,2-3, do Kościoła działającego w mocy Ducha Świętego: „Gdy odprawili publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem. Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk, wyprawili ich”.

Ważna jest odpowiedź Jezusa na pierwszą pokusę: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” – jest to nawiązanie do słów Mojżesza: „Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana” (Pwt 8,3). Tak ważne jest wsłuchiwanie się w Boga, czytanie Pisma Świętego. Prorok Amos ostrzega: „Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana Boga - gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich. Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód będą krążyli, by znaleźć słowo Pańskie, lecz go nie znajdą” (Am 8,11-12). Grozi nam niedocenianie słów kierowanych do nas przez Boga. Często ludziom nie zależy na Piśmie Świętym, boją się trudu poszukiwania właściwego sensu Pima.

Ważna jest też kolejna odpowiedź Jezusa: „Nie będziesz kusił Pana Boga swego”27 – jest to nawiązanie do słów Mojżesza: „Nie będziesz kusił Pana, Boga twego, jak kusiłeś na miejscu Kuszenia”28 (Pwt 6,16). Wyrażenie „kusić” jest silniejsze niż „wystawiać na próbę”, bo wskazuje na złą wolę kuszącego, który nie chce poznać prawdy, a chce doprowadzić do grzechu, do upadku kuszonego.

Trzecia odpowiedź Jezusa, to: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” i jest to nawiązanie do Pwt 6,13: „Będziesz się bał Pana, Boga swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał”. Słowo proskyneo jest również użyte przez Jezusa w rozmowie z Samarytanką: „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,23-24) i jest tam tłumaczone przez „oddawać cześć” – chodzi więc o właściwy, duchowy kult Boga. Uczniowie Jezusa oddają Mu cześć, gdy przychodzi do nich krocząc po jeziorze: „Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14,32-33).

Tomasz tak komentuje kuszenie Jezusa: „Chrystus chciał być kuszony. Po pierwsze – aby dać nam pomoc przeciwko pokusom. Mówi Grzegorz: „Nie przyniosło hańby naszemu Odkupicielowi to, że chciał się narazić na pokusę, bo i po to przyszedł, aby się narazić na śmierć. Chciał on nasze pokusy przezwyciężyć pokusami swoimi, podobnie jak śmierć naszą pokonał swoją śmiercią”. Po drugie – chodziło Mu o naszą czujność, by żaden człowiek, choćby najświętszy, nie był pewny siebie i nie uważał się za niedostępnego dla pokus. Toteż naraził się Chrystus na pokusę nawet po chrzcie, bo jak mówi Hilary: „Na pokusy szatańskie najbardziej narażeni są ludzie uświęceni. Szatan chce zatriumfować przede wszystkim nad nimi”. Toteż czytamy w Biblii: „Synu, przystępując do służby Bożej, stój w sprawiedliwości i bojaźni, oraz przygotuj duszę swą na pokusę”. Po trzecie – chciał nam dać przykład: pokazać, w jaki sposób mamy przezwyciężać pokusy diabelskie. Mówi o tym Augustyn, że Chrystus szatanowi „pozwolił kusić siebie, aby interweniować nie tylko przez udzielenie pomocy, ale również przez przykład, przyczyniając się w ten sposób do zwycięstwa nad pokusami”. Po czwarte — chciał tchnąć w nas ufność w swoje miłosierdzie. W liście do Hebrajczyków czytamy: „Nie takiego bowiem mamy Arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz kuszonego przez wszystko, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu”29. Tomasz patrzy na kuszenie Jezusa na pustyni od strony Jego pomocy dla nas wystawionych na różnego rodzaju pokusy.

Ciekawie dodaje: „Jak już wiemy, Chrystus pozwolił diabłu kusić siebie, podobnie jak dał siebie na zabicie jego członkom, z własnej nieprzymuszonej woli. W przeciwnym razie szatan nie ośmieliłby się podejść do Chrystusa. Słusznie jednak zauważono, że szatan mocniej naciera na tego, kto jest sam, ponieważ, jak czytamy w Biblii, „Jeśli kto przemoże jednego, dwóch mu się oprze”. Chrystus wyszedł na pustynię, jak się wychodzi na pole walki, aby tam być kuszony przez szatana. Jak twierdzi Ambroży, Chrystus „uczynił to celowo, aby wyzwać diabła, bo jeśliby ten – czyli diabeł – nie walczył, to tamten – czyli Chrystus – nie zwyciężyłby”. Dorzuca też Ambroży inne argumenty mówiąc, że „Chrystus uczynił to w związku z tajemnicą wyzwolenia wygnanego Adama, który z raju był usunięty na pustynię oraz, by poglądowo pokazać zawiść diabła w stosunku do nas, kiedy dążymy do wyższych celów”30. Pustynia jest przedstawiona jako miejsce samotności, niebezpieczne ze względu na pokusy.

Ciekawie pisze Tomasz o roli postu: „Słusznie chciał Chrystus pościć zanim był kuszony. Chciał bowiem: Po pierwsze dać przykład. Skoro, jak wiemy, wszystkich czeka walka z pokusami, Chrystus poszcząc przed nadchodzącą pokusą uczy, że wszyscy powinniśmy się uzbroić przeciw pokusom poszcząc. Toteż Apostoł nazywa post orężem sprawiedliwości. Po drugie Chrystus chciał pokazać, że szatan naciera zarówno na poszczących, jak i na tych, którzy poświęcają się dobrym czynom. Był przeto kuszony zarówno po poście, jak i po chrzcie. Toteż Chryzostom mówi w związku ze słowami Ewangelii: „Chrystus pościł, choć tego nie potrzebował; uczył nas pościć, abyś poznał, jak wielkim dobrem jest post, jak osłania nas przed diabłem, i żebyś zrozumiał, iż po chrzcie trzeba zmierzać do postu, nie do rozwiązłości”. Po trzecie – następstwem postu jest łaknienie, które, jak wiemy, ośmieliło diabła do natarcia, „To, że Pan łaknął – zauważa Hilary – nie wynikało ze zwycięstwa głodu nad Nim, lecz z pozostawienia ludzkiej natury jej własnym siłom, gdyż nie Bóg miał odnieść zwycięstwo nad szatanem, lecz ciało Chrystusa”. Toteż, jak mówi Chryzostom, Chrystus „nie przekroczył miary postu Mojżesza czy Eliasza, aby fakt przyjęcia przezeń ciała nie wydał się czymś nie do wiary”31. Ciekawa jest myśl Hilarego, że Jezus nie zwycięża mocą Bóstwa, ale w swoim człowieczeństwie.

Ciekawie Tomasz komentuje samo kuszenie: „Pokusa pochodząca od wroga ma formę namowy, jak zauważył Grzegorz. Nie wszystkich zaś można namówić do zła stosując te same chwyty, lecz każdy ulega temu, co ma związek z jego namiętnością. Diabeł przeto nie nakłania ludzi uduchowionych od razu do ciężkich grzechów, lecz stopniowo przechodzi do nich, zaczynając od grzechów lżejszych. W komentarzu do słów Biblii: „Z daleka czuję walkę, wołanie dowódców i okrzyki wojska”, Grzegorz mówi: „Dobrze powiedziane, że wodzowie nawołują, a wojsko wydaje okrzyk. Bo pierwsza wada wchodzi do duszy oszukanej pod przykrywką jakiejś racji; mnóstwo innych, idących w ślad za nią, wprowadza jak gdyby zwierzęcy zamęt pociągając duszę do wszelkich szaleństw”. Tę samą taktykę zastosował diabeł przy kuszeniu pierwszego człowieka. Najpierw bowiem nakłonił jego umysł do spożycia owocu z drzewa zakazanego, mówiąc: „Czemu wam Bóg przykazał, żebyście nie jedli z każdego drzewa rajskiego?” Potem słowami: „Otworzą się oczy wasze”, tchnął weń próżność. Wreszcie doprowadził do skrajnej pychy, mówiąc: „Będziecie jako bogowie, znający dobre i złe”. Porządek ten zachował szatan również przy kuszeniu Chrystusa. Namawia Go najpierw do tego, czego pragną ludzie choćby najbardziej uduchowieni: do pokrzepienia ciała przez pokarm. Przechodzi potem do czegoś, co niekiedy jest słabością ludzi uduchowionych, polegającą na tym, że pewne czyny wykonują na pokaz. Jest to przejaw próżności. Dochodzi wreszcie do tego, co stanowi pokusę już nie dla ludzi uduchowionych, lecz dla opanowanych przez zmysły: podsuwa pożądanie bogactw i chwały tego świata „aż do wzgardy Boga”. Pierwsze dwie pokusy szatan poprzedza wstępem: „Jeśliś jest Syn Boży”, nie powtarzając tego zwrotu przy trzeciej. Trzecia pokusa nie grozi bowiem, jak dwie pierwsze, ludziom uduchowionym, będącym przybranymi synami Bożymi. Pokusom tym Chrystus przeciwstawia nie potęgę władcy, lecz świadectwo Zakonu, „aby — jak mówi Leon — tym bardziej podnieść godność człowieka, a wrogowi tym sroższą karę wymierzyć. Wróg ludzkości bowiem poniósł klęskę w walce poniekąd nie z Bogiem, lecz z człowiekiem”32.

Tekst Mateusza dodaje do opisu kuszenia: „Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu” (Mt 4,11). Dla wyczerpanego czerdziestodniowym postem Jezusa ta pomoc była koniecznie potrzebna. Podobnie mówi Łukasz o pomocy anioła w Ogrodzie Oliwnym: „Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go” (Łk 23,43). Umocniony przez anioła Jezus modli się jeszcze intensywniej: „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię”. Sam Jezus mówi do Natanaela o swojej współpracy z aniołami: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego” (J 1,51).


Łk 4,14-15

Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich”. Od chrztu w Jordanie, Jezus działa w mocy Ducha – na pustyni i później. Początek Jego nauczania jest przyjmowany entuzjastycznie.


Łk 4,18-19

Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Jezus wybiera z proroctwa Izajasza fragment akcentujący Jego namaszczenie Duchem Świętym, bo Chrystus – to namaszczony przez Ducha. W Jego mocy głosi On Ewangelię. Według Ewangelii Marka Jezus mówi: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15). Ewangelia – to zaproszenie do Królestwa opisywanego przez Jezusa, a realizowanego przez Ducha, który przemienia ludzi, by mogli żyć w Bogu i dla Boga, by mogli być błogosławieni (por. Mt 5,3-12). To Królestwo – to uwolnienie od złych duchów, od chorób, od kalectwa, od śmierci (por. Mt 10,1.7-8). To wewnętrzna przemiana człowieka prowadząca go do prawdziwego nawrócenia.


Łk 4,24-27

Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”. Jezus zaskakuje swoich słuchaczy wskazując na obcych – nie Izraelitów, którzy otrzymali wielkie łaski od Boga. Możliwe, że w ten sposób chce zwrócić ich uwagę na dobra duchowe, których tak bardzo potrzebowali.


Łk 4,28-29

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić”. Mieszkańcy Nazaretu oczekiwali chyba od Jezusa wielkich, wspaniałych cudów, które byłyby w ich mniemaniu dowodem wdzięczności Jezusa za lata, które przeżył wśród nich. Gotowi są jednak zabić Jezusa.


Łk 4,33-35

A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody”. Zły duch ostrzega mieszkańców Kafarnaum przed Jezusem, o którym wcześniej mówił Jan Chrzciciel: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Łk 3,16-17). Słowa: „Przyszedłeś nas zgubić?” ostrzegają przed Jezusem – sprawiedliwym sędzią, którego mieszkańcy Kafarnaum mogą się obawiać. „Święty Boży” – to ostrzeżenie przed karą za grzechy – tak rozumiała to kobieta goszcząca Eliasza: „Po tych wydarzeniach zachorował syn tej kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo się wzmogła, że przestał oddychać. Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna?” (1 Krl 17,17-18). Świętość nie jest tu więc postrzegana jako pozytywny dar Boży, ale jako groźba zemsty Boga.


Łk 4,38-39

Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią. On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im”. Zaskakuje sposób uzdrowienia. Jezus traktuje gorączkę jak osobę, której rozkazuje – podobnie jak duchom nieczystym (por. Łk 4,35), czy wiatrom i jezioru (por. Łk 8,24).


Łk 4,40-41

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem”. Zachód słońca oznaczał dla Żydów zakończenie szabatu – dopiero wtedy mogli przynieść swoich chorych do Jezusa. Jezus uzdrawia, kładąc ręce na chorych i opętanych. Złe duchy znają Jezusa, wiedzą, że jest On Synem Bożym i Chrystusem. Naród i jego przełożeni tego nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. W świątyni: „Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie! Rzekł do nich Jezus: Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec” (J 10,24-26). Nie wierzą, bo nie chcą należeć do uczniów Jezusa.

Jezus zabrania złym duchom rozgłaszania prawdy, bo naród jest do tego nie przygotowany, a propaganda złych duchów działałaby na niekorzyść Jezusa, którego faryzeusze oskarżali o współpracę z Belzebubem: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: Czyż nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12,22-24).


Łk 5,8-10

Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Cudowny połów uzmysławia Szymonowi świętość Jezusa, a z drugiej strony jego grzeszność. Jezus akceptuje jego pokorę i stwierdza: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” – co wskazuje na jego nowe powołanie – pracę z Jezusem i troskę o ludzi Jego poszukujących.


Łk 5,15-16

Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się”. Choć Jezus prosił o nierozgłaszanie Jego cudów, to nie był w stanie zachamować wzrostu swojej sławy. Zbierają się wokół niego liczne tłumy aby Go słuchać. Jego błogosławieństwa są wprowadzeniem do Jego Ewangelii o Królestwie Bożym. W tym Królestwie są oni uzdrawiani i uwalniani od złych duchów. Jezus realizuje swoje marzenia i, co ciekawe odchodzi na miejsca niezamieszkałe i modli się. Łączy w ten sposób życie aktywne z ludźmi z życiem kontemplacyjnym z Ojcem.


Łk 5,21-24

Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić. Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga? Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!” Dla faryzeuszy i uczonych w Piśmie odpuszczenie grzechów paralitykowi było bluźnierstwem bo nie wierzyli, że Jezus jest Bogiem. Jezus kieruje ich ku tej prawdzie uzdrawiając człowieka – w ten sposób chce im udowodnić, że On – „Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów”.


Łk 6,6-11

W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na środku! Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich: Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić; życie ocalić czy zniszczyć? I spojrzawszy wkoło po wszystkich, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi”. Uczeni w Piśmie i faryzeusze szukają powodu do oskarżenia Jezusa. On zadaje im pytanie: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić; życie ocalić czy zniszczyć?” Odpowiedź dla nas wydaje się oczywista, ale nie jest taką dla nich. Po uzdrowieniu człowieka oni wpadają w szał i jak mówi Marek: „A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” (Mk 3,6).


Łk 6,12

Stało się też w owe dni, odszedł na górę modlić się, i nocował na modlitwie Bożej”33. Termin: „modlitwa Boża” trzeba chyba rozumieć w zestawieniu z Rz 8,26: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”. Modlitwa charyzmatyczna jest natchniona przez Ducha i taką była nocna modlitwa Jezusa.


Łk 6,19

A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich”. Sądzę, że słowo „moc” oznacza Ducha Świętego, który żyje w Jezusie i uzdrawia niezależnie od Jego woli. Podobnie Duch uzdrawia kobietę, która wierząc dotyka płaszcza Jezusa: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego” (Mk 5,28-30).


Łk 6,20-23

Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom”.

Termin „błogosławieni” zdaje się wskazywać na żywą i ożywiającą obecność Ducha Świętego. Nie jest to więc życzenie dotyczące przyszłości, ale stwierdzenie Jezusa o łasce zamieszkującej ubogiego człowieka, sprawiającej, że należy już do Królestwa Bożego. To „Królestwo” można rozumieć jako łączność Boga z ludźmi, którzy aprobują Jego panowanie. Błogosławieństwo jest częścią ewangelizacji, o której mówi proroctwo Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie, aby im wieniec dać zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu” (Iz 61,1-3). O błogosławieństwie dla ubogich mówi również Jakub: „Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?” (Jk 2,5).

Jakimś komentarzem do słów o ubóstwie są wypowiedzi Pawła: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9). Uczy nas ubóstwa, jak żyć w ubóstwie, jak służyć Panu w ubóstwie. Jezus wybrał ubóstwo, by wspomóc ubogich. Mówi do Pawła: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). Słabość prowadzi do pokory, do zaufania Panu. Jest to błogosławieństwo dla słabego Pawła. Jest to nadprzyrodzona pomoc dla słabego Apostoła.

Błogosławieństwo jest więc wyrazem Bożej sprawiedliwości dla biednych i dyskryminowanych w świecie. Głodujący już teraz są błogosławieni. Już teraz są wspomagani Duchem Świętym. Są przez Niego pocieszani. Podobnie płaczący. W przyszłości będą nasyceni i pocieszeni, ale już obecnie są błogosławieni. Czwarte błogosławieństwo odnosi się do prześladowanych ze względu na ich wiarę w Jezusa. Są oni błogosławieni, podobnie jak prorocy, którzy ze względu na głoszenie prawdy objawionej im przez Boga, byli znienawidzeni przez otoczających ich ludzi.

Mówi Jezus: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,18-24).


Łk 6,24-26

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”. To bogactwo nie jest mierzone ilością pieniędzy, czy materialnego uposażenia. Chodzi tu o stan człowieka, któremu wydaje się, że nie potrzebuje Boga, bo się urządził, bo może żyć spokojnie, a Bóg jest dla niego co najwyżej dodatkiem do kulturalnego życia. „Pociecha”, o której mówi Ewangelia – to paraklesis, to mniej więcej to samo, co mamonas z Ewagelii Mateusza: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24). Chodzi o ufność wobec zasad tego świata, który obiecuje spokojne życie – ale bez Boga.

Słowo „biada” – w oryginale greckim: uai nie jest przekleństwem, ale jest bardzo silnym ostrzeżeniem; niekiedy przed piekłem. Widać to u Mateusza: „Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego” (Mt 18,7-9). Bardzo surowo w ustach miłosiernego Jezusa brzmią słowa: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13). Dotyczy to ludzi odrzucających zbawienie, przyniesione przez Jezusa. Mówi Jezus do Judasza: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26,24). Jest to bardzo silne ostrzeżenie przed piekłem, które grozi Judaszowi za zdradę Jezusa.

Jako komentarz do błogosławieństw i ostrzeżeń można przyjąć przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Mówi w tej przypowieści Abraham: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz” (Łk 16,25). Nie ma mowy o winie i karze. Jest tylko sprawiedliwość: Łazarz w życiu doczesnym cierpiał nędzę, a po śmierci jest szczęśliwy – bogacz w życiu doczesnym radował się bogactwem, a po śmierci cierpi w ogniu. Tę trudną drogę ubóstwa przyjęli święci – Franciszek, Dominik, Ignacy Loyola.

O bogactwie Jezus mówi: „Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,23-26). Uczniowie zrozumieli, że zbawienie dla bogatych jest, po ludzku rzecz biorąc, niemożliwe. Jezus uspokaja ich, mówiąc o Bożej wszechmocy.

Może, trzeba to odczytywać w kontekście Mt 6,24: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”. Mamona – to świat z jego duchem. To światowe zabezpieczenia obiecujące „święty spokój”, pełne bezpieczeństwo wobec wszelakich niebezpieczeństw.

Mówi Jan: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,15-17). Bogactwo może prowadzić do umiłowania świata, do usprawiedliwienia pożądliwości ciała wraz z nieczystością, do usprawiedliwienia pożądliwości oczu z chciwością i pasją wydawania pieniędzy, do chełpliwości, która prowadzi do wiary w siebie, a nie w Boga.

Izajasz pisze: „Dlatego tak mówi Pan Bóg: Oto moi słudzy jeść będą, a wy będziecie łaknąć. Oto moi słudzy pić będą, a wy będziecie cierpieć pragnienie. Oto moi słudzy weselić się będą, a wy będziecie wstyd odczuwać. Oto moi słudzy śpiewać będą z radości serdecznej, a wy jęczeć będziecie z bólu serdecznego i zawodzić będziecie zgnębieni na duchu” (Iz 65,13-14). Warto służyć Bogu i ufać Jego pomocy.

Mówi Jakub: „Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i płaczcie! Śmiech wasz niech się obróci w smutek, a radość w przygnębienie! Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was” (Jk 4,7-10). To wspaniały komentarz do „biada” z Łk 6,24-26.

Ważne są też słowa: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”. Istotne jest mówienie prawdy, którą poznajemy z pomocą Ducha Prawdy. Nie zawsze i nie wszystkim ta prawda przypadnie do gustu. Mogą nas spotkać nieprzyjemności, czy wręcz prześladowania. Niestety możliwe jest kłamstwo, które może się bardzo podobać. Paweł ostrzega: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!” (2 Tm 4,1-5).


Łk 6,27-28

Jezus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają”. To jest Jego walka ze złem. Paweł mówi: „Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan - ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. Jeżeli pragnie - napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,14-21). Trudne jest wymaganie Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” Tak łatwo jest dać się sprowokować złu do zła, do złości, do zemsty.


Łk 6,41-42

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”. Dość łatwo jest krytykować zło, czy podejrzewać. Dużo trudniej jest zobaczyć swoje wady, uprzedzenia, stereotypy, które znikształcają naszą ocenę rzeczywistości. Nie wystarczy zobaczyć belkę. Z Bożą pomocą trzeba ją jeszcze usunąć – a to dużo trudniejsze.


Łk 6,45

Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”. Tak łatwo jest mówić źle o kimś, tak łatwo jest go krytykować. Ukazuje to stan naszego serca. Jest w nim mało dobra, dobroci, miłosierdzia, a dużo różnego rodzaju zła.


Łk 7,11-17

Wkrótce potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego - jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar - a ci, którzy je nieśli, stanęli - i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie”. Jezus współczuje wdowie i wskrzesza jej syna prostym: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań!” Nie ma miejsca na modlitwę, czy jakieś szczególne obrzędy (por. 1 Krl 17,19-22, w wypadku Eliasza, a 2 Krl 4,32-35, w wypadku Elizeusza).


Łk 7,22-23

A odpowiadając, rzekł im: Idźcie i donieście Janowi, coście słyszeli i widzieli; Że ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci bywają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim ewangelia bywa opowiadana. A błogosławiony jest, który się ze mnie nie zgorszy”34. W ten sposób Jezus odpowiada na pytanie Jana Chrzciciela: „Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego czekamy?”35 Są to czyny Chrystusa (por. Mt 11,2). Ukazuje swoje dzieła, zapowiedziane przez Izajasza (por. Iz 35,5-6; 61,1) i dodaje: „błogosławiony jest, który się ze mnie nie zgorszy”. Słowa i czyny Jezusa prowadziły do Królestwa Bożego, do dobra, do nawrócenia. Niestety, byli tacy, którzy się gorszyli, którzy pogrążali się w nienawiści wobec Jezusa i Jego nauczania.

Mówi Jezus: „Słuchajcie i chciejcie zrozumieć. Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym. Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?” (Mt 15,10-12). Zgorszenie jest w tym wypadku złą reakcją na słowa, czy czyny Jezusa. Jest niezrozumieniem Jezusa i przypisywaniem Jemu związku ze złym duchem: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: Czyż nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12,22-24). Jezus mówi: „Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże” (Mt 12,28). Przypisywanie tego dobra Belzebubowi, to oszczerstwo wobec Jezusa i Ducha, w mocy którego On działa, a to jest bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu (por. Mt 12,31-32).


Łk 7,28-30

Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on. I cały lud, który Go słuchał, nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego”. Jezus wskazuje na ludzką wielkość Jana: „Ale coście wyszli widzieć ? Proroka ? Zaiste powiadam wam i więcej niż proroka. Ten jest, o którym napisane jest: Oto posyłam Anioła mego przed obliczem twoim, który zgotuje drogę twoją przed tobą”36 (Łk 7,26-27). To słowo: „Anioł” jest dosłownym tłumaczeniem z greckiego oryginału: angelos i objawia jego wielkość przepowiedzianą przez proroka Malachiasza (Ml 3,1). Nie ma on jeszcze pełni Ducha Świętego – i dlatego Jezus mówi: „najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on”.

Ciekawy jest wniosek Ewangelisty: „I cały lud, który Go słuchał, nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy” – w ten sposób otrzymywali odpuszczenie grzechów i przygotowywali się na przyjęcie Ewangelii Jezusa. „Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego” – zdecydowali się na odrzucenie łaski Bożej. Mówi Jezus: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć” (Mt 21,31-32). Straszny jest upór niewiary uniemożliwiający zbawienie. Uważali się za sprowiedliwych i odrzucali Jana Chrzciciela z jego chrztem, a później Jezusa i Królestwo Boże, które głosił.


Łk 7,33-34

Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. Zaślepieni pychą i nienawiścią odrzucili zbawienie, odrzucili Boga, który dał im szansę nawrócenia przez Jana i przez Jezusa.


Łk 7,47-50

Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza? On zaś rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” Wielka miłość jest racją odpuszczenia grzechów. Do tej miłości doszła przez wiarę w Jezusa. Uwierzyła, że może On ją zbawić. Faryzeusze nie radowali się nawróceniem kobiety, ale skoncentrowali się na dopatrywaniu się bluźnierstwa ze strony Jezusa odpuszczającego grzechy. Za mało było w nich miłości.


Łk 8,1-3

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia”. Spotykamy tu kobiety służące Jezusowi i apostołom, wdzięczne za uwolnienie od zła, które je gnębiło. O Marii Magdalenie dowiadujemy się, że została ona uwolniona od siedmiu złych duchów.


Łk 8,10-15

Wam dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli. Takie jest znaczenie przypowieści: Ziarnem jest słowo Boże. Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni. Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu. W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość”.

Jezus wyjaśnia tajemnice Królestwa otaczającym Go uczniom, tym, którzy chcą poznawać Jezusa i Jego nauczanie. Do pozostałych odnoszą się tajemnicze słowa Boga zwrócone do proroka Izajasza: „Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia, patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania! Zatwardź serce tego ludu, znieczul jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie widział ani uszami nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby się nie nawrócił i nie był uzdrowiony” (Iz 6,9-10). To jest poważna groźba niezrozumienia Jezusa i Jego Ewangelii. Jezus za pomocą przypowieści zaprasza do myślenia, do wchodzenia w Jego nauczanie, ale jednocześnie pozostawia ludzi wolnymi. Nie zmusza ich do przyjęcia prawdziwej wiary.

Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni”. Słowo Boże nie ma magicznego oddziaływania. Wymaga przyjęcia. Diabeł zabiera to słowo, by człowiek nie uwierzył i nie był zbawiony dzięki tej wierze.

Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują”. Ludzie słabi przyjmują Jezusa z radością, ale nie mają sił, by oprzeć się pokusom i giną.

To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu”. To do nich odnoszą się słowa Jezusa: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24).

Na szczęście są i tacy, którzy żyją z Jezusem i dla Jezusa: „W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość”.


Łk 8,19-21

Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”. Jest to twarde wymaganie Jezusa, by słuchać słowa Bożego i wypełniać je. Można to łączyć z innymi słowami Jezusa: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,26-27). W życiu z Jezusem istotny jest dystans do wszystkiego, co mogłoby przeszkadzać w ewangelizacji.


Łk 8,23-25

A gdy oni płynęli usnął. I przyszła nawałnica wiatru na jezioro, i zalewało ich, i byli w niebezpieczeństwie. A przystąpiwszy, zbudzili go, mówiąc: Mistrzu, giniemy! A on wstawszy, złajał wiatr i nawałnicę wody, i uspokoiły się, i stała się cisza. I rzekł im: Gdzież jest wiara wasza ? A oni. bojąc się, mówili ze zdziwieniem jeden do drugiego: Kto mniemasz, jest ten, że i wiatrom i morzu rozkazuje, a słuchają go?”37. Uczniowie mają wierzyć w Jezusa, bo On jest Bogiem. Wierzyć w kogoś, kto nie jest Bogiem byłoby bałwochwalstwem. Wiara w Jezusa jest drogą do zbawienia, również w niebezpieczeństwach życia – takich, jak burza na jeziorze. Można przytoczyć tekst Mateuszowy: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe”. To Bóg zbawia i Jemu trzeba wierzyć.

Jezus mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25). To wiara jest darem Ojca dla uczniów Jezusa. Tych, często pogardzanych w świecie. Jezus raduje się, że tak zwani „mądrzy i roztropni” są jakoś zaślepieni. Jest to realizacja proroctwa Izajasza: „Ponieważ ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach, i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem, dlatego właśnie Ja ponowię niezwykłe działanie cudów i dziwów z tym ludem: zginie mądrość jego myślicieli, a rozum jego mędrców zaniknie” (Iz 29,13-14).


Łk 8,38-39

Człowiek zaś, z którego wyszły złe duchy, prosił Go, żeby mógł zostać przy Nim. Lecz [Jezus] odprawił go słowami: Wracaj do domu i opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą. Poszedł więc i głosił po całym mieście wszystko, co Jezus mu uczynił”. Również w tym tekście mamy identyfikację Jezusa z Bogiem. Jezus posyła uwolnionego do jego bliskich – pogan niewierzących w Boga, by ukazywał dobroć Boga, by wiedzieli, że jest Bóg, który chce ich uwalniać od dowolnego zła.


Łk 8,46-48

Jezus rzekł: Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie. Wtedy kobieta, widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się drżąca i upadłszy przed Nim opowiedziała wobec całego ludu, dlaczego się Go dotknęła i jak natychmiast została uleczona. Jezus rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” Czasami, Jezus jest tylko świadomy cudu uzdrowienia, który dokonuje się w mocy Ducha Świętego. Uświadamia kobiecie i innym obecnym przy tym uzdrowieniu, że dokonuje się to na mocy wiary, która ją zbawiła. Ona wierzyła, że wystarczy dotknąć płaszcza Jezusa i będzie uzdrowiona (por. Mk 5,28) – i tak się stało.


Łk 8,54-56

On zaś ująwszy ją za rękę rzekł głośno: Dziewczynko, wstań! Duch jej powrócił, i zaraz wstała. Polecił też, aby jej dano jeść. Rodzice jej osłupieli ze zdumienia, lecz On przykazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało”. Jest to potwierdzenie nieśmiertelności ducha ludzkiego, który powraca od Boga i ożywia dziecko. Przypomina to cud wskrzeszenia za sprawą proroka Eliasza: „O Panie, Boże mój! Błagam cię, niech dusza tego dziecka wróci do niego! Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza, gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło” (1 Krl 17,21-22).


Łk 9,1-2

Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych”. Głoszenie Królestwa, to ukazywanie Bożego działania w chorych i opętanych. Dwunastu otrzymuje od Jezusa „władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób”.


Łk 9,16-17

On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały”. Jezus patrzy w niebo, łączy się ze swoim Ojcem. Błogosławi pokarmy, a może i błogosławi spożywających je. Istotny jest też motyw nasycenia – podobnie jak w Kanie Galilejskiej (por. J 2,6-7) – Jezus daje pokarm i napój w obfitości.


Łk 9,20-22

I rzekł im: A wy kim mnie być powiadacie? Odpowiadając Szymon Piotr, rzekł: Chrystusem Bożym. On zaś zagroziwszy im, rozkazał, aby tego nikomu nie powiadali, mówiąc: Że potrzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał, i był wzgardzony od starszych i od przedniejszych kapłanów i doktorów, i aby był zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstał”38. Piotr mówiąc: „Chrystusem Bożym” myśli prawdopodobnie o specjalnej, Bożej misji Jezusa. Jezus zakazuje rozpowszechniania tej prawdy. Rozumie swoją misję, jako przekazywanie Ewangelii – prawdy o Bogu i Jego Królestwie. Mówi do Piłata: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Ci, którzy są z prawdy – to prawdopodobnie „synowie Królestwa”, o których mówi Jezus w przypowieści o kąkolu: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie . Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie” (Mt 13,37-39). Synowie Królestwa – to wierzący dzięki Duchowi Prawdy w Jezusa.

Naród był nieprzygotowany na Jego przyjęcie. Jeśli oczekiwał Mesjasza – to na wspaniałego przywódcę politycznego, zdolnego wyzwolić Izraela z rzymskiej okupacji. Nawet Jego uczniowie pytają się Go przed Jego Wniebowstąpieniem: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1,6). Po rozmnożeniu chleba i ryb ludzie chcą Go obwołać królem: „A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę” (J 6,14-15).

Złe duchy chcą ogłosić Jezusa Chrystusem i Synem Bożym: „Gdy zaś słońce zaszło, wszyscy, którzy mieli chorych na różne niemoce, przyprowadzali ich do niego, a on na każdego z osobna kładąc ręce, uzdrawiał ich. Wychodziły zaś z wielu czarty, wołając i mówiąc: Ty jesteś Syn Boży. A łając, nie pozwalał im mówić, iż wiedzieli, że on jest Chrystusem”39 (Łk 4,40-41).

Jezus zakazuje swoim uczniom ogłaszania, że jest Chrystusem. Wskazuje na swoją zbliżającą się Mękę i Zmartwychwstanie: „potrzeba, aby Syn Człowieczy wiele cierpiał, i był wzgardzony od starszych i od przedniejszych kapłanów i doktorów, i aby był zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstał”.


Łk 9,23-24

Mówił zaś do wszystkich: Jeśli kto chce iść za mną, niech zaprze samego siebie, a weźmie krzyż swój na każdy dzień, i niech idzie za mną. Kto bowiem chciałby duszę swoją zachować, straci ją; a kto by stracił duszę swoją dla mnie, zachowa ją”40. Iść za Jezusem, to stać się Jego uczniem, to wsłuchiwać się w Jego nauczanie, to realizować Jego wolę. Zaprzeć się samego siebie, to wyrzec się tak zwanej autorealizacji. Jezus mówi do Ojca: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Mam realizować wolę Ojca, a nie swoją. Mój krzyż – to, co sprzeciwia się mojej woli, co jest trudne, czy wręcz bolesne. Każde trudne doświadczenie jest pokusą do buntu, do złości i dlatego niszczy człowieka. Przyjąć to jako krzyż – to wyrzec się złości, to przeżyć to z Jezusem jako ofiarę dla Niego w intencji trudnych, nierozwiązywalnych po ludzku spraw. Krzyż jest jedyną bronią w walce ze złem, które kusi nas do zła, do złości i może być pokonane w mocy wiary w Jezusa, który na krzyżu przełamał potęgę zła.

Łukasz podkreśla aspekt codzienności: „na każdy dzień” – bo walka ze złem wymaga wytrwałości, ciągłości. „Zachować swoją duszę” – to pokusa realizacji swoich planów, nawet, gdy sprzeciwiają się one Bogu. Jezus grozi stratą duszy. Na nieposłuszeństwie Bogu szczęścia wiecznego nie osiągniemy. „Stracić swoją duszę” dla Jezusa – to myśleć, mówić, czynić zgodnie z Jego wolą – i to prowadzi do zbawienia.


Łk 9,28-36

W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli”. Łukasz podkreśla aspekt modlitewny Przemienienia. Jezus dużo się modli (por. Łk 6,12; Mk 1,35). Według Łukasza: „wygląd Jego twarzy się odmienił”, a Mateusz precyzuje: „twarz Jego zajaśniała jak słońce” (Mt 17,2). Mówi Łukasz: „a Jego odzienie stało się lśniąco białe”, a Mateusz: „odzienie zaś stało się białe jak światło”. Jest to wyrazem Jego chwały, o której Łukasz mówi później (por. Łk 9,32). Również Mojżesz i Eliasz ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Chwała, to znak obecności Boga i łączności z Nim. Rozmawiają oni z Jezusem o Jego męce i zmartwychwstaniu. Łukasz ukazuje sen Apostołów na Górze Przemienienia. Przedstawia też nieco inaczej głos Ojca: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!”

Tomasz przedstawia stosowność Przemienienia Pańskiego: „Pan po zapowiedzeniu swej męki prowadzi swych uczniów do poznania jej skutków. Trzeba w jakiś sposób poznać cel podróży, jeżeli się chce iść doń bez błądzenia. Podobnie i strzelec nie wypuszcza strzały w sposób prawidłowy, jeżeli przedtem nie dojrzy punktu, w który ma trafić. Stąd słowa Tomasza: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę?” Znajomość taka jest konieczna, zwłaszcza przy drodze trudnej i uciążliwej, która po męczącej podróży ma doprowadzić do radosnego końca. Chrystus zmierzał przez mękę do osiągnięcia chwały. Celem nie była wyłącznie chwała duszy, posiadana przezeń od pierwszej chwili Jego poczęcia, lecz również uwielbienie ciała, stosownie do Jego własnych słów: „Trzeba było, aby Chrystus cierpiał, i tak wszedł do chwały swojej”. Do tego celu Chrystus prowadzi tych, którzy idą śladami Jego męki, bo jak czytamy — „poprzez wiele utrapień trzeba nam wejść do Królestwa Niebieskiego”. Dlatego słusznie Chrystus pokazał uczniom jasność swej chwały (na tym wszak polegało Jego Przemienienie), do której miał dopasować należących do Niego, według słów Apostoła, że Chrystus „przemieni ciało naszego uniżenia i upodobni je do ciała jasności swojej”. Było to, jak mówi Będa, „dzieło czułej troski i przewidywania, żeby pogrążając na moment w radości wiecznej kontemplacji uodpornić ich na znoszenie trudów”41. W Przemienieniu Jezus ukazuje chwałę ciała uwielbionego – swojego i swoich świętych. Wskazuje cel, do którego z Jego pomocą dążymy. Niebo – to szczęście wieczne.

Wyjaśnia też istotę chwały, jaką Jezus tam objawił: „Jasność przyjęta przez Chrystusa w czasie Przemienienia, co do swej istoty była jasnością chwały, lecz istniała w sposób odmienny. Bo jak mówi Augustyn, jasność ciała uwielbionego rodzi się z jasności duszy. Źródłem zaś jasności ciała Chrystusowego w czasie Przemienienia, jak twierdzi Damasceńczyk, było Jego Bóstwo oraz chwała Jego duszy. To, że ta chwała od razu, w pierwszej chwili poczęcia Chrystusa, nie została udzielona Jego ciału, było spowodowane szczególnym zrządzeniem Bożym i miało na celu, jak wiemy, dopełnienie tajemnicy odkupienia w ciele podlegającym cierpieniu. Zrządzenie to nie pozbawiło jednak Chrystusa władzy przelewania na ciało chwały swej duszy. Podczas Przemienienia Chrystus sprawił, że jasność, właściwa ciału uwielbionemu, przepromieniła Jego ciało, lecz stało się to inaczej niż zwykle, kiedy jasność przekazana ciału uwielbionemu przez duszę jest jego stałą właściwością. Stąd przepromienienie ciała uwielbionego nie ma charakteru cudu. Lecz jasność, która prześwietliła Chrystusowe ciało w czasie Przemienienia, choć miała swe źródło w Jego duszy i Bóstwie, nie stała się jakością wsobną tego ciała (qualitas permanens), związaną z ciałem na stałe, lecz była raczej rezultatem przemijającego wpływu, podobnie jak jasność powietrza pod wpływem promieni słońca. Toteż promienność ciała Chrystusa była wówczas zjawiskiem cudownym, podobnie jak było nim chodzenie Chrystusa po falach morskich. Mówi o tym Dionizy w słowach: „Tego, co ludzkie, Chrystus dokonuje w sposób nadludzki. Wskazuje na to nadprzyrodzone poczęcie przez Dziewicę i stąpanie materialnych stóp ziemskich po powierzchni ruchomych fal”. Dlatego nie powiemy za Hugonem de Sancto Victore, że Chrystus podczas Przemienienia posiadał przymiot jasności; przy poruszaniu się po powierzchni morza – przymiot szybkości; opuszczając zamknięte łono Dziewicy – przymiot przenikalności. Przymiotem nazywamy bowiem trwałą (qualitas immanens) ciała uwielbionego. Momenty związane z tymi przymiotami a spotykane u Chrystusa były cudem, podobnie jak do cudów należą duchowe przeżycia św. Pawła podczas widzenia Boga w ekstazie”42. Przemienienie Jezusa jest chwilowe, nie jest trwałe – dlatego ma charakter cudu, a nie trwałej jakości.

Mówi też o świadkach Przemienienia: „Chrystus, jak wiemy, chciał się przemienić, aby pokazać ludziom swoją chwałę i obudzić w nich jej pragnienie. Chwałę zaś szczęśliwości wiecznej osiągają przez Chrystusa nie tylko ci, którzy żyli po Nim, lecz i ci, którzy Go poprzedzili. Toteż jak czytamy w Ewangelii, kiedy Chrystus szedł na spotkanie męki, wołały głośno Hosanna, zarówno tłumy, które szły za Nim, jak i te, które Go poprzedzały, domagając się poniekąd zbawienia od Niego. Słusznie więc byli tam świadkowie rekrutujący się spośród poprzedników Chrystusa, jak Mojżesz i Eliasz, i spośród podążających za Nim, jak Piotr, Jan i Jakub, by „na zeznaniu dwóch lub trzech świadków opierała się cała sprawa”43. Zbawienie dotyczy nie tylko Apostołów, a z nimi wszystkich wierzących w Jezusa, ale i poprzedników Jezusa. Już w Starym Testamencie odnajdujemy ludzi wielkiej wiary, wiernych Bogu i Jego nauce.

Mówi dalej Tomasz: „Było wiele powodów, jak mówi Chryzostom, ukazania się Mojżesza i Eliasza”. Pierwszym był ten, że „kursowały pogłoski, iż Chrystus jest Eliaszem, albo Jeremiaszem lub jednym z proroków. Przyprowadził on z sobą proroków naczelnych, by przynajmniej w ten sposób pokazać różnicę między sługami a Panem”. Drugim był ten, że „Mojżesz dał Zakon, a Eliasz walczył gorliwie o chwałę Pańską”. Przez ukazanie się obok Chrystusa zbijają oni oszczerstwa Żydów oskarżających Go o naruszanie Zakonu i „o bluźnierstwo polegające na przywłaszczaniu sobie chwały należnej Bogu”. Trzecim był ten, że „prowadząc z sobą Mojżesza, który już był zmarły, i Eliasza jeszcze żyjącego Chrystus chciał pokazać, że ma władzę nad żywymi i umarłymi i że jest sędzią zarówno zmarłych, jak żywych”. Czwartym był ten, że skoro – jak mówi Ewangelista – Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Nim o mającym nastąpić w Jerozolimie odejściu, czyli Jego męce i śmierci, Chrystus, by podnieść na duchu swych uczniów, postawił ich w obliczu ludzi, którzy dla Boga narażali się na śmierć. Mojżesz bowiem nie ulękł się śmierci stając przed faraonem, a Eliasz — przed królem Achabem. Piątym był ten, że Chrystus „chciał, aby Jego uczniowie naśladowali łagodność Mojżesza i gorliwość Eliasza”. Szóstą rację dorzuca Hilary, mówiąc, że Chrystus chciał pokazać, iż zarówno Zakon dany przez Mojżesza, jak i prorocy z Eliaszem na czele zapowiedzieli przyjście Chrystusa”44. Łączność Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem wskazuje na jedność historii zbawienia. Jezus nie zrywa ze Starym Przymierzem, ale jest jego kontynuatorem, jak mówi: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5,17).

Ciekawie mówi o znaczeniu słów Ojca: „Usynowienie ludzi przez Boga dokonuje się przez pewnego rodzaju uformowanie człowieka na wzór Jednorodzonego Syna Bożego. Są dwa rodzaje usynowienia. Pierwsze – przez łaskę w życiu doczesnym prowadzi do upodobnienia niedoskonałego. Drugie – przez chwałę prowadzi do pełnego podobieństwa. Św. Jan tak o tym pisze: „Teraz jesteśmy synami Bożymi, a jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy bowiem, że kiedy się okaże, będziemy podobni do Niego, bo ujrzymy Go, jakim jest”. Skoro więc łaskę otrzymujemy przez chrzest, a w Przemienieniu została zawczasu ukazana jasność przyszłej chwały, to zarówno w czasie chrztu Chrystusa, jak i przy Przemienieniu świadectwo Ojca o rodzonym synostwie Chrystusa było na miejscu. Bo tylko Ojciec wraz z Synem i Duchem Świętym był w pełni świadom tego doskonałego rodzenia”45. Kluczowe są słowa Jana: „Teraz jesteśmy synami Bożymi, a jeszcze się nie okazało, czym będziemy. Wiemy bowiem, że kiedy się okaże, będziemy podobni do Niego, bo ujrzymy Go, jakim jest” (1 J 3,2). Już teraz jesteśmy podobni do Jezusa i dążymy do pełnego upodobnienia po śmierci, gdy Go ujrzymy twarzą w twarz.


Łk 9,41-42

Na to Jezus rzekł: O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze będę u was i będę was znosił? Przyprowadź tu swego syna! Gdy on jeszcze się zbliżał, zły duch porwał go i zaczął targać. Jezus rozkazał surowo duchowi nieczystemu, uzdrowił chłopca i oddał go jego ojcu”. Marek trochę wyjaśnia zarzut niewierności: „Jezus zapytał ojca: Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9,21-24). Jezus podkreśla: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Często Jezus ma do czynienia z brakiem wiary, czy też ze słabą wiarą: „Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? On zaś im rzekł: Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was” (Mt 17,19-20). Kluczem do Bożej wszechmocy jest nasza wiara. Od niej zależy nasze zbawienie, od niej zależy efektywność działalności charyzmatycznej.


Łk 9,49-50

Wtedy przemówił Jan: Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Lecz Jezus mu odpowiedział: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”. Jezus nie kieruje się motywami politycznymi. Liczy się dobro uwalniania od złego – nawet przez kogoś nie należącego do grupy Jego uczniów.


Łk 9,57-62

A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. Jezus jest ubogi i bezdomny. Wymaga pełnego oddania sprawie ewangelizacji. Sprawy rodzinne mają być na drugim planie.


Łk 10,3

Mówi do uczniów: „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki”. Nie obiecuje obrony. Już wcześniej mówił o niebezpieczeństwie życia dla Niego: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9,24).


Łk 10,13

Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele”. Cuda Jezusa są przynagleniem do pokuty. Wymaga bardzo surowej pokuty. Podaje przykład Niniwy i jej nawrócenia: „Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego” (Jon 3,4-5).


Łk 10,17-20

Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. Radość egzorcysty jest ogromna. Dzięki Jezusowi, dzięki Jego Imieniu możemy uwalniać ludzi od złych duchów. Możemy doświadczać triumfu dobra nad złem. Jezus mówi w tym kontekście o wizji upadku szatana: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony” (J 12,31). Podobnie mówi Apokalipsa: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9).

Dzięki Jezusowi możemy przełamywać zło. Trzeba je nazywać po imieniu. Prawda jest silniejsza od kłamstwa – nawet najpiękniejszego. Zło na szczęście nie jest wszechmocne. Jezus może nas przed nim obronić. Niesamowita jest obietnica Jezusa: „wasze imiona zapisane są w niebie” – to jest cudowne!


Łk 10,21-22

W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Jezus raduje się w Duchu – podobnie jak Jego Matka, która nawiedzając Elżbietę mówi: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy” (Łk 1,46-47). To Duch daje radość Maryi i Jej Synowi. Powodem radości Jezusa jest sukces Jego uczniów w walce ze złem. Tak zwani mądrzy i roztropni lekceważą działanie złych duchów, a ludzie prości, ubodzy w duchu, radują się odzyskaną wolnością. Do nich należy Królestwo Boże (por. Łk 6,20). Ta sytuacja wynika z woli Ojca, z Jego upodobania. Ojca zna tylko Jezus i ci, którym On Go objawi (por. J 14,9-11). Zaskakujące jest stwierdzenie Jezusa: „Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec”. Jezus pozostaje dla nas niezgłębioną tajemnicą.


Łk 10,25-27

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował46 Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”. Miłość Boga ma ogarnąć całego człowieka – jego ciało, jego psychikę z uczuciowością i jego sferę duchową z jego wolą i intelektem. Co więcej, ta miłość ma ogarniać ludzi, z którymi żyjemy – a to bywa trudne.

To przykazanie miłości warto czytać z poprzedzającym je przykazaniem bojaźni Bożej: „Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć” (Pwt 6,2). Podobnie brzmi tekst Pwt 30,16: „Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść”. Podobnie mówi Jozue w Joz 22,5: „Troszczcie się tylko pilnie o to, żebyście spełniali przykazanie i prawo, które nakazał wam Mojżesz, sługa Pana: miłować Pana, Boga waszego, postępować zawsze Jego drogami, zachowywać Jego przykazania, przylgnąć do Niego i służyć Mu całym waszym sercem i całą duszą”. Miłość Boga wyraża się w posłusznym wypełnianiu Jego woli objawianej przez Jego proroków. Bojaźń Boża ma nas chronić przed lekceważeniem Boga i Jego miłości. Historia Izraela ukazuje jakie były straszliwe konsekwencje takiego niepoważnego traktowania Boga.

Jezus objawia trynitarny charakter tej miłości: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,9-11). Chce być umiłowany i obiecuje Ducha Prawdy: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14,15-17). Umiłowanie Jezusa, który jest Bogiem, ma prowadzić do pełnego posłuszeństwa Jego przykazaniom. Jezus obiecuje modlitwę do Ojca, który z kolei da Parakleta, Obrońcę, Ducha Prawdy.

Ciekawie Jezus mówi o swoim Ojcu: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie. (…) Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14,21.23). Jeśli miłujemy Jezusa i wypełniamy Jego nauczanie, to będziemy umiłowani przez Ojca i wtedy Ojciec ze swoim Synem przyjdą i w nas zamieszkają.


Łk 10,30-35

Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Jezus przedstawia ludzi związanych z ówczesną religią: kapłana i lewitę, którzy nie pomogli człowiekowi potrzebującemu pomocy. Pomaga mu Samarytanin – człowiek innej religii, innego narodu. On okazuje mu współczucie i pomoc.


Łk 10,38-42

Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Jezus i Jego nauczanie są najważniejsze. Wszystko inne jest drugorzędne.


Łk 11,2-4

Gdy się modlicie, mówcie: Ojcze, święć się imię twoje. Przyjdź królestwo twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. A odpuść nam grzechy nasze, bo i my odpuszczamy każdemu naszemu winowajcy. I nie wwódź nas w pokuszenie”47. Słowo: „Ojcze” kieruje nas na Boga, który jest naszym Dobrym Ojcem. Mamy uświęcać Jego imię, świadczyć o Jego świętości, dobroci. Pragniemy, by On zakrólował w naszej rzeczywistości, bo tak dużo jest zła i grzechu, nieszczęścia. Prosimy o pokarm dla duszy i dla ciała. Prosimy o odpuszczenie naszych grzechów, bo ich zło bardzo nas obciąża. Prosimy, by zachował nas od pokus, bo bardzo jesteśmy słabi i łatwo upadamy.


Łk 11,9-13

I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Jezus mówi o sobie współczesnych: „źli jesteście” i na tym negatywnym tle ukazuje dobroć Ojca: „o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Duch Święty jest nam niezbędnie potrzebny dla owocnego życia z Ojcem.


Łk 11,14-15

Raz wyrzucał złego ducha [u tego], który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Wersja Mateusza jest dokładniejsza: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: Czyż nie jest to Syn Dawida? Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12,22-24). Ludzie dobrej woli, niezaślepieni zawiścią i nienawiścią radują się wielkością Bożego cudu. Faryzeusze oszczerczo oskarżają Jezusa o działanie w mocy Belzebuba – nie mając po temu żadnych podstaw. Jest to bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu.

Jezus mówi: „Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo. Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12,31-37). Termin: „Plemię żmijowe” nawiązuje prawdopodobnie do Rdz 3,15, gdzie Bóg mówi do węża o jego potomstwu: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Mówi Jezus: „Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią” – jest to bardzo surowy sąd nad ludźmi zdradzającymi zło tkwiące w ich sercach. Ważne są też słowa: „Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony”. Tak istotne są nasze słowa. Możemy dobrymi słowami prowadzić ludzi do Boga. Złe, czy tylko bezużyteczne słowa będą surowo ukarane.


Łk 11,20

Mówi Jezus do faryzeuszy: „A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże”. Mateusz mówi zaś: „Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże” (Mt 12,28). Łukasz w swoim sformułowaniu mógł się kierować tekstem z Księgi Wyjścia, w którym działanie Boga zostało przedstawione przez czarowników egipskich w obrazie palca Bożego: „Wówczas rzekli czarownicy do faraona: Palec to Boży, ale serce faraona pozostało uparte i nie usłuchał ich, co też Pan zapowiedział” (Wj 8,15).

Sam Jezus wskazuje na mesjański sens uwalniania od złych duchów – oznaczają one przyjście Królestwa Bożego. Nieco później „Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,20-21). Współcześni Jezusowi oczekiwali królestwa politycznego, triumfu nad wrogami Izraela, przede wszystkim nad Rzymem. Jezus mówi o Królestwie duchowym, o Królestwie prawdy. Mówi do Piłata: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18,37). Uwolnienie od złego, to przede wszystkim uwolnienie od ducha kłamstwa, bo sam Jezus twierdzi o diable: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44).


Łk 11,27-28

Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Kobieta błogosławi Maryi za Jezusa, którego Ona dała światu. Jezus z kolei zwraca uwagę na słuchanie Boga i na posłuszeństwo Jego słowu.


Łk 11,39-42

Teraz wy faryzeusze oczyszczacie, co jest z wierzchu kubka i misy, wnętrze zaś wasze pełne jest zdzierstwa i nieprawości. Nierozumni! Czy ten, który uczynił to, co jest z wierzchu, nie uczynił też tego, co jest i·wewnątrz? Wszakże co zbywa, dajcie jałmużnę, a oto wszystkie rzeczy będą wam czyste. Ale biada wam faryzeuszom, że dajecie dziesięcinę z mięty i z ruty i z wszelkiej jarzyny, a zaniedbujecie sąd i miłość Bożą; lecz te rzeczy trzeba było czynić, a tamtych nie zaniedbywać”48.

Dużym niebezpieczeństwem jest, również dla nas, koncentracja na tym, co zewnętrzne, na formie, na propagandzie, na reklamie, z jednoczesnym zaniedbaniem treści, istoty rzeczy. Słowo „sąd” jest często zastępowane w tłumaczeniach przez „sprawiedliwość”49. Oczywiście trzeba dbać o sprawiedliwość, ale konieczny jest sprawiedliwy osąd rzeczywistości, spokojna ocena, czy to jest dobre, czy złe.


Łk 11,52

Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”. „Biada” jest silnym ostrzeżeniem dla znających Pismo. Ta wiedza miała pomóc im i ludziom przez nich prowadzonym w rozpoznaniu Jezusa w świetle pism Starego Testamentu. To On jest zapowiedzianym Chrystusem. Tak się niestety nie stało. Ograniczyli się do oszczerczego oskarżania Jezusa o działanie w mocy złego ducha (por. Łk 11,14-15).

Nieco dokładniej relacjonuje to Mateusz: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13). Jezus oskarża uczonych w Piśmie i faryzeuszy o obłudę – w sposób szczególny dotyczy to ich nauczania. Mówi do swoich uczniów: „Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!” (Mt 16,6), a uczniowie nieco później: „zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów” (Mt 16,12).

Zamykali Królestwo swoją interpretacją szabatu: „Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Stań tu na środku! A do nich powiedział: Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić? Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” (Mk 3,1-6). Zamiast cieszyć się cudem uzdrowienia myślą, jak Go zabić.

W trosce o zachowywanie swoich tradycji gotowi byli uchylać Boże przykazania: „Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji. I mówił do nich: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować” (Mk 7,5-9). To jest bardzo poważny zarzut – odejście od wymagań Prawa dla tradycji faryzejskiej.


Łk 12,4-5

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójci e się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” Zły duch jest straszny, a piekło jest przerażające. Nie wolno go lekceważyć i zuchwale grzeszyć w nadziei miłosierdzia Bożego.

Tym bardziej nie wolno lekceważyć Boga. Mówi Psalmista: „Drży moje ciało z bojaźni przed Tobą i lękam się Twoich wyroków” (Ps 119,120), a List do Hebrajczyków stwierdza: „Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego” (Hbr 10,31).


Łk 12,19-21

I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”. W ten sposób Jezus ostrzega przed gromadzeniem bogactw przy jednoczesnym lekceważeniem Boga. Bojaźń Boża przeciwstawia się takiemu lekceważeniu. Zwraca uwagę na życie, by ono poddawało się Bożemu kierownictwu.


Łk 12,32-34

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”. W ten sposób Jezus uspokaja nas, dążących do Królestwa. Ojciec chce nas do niego wprowadzić. Istotne jest ostrzeżenie: „gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”. Bóg ma być moim skarbem i dla Niego mam żyć.


Łk 12,49-53

Mówi Jezus: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”. Jezus pragnie dać Ducha Świętego. Potrzebuje do tego pragnienia wierzących w Niego: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7,37-39). Tekst wskazuje na konieczność Jego uwielbienia – to znaczy Wniebowstąpienia: „Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,7-8). Możliwe, że Jezus wiąże to z dość tajemniczym Jego chrztem. Ostrzega ludzi dążących za wszelką cenę do tak zwanego pokoju: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. Zesłanie Ducha Świętego jest związane z ogniem: „Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,3-4).

Jan Chrzciciel łączy chrzest z Duchem Świętym i z ogniem: „Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3,11-12). Duch Święty umożliwia i umacnia dobro, ale jest narzędziem sprawiedliwości paląc zło „w ogniu nieugaszonym”.

Chrzest, o którym mówi Jezus, może oznaczać Jego Mękę i Zmartwychwstanie, które przemieniają Jezusa. Rozłam, o którym mówi Jezus jest związany z działaniem Ducha Prawdy. On prowadzi nas do prawdy, która wyzwala od kłamstwa, od zakłamania, na których często jest budowany tzw. „święty spokój”.


Łk 12,54-57

Mówił także do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” Ludzie współcześni Jezusowi słuchali Go, widzieli wspaniałe cuda, ale w swojej większości podporządkowali się faryzeuszom, którzy oszczerczo oskarżali Jezusa o współpracę ze złym duchem – i nie uwierzyli Jezusowi. Nie weszli do Królestwa Bożego, do którego On zapraszał. Zabrakło im samodzielności myślenia.


Łk 13,1-5

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. Jezus zaskakuje. Mógłby po prostu współczuć ofiarom Piłata. Woli wzywać do nawrócenia, wskazując na ludzką grzeszność. Grozi: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”.


Łk 13,10-17

Nauczał raz w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu? Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego”. Jezus uwalnia kobietę od ducha niemocy i w sposób prosty usprawiedliwia ten cud uczyniony w dzień szabatu: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”


Łk 13,18-21

Mówił więc: Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach. I mówił dalej: Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”. Duch Święty jest zasadą Królestwa. Jest niezauważalny i stopniowo przemienia człowieka, który Go przyjmuje, wprowadzając go w ten sposób do Królestwa.


Łk 13,23-28

Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni50? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! Lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście51. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych”. O zbawianiu w czasie teraźniejszym mówi również Paweł: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie52, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia53” (1 Kor 1,18). Pytanie nie odnosi się więc do przyszłości, ale do teraźniejszości – „czy teraz są zbawiani?” Tymi „ciasnymi drzwiami”, przez które trzeba się „przecisnąć” jest wiara w Jezusa. Można tak wnioskować na podstawie słów Jezusa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków” (J 3,16-20). Wiara – to przyjęcie światła Jezusa, to droga do nawrócenia. Jezus stwierdza: „ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki”. Trudno jest przyjąć wiarę w Jezusa i żyć zgodnie z tą wiarą.

Również w 1 Tm 6,12, mamy: „Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i [o nim] złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków”54. Musimy walczyć o prawdziwą wiarę, bo zawsze było dużo herezji, które uniemożliwiają zbawienie, bo oznaczają nieposłuszeństwo wobec Jezusa.

Mówi Jezus o setniku: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8,10-12). Wspaniała wiara setnika i brak wiary w Izraelu. Przeznaczeni do życia w Królestwie są wyrzuceni w ciemność z powodu braku wiary w Jezusa.


Łk 13,34-35

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz [tylko] dla was pozostanie”. Jezus mówi o prześladowaniach w przypowieści: „Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili” (Mt 21,34-39). Uzupełnia słowami: „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Mt 21,43-44).

Tekst Mateusza jest łatwiejszy: „Oto wasz dom zostanie wam pusty” (Mt 23,38). Jest to aluzja do 1 Krl 9,6-9: „Ale jeżeli zupełnie odwrócicie się ode Mnie wy i wasi synowie i nie będziecie przestrzegali moich poleceń i praw, które wam dałem, oraz zechcecie pójść i służyć obcym bogom i będziecie im oddawać pokłon, to wytępię Izraela z powierzchni ziemi, którą im dałem, a świątynię, którą poświęciłem memu Imieniu, odtrącę od mego oblicza. Izrael zaś będzie przedmiotem przypowieści i pośmiewiska u wszystkich narodów, a świątynia ta będzie zrujnowana. Każdy przechodzący koło niej będzie zgrozą przejęty i zagwiżdże szyderczo. Gdy będą pytać: Dlaczego Pan tak uczynił temu krajowi i tej świątyni? odpowiedzą: Dlatego że opuścili Jahwe, Boga swego, który wyprowadził ich przodków z ziemi egipskiej, a upodobali sobie innych bogów oraz im oddawali pokłon i służyli; dlatego Pan sprowadził na nich całe to nieszczęście”. Podobnie mówi Jeremiasz: „Jeżeli zaś nie usłuchacie tych słów, przysięgam na siebie samego - wyrocznia Pana - dom ten zostanie obrócony w gruzy” (Jr 22,5). Jerozolima lekceważy proroków i Jezusa i jest sprawiedliwie ukarana.


Łk 14,1-5

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich rzekł: Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?” Dla Jezusa jest oczywiste, że w szabat wolno uzdrawiać. Inni boją się nawet na ten temat wypowiadać.


Łk 14,12-14

Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy55, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. Jest to więc działanie z myślą o Bogu i w Jego trosce o najuboższych.


Łk 14,16-24

Jezus mu odpowiedział: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego! Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego! Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych! Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce. Na to pan rzekł do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”. Izrael był zaproszony na wielką ucztę mesjańską. Odrzucił to zaproszenie. Bóg zaprasza więc „ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych”, a kiedy i to nie wystarcza rozkazuje zmuszać do wejścia na ucztę. Twierdzi: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”. Przypomina to słowa z ewangelizacji Antiochii Pizydyjskiej: „Gdy Żydzi zobaczyli tłumy, ogarnęła ich zazdrość, i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł. Wtedy Paweł i Barnaba powiedzieli odważnie: Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi. Poganie słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli” (Dz 13,45-48).


Łk 14,26-27

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”. Trudne słowo „nienawiść” trzeba chyba rozumieć jako zdecydowany sprzeciw wobec wszystkiego, co by osłabiało, czy wręcz niszczyło wiarę w Jezusa i w ten sposób uniemożliwiało zbawienie. Dowolne przywiązanie do kogoś, czy do czegoś może niszczyć nasze relacje z Jezusem. Bardzo trudnym warunkiem jest akceptacja krzyża. Zbyt łatwo poddajemy się pokusie buntu, złości – i w ten sposób ulegamy złu. Paweł mówi: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21).


Łk 15,1-7

Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”. Było dla Jezusa wielką radością to, że ludzie chcieli Go słuchać. Byli to tak zwani grzesznicy, uznawani przez faryzeuszy za drugi gatunek ludzi – bo nie przestrzegali zasad tradycji faryzejskiej. Przypowieść Jezusa raczej skłaniała do buntu – pewnie nikt z nich nie zostawiłby dziewięćdziesięciu dziewięciu owiec na pustyni dla szukania jednej zagubionej – to było zbyt wielkie ryzyko. Jezus pozostawia faryzeuszy i szuka zagubionych. Ciekawa jest konkluzja Jezusa: „Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” – w ten sposób Jezus zachęca do poszukiwania zagubionych.


Łk 15,8-10

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”. Jezus w ten sposób manifestuje swoją znajomość nieba i aniołów tam żyjących. Istotna jest radość z powodu nawrócenia grzesznika.


Łk 15,11-32

Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”. Młodszy syn reprezentuje tak zwanych grzeszników – ludzi, którzy zlekceważyli Boga, „uwolnili się” od Niego. Starszy syn przedstawia pobożnych, pozostających z Bogiem – takich jak faryzeusze. Łatwo jest odejść od Boga i zmarnować sobie życie. Zadziwia fakt, że ojciec, który reprezentuje Boga, tak łatwo na to pozwala. Chyba wychowuje do wolności. Nieszczęścia mogą pomóc w powrocie do Boga. Co ciekawe, nie wymaga jakiejś surowej pokuty. Zaprasza do zabawy, do radości. Ratuje człowieka i raduje się jego zbawieniem. Ludzie, którzy nie rozumieją Boga gorszą się, bo oczekiwali wymierzenia surowej sprawiedliwości.


Łk 16,13

Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”. Najlepszym komentarzem są chyba słowa Jana: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,15-17). Mamona oznaczałaby po prostu świat, a duch świata przeciwstawia się Duchowi Świętemu.


Łk 16,14-15

Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych”. To silne określenie „obrzydliwość” występuje jeszcze w Ap 21,27 w opisie nowej Jerozolimy: „A nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka”. Kłamstwo, obłuda są ohydne w oczach Boga.


Łk 16,19-31

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają! Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”.

Tak Łazarz, jak i bogacz są przedstawiani przez Jezusa po śmierci w postaciach cielesnych, nie jako niematerialne duchy. Mówi bogacz do Abrahama: „poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Aniołowie też są przedstawiani w postaciach cielesnych. Księga Tobiasza opowiada: „I poszedł Tobiasz poszukać człowieka, który wyruszy razem z nim do Medii, a będzie znał drogę. A gdy wyszedł, spotkał stojącego przed sobą anioła Rafała, a nie wiedział, że jest to anioł Boży. I odezwał się do niego: Skąd jesteś, młodzieńcze? A ten mu odpowiedział: Jestem spośród synów Izraela, twoich braci, a przyszedłem tu, aby nająć się do pracy. I rzekł mu [Tobiasz]: Czy wiesz ty, jaką drogą udać się do Medii? On zaś odpowiedział: Oczywiście, często tam bywałem i znam z doświadczenia wszystkie drogi. Nieraz podróżowałem do Medii, przebywałem u Gabaela, brata naszego, który mieszka w Raga w Medii. Od Ekbatany do Raga jest dobre dwa dni drogi. Leży bowiem ono na górze” (Tb 5,4-6). Może chodzi o takiego rodzaju „cielesność”? Usprawiedliwieniem cierpień bogacza jest jego wcześniejszy dobrobyt. Mówi do niego Abraham: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz”. Ważne jest także stwierdzenie Abrahama dotyczące braci bogacza: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”. Jezus prawdziwie zmartwychwstał i wielu mimo wszystko nie uwierzyło i nie nawróciło się.


Łk 17,1-4

Rzekł znowu do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, przebacz mu!” Tak łatwo być powodem grzechu, tak łatwo zlekceważyć zło, czy sprowokować do zła. Jezus ostrzega i daje obraz wielkiego kamienia i śmierci w morzu – byle tylko nie doszło do zgorszenia. Warunkiem przebaczenia jest żal winowajcy. Jest to warunek konieczny, by nie dopuścić do bezkarności, do lekceważenia zła.


Łk 17,5-6

Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary! Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze! a byłaby wam posłuszna”. Wierzymy nie w potęgę naszej modlitwy, ale we wszechmoc i dobroć Boga. Mówi Jezus: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”56 (Mk 11,24).


Łk 17,15-19

Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Jezus pragnie naszej wiary i wdzięczności. Podkreśla rolę wiary, dzięki której Samarytanin otrzymał łaskę uzdrowienia.


Łk 17,20-21

Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest”. Takie tłumaczenie wskazywałoby na Jezusa, jako na uosobione Królestwo, obecne w świecie, ale On przyszedł dostrzegalnie – co przeczyłoby pierwszej części Jego wypowiedzi. Królestwo Boże warto identyfikować z Duchem Świętym i Jego działalnością. On jest „w” nas – takie jest znaczenie greckiego przysłówka entos. On już jest obecny, a Jego obecność i działanie będzie się ujawniać – jak wskazują przypowieści. Przypowieść o ziarnie gorczycy (por. Łk 13,18-19) ukazuje ten dynamizm działania Królestwa Bożego, kiedy to z malutkiego ziarenka wyrasta wielka roślina.


Łk 17,22-25

Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi! Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”. Wielką łaską było dla ludzi żyć z Jezusem, patrzeć na Niego, słuchać Go. Po zmartwychwstaniu odchodzi do Ojca. Zostawia nadzieję na swoje powtórne przyjście. Wcześniej musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez swój naród.


Łk 18,1-8

Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem! Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Jezus pragnie wytrwałej modlitwy. Obiecuje pomoc ze strony swojego Ojca. Smuci Go brak wiary w różnych środowiskach: „I przyszedłszy do ojczyzny swojej nauczał ich w synagogach ich, tak że się zdumiewali i mówili: Skądże temu ta mądrość i cuda? Czyż ten nie jest synem rzemieślnika? Czy matka jego nie nazywa się Maryja, a bracia jego Jakub i Józef i Szymon i Juda? A siostry jego czyż nie wszystkie są u nas? Skądże więc jemu to wszystko? I gorszyli się z niego. A Jezus rzekł im: Nie jest prorok bez czci, tylko w ojczyźnie swojej i w domu swoim. I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niedowiarstwa”57 (Mt 13,54-58). Widać brak wiary – apistia, co więcej ludzie gorszą się – grecki czasownik – skandalizo. W Nazarecie chcą Go wręcz zabić (por. Łk 4,28-29). Pytanie: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” może odnosić się do Jego Drugiego Przyjścia na końcu czasów i wyrażałoby niepewność Jezusa, co do stanu wiary Kościoła. To pytania może odnosić się do śmierci indywidualnego człowieka, który mimo otrzymywanych łask może stracić wiarę, może zobojętnieć, może w duchu tego świata odejść od Chrystusa.


Łk 18,9-14

Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika! Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Wierzyć w swoją sprawiedliwość jest wyrazem pychy. Warto dziękować Bogu, jeśli pozwala nam czynić dużo dobrego. Na ile żyjemy w Bożej prawdzie, widzimy wady, grzechy i możemy pokornie bić się w piersi i mówić: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Grozi nam dobrowolne zaślepienie. Mówi Jezus: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,19-21). Jezus jest światłem – tylko On dzięki wierze daje człowiekowi prawdę i zbawienie.


Łk 18,15-17

Przynosili Mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im. Jezus zaś przywołał je do siebie i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Każdy człowiek, mały, czy duży potrzebuje Jezusa by żyć w pełni Jego łaski. Nie tylko dorośli Go potrzebują. Zło może atakować nawet małe dzieci. Dlatego Kościół zachęcał, by chrzcić dzieci w dniu ich urodzin. Uczniowie Jezusa tego nie rozumieli – podobnie, jak wielu nam współczesnych. Jezus zaś mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże”. Dlatego rodzice powinni przychodzić z dziećmi, nawet maleńkimi do kościoła. Co więcej Jezus twierdzi: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Do przyjęcia Królestwa potrzebne jest pełne zaufanie do Jezusa. Potrzebne jest nowe, duchowe narodzenie: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego” (J 3,3-5). W Duchu Świętym stajemy się nowymi ludźmi, zgodnie z proroctwem Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali” (Ez 36,26-27).


Łk 18,18-27

Zapytał Go pewien zwierzchnik: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę! On odrzekł: Od młodości przestrzegałem tego wszystkiego. Jezus słysząc to, rzekł mu: Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź ze Mną. Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty. Jezus zobaczywszy go [takim] rzekł: Jak trudno bogatym wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. Zapytali ci, którzy to słyszeli: Któż więc może być zbawiony? Jezus odpowiedział: Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. Tylko Bóg jest dobry. Sam Bóg mówi o sobie: „Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). O ludziach, z kolei, Jezus twierdzi, że są źli: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13). Bóg jest dobry i dlatego daje nam Ducha Świętego. Ludzie są źli i oferują złość i oskarżenia. Duch Prawdy jest Obrońcą przed złem, przed pokusami, przed rozpaczą. Daje prawdę o dobru, bo zło samo się nagłaśnia.

O ubóstwie mówi Jezus: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Uczeń, to człowiek, który słucha Jezusa i chce Go naśladować – również w ubóstwie. Wydaje się, że dobrowolne ubóstwo jest koniecznym warunkiem otrzymania bogactwa Ducha Świętego. Tak można rozumieć błogosławieństwa: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom” (Łk 6,20-23). Królestwo Boże można rozumieć jako panowanie Ducha w człowieku. Wydaje się, że warunkiem duchowego bogactwa jest materialne ubóstwo, któremu tak często towarzyszą głód, płacz i prześladowanie. Widać to w życiu Dominika, Franciszka i Ignacego z Loyoli, którzy dobrowolnie przyjęli ubóstwo jako program życia swojego i swoich zgromadzeń.

Tak o obecności Ducha mówi Paweł: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście” (1 Kor 3,16-17).

O dobrowolnym ubóstwie Jezusa tak mówi Paweł: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9).

Uczniowie pytają się Jezusa: „Któż więc może być zbawiony? Jezus odpowiedział: Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. Bóg zbawia nas w mocy Ducha, którym nas obdarza. Człowiek, swoim wysiłkiem może próbować być dobrym, ale to Duch umożliwia nawrócenie i piękne katolickie życie.


Łk 18,28-30

Wówczas Piotr rzekł: Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą. On im odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym - życia wiecznego”. Tak Jezus przedstawia nagrodę za dobrowolne ubóstwo dla Królestwa Bożego – już teraz obfitość, a po śmierci życie wieczne w pełni Ducha Świętego. Marek uzupełnia teraźniejsze bogactwa o prześladowania: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym” (Mk 10,29-30). Mateusz obiecuje władzę sądowniczą nad Izraelem – to chyba szansa objęcia miłosierdziem Ducha Świętego ludzi z własnego narodu. „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,28-29).


Łk 18,35-43

Kiedy zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: Co chcesz, abym ci uczynił? Odpowiedział: Panie, żebym przejrzał. Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu”. Tytuł „syn Dawida” należy do tytułów mesjańskich. Jezus próbuje wyjaśnić jego znaczenie: „Gdy się zaś faryzeusze zebrali, spytał ich Jezus, mówiąc: Co wy sądzicie o Chrystusie? Czyim jest synem? Rzekli mu: Dawidowym. Rzekł im: Jakże więc Dawid w duchu nazywa go Panem, mówiąc: Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół twoich podnóżkiem nóg twoich? Jeśli więc Dawid nazywa go Panem, jakże jest synem jego? I żaden nie mógł mu odpowiedzieć słowa, ani nikt nie śmiał go od owego dnia więcej pytać”58 (Mt 22,41-46). Dawid natchniony przez Ducha Świętego nazywa Jezusa Panem i wskazuje na Jego miejsce po prawicy Boga. Zapowiada też, że nieprzyjaciele Jezusa zostaną Mu przez Boga poddani, będą pokonani.

Jezus okazuje współczucie niewidomemu i mówi do niego: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Tekst grecki używa zwrotu: sesoken se, to znaczy „zbawiła cię” – bo łaska Boża przywróciła mu wzrok i umocniła jego wiarę, z którą poszedł za Jezusem wielbiąc Boga.


Łk 19,5-10

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. Zacheusz zdumiewa hojnością – połowę majątku daje ubogim. Jezus raduje się, bo: „przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. Ludzie tak łatwo osądzają: „do grzesznika poszedł w gościnę”.


Łk 19,22-27

Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych zaś rzekł: Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min. Odpowiedzieli mu: Panie, ma już dziesięć min. Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”. Przypowieść o minach ukazuje owocność służby Jezusowi – człowiek, który zapracował dziesięć min otrzymuje władzę nad dziesięciu miastami (por. Łk 19,16-17). Ukazuje karę dla leniwego sługi – „Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych zaś rzekł: Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min” (Łk 19,23-24).

Zaskakuje surowość kary wobec przeciwników: „Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”. Może to być ostrzeżenie wobec przeciwników Jezusa. Mt 22,44 przekazuje proroctwo Psalmu 110 o pokonaniu nieprzyjaciół Jezusa: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje”. Jezus, jako Syn Boży może oczekiwać na pokonanie swoich nieprzyjaciół przez Boga Ojca.

Podobnie w Mt 21,43-44 Jezus ostrzega swoich wrogów: „Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go”. Izrael, który decyduje się na zabicie Chrystusa traci Królestwo, które, jako duchowe bogactwo zostaje przekazane Kościołowi. Jakakolwiek walka z Chrystusem kończy się przerażającą klęską – zmiażdżeniem.

Jezus odwołuje się do proroctwa Daniela o posągu zmiażdżonym przez kamień. Mówi on do Nabuchodonozora: „Patrzyłeś, a oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je. Wtedy natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i złoto - i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich. Kamień zaś, który uderzył posąg, rozrósł się w wielką górę i napełnił całą ziemię” (Dn 2,34-35). A tak Daniel to tłumaczy: „W czasach tych królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę, srebro i złoto. Wielki Bóg wyjawił królowi, co nastąpi później; prawdziwy jest sen, a wyjaśnienie jego pewne” (Dn 2,44-45). Jest to proroctwo o Królestwie założonym przez Jezusa.


Łk 19,37-40

Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom! Odrzekł: Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”. Wspaniałe jest to radosne uwielbienie Boga. Odkrywali Go w cudach, które Jezus uczynił. Uznają Go za Króla, za Mesjasza. Powołują się na Psalm 118,26: „Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie!” Słowa: „Pokój w niebie i chwała na wysokościach” wskazują na Boga, który w pełni podziela ich radość. Wrogowie Jezusa chcieliby uciszyć ten hymn Bożej chwały, ale Jezus twierdzi: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”.


Łk 19,41-44

Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. Jerozolima nie rozpoznała Chrystusa, który pragnie dla niej pokoju: „Chociaż jednak uczynił On przed nimi tak wielkie znaki, nie uwierzyli w Niego, aby się spełniło słowo proroka Izajasza, który rzekł: Panie, któż uwierzył naszemu głosowi? A ramię Pańskie komu zostało objawione? Dlatego nie mogli uwierzyć, ponieważ znów rzekł Izajasz: Zaślepił ich oczy i twardym uczynił ich serce, żeby nie widzieli oczami oraz nie poznali sercem i nie nawrócili się, ażebym ich uzdrowił” (J 12,37-40).


Łk 19,45-46

Potem wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. Jezus uważa świątynię za dom swojego Ojca: „W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!” (J 2,14-16).

Nawiązuje do proroctwa Izajasza: „Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów” (Iz 56,6-7). Bóg chce, by Jego świątynia stała się „domem modlitwy dla wszystkich narodów”. Bóg chce w ciszy docierać do ludzkich serc. Drugi tekst, do którego nawiązuje Jezus, to proroctwo Jeremiasza: „Oto wy na próżno pokładacie ufność w zwodniczych słowach. Nieprawda? Kraść, zabijać, cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić kadzidło Baalowi, chodzić za obcymi bogami, których nie znacie... A potem przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad którym wzywano mojego imienia, i mówicie: Oto jesteśmy bezpieczni, by móc nadal popełniać te wszystkie występki. Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę - wyrocznia Pana” (Jr 7,8-11). Świątynia – to miejsce spotkania z Bogiem w prawdzie. Konieczne jest nawrócenie, by nawiedzenie świątyni mogło zaowocować łaskami. Tego pragnie Jezus.


Łk 20,1-8

Pewnego dnia, kiedy nauczał lud w świątyni i głosił Dobrą Nowinę, podeszli arcykapłani i uczeni w Piśmie wraz ze starszymi i zapytali Go: Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę? Odpowiedział im: Ja też zadam wam pytanie. Powiedzcie Mi: Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi? Oni zastanawiali się i mówili między sobą: Jeśli powiemy: Z nieba, zarzuci nam: Dlaczego nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: Od ludzi, cały lud nas ukamienuje, bo jest przekonany, że Jan był prorokiem. Odpowiedzieli więc, że nie wiedzą, skąd pochodził. Wtedy Jezus im rzekł: To i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię”. Problemem religijnych władz Izraela był brak wiary w żywego Boga. Mieli swoją religię ze swoimi przepisami, ale nie przyjmowali, że Bóg może działać przez Jana, czy przez Jezusa. Nie słuchali ich i nie mieli zamiaru być im posłusznym. Widzieli, że wielu uwierzyło, podjęło pokutę, przyjęło chrzest od Jana, ale tymi ludźmi pogardzali, a prawda ich nie interesowała. Mówią do strażników: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?” (J 7,47-51). Jezus zna ich i nie ma zamiaru się przed nimi tłumaczyć. Wie, że nie uwierzą: „Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego” (J 15,22-24).


Łk 20,10-18

W odpowiedniej porze wysłał sługę do rolników, aby mu oddali jego część z plonu winnicy. Lecz rolnicy obili go i odesłali z niczym. Ponownie posłał drugiego sługę. Lecz i tego obili, znieważyli i odesłali z niczym. Posłał jeszcze trzeciego; tego również pobili do krwi i wyrzucili. Wówczas rzekł pan winnicy: Co mam począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują. Lecz rolnicy, zobaczywszy go, naradzali się między sobą mówiąc: To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze. I wyrzuciwszy go z winnicy, zabili. Co więc uczyni z nimi właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci tych rolników, a winnicę da innym. Gdy to usłyszeli, zawołali: Nie, nigdy! On zaś spojrzał na nich i rzekł: Cóż więc znaczy to słowo Pisma: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła? Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go”. Zdumiewająca jest postawa właściciela winnicy: „Co mam począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują”. Tym ukochanym Synem jest oczywiście Jezus. To była ostatnia szansa dla Izraela. To On jest kamieniem odrzuconym przez budujących, przez religijne władze Izraela. Mówi o swojej wszechmocnej sprawiedliwości: „Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” – to bardzo poważne ostrzeżenie dla wszystkich walczących z Jezusem.


Łk 20,22-25

Czy wolno nam płacić podatek Cezarowi, czy nie? On przejrzał ich podstęp i rzekł do nich: Pokażcie Mi denara. Czyj nosi obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Sprawa płacenia podatku rzymskim władzom miała być pułapką dla Jezusa. On jednak nie jest przeciwny państwu. Wymaga natomiast uczciwości wobec Boga. Jako minimum posłuszeństwa wobec Jego posłańców – Jana Chrzciciela i Jezusa. Do Boga należy całe nasze życie, które mamy realizować w miłości do Boga i bliźniego (por. Łk 10,25-28).


Łk 20,34-38

Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa O krzaku, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Jezus mówi tylko o tych „którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” – dotyczy to więc prawdopodobnie tylko wierzących w Niego. Tak można wnioskować na podstawie słów Jezusa zwróconych do Nikodema: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3,16-18). Mówi o nich Jezus: „Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania”. Zrównanie z aniołami oznacza podniesienie na bardzo wysoki poziom ich życia intelektualnego i duchowego. Może również oznaczać pośmiertne uczestnictwo w ich niematerialnej cielesności. Gdy aniołowie pojawiają się na ziemi są cieleśni i Tobiasz uważa swojego towarzysza – Rafała za człowieka (por. Tb 5,4-8). Jezus mówi o Bogu: „Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Widać to również w słowach Jezusa na temat Abrahama: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał [go] i ucieszył się” (J 8,56). Abraham żyje i dlatego widzi Jezusa i raduje się z Nim.


Łk 20,41-44

Natomiast On rzekł do nich: Jak można twierdzić, że Mesjasz jest synem Dawida? Przecież sam Dawid mówi w Księdze Psalmów: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy. Dawid nazywa Go Panem: jak zatem może On być [tylko] jego synem?” Mateusz podkreśla, że Dawid mówi to pod natchnieniem Ducha Świętego (por. Mt 22,43). W ten sposób, Jezus uświadamia swoim przeciwnikom, że ostateczne zwycięstwo należy do Niego: „Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy”. To On jako Syn Boży jest Panem, bo jest Prawdziwym Bogiem.


Łk 21,2-4

Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”. Jezus chwali w ten sposób ofiarność ubogiej kobiety, która chce służyć świątyni i Bogu, którego Imię tam przebywało (por. 1 Krl 8,29).


Łk 21,6-11

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”. Odpowiadając na pytanie o czas zniszczenia świątyni jerozolimskiej mówi o wielkich znakach, których uczniowie nie mają się obawiać. Ostrzega przed zwodzicielami, którzy będą podszywać się pod Jego imię i będą osłabiać wiarę.


Łk 21,12-17

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich”. Jezus nie koncentruje się na tak zwanych znakach apokaliptycznych, ale na prześladowaniach Kościoła. Gwarantuje obronę Ducha Świętego (por. Mk 13,11). Zapowiada straszną nienawiść ze strony najbliższych: „A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich”.


Łk 21,25-27

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą”. W takim kontekście, Jezus zapowiada również przerażające znaki kosmiczne i swoje przyjście „z wielką mocą i chwałą”.


Łk 21,34-36

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”. Jezus wzywa do czujności: „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie”. Ostrzega przed obżarstwem, pijaństwem i troskami doczesnymi.


Łk 22,3-6

Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać. Ucieszyli się i ułożyli się z nim, że dadzą mu pieniądze. On zgodził się i szukał sposobności, żeby im Go wydać bez wiedzy tłumu”. Łukasz przedstawia zdradę Judasza jako dzieło szatana, który wchodzi w Judasza i prowadzi go do zdrady. Jezus przepowiada ten fakt rok wcześniej w Kafarnaum: „Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga. Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać” (J 6,66-71). Dlaczego Jezus nazywa go diabłem? Myślę, że jest to związane z oddziaływaniem diabła na danego człowieka. Judasz już działał pod natchnieniem złego ducha.

W tym sensie Jezus mówi do swoich przeciwników: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44). Raczej nie chodzi tu o opętanie, ale o stałe prowadzenie przez złego ducha, o swego rodzaju duchowe „ojcostwo”. Oni chcą spełniać pragnienia złego ducha. Chcą zabić Jezusa i trwają w swoim zakłamaniu.

Już Księga Rodzaju wprowadza w tę tajemnicę: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Z jednej strony mamy potomstwo Maryi, ludzi służących Matce Bożej, a z drugiej potomstwo węża służące złemu. W tym sensie Jan Chrzciciel: „Gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3,7-12). Nazywa ich „plemieniem żmijowym” – nawiązując do Protoewangelii. Ostrzega ich przed wycięciem – jeśli nie będą przynosili dobrego owocu. Ostrzega ich przed „ogniem nieugaszonym”.

W podobnym sensie mówi Jan: „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata” (1 J 3,8-10). Grzech jest kryterium podziału między dziećmi Boga i dziećmi diabła. Mówi Jan: „Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże”. Myślę, że chodzi o obecność Ducha Świętego, który umacnia człowieka, broni go przed pokusami, przed grzechem, przed świadomym i dobrowolnym nieposłuszeństwem wobec woli Bożej.

Jezus tłumaczy to zjawisko w przypowieści o kąkolu: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie” (Mt 13,37-39). Chwastem59 są synowie złego. Są oni „posiani” przez złego. Żyją razem z synami królestwa posianymi przez Syna Człowieczego. Ich separacja jest odłożona do końca świata, do sądu, o którym mówi Jezus: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów” (Mt 25,31-32).

Jezus tłumaczy tę tajemnicę w rozmowie z Nikodemem: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,17-21). Ludzie są wolni i mają wybór między światłem i ciemnością. Ludzie dobrzy – „synowie królestwa” dążą do światła, do Jezusa. Ludzie źli – „synowie złego” nienawidzą światła i miłują ciemność.

Jan przedstawia Wysoką Radę, która postanawia zabić Jezusa (por. J 11,53) i wymaga od wszystkich doniesienia o miejscu Jego pobytu: „Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać” (J 11,57). Judasz realizuje to polecenie i ułatwia pojmanie Jezusa.


Łk 22,19-20

Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane60: to czyńcie na moją pamiątkę! Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana61”. Czas teraźniejszy tekstu greckiego podkreśla charakter teraźniejszy ofiary Jezusa – tak rozumianej w czasie Ostatniej Wieczerzy. Jezus daje nam swoje Ciało i wylewa dla nas swoją Krew62. Polskie tłumaczenie BT używa czasu przyszłego wskazując w ten sposób na Krzyż. Tekst grecki używa czasu teraźniejszego, bo Jezus mówi o teraźniejszości. On daje swoje Ciało i Krew już w czasie Ostatniej Wieczerzy. On daje siebie aktem swojej woli już wtedy. Każda Eucharystia jest takim darem Jezusa w teraźniejszości. Krzyż jest najwyższym aktem Ofiary Jezusa.

O Ciele i Krwi mówił rok wcześniej w Kafarnaum, wprowadzając ich w tę tajemnicę: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6,51-57). Mówi Jezus, by zachęcić do pożywania Jego Ciała i picia Jego Krwi: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie”. Eucharystia jest darem życia od samego Jezusa. Jest nam niezbędnie potrzebna.

W sensie Starego Testamentu jedzenie ciała ludzkiego i picie jego krwi było niedopuszczalne: „Jeżeli kto z domu Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się między nimi, będzie spożywał jakąkolwiek krew, zwrócę oblicze moje przeciwko temu człowiekowi spożywającemu krew i wyłączę go spośród jego ludu. Bo życie ciała jest we krwi, a Ja dopuściłem ją dla was [tylko] na ołtarzu, aby dokonywała przebłagania za wasze życie, ponieważ krew jest przebłaganiem za życie” (Kpł 17,10-11). Zasadą Starego Przymierza jest krwawa ofiara składana na ołtarzu. Tak opisuje to Księga Wyjścia: „Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni. Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów” (Wj 24,4-8). Ta krew nie jest zresztą spożywana, a jedynie użyta do zawarcia przymierza między Bogiem i Jego narodem. Jezus określa Nowe Przymierze: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana”. W odróżnieniu od Starego Testamentu daje ją do wypicia: „Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana63 na odpuszczenie grzechów”64 (Mt 26,27-28). Krew będzie wylana na Krzyżu, ale Jezus ją nam ofiarowuje w każdej Eucharystii.

Mówi dalej Jezus: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”. Żyjemy w Jezusie jak dziecko w łonie swej matki, rośniemy i rozwijamy się. On żyje w nas, umacnia nas i jest naszym natchnieniem. Żyjemy w Jezusie, bo żyjemy Jego Duchem. Wyjaśnia to Jan: „Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał” (1 J 3,6). Trwanie w Jezusie zabezpiecza przed grzechem, umacnia. Myślę, że czyni to Obrońca – to znaczy Paraklet, Duch Święty. Sugeruje to kolejny tekst Jana: „Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał” (1 J 3,24). Charyzmatyczna obecność Ducha jest weryfikowalna w Kościele. Mówi Paweł: „Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,7-11).

Paweł mówi również: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20). Jezus obiecuje nam, że jak On żyje dla Ojca, tak spożywający Jego Ciało i pijący Jego Krew – będzie wyzwolony z egoizmu i będzie żył dla Niego.

Mówi Paweł: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę. Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę. Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11,23-26). W ten sposób Paweł ukazuje związek Eucharystii z Męką Jezusa.

Ciekawie mówi Tomasz: „Ustanowienie sakramentu Eucharystii w czasie Wieczerzy zamykającej obcowanie Chrystusa z uczniami było uzasadnione. Przemawia za tym po pierwsze to, co sakrament Eucharystii w sobie zawiera. Jest w nim sam Chrystus na modłę sakramentu. Zamierzając opuścić uczniów w swej własnej postaci, pozostawia im siebie pod postacią Sakramentu. Podobnie w czasie nieobecności cesarza dla oddania mu czci wystawia się jego podobiznę. Stąd słowa Euzebiusza: „Skoro Ciało przyjęte we Wcieleniu miało zniknąć sprzed oczu i wznieść się ku gwiazdom, powstała konieczność, by Chrystus w dniu Wieczerzy konsekrował dla nas sakrament swego Ciała i Krwi, tak aby przez misterium czczono ustawicznie to, co raz zostało złożone w wynagradzającej ofierze”. Po drugie - przemawia to, że niemożliwe było osiągnięcie zbawienia bez wiary w Mękę Chrystusa, którego jak mówi Apostoł, „Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego Krwi. Toteż było rzeczą wskazaną, by po wszystkie czasy ludzie posiadali znak uobecniający Mękę Pana. W Starym Testamencie głównym sakramentem, unaoczniającym Mękę, był baranek paschalny. Stąd słowa Apostoła: „Chrystus został złożony w ofierze jako nasza Pascha. W Nowym Testamencie miejsce baranka zajął sakrament Eucharystii - pamiątka Męki minionej, podobnie jak baranek był zapowiedzią przyszłej. Dlatego w obliczu zbliżającej się Męki po uroczystej celebrze dawnego misterium - jak mówi papież Leon - należało ustanowić nowe. Po trzecie - przez czas dłuższy pamiętamy słowa wygłoszone na końcu, zwłaszcza jeśli wypowie je przyjaciel w chwili odejścia, a to głównie dlatego że wtedy goręcej przeżywamy przyjaźń. Te zaś, które nas mocniej wzruszają, głębiej zapadają w duszę. A ponieważ - jak mówi papież Aleksander - „nie może być większej ofiary nad Ciało i Krew Chrystusa, i niepodobna złożyć większej, chcąc ją otoczyć czcią, Pan ustanowił ten sakrament bezpośrednio przed opuszczeniem uczniów. Stwierdza to Augustyn w słowach: „Zbawiciel idąc na Mękę, aby mocniej podkreślić wielkość tej tajemnicy, chciał przed swoim odejściem utrwalić ją w pamięci i sercach uczniów”65. Pisze Tomasz: „Zamierzając opuścić uczniów w swej własnej postaci, pozostawia im siebie pod postacią Sakramentu”. Widzi w Eucharystii nie tyle pokarm, ile sakramentalną Obecność Jezusa, realizującego w ten sposób swoją obietnicę: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).


Łk 22,31-32

Mówi Jezus: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci66”. Szatan chce zniszczyć apostołów, a Jezus modli się za Piotra, żeby ten nie stracił wiary, a po swoim nawróceniu żeby umacniał braci.


Łk 22,40-44

Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię”. Modlitwa miała ich chronić przed rozpaczą, przed niewiarą. Jezus modli się na kolanach. Jego ludzka wola prosi o ratunek, ale podporządkowuje się Boskiej woli Ojca. Ojciec nie oddala od Niego cierpienia, ale umacnia Go za pośrednictwem anioła. Jezus cierpi na swojej modlitwie.


Łk 22,55-62

Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: I ten był razem z Nim. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: Nie znam Go, kobieto. Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: ty jesteś jednym z nich. Piotr odrzekł: Człowieku, nie jestem. Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem. Piotr zaś rzekł: Człowieku, nie wiem, co mówisz. I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał”. Piotr kłamie: „Nie znam Go, kobieto”, chwilę później: „Człowieku, nie jestem”, w końcu stwierdza: „Człowieku, nie wiem, co mówisz” – w ten sposób wypiera się znajomości z Jezusem, przynależności do grona Jego uczniów. Jezus patrzy na Piotra i przypomina mu swoje słowa: „Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Piotr płacze i wychodzi na zewnątrz.


Łk 22,66-71

I gdy dzień nastał, zeszli się starsi z ludu i przedniejsi kapłani i doktorowie, i przyprowadzili go do Rady swojej, mówiąc: Jeśli ty jesteś Chrystusem, powiedz nam. I rzekł im: Jeśli Wam powiem, nie uwierzycie mi; a jeśli i spytam, nie odpowiecie mi, ani nie wypuścicie. Lecz odtąd będzie Syn Człowieczy siedział po prawicy Bożej. I rzekli wszyscy: Toś ty jest Syn Boży? On zaś rzekł: Wy powiadacie, żem ja jest. A oni rzekli: Na cóż jeszcze potrzebujemy świadectwa? Wszak sami słyszeliśmy z ust jego”67. Jezus nie odpowiada wprost na prowokację przeciwników i zarzuca im złą wolę: „Jeśli Wam powiem, nie uwierzycie mi; a jeśli i spytam, nie odpowiecie mi, ani nie wypuścicie”. Uprzedza ich tylko, mówiąc o swojej bliskości z Ojcem: „Odtąd będzie Syn Człowieczy siedział po prawicy Bożej”. Nie odpowiada również na kolejne prowokacyjne pytanie: „Toś ty jest Syn Boży?”. Stwierdza tylko: „Wy powiadacie, żem ja jest”. Nie daje im oficjalnego powodu do oskarżenia Go o bluźnierstwo, czy uzurpację. Tym nie mniej, oni wiedzą, kogo skazują na śmierć.


Łk 23,1-3

I powstawszy całe ich mnóstwo, powiedli go do Piłata. I poczęli nań skarżyć, mówiąc: Tego znaleźliśmy podburzającego nasz naród, i zakazującego dawać podatki cesarzowi, i mówiącego, że on jest Chrystusem królem. I spytał go Piłat, mówiąc: Ty jesteś królem żydowskim? A on odpowiadając, rzekł: Ty powiadasz”68. Te oskarżenia – to jedno wielkie kłamstwo. Jezus nie podburzał narodu. Nie wypowiadał się przeciwko podatkom. Mówił: „Pokażcie Mi denara. Czyj nosi obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Łk 20,24-25). Jezus nigdy nie nauczał, że jest Chrystusem królem. Wręcz zakazywał o tym mówić: „Wtedy przykazał uczniom swoim, aby nikomu nie mówili, że on jest Jezusem Chrystusem”69 (Mt 16,20). Na pytanie Piłata: „Ty jesteś królem żydowskim?”, Jezus odpowiada tajemniczo: „Ty powiadasz”. Nie jest to potwierdzenie. Nie jest to przyznanie się do winy.


Łk 23,8-11

Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie stali i gwałtownie Go oskarżali. Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata”. Jezus nie broni się przed zarzutami Żydów. Nie wykorzystuje przychylnego nastawienia Heroda. Milczy. Herod daje Mu płaszcz, który podobnie jak płaszcz szkarłatny ofiarowany przez żołnierzy ma za zadanie ośmieszenie Jezusa, oskarżonego o uzurpację królewską. „Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj, Królu Żydowski!” (Mt 27,27-29).


Łk 23,13-16

Piłat więc kazał zwołać arcykapłanów, członków Wysokiej Rady oraz lud i rzekł do nich: Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod - bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię”. Piłat nie widzi w Jezusie nic złego, ale gotów jest dla zadowolenia Żydów poddać Go surowej karze biczowania, która często prowadziła do śmierci.


Łk 23,27-31

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” Jezus ostrzega przed straszną karą, jaka spadnie na Jerozolimę i jej mieszkańców. Wspomina proroka Ozeasza: „Zniszczone będą wyżyny Bet-Awen - grzech Izraela. Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach. Wtedy powiedzą górom: Przykryjcie nas! a wzgórzom: Padnijcie na nas!” (Oz 10,8). Warto czytać to w kontekście Jego słów poświęconych Jerozolimie: „Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19,41-44).


Łk 23,33-34

Gdy przyszli na miejsce, zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy”. Ta prośba Jezusa odnosi się przede wszystkim do żołnierzy, którzy Go ukrzyżowali. W jakiejś mierze do innych odpowiedzialnych za Jego śmierć.


Łk 23,39-43

A jeden z tych łotrów, którzy wisieli, bluźnił mu, mówiąc: Jeśli ty jesteś Chrystusem, wybawże samego siebie i nas. Odpowiadając zaś, drugi karcił go, mówiąc: Ani ty się Boga nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz ? A my wprawdzie słusznie, bo godną zapłatę za uczynki odbieramy: lecz ten nic złego nie uczynił I rzekł do Jezusa: Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa swego! A Jezus mu rzekł : Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju”70. Bluźnierstwo było formą szyderstwa i niewiary złego łotra. Dobry przyznaje się do winy: „My wprawdzie słusznie, bo godną zapłatę za uczynki odbieramy” i docenia świętość Jezusa: „Ten nic złego nie uczynił”. Z wiarą – zdumiewającą wobec niewiary ludzi radujących się z ukrzyżowania Jezusa – prosi: „Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa swego!” Wobec tej wiary, Jezus obiecuje mu: „Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju”.


Łk 23,44-49

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy. Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu”. Według Łukasza, Jezus cytuje fragment Ps 31,6: „W ręce Twoje powierzam ducha mojego: Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny!” Setnik stwierdza: „człowiek ten był sprawiedliwy”. Co ciekawe, tłumy, wcześniej krzyczące: „Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza!” (Łk 23,18) i „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” (Łk 23,21), po Jego śmierci „gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi”.

Pyta się Tomasz: „Czy było konieczne, żeby Chrystus cierpiał dla zbawienia rodzaju ludzkiego?” i odpowiada: „W Ewangelii czytamy: „Jak Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak musi być podwyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Chodzi tu o podwyższenie na krzyżu. Wydaje się więc, że Chrystus musiał być umęczony”. „Według Filozofa, wyrazu: „konieczny” używamy w wielu znaczeniach. Po pierwsze – koniecznym jest to, co z natury wyklucza swoje przeciwieństwo. Jasne jest, że męka Chrystusa nie była konieczna w tym znaczeniu, ani ze względu na Jego Bóstwo, ani ze względu na Jego człowieczeństwo. Konieczne w innym znaczeniu może być coś pod wpływem czynników zewnętrznych. Jeżeli wchodzi w grę przyczyna sprawcza wewnętrzna lub zewnętrzna, to mamy konieczność przymusu, jak np. kiedy ktoś, zatrzymany przemocą, musi z konieczności stanąć. Jeśli zaś tym czynnikiem zewnętrznym, powodującym konieczność, jest cel, to mówimy, że coś jest konieczne dla osiągnięcia danego celu, mając na myśli albo osiągnięcie danego celu w ogóle, albo też osiągnięcie go w najwłaściwszy sposób. Nie było konieczności, by Chrystus cierpiał pod wpływem przymusu bądź ze strony Boga, który by Mu cierpienie narzucił, ani też przymusu wewnętrznego w samym Chrystusie. Cierpienie Jego było dobrowolne. Męka Chrystusa była jednak konieczna ze względu na cel, a to z trzech powodów: Po pierwsze: Dla naszego zbawienia, które zostało osiągnięte przez Jego mękę, według słów Chrystusa: „Musi być podwyższony Syn Człowieczy, aby każdy, który wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Po drugie – przez wzgląd na Chrystusa, który przez poniżenie męki zasłużył na wywyższenie w chwale. Chrystus tak o tym mówi: „Trzeba było, by Chrystus cierpiał i tak wszedł do chwały swojej”. Po trzecie – ze względu na Boga, który w swej Opatrzności przewidział mękę Chrystusa, zapowiedzianą w Piśmie św. i przedstawioną symbolicznie w Starym Testamencie. Mówi o tym Chrystus: „Syn Człowieczy idzie według tego, co postanowione”, oraz: „Te są słowa, które do was mówiłem, gdym jeszcze był z wami, co napisane jest o mnie w Prawie Mojżeszowym, w Prorokach i Psalmach”, a także: „Tak jest napisane i tak było potrzeba, aby Chrystus cierpiał i powstał z martwych”71. Kluczowe są słowa: „Cierpienie Jego było dobrowolne. Męka Chrystusa była jednak konieczna ze względu na cel, a to z trzech powodów: Po pierwsze: Dla naszego zbawienia, które zostało osiągnięte przez Jego mękę, według słów Chrystusa: „Musi być podwyższony Syn Człowieczy, aby każdy, który wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Jest to aluzja to J 3,14-15: „A jak Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak trzeba, aby podwyższony był Syn Człowieczy: aby wszelki, który weń wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Jezus daje życie wieczne tym, którzy w Niego wierzą, a dokonuje się to w mocy Jego śmierci na krzyżu.

Dalej pyta się Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy uwolnieni od grzechu?” I odpowiada: „A jednak czytamy w Apokalipsie: „umiłował nas i obmył nas z grzechów naszych we krwi swojej”. „Męka Chrystusa jest właściwą przyczyną odpuszczenia grzechów, a to w trojaki sposób: Po pierwsze – przez to, że budzi miłość, bo jak mówi Apostoł: „Bóg miłość swoją okazuje przez to, że kiedyśmy byli nieprzyjaciółmi, Chrystus za nas umarł”. A przez miłość osiągamy przebaczenie grzechów. Czytamy w Ewangelii: „Odpuszczone są liczne jej grzechy, bo wielce umiłowała”. Po drugie – męka Chrystusa powoduje odpuszczenie grzechów przez to, że jest Odkupieniem. Skoro Chrystus jest naszą Głową, to, przez swoją mękę podjętą z miłości i posłuszeństwa, uwolnił od grzechów nas, jako swoje członki, płacąc swą męką, która była czymś w rodzaju okupu. Podobnie człowiek wykonując rękami jakieś zasługujące dzieło, wykupuje siebie z grzechu popełnionego przy pomocy nóg. Cały Kościół, czyli ciało mistyczne Chrystusa, uważamy poniekąd za jedną Osobę łącznie z jego Głową — Chrystusem, jest on bowiem strukturą złożoną z wielu członków podobnie do ciała w przyrodzie. Po trzecie — męka Chrystusa jest przyczyną sprawczą, ponieważ przedmiot męki, ciało Chrystusa, jest „narzędziem Bóstwa”. Dzięki temu cierpienia i czyny Chrystusa, mocą Bożą, osiągają zgładzenie grzechów”72. Kluczowe są słowa: „Męka Chrystusa jest właściwą przyczyną odpuszczenia grzechów, a to w trojaki sposób: Po pierwsze – przez to, że budzi miłość, bo jak mówi Apostoł: „Bóg miłość swoją okazuje przez to, że kiedyśmy byli nieprzyjaciółmi, Chrystus za nas umarł”. A przez miłość osiągamy przebaczenie grzechów. Czytamy w Ewangelii: „Odpuszczone są liczne jej grzechy, bo wielce umiłowała”. Męka Chrystusa budzi miłość, a dzięki miłości osiągamy odpuszczenie grzechów.

Pyta dalej Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy wyzwoleni spod władzy szatana?” I odpowiada: „A jednak Pan stojąc w obliczu męki mówi: „oto teraz książę tego świata precz będzie wyrzucony, a ja gdy zostanę podwyższony nad ziemią, wszystkich pociągnę do siebie”. Został podwyższony nad ziemię przez mękę krzyża”. Więc przez tę mękę szatan został pozbawiony władzy nad ludźmi”. „Zwróćmy uwagę na trzy momenty władztwa szatana nad ludźmi przed męką Chrystusa. Po pierwsze – człowiek grzesząc zasłużył na poddanie go pod władzę szatana, bo ulegając pokusie pozwolił się zwyciężyć. Po drugie – Bóg, ponieważ został znieważony przez grzech człowieka, sprawiedliwie pozostawił człowieka w mocy diabła. Po trzecie wreszcie – szatan powodowany krańcowym znieprawieniem woli przeszkodził człowiekowi osiągnąć zbawienie. Co do punktu pierwszego – człowiek został wyzwolony spod władzy szatana przez mękę Chrystusa, ponieważ męka ta, jak wiemy, spowodowała zgładzenie grzechu. Co do drugiego zaś – męka Chrystusa wyzwoliła nas spod władzy szatana, gdyż, jak dalej zobaczymy, przejednała Boga. Co do trzeciego wreszcie – szatan w czasie męki Chrystusa nadużył powierzonej mu przez Boga władzy, bo uknuł podstępnie śmierć Chrystusa, który był wolny od grzechu, więc na śmierć nie zasługiwał. Toteż męka Chrystusa uwolniła nas spod władzy szatana. Augustyn mówi w związku z tym: „Diabeł został pokonany przez sprawiedliwość Chrystusa, którego zabił, choć nie znalazł w Nim winy zasługującej na karę śmierci. Sprawiedliwe jest przeto, że ludzie obarczeni wprawdzie winą, lecz wierzący w Tego, który bez winy został zabity, zostali uwolnieni z więzów diabła”73. Kluczowe są słowa Jezusa: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,31-32). Wyrzucenie złego dokonuje się mocą śmierci Jezusa na krzyżu, z wysokości którego Jezus przyciąga do siebie wszystkich w Niego wierzących.

Pyta dalej Tomasz: „Czy przez mękę Chrystusa zostaliśmy pojednani z Bogiem?” I odpowiada: „A jednak Apostoł mówi: „Zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć syna Jego”. „Męka Chrystusa dwojako przyczynia się do pojednania nas z Bogiem: Po pierwsze — gładzi grzech, który uczynił ludzi wrogami Boga, stosownie do słów Biblii: „Bóg nienawidzi zarówno bezbożnika, jak i bezbożność jego”, oraz: Nienawidzisz wszystkich, którzy czynią nieprawość”. Po drugie — stanowi ona najmilszą Bogu ofiarę. Właściwym skutkiem ofiary jest zaś przebłaganie Boga. Podobnie i człowiek przebacza wyrządzoną mu zniewagę przez wzgląd na wyświadczenie mu pożądanej przysługi. Toteż czytamy w Biblii: „Jeśli cię Pan pobudza przeciwko mnie, niechaj poczuje wonność ofiary”. To że Chrystus został umęczony z własnej woli, było tak wielkim dobrem, że Bóg odnalazłszy je w naturze ludzkiej dał się przebłagać, mimo wszystkich zniewag doznanych od rodzaju ludzkiego. Pojednanie to obejmuje tych, którzy w sposób wspomniany wyżej łączą się z Chrystusem umęczonym”74. Kluczowe są słowa Pawła: „Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie” (Rz 5,10). Śmierć Jezusa jedna nas z Bogiem, a Jego życie prowadzi nas do zbawienia.

Pyta dalej Tomasz: „Czy Chrystus przez swoja mękę otworzył Nam wrota do nieba?” I odpowiada: „A jednak Apostoł mówi: „Mamy zapewnione wejście do świątyni – tj. do niebios – przez krew Chrystusową”. „Zamknięcie wrót stanowi przeszkodę, nie pozwalającą człowiekowi wejść do wnętrza. Otóż taką przeszkodą stojącą przed ludźmi na drodze do Królestwa Niebieskiego jest grzech. Prorok mówi: „Nazwą ją drogą świętą, i nie przejdzie po niej nieczysty”. Dwojakiego rodzaju grzech przeszkadza ludziom wejść do Królestwa Niebieskiego. Jeden – to grzech ciążący na całej naturze ludzkiej – grzech pierwszego ojca. Grzech ten zamknął przed ludźmi wstęp do nieba, bo jak czytamy w Księdze Rodzaju, po grzechu pierwszego człowieka „umieścił Bóg cherubów i płomienny miecz wirujący, aby strzegli dojścia do drzewa życia”. Inne grzechy — to grzeszne czyny poszczególnych ludzi, grzechy poszczególnych osób. Męka Chrystusa, dzięki temu, że On sam spłacił nasz dług, uwalnia nas zarówno co do winy, jak i co do kary, nie tylko od grzechu powszechnego obciążającego całą ludzkość, lecz również gładzi grzechy osobiste tych ludzi, którzy przez wiarę, miłość i sakramenta wiary łączą się z tą męką. Toteż otwiera ona przed nami wrota do Królestwa Niebieskiego. Mówi o tym Apostoł: „Chrystus stawszy się najwyższym kapłanem dóbr przyszłych przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego dokonawszy wiecznego odkupienia”. Zapowiedź symbolizującą ten fakt mamy w Księdze Liczb, gdzie czytamy, że morderca „będzie mieszkał tam – czyli w mieście, do którego zbiegł – aż umrze wielki kapłan, który olejem świętym jest namaszczony”. Po jego śmierci zbieg mógł wrócić do swego domu”75. Kluczowe jest stwierdzenia Tomasza: „Męka Chrystusa, dzięki temu, że On sam spłacił nasz dług, uwalnia nas zarówno co do winy, jak i co do kary, nie tylko od grzechu powszechnego obciążającego całą ludzkość, lecz również gładzi grzechy osobiste tych ludzi, którzy przez wiarę, miłość i sakramenta wiary łączą się z tą męką. Toteż otwiera ona przed nami wrota do Królestwa Niebieskiego”.


Łk 24,1-8

W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy przypomniały sobie Jego słowa”. Mateusz mówi o aniele: „A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg” (Mt 28,2-3). Anioł przypomina niewiastom słowa Jezusa: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9,22).

Pyta się Tomasz: „Czy zmartwychwstanie Chrystusa było konieczne?” i odpowiada: „Czytamy w Ewangelii: „Tak było potrzeba, aby Chrystus cierpiał i zmartwychwstał”. „Za koniecznością Zmartwychwstania Chrystusa przemawia pięć racji: Pierwsza – to publiczne okazanie sprawiedliwości Bożej, której dziełem jest wywyższenie upokorzonych dla Boga, stosownie do słów „Magnificat”: „Strącił mocarzy z tronów, a wywyższał pokornych”. Skoro zaś Chrystus z miłości i posłuszeństwa Bogu uniżył siebie aż do śmierci na krzyżu, trzeba było, aby Bóg wywyższył Go aż do chwalebnego Zmartwychwstania. Po tej linii idzie tłumaczenie glosy do słów psalmu 7, wyrażających myśl Chrystusa, a mianowicie: „Poznałeś – czyli aprobujesz to, że siedzę, – czyli poniżenie moje i mękę moją; i to, że wstaję – czyli chwałę moją w Zmartwychwstaniu”. Drugą racją jest uformowanie naszej wiary. Zmartwychwstanie Chrystusa utwierdza nas w wierze w Jego Bóstwo, bo jak mówi Apostoł: „Chociaż ukrzyżowany został przez słabość naszą, lecz żyje mocą Bożą”. A w innym liście: „Jeżeli Chrystus nie Zmartwychwstał, to próżne jest przepowiadanie nasze, próżna i wiara nasza”. A oto słowa psalmu 10 z komentarzem glosatora: „Cóż za pożytek z krwi mojej – czyli z wylania mojej krwi – gdy zstępuję – jak gdyby po stopniach zła do zatracenia. To tak jakby powiedział: Nie byłoby żadnego pożytku, gdybym od razu nie zmartwychwstał i gdyby ciało moje podległo rozkładowi. Nikomu bym wówczas nie głosił dobrej nowiny i nikogo nie pozyskał”. Trzecią racją jest podźwignięcie naszej nadziei. Patrząc na Zmartwychwstanie Chrystusa, naszej Głowy, oczekujemy z ufnością i naszego zmartwychwstania. Apostoł mówi: „Jeśli się głosi, że Chrystus powstał z martwych, jakżeż niektórzy z was twierdzą, że nie ma zmartwychwstania?” A Hiob mówi: „Wiem – przez niezawodną wiarę – że Zbawiciel mój – czyli Chrystus – żyje – zmartwychwstały – i – dlatego – w dzień ostateczny powstanę z ziemi. Złożona jest ta nadzieja moja w zanadrzu moim”. Czwartą racją przemawiającą za koniecznością zmartwychwstania jest ukształtowanie życia wiernych. Apostoł mówi: „Jak Chrystus powstał z martwych przez chwałę Ojca, tak i my postępujmy w nowości życia”; oraz dalej: „Chrystus powstawszy z martwych już nie umiera; tak i wy uważajcie się za „umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga”. Po piąte – Zmartwychwstanie jest uwieńczeniem naszego zbawienia. Chrystus, aby nas uwolnić od zła, wziął na siebie zło śmierci. Podobnie, aby nas podźwignąć ku dobru, Zmartwychwstał w chwale, zgodnie ze słowami Apostoła: „wydany został z powodu naszych przewinień, i zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia”76. Ciekawe są słowa Tomasza: „Za koniecznością Zmartwychwstania Chrystusa przemawia pięć racji: Pierwsza – to publiczne okazanie sprawiedliwości Bożej, której dziełem jest wywyższenie upokorzonych dla Boga, stosownie do słów „Magnificat”: „Strącił mocarzy z tronów, a wywyższał pokornych”.


Łk 24,18-24

Na drodze do Emaus: „Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”. Kleofas charakteryzuje Jezusa słowami: „był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” – nie dostrzega w Nim Chrystusa Syna Bożego.

Pyta się Tomasz: „Czy Chrystus powinien był ukazać się w odmienionej postaci?” i odpowiada: „W Ewangelii czytamy „Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich w drodze, kiedy zdążali do wsi”. „Jak wiemy, Zmartwychwstanie Chrystusa miało być przedstawione ludziom jako fakt, objęty Bożym objawieniem. To, co Boże zaś poznają ludzie w zależności od swojego stosunku do tych spraw. Ci, którzy mają właściwe nastawienie duchowe, przyjmują je w całej prawdzie. Ci zaś, którzy takiego nastawienia nie mają, narażeni są na domieszkę zwątpienia lub błędu, stosownie do słów Apostoła: „Człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z ducha Bożego”. Toteż ludziom przygotowanym do wierzenia, Chrystus ukazywał się w swej własnej postaci, przybierał natomiast inną postać wobec tych, którzy, jak się zdaje, stygli w wierze. Wskazują na to ich słowa: „A myśmy się spodziewali, że On miał odkupić Izraela”. Toteż Grzegorz mówi: Chrystus „ukazał się ich oczom takim, jakim był w ich umyśle. A ponieważ uważali Go w głębi serca za dalekiego od ich wiary, On okazywał jakoby dalej iść miał”, tak jak gdyby był podróżnym”77. Kluczowe jest sformułowanie: „Ci, którzy mają właściwe nastawienie duchowe, przyjmują je w całej prawdzie. Ci zaś, którzy takiego nastawienia nie mają, narażeni są na domieszkę zwątpienia lub błędu”. Słaba wiara uniemożliwiała rozpoznanie Jezusa.


Łk 24,25-27

A on rzekł do nich: O głupi, a leniwego serca do wierzenia temu wszystkiemu, co powiedzieli prorocy! Czyż nie było potrzeba, żeby to cierpiał Chrystus, i tak wszedł do chwały swojej? A poczynając od Mojżesza i wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich pismach o nim było”78. Tak Jezus reaguje na wypowiedź Kleofasa. Zwraca uwagę uczniów na kluczowe proroctwa Starego Testamentu do Niego się odnoszące.


Łk 24,30-32

Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” Wcześniej nie rozpoznawali Jezusa, bo On im to uniemożliwił: „Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24,16). Teraz Jezus otwiera im oczy, a oni uświadamiają sobie jak rozpalone były ich serca w słuchaniu Zmartwychwstałego.


Łk 24,36-43

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich”.

Pyta się Tomasz: „Czy prawdziwość zmartwychwstania Chrystus powinien był stwierdzić dowodami?” i odpowiada: „Czytamy w Dziejach, że Chrystus „przez dni czterdzieści ukazywał się uczniom po przez liczne dowody i mówił o Królestwie Bożym”. „Mówimy o dowodach w dwojakim znaczeniu. Niekiedy wyrazem „dowód” określamy uzasadnienie „przekonania o słuszności tego, co wzbudza wątpliwość”. Kiedy indziej dowodem nazywamy jakiś znak podpadający pod zmysły a przeznaczony do ukazania jakiejś prawdy. W swoich pismach Arystoteles posługuje się wyrazem „dowód” również i w tym znaczeniu. Otóż Chrystus nie dowodził uczniom swego Zmartwychwstania przy pomocy argumentów, czyli dowodów w pierwszym znaczeniu tego słowa. Takie dowodzenie bowiem bierze za punkt wyjścia pewne przesłanki, które jeżeli nie były znane uczniom, to nie mogły im niczego wyjaśnić, bo rzecz nieznana nie przyczynia się do poznania. Gdyby zaś były im znane, to zasięgiem swoim nie przekraczałyby pojemności ludzkiego rozumu i dlatego nie stanowiłyby wystarczającej podstawy do zbudowania wiary w zmartwychwstanie, ponieważ wiara ta przewyższa rozum ludzki. Przesłanki muszą być bowiem tego samego rodzaju, co wniosek, jak mówi Arystoteles. Chrystus zaś dawał uczniom dowody swego Zmartwychwstania oparte na powadze Pisma św., które jest podstawą wiary, mówi bowiem: „Musiało się spełnić wszystko, co napisane jest – o mnie – w Prawie Mojżeszowym w Prorokach i Psalmach”. Jeżeli zaś weźmiemy słowo „dowód” w drugim znaczeniu, to mówimy, że Chrystus objawił swoje: Zmartwychwstanie przez dowody, bo przez jak najbardziej widoczne znaki pokazał, że zmartwychwstał prawdziwie. Dlatego w tekście greckim odpowiednikiem naszego wyrażenia „liczne dowody” jest słowo: „tekmerion”, tj. znak widoczny, który służy do udowodnienia czegoś. Chrystus kierował się dwoma racjami dowodząc uczniom swego Zmartwychwstania przy pomocy znaków. Po pierwsze – serca ich nie były przygotowane do przyjęcia bez zastrzeżeń wiary w zmartwychwstanie. Toteż Pan mówi do nich: „O głupi i leniwego serca ku wierzeniu”. A Marek mówi: „Wyrzucał im niedowiarstwo ich i twardość serca”. Po drugie – znaki te miały dać większą moc dowodową świadectwom uczniów, stosownie do słów Jana: „Cośmy słyszeli i widzieli, i czego ręce nasze dotykały, tego jesteśmy świadkami”79. Kluczowe jest sformułowanie: „Chrystus zaś dawał uczniom dowody swego Zmartwychwstania oparte na powadze Pisma św., które jest podstawą wiary, mówi bowiem: „Musiało się spełnić wszystko, co napisane jest – o mnie – w Prawie Mojżeszowym w Prorokach i Psalmach”.

Potem pyta: „Czy dowody, których dostarczył Chrystus, dostatecznie ujawniły prawdziwość jego zmartwychwstania?” i odpowiada: „Chrystus, który jest „Bożą mądrością, „urządził wszystko łagodnie” i w sposób właściwy”. „Zmartwychwstanie swoje Chrystus objawił dwojako, a mianowicie: przez świadectwo i przez dowody, czyli znaki. Oba te rodzaje objawienia były na swój sposób wystarczające. Przy objawieniu uczniom swego Zmartwychwstania Chrystus posłużył się świadectwem dwojakiego rodzaju. Żadnego z nich nie można zignorować. Pierwsze, to świadectwo aniołów, którzy oznajmili niewiastom, że Chrystus zmartwychwstał. Mówią o tym wszyscy ewangeliści. Drugie zaś, to świadectwo Pisma św., które, jak stwierdza Łukasz, przytoczył sam Chrystus wskazując na swoje Zmartwychwstanie. Wystarczającymi były również dowody wskazujące na prawdziwość Zmartwychwstania i jego chwalebny charakter. Na jego prawdziwość wskazywało zarówno ciało jak i dusza zmartwychwstałego Chrystusa. Trzy momenty dotyczą ciała: po pierwsze, ciało Chrystusa po Zmartwychwstaniu miało zwartą spójność ciała rzeczywistego, nie było ciałem widmowym ani zwiewnym jak powietrze. Sam fakt, że Chrystus kazał je dotykać, był tego dowodem. Stąd Jego słowa: „Dotykajcie i patrzcie, duch przecież nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że ja mam”. Po drugie — było to ciało ludzkie. Chrystus ukazał się bowiem w swej prawdziwej postaci, oglądanej przez nich własnymi oczami. Po trzecie – było ono tym samym ciałem, które Chrystus przedtem posiadał, na dowód czego pokazał im blizny swoich ran. Czytamy w Ewangelii: „Rzekł im (…) oglądajcie ręce moje i nogi, że to ja sam jestem”. W inny sposób dała dowód prawdziwości Zmartwychwstania Chrystusa dusza Zmartwychwstałego, połączona z ciałem, a mianowicie: w trojakiego rodzaju przejawach życia. Po pierwsze, przez czynności życia wegetatywnego, jadł bowiem i pił z uczniami. Po drugie, przez czynności sfery zmysłowej. Odpowiadał bowiem na pytania uczniów oraz pozdrawiał obecnych, przez co dał dowód, że ich widzi i słyszy. Po trzecie, przez czynności świadczące o życiu umysłowym, uczniowie bowiem w rozmowie z Nim roztrząsali Pismo św. Aby niczego nie zabrakło do pełni objawienia, Chrystus przez cud przy połowie ryb pokazał, że posiada naturę Boską i wreszcie ujawnił ją przez to, że na ich oczach wstąpił do nieba. Bo jak czytamy w Ewangelii: „Nikt nie wstąpił do nieba, tylko ten, który zstąpił z nieba: Syn Człowieczy, który jest w niebie”. Chwały swego Zmartwychwstania dowiódł uczniom przez to, że wszedł do nich przy drzwiach zamkniętych. Bo jak mówi Grzegorz: „Ciała swego, które wprowadził przez zamknięte drzwi, Pan pozwolił dotykać, aby dać dowód, że jest ono tym samym co do natury, różnym zaś co do chwały”. I podobnie charakterystyczne dla stanu chwały było to, że jak czytamy w Ewangelii, nagle „zniknął sprzed oczu uczniów”. Chrystus dowiódł w ten sposób, że w Jego mocy leży być widziany, lub nie; a to jak wiemy, jest przedmiotem ciała uwielbionego”80. Ciekawie mówi Grzegorz: „Ciała swego, które wprowadził przez zamknięte drzwi, Pan pozwolił dotykać, aby dać dowód, że jest ono tym samym co do natury, różnym zaś co do chwały”.


Łk 24,44-49

I rzekł do nich: Te są słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że musiało wypełnić się wszystko, co napisane jest o mnie w Zakonie Mojżeszowym i w Prorokach i w Psalmach. Wtedy otworzył im umysł, żeby rozumieli Pisma, i rzekł im: Że tak jest napisane, i tak było potrzeba, żeby Chrystus cierpiał, i wstał z martwych dnia trzeciego; i żeby przepowiadana była w imię jego pokuta i odpuszczenie grzechów po wszystkich narodach, począwszy od Jerozolimy. Wy zaś jesteście świadkami tego. I ja posyłam na was obietnicę Ojca mego; wy zaś zostańcie w mieście, aż będziecie obleczeni mocą z wysokości”81. Wielkim darem Zmartwychwstałego jest to, że „otworzył im umysł, żeby rozumieli Pisma”. Obiecuje im też Ducha Świętego: „I ja posyłam na was obietnicę Ojca mego; wy zaś zostańcie w mieście, aż będziecie obleczeni mocą z wysokości”. Dzieje Apostolskie tak to omawiają: „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie - [mówił] - Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,4-8). Jezus bardzo wyraźnie odwodzi ich myślenie od przyszłości politycznej Izraela i kieruje ich, na nowe życie w Duchu Świętym, którym umocnieni będą przez ewangelizację świadkami Jezusa.


Łk 24,50-53

Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga”. Tak Łukasz ukazuje cud Wniebowstąpienia. Ważna jest radość uczniów i przebywanie w świątyni w akcie błogosławienia Boga. Dzieje Apostolskie mówią natomiast o ich modlitwie w sali na górze: „Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1,12-14).

Pyta się Tomasz: „Czy Wniebowstąpienie Chrystusa miało sens?” i odpowiada: „Pan zapowiada: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego”. „Każdy byt winien zajmować stosowne dla siebie miejsce. Chrystus przez swe Zmartwychwstanie zapoczątkował życie nieśmiertelne i nieskazitelne, natomiast my przebywamy w miejscu rodzenia się i znikania bytów. Miejscem bytu niezniszczalnego są niebiosa. Toteż byłoby czymś niewłaściwym pozostanie na ziemi Chrystusa Zmartwychwstałego, więc Chrystus słusznie wstąpił do nieba”82. Ważne jest stwierdzenie: „Chrystus przez swe Zmartwychwstanie zapoczątkował życie nieśmiertelne i nieskazitelne, natomiast my przebywamy w miejscu rodzenia się i znikania bytów. Miejscem bytu niezniszczalnego są niebiosa” – i dlatego Jezus wstąpił do nieba. Mówił też na Ostatniej Wieczerzy: „Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie” (J 14,28).

Pyta również: „Czy Wniebowstąpienie Chrystusa jest przyczyną naszego zbawienia?” i odpowiada: „Sam Pan mówi: „Lepiej dla was, żebym odszedł”, tj. „odszedł od was i wstąpił do nieba”. „Wniebowstąpienie Chrystusa dwojako przyczynia się do naszego zbawienia: po pierwsze – wywierając wpływ na nas; po drugie – przez działanie Chrystusa. Wpływa na nas, ponieważ Wniebowstąpienie Chrystusa skierowuje ku Chrystusowi nasz umysł. Bo jak stwierdziliśmy, sprzyja po pierwsze wierze, po drugie nadziei; po trzecie miłości. Po czwarte – wzmaga ono naszą cześć dla Chrystusa, nie traktujemy już Go jako człowieka – mieszkańca ziemi, lecz jako Boga niebios, zgodnie ze słowami Apostoła: „Jeśliśmy Chrystusa poznali według ciała”, tj. jak dodaje glosator: „Chrystusa śmiertelnego, mając Go tylko za człowieka”, „to Go już teraz takim nie znamy”. Jest ono też przyczyną naszego zbawienia przez to, co uczynił Chrystus, aby nas zbawić. Po pierwsze – przygotował drogę, która ma nas zaprowadzić do nieba, stosownie do swojej obietnicy: „Idę przygotować wam miejsce” i do zapowiedzi starotestamentowej: „Wstąpi otwierając drogę przed nimi”. On bowiem jest głową naszą. Trzeba, żeby członki śpieszyły tam, gdzie poprzedza ich głowa, bo jak On sam mówi: „Abyście wy byli tam, gdzie ja”. Na dowód tego wprowadził do nieba dusze świętych, które wywiódł z otchłani, zgodnie ze słowami psalmisty: „Wstępując na wysokość, wywiódł więźniów pojmanych”. Więzionych bowiem przez szatana Chrystus zdobył w zwycięskiej walce i biorąc ich w dobrą „niewolę” wprowadził do nieba, miejsca niemal obcego dla natury ludzkiej. Po drugie – Chrystus wstąpił do nieba, aby się „wstawiać za nami, na podobieństwo arcykapłana ze Starego Zakonu, który wstępował do sanktuarium, aby się wstawiać przed Bogiem za lud. Samo ukazanie się Chrystusa w ludzkiej naturze, którą wprowadził do nieba, przemawia za nami, aby Bóg, który tak bardzo wywyższył w Chrystusie tę naturę, zmiłował się nad tymi, dla których ją sobie przybrał Syn Boży. Po trzecie – Chrystus zasiadł w niebie, jako Bóg i Pan, aby stamtąd zsyłać ludziom dary, stosownie do słów Apostoła: „Wstąpił ponad wszystkie nieba, aby napełnić wszystko”, według glossy „swoimi darami”83. Ważne, że: „Chrystus wstąpił do nieba, aby się „wstawiać za nami, na podobieństwo arcykapłana ze Starego Zakonu, który wstępował do sanktuarium, aby się wstawiać przed Bogiem za lud”.


Zakończenie

Z pomocą „Sumy Teologicznej” świętego Tomasza z Akwinu próbowałem spojrzeć na Ewangelię według świętego Łukasza by lepiej przyjrzeć się postaci Jezusa.


Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Dość często używam Biblii księdza Wujka. Uważam, że często lepiej oddaje ona treść tekstu oryginalnego.

2 ST IIIª q. 30 a. 1 co.

3 ST IIIª q. 30 a. 4 co.

4 ST IIIª q. 32 a. 1 co.

5 ST IIIª q. 32 a. 2 co.

6 Tłumaczenie Wujka. Tekst hebrajski mówi: ramah qarni bajhwh – czyli „wywyższył się mój róg w JHWH”.

7 Tłumaczenie Wujka.

8 Tłumaczenie Wujka.

9 Tłumaczenie Wujka.

10 ST IIIª q. 40 a. 3 co.

11 ST IIIª q. 42 a. 4 co.

12 ST IIIª q. 43 a. 4 co.

13 Tłumaczenie Wujka.

14 ST IIIª q. 35 a. 4 co.

15 ST IIIª q. 7 a. 1 co.

16 ST IIIª q. 7 a. 5 co.

17 ST IIIª q. 7 a. 6 co.

18 ST IIIª q. 7 a. 7 co.

19 ST IIIª q. 7 a. 8 co.

20 Tłumaczenie Wujka: „Cóż jest, żeście mnie szukali?” może oznaczać: „jakie znaczenie ma to, żeście Mnie szukali, jak to rozumiecie?” i wydaje mi się to lepsze, niż tłumaczenie BT: „Czemuście Mnie szukali?” bo oczywiste jest, że rodzice musieli szukać zagubionego dziecka.

21 Tłumaczenie Wujka.

22 ST IIIª q. 39 a. 5 co.

23 ST IIIª q. 39 a. 7 co.

24 ST IIIª q. 39 a. 8 co.

25 Biblia Wujka dokładniej tłumaczy tekst Łk 4,1-2: „Jezus zaś pełen Ducha Świętego, wrócił się od Jordanu, i był prowadzony przez Ducha na pustynię dni czterdzieści, i był przez diabła kuszony. A nie jadł nic w owe dni; i gdy one się skończyły, łaknął”.

26 Tłumaczenie Wujka.

27 Tłumaczenie Wujka.

28 Tłumaczenie Wujka.

29 ST IIIª q. 41 a. 1 co.

30 ST IIIª q. 41 a. 2 co.

31 ST IIIª q. 41 a. 3 co.

32 ST IIIª q. 41 a. 4 co.

33 Tłumaczenie Wujka. Tłumaczenie BT wydaje się uproszczeniem: „W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga”.

34 Tłumaczenie Wujka.

35 Tłumaczenie Wujka.

36 Tłumaczenie Wujka.

37 Tłumaczenie Wujka.

38 Tłumaczenie Wujka.

39 Tłumaczenie Wujka.

40 Tłumaczenie Wujka. BT tłumaczy grecki termin psyche za pośrednictwem polskiego słowa: „życie”: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”. To wydaje się zubażać treść. Nie chodzi tylko o dualizm: życie-śmierć. Chodzi o treść życia obecnego.

41 ST IIIª q. 45 a. 1 co.

42 ST IIIª q. 45 a. 2 co.

43 ST IIIª q. 45 a. 3 co.

44 ST IIIª q. 45 a. 3 ad 3.

45 ST IIIª q. 45 a. 4 co.

46 Warto zauważyć, że nie mamy tu trybu rozkazującego. Czas przyszły niedokonany jest raczej obietnicą miłości. To Duch Święty umożliwi prawdziwą miłość: „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).

47 Tłumaczenie Wujka.

48 Tłumaczenie Wujka.

49 BT tłumaczy: „pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą” (Łk 11,42).

50 Czasownik sozomenoi jest imiesłowem czasu teraźniejszego strony biernej. Warto byłoby go więc tłumaczyć przez „którzy są zbawiani” – w teraźniejszości, obecnie.

51 Tekst grecki jest nieco silniejszy: uk oida hymas pothen este, co można przetłumaczyć: „nie znam was, skąd jesteście”. Tekst sugeruje, że Jezus „zna” tylko swoich uczniów, tych, którzy w Niego wierzą.

52 Czasownik apollymenois ma znaczenie „ginącym”.

53 Czasownik sozomenois ma znaczenie „zbawianym”.

54 Podobnie jak w Łk 13,24, mamy tu czasownik agonizomai oznaczający walkę, zmaganie,

55 Dosłownie: błogosławiony – makarios. Nie chodzi więc o szczęście dobrobytu i ludzkich uwarunkowań. Błogosławiony przez Boga oznacza łaski Ducha Świętego obecnie i po śmierci.

56 Tekst grecki mówi: oti elabete, to znaczy: „że otrzymaliście” – chodzi więc o całkowite zaufanie Bogu, że On już odpowiedział na naszą modlitwę. Czas przeszły dokonany to akcentuje.

57 Tłumaczenie Wujka.

58 Tłumaczenie Wujka.

59 „kąkolem” w Biblii Wujka.

60 Tekst grecki używa czasu teraźniejszego: didomenon, co należałoby przetłumaczyć: „jest dawane, jest ofiarowane”.

61 Tekst grecki używa czasu teraźniejszego: ekchynnomenon, co należałoby przetłumaczyć: „jest wylewana”.

62 Tłumaczenie włoskie „La Sacra Bibbia” używa w obu wypadkach czasu przeszłego: „Questo è il mio corpo, che è dato per voi; fate questo in memoria di me. E, dopo aver cenato, fece lo stesso con il calice dicendo: Questo calice è la nuova alleanza nel mio sangue, che è versato per voi”. Podobnie oddaje ten tekst francuska „La Bible de Jérusalem”: „Puis, prenant du pain, il rendit grâces, le rompit et le leur donna, en disant: Ceci est mon corps, donné pour vous; faites cela en mémoire de moi. Il fit de même pour la coupe après le repas, disant: Cette coupe est la nouvelle Alliance en mon sang, versé pour vous”. Czasowniki są w czasie przeszłym.

63 Tekst grecki używa czasu teraźniejszego: ekchynnomenon, co należałoby przetłumaczyć: „jest wylewana”.

64 Tłumaczenie włoskie „La Sacra Bibbia” używa czasu przeszłego: „Bevetene tutti, perché questo è il mio sangue dell’alleanza, che è versato per molti per il perdono dei peccati”. Podobnie oddaje ten tekst francuska „La Bible de Jérusalem”, która używa czasu przyszłego: „Buvez-en tous; car ceci est mon sang, le sang de l'alliance, qui va être répandu pour une multitude en rémission des péchés”.

65 ST IIIª q. 73 a. 5 co.

66 Wujek tłumaczy dokładniej: „a ty kiedyś, nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich”. Tekst grecki używa czasownika epistrefo oznaczającego „powrót, nawrócenie”.

67 Tłumaczenie Wujka.

68 Tłumaczenie Wujka.

69 Tłumaczenie Wujka.

70 Tłumaczenie Wujka.

71 ST IIIª q. 46 a. 1 co.

72 ST IIIª q. 49 a. 1 co.

73 ST IIIª q. 49 a. 2 co.

74 ST IIIª q. 49 a. 4 co.

75 ST IIIª q. 49 a. 5 co.

76 ST IIIª q. 53 a. 1 co.

77 ST IIIª q. 55 a. 4 co.

78 Tłumaczenie Wujka.

79 ST IIIª q. 55 a. 5 co.

80 ST IIIª q. 55 a. 6 co.

81 Tłumaczenie Wujka.

82 ST IIIª q. 57 a. 1 co.

83 ST IIIª q. 57 a. 6 co.