czwartek, 26 stycznia 2017

Komentarz do J 19


J 19
Po nieudanej próbie uwolnienia Jezusa, opisanej w poprzednim rozdziale, Piłat decyduje się wydać Go na ubiczowanie1 (por. J 19,1). G. Ricciotti tak je przedstawia: „U Rzymian biczowanie łączono z ukrzyżowaniem, czasem jednak stanowiło ono karę samoistną i mogło być wymierzone zamiast kary śmierci. Wykonywali je żołnierze. Skazaniec pozbawiony szat był przywiązany za przeguby rąk do słupa w ten sposób, że stał nieco pochylony, z wygiętym grzbietem. Bito go nie kijami, które były zarezerwowane dla obywateli rzymskich skazanych na śmierć, ale specjalnym batogiem, zwanym flagellum. Był to mocny, krótki kij, z którego zwisały liczne skórzane powrózki, obciążone kawałkiem metalu (ołowiu), a często zakończone haczykami (scorpiones). (…) Już po pierwszych uderzeniach na karku, plecach, bokach, ramionach i nogach występowały sińce, a potem te części ciała pokrywały się czarnoniebieskimi pręgami i opuchłymi guzami. Następnie coraz to nowe miejsca skóry i mięśni zaczynały pękać, naczynia krwionośne przerywały się zalewając całe ciało krwią. W końcu biczowany wyglądał jak zniekształcony kawał pokrwawionego mięsa. Często pod razami tracił przytomność, a nieraz i życie”2. Po tym straszliwym biczowaniu mamy kontynuację znęcania się nad Jezusem: „A żołnierze uplótłszy koronę z ciernia, włożyli mu na głowę, i przyodziali go szatą szkarłatną. I przychodzili do niego, i mówili: Witaj, królu żydowski! I bili go po twarzy” (J 19,2-3).
Po biczowaniu i cierniem koronowaniu Piłat stwierdza po raz kolejny (por. J 18,38; 19,4.6), że nie widzi w Jezusie żadnej winy3 i przedstawia im umęczonego Jezusa, licząc prawdopodobnie na ludzkie współczucie dla Niego mówiąc: „Oto człowiek” (J 19,5). Wskazuje w ten sposób na Jezusa, jako na ideał człowieczeństwa, a z drugiej strony ukazuje, co ludzie potrafią zrobić z niewinnym człowiekiem. Na tę patetyczną deklarację Piłata Żydzi reagują krzykiem: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go!” (J 19,6) i argumentują: „My Zakon mamy, a według Zakonu powinien umrzeć, bo się synem Bożym czynił4” (J 19,7). Wiemy, że Jezus nie uczynił się Synem Bożym, On Nim jest, a oni nie są w stanie udowodnić, ani że jest to bluźnierstwo, ani zaprzeczyć temu faktowi. Takie sformułowanie zarzutu wskazuje na bardzo niski poziom wykształcenia teologicznego oskarżycieli. Oskarżają Jezusa o uzurpowanie sobie tego tytułu, a sami nie zastanawiają się nad znaczeniem tytułu „syna Bożego”. W Starym Testamencie mamy przykłady stosowania tego tytułu. Tak na przykład Bóg mówi do faraona za pośrednictwem Mojżesza: „Syn to mój pierworodny Izrael. Rzekłem tobie: Puść syna mego, aby mi służył, a nie chciałeś go puścić: oto ja zabiję syna twego pierworodnego” (Wj 4,22-23). W rozumieniu Boga, Izrael jest Jego synem, jest synem Boga – nie ze względu na jakieś szczególne zasługi, ale ze względu na wolną decyzję Boga. W tym tytule nie ma nic niewłaściwego, jest to tylko informacja dla faraona i dla Izraela o szczególnym wybraniu, o przywileju, jakim Bóg obdarzył swój lud.
Podobnie, kiedy w Psalmie 82,6 Bóg mówi do niesprawiedliwych sędziów: „Bogami jesteście i synami Najwyższego wszyscy”, to wskazuje na wybranie sędziów i na łaski z tym związane. Przywilej związku z Bogiem w funkcji sądzenia wykonywanej w imieniu Boga ma uczyć odpowiedzialności i nie oznacza żadnego bluźnierstwa.
Taki jest więc podstawowy zarzut Żydów wobec Jezusa. Zamordowanie Jezusa dla „świętego spokoju”, dla ratowania narodu, jak to sugerował Kajfasz (por. J 11,50), było tylko pretekstem. Podstawowym zarzutem wobec Jezusa jest Jego świadectwo o Jego Bożym Synostwie. Jezus wyraźnie unika mówienia o swoim tytule Chrystusa (por. J 10,24-25), a jednocześnie mówi o swoim Ojcu, dając do zrozumienia, że Jego prawdziwym Ojcem jest sam Bóg (por. J 8,54). Dla Żydów było to nie do pomyślenia, a więc mówili o bluźnierstwie, za które trzeba było bluźniercę ukamienować zgodnie z przepisem Prawa (por. Kpł 24,16).
Już wcześniej w Ewangelii Jezus usprawiedliwia swoje uzdrowienie paralityka w szabat, co z punktu widzenia Żydów było łamaniem szabatu i również zasługiwało na karę śmierci (por. Wj 31,12-17) tym, że podobnie jak Bóg-Ojciec jest On jako Syn wolny wobec instytucji szabatu: „Ojciec mój aż dotąd działa, i ja działam. Dlatego więc tym bardziej starali się go żydzi zabić, że nie tylko naruszał szabat, ale też Boga powiadał być Ojcem swym, czyniąc się równym Bogu” (J 5,17-18). Trudno to było Żydom zrozumieć a bali się przekraczać granice swojej rabinistycznej teologii. Dla nich Jezus był po prostu uzurpatorem, którego trzeba było zabić. Widać to też w kolejnym konflikcie Jezusa z Żydami. Po Jego objawieniu: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30): „Żydzi porwali kamienie, aby go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Wiele dobrych uczynków ukazałem wam od Ojca mego; za który z tych uczynków kamienujecie mnie? Odpowiedzieli mu żydzi: Za dobry uczynek nie kamienujemy cię, ale za bluźnierstwo; i że ty, będąc człowiekiem, czynisz sam siebie Bogiem. Odpowiedział im Jezus: Czy nie jest napisane w Zakonie waszym: Że "Ja rzekłem: bogami jesteście?" Jeżeli tych nazwał bogami, do których stała się mowa Boża a Pisma zmienić nie można o mnie, którego Ojciec poświęcił, i posłał na świat, wy mówicie: Że bluźnisz, ponieważ rzekłem: Jestem Synem Bożym?” (J 10,31-36). W naszym rozumieniu słowa „bluźnierstwo”5, Jezus nie mówi i nie czyni nic, co by zasługiwało na to określenie. Nawet używanie terminu „bóg” w stosunku do człowieka nie jest bluźnierstwem, bo sam Bóg używa tej terminologii w odniesieniu do człowieka ubogaconego Jego łaskami – jak to ukazuje Psalm 82: „Bogami jesteście i synami Najwyższego wszyscy” (Ps 82,6). Dla wielu współczesnych Jezusowi, łatwiej było Go zabić pod pretekstem bluźnierstwa, niż próbować Go rozumieć, czy wręcz podporządkować się Jemu jako Synowi Bożemu. Jezus objawia, że jest Synem Boga, a Bóg-Ojciec potwierdza to wielkimi cudami.
Piłat boi się tytułu Syna Bożego (por. J 19,8), a nawet chce uwolnić Jezusa (por. J 19,12). Zwraca się więc do Jezusa z pytaniem: „Do mnie nie mówisz? Nie wiesz, że mam moc ukrzyżować cię, i mam moc wypuścić cię? Odpowiedział Jezus: Nie miałbyś żadnej mocy nade mną, gdyby ci z góry nie było dane. Dlatego, który mię tobie wydał, większy grzech ma” (J 19,10-11). Wszelka władza pochodzi od Boga, jak mówi święty Paweł (por. Rz 13,1), co oznacza, że również Piłat prędzej, czy później odpowie przed Bogiem za sposób jej sprawowania. W tym procesie, Piłat nie szukający prawdy i nie mający zamiaru ryzykować utratą swojej władzy jest tylko marionetką w rękach Żydów. To oni, występujący oficjalnie w imię religii żydowskiej mają większy stopień odpowiedzialności za śmierć Jezusa – dosłownie według tekstu greckiego „mają większy grzech”.
Decydującym dla wyroku Piłata okazuje się żydowski szantaż: „Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarskim; każdy bowiem, co się czyni królem, sprzeciwia się cesarzowi” (J 19,12). Piłat jeszcze próbuje bronić Jezusa słowami: „Króla waszego mam ukrzyżować?”, ale kapłani mu opowiadają: „Nie mamy króla, tylko cesarza” (J 19,15). Zdają się zapominać tekst Psalmu 2: „Czemu się wzburzyły narody, a ludy wymyślały próżne rzeczy? Stanęli razem królowie ziemi, a książęta zeszli się w gromadę przeciw Panu i przeciw Chrystusowi jego: „Potargajmy więzy ich i zrzućmy z siebie jarzmo ich!” Pan, który mieszka w niebiosach, wyśmieje się z nich, i Pan szydzić z nich będzie. Wtedy przemówi do nich w gniewie swoim i w zapalczywości swej potrwoży ich. „A ja jestem ustanowiony królem od niego nad Syjonem górą świętą jego, bym głosił przykazanie jego. Pan rzekł do mnie: „Tyś jest synem moim, jam ciebie dziś zrodził. Żądaj ode mnie, a dam ci narody w twe dziedzictwo, a w posiadłość twą krańce ziemi” (Ps 2,1-8). Sam Bóg jest królem Izraela (por. Iz 6,5) i to On sam ustanawia Chrystusa, swojego Syna królem nad Syjonem, a Żydzi Go odrzucają.
Droga krzyżowa i ukrzyżowanie są ukazane bardzo skrótowo: „A niosąc krzyż sobie6, wyszedł na to miejsce, które nazywają Trupia Głowa, a po żydowsku Golgota. Tam go ukrzyżowali, a z nim innych dwóch, z jednej i z drugiej strony, a w pośrodku Jezusa” (J 19,17-18). Piłat decyduje o określeniu winy skazańca: „JEZUS NAZAREŃSKI KRÓL ŻYDOWSKI” (J 19,19), nie podoba się to arcykapłanom, którzy proszą: „Nie pisz: Król żydowski, ale że on powiedział: Jestem królem żydowskim” (J 19,21) – ale Piłat nie ustępuje (por. J 19,22).
Ewangelista wspomina o podziale odzieży Jezusa: „Żołnierze więc, gdy go ukrzyżowali, wzięli szaty jego (i uczynili cztery części, każdemu żołnierzowi część) i suknię. A była suknia nieszyta, od wierzchu całodziana. Rzekli tedy jeden do drugiego: Nie krajmy jej, ale rzućmy o nią losy, czyja ma być; żeby się wypełniło Pismo, które mówi: "Podzielili sobie szaty moje, a o suknię moją los rzucili." I to więc żołnierze uczynili” (J 19,23-24). Następnie mówi o samym Jezusie: „A stały obok krzyża Jezusowego matka jego i siostra matki jego, Maria Kleofasowa, i Maria Magdalena” (J 19,25). Prawdopodobnie siostrą7 Maryi, matki Jezusa jest Salome, matka apostołów Jakuba i Jana. Wskazują na to teksty paralelne Mk 15,40 mówiący o Salome i Mt 27,56 mówiący o matce synów Zebedeusza8.
„Gdy więc ujrzał Jezus matkę i ucznia, którego miłował, stojącego, mówi matce swojej: Niewiasto, oto syn twój. Potem mówi uczniowi: Oto matka twoja. I od tej chwili wziął ją uczeń do siebie” (J 19,26-27). Zdumiewa w takim tragicznym momencie to oficjalne słowo „Niewiasto”9. Identycznie zwrócił się do swojej Mamy na weselu w Kanie Galilejskiej (por. J 2,4). Możliwe, że w ten sposób Jezus wskazuje na Maryję, jako na kobietę zapowiedzianą w Rdz 3,15 i ukazaną świętemu Janowi w wizji na wyspie Patmos i przedstawioną w Ap 12. To oddanie Maryi pod opiekę Jana jest wyrazem troski o Matkę, a jednocześnie jest darem dla rodzącego się Kościoła. Jezus oddaje Maryję Janowi, a nie stojącym pod krzyżem niewiastom, bo to właśnie ten Jego uczeń został przez Niego umiłowany. Miłość jest podstawą decyzji Jezusa.
Nawet w czasie swojej agonii Jezus jest skoncentrowany na wypełnianiu zapowiedzi Pisma Świętego: „Potem, wiedząc Jezus, że wszystko już się wykonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę” (J 19,28). Możliwe, że te słowa trzeba rozumieć na tle wcześniejszej wypowiedzi Jezusa: „Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązywać Zakon albo proroków. Nie przyszedłem rozwiązywać, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, jedna jota albo jedna kreska nie odmieni się w Zakonie, aż się wszystko stanie” (Mt 5,17-18). Jezus nie lekceważy Pisma, nie odsuwa go na bok ale wypełnia je i nadaje im właściwy sens.
Słowo „pragnę” odsyła nas do Ps 22,16: „Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci” i do Ps 69,22: „Dali mi jako pokarm truciznę, a gdy byłem spragniony, poili mnie octem”. Oczywiście można to słowo rozumieć w sensie duchowym: „pragnę miłości, miłosierdzia, współczucia, zbawienia dla ludzi”.
„A było tam naczynie postawione, pełne octu; oni tedy włożywszy na hizop gąbkę pełną octu, podali do ust jego” (J 19,29). Słowo „ocet” oznacza prawdopodobnie to, co starożytni określają słowem: posca, tzn. napój przeznaczony dla żołnierzy strzegących skazańców. Nie wiemy nawet, czy krzyż Jezusa był wysoki, czy też niski – ewangelia nie mówi o stojących „pod” krzyżem, a o stojących „obok”10 krzyża11. „Jezus więc, gdy przyjął ocet, rzekł: Wykonało się. I skłoniwszy głowę, oddał ducha” (J 19,30). Przyczyną tej śmierci mogło być uduszenie?12. Mogło Mu pęknąć serce?13. Może było to skutkiem biczowania?14. Warto zauważyć, że ewangelie nie wydają się potwierdzać żadnej z tych hipotez.
Jezus zrealizował program swojego życia i mógł oddać swego ducha. Obraz śmierci jako „oddanie ducha” ma parallelę w Ewangelii wg św. Łukasza: „A Jezus zawoławszy głosem wielkim, rzekł : Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego !” (Łk 23,46). Myślę, że te słowa trzeba odczytywać w kontekście słów, którymi Jezus zapowiadał swoją dobrowolną śmierć: „Dlatego miłuje mię Ojciec, że ja kładę duszę moją, abym ją znowu wziął. Nikt nie bierze jej ode mnie, ale ja kładę ją sam od siebie; i mam moc położyć ją, i mam moc znowu wziąć ją. To przykazanie otrzymałem od Ojca mego” (J 10,17-18). Warto zauważyć, że żaden z ewangelistów nie napisał: „Jezus umarł”. Zwróćmy też uwagę na paralelizm terminów „dusza” i „duch” w obydwu tekstach.
Dla Żydów ważny był szabat i to ze względu na to święto proszą Piłata o przyśpieszenie śmierci ukrzyżowanych przez połamanie ich goleni (por. J 19,31). W ten sposób zabito ukrzyżowanych wraz z Jezusem, a Jemu, jako wcześniej umarłemu przebito na wszelki wypadek serce „a natychmiast wyszła krew i woda”15 (J 19,34). Ten moment był niezwykle ważnym dla rodzącego się chrześcijaństwa, ze względu na potwierdzenie prawdy o śmierci Jezusa: „Ten zaś, który widział dał świadectwo, i prawdziwe jest świadectwo jego. A on wie, że prawdę mówi, abyście i wy wierzyli” (J 19,35). Patetyczny charakter tej wypowiedzi wskazuje na fakt, że nie chodzi tu tylko o świadectwo o prawdziwości śmierci Jezusa. Dla Ewangelisty stwierdzenie prawdy o krwi i wodzie wypływających z serca Jezusa jest kluczem do wiary, a więc do zbawienia. Myślę, że tajemniczym sposobem mówienia o wydarzeniu Jan sugeruje jego sens sakramentalny. Sakramenty „wypływają” z serca Jezusa, z Jego umiłowania aż do końca (por. J 13,1). Krew symbolizuje eucharystię, a woda chrzest. Ewangelista bardzo mocno akcentuje prawdziwość wydarzenia i jego duchowego znaczenia, podkreśla dobrowolność śmierci Jezusa, a nawet Jego wybór momentu tej śmierci (por. J 19,30). Nikt nie jest w stanie odebrać życia Jezusowi – to On sam o wszystkim w sposób wolny decyduje (por. J 10,18). Dla Ewangelisty nawet znak krwi i wody wskazuje na Bóstwo Jezusa. Dodaje: „Albowiem to się stało, aby się wypełniło Pismo: "Nie będziecie łamać kości jego". I znowu inne Pismo mówi: "Zobaczą, kogo przebodli” (J 19,36-37). Nie są to dosłowne cytaty ani z Tekstu Masoreckiego, ani z Septuaginty. Pierwszy to aluzja do Wj 12,46, mówiącego o pożywaniu baranka paschalnego: „W jednym domu będzie jedzona, i nie wyniesiecie nic z domu z mięsa jej ani nie połamiecie jej kości”. Jezus jest rozumiany jako „Baranek Boży” (por. J 1,29), a święty Paweł mówi o Nim: „Uprzątnijcież stary kwas, abyście byli nowym zaczynem, jak jesteście przaśni. Albowiem Pascha nasza ofiarowany jest Chrystus” (1 Kor 5,7).
Drugi tekst to aluzja do Za 12,10: „I wyleję na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem ducha łaski i modlitw, i patrzeć będą na mnie, którego przebodli, i opłakiwać go będą płaczem jakby jednorodzonego ; i będą nad nim zawodzić, jak się zawodzi przy śmierci pierworodnego”. Zwróćmy uwagę na dwa elementy w tym tym tekście. Pierwszym jest wylanie Ducha Świętego umożliwiającego nawrócenie i płacz nad zamordowanym Bogiem, a drugim jest to, że „Przebitym” w tekście proroctwa jest sam Bóg Izraela i to proroctwo wypełnia się w przebijaniu serca Jezusa ukrzyżowanego!
Mówi dalej Ewangelista: „Potem zaś poprosił Piłata Józef z Arymatei (przeto że był uczniem Jezusowym, lecz tajemnym z bojaźni przed żydami), żeby mógł zdjąć ciało Jezusowe. I pozwolił Piłat. Przyszedł więc, i zdjął ciało Jezusowe. Przybył też i Nikodem, który niegdyś przyszedł był w nocy do Jezusa, niosąc mieszaninę mirry i aloesu około stu funtów” (J 19,38-39). Przełamali oni swój strach i odważnie zajęli się pochowanie ciała Jezusa16.
„Wzięli więc ciało Jezusowe, i obwiązali je z wonnościami w prześcieradła, jak żydzi mają zwyczaj grzebać. A na miejscu, gdzie został ukrzyżowany, był ogród, w ogrodzie zaś grób nowy, w którym jeszcze nikt nie był położony. Tam więc, ponieważ grób był blisko, z powodu żydowskiego dnia Przygotowania, położyli Jezusa” (J 19,40-42). To jest małe pośmiertne zwycięstwo Jezusa nad strachem i małodusznością Jego uczniów.

Janusz Maria Andrzejewski OP
1 Bł. Katarzyna Emmerich tak je opisuje : http://www.fronda.pl/blogi/o-wierze-modlitwie-zyciu/biczowanie-pana-jezusa-wg-bl-anny-katarzyny-emmerich,26155.html
2 G. RICCIOTTI, Życie Jezusa Chrystusa (Warszawa, PAX, 1954) 634-635.
3 Greckie słowo aitia ma znaczenia: „powód, przyczyna, zarzut”.
4 W tekście greckim mamy epoiesen, tzn. Ewangelista używa aorystu, tzn. czasu przeszłego dokonanego – trzeba by więc przetłumaczyć: „uczynił”.
5 „Bluźnierstwo – znieważanie (słowem lub czynem) czegoś powszechnie szanowanego, szczególnie tego, co religia uznaje za święte (sacrum)”. W http://sjp.pl/blu%C5%BAnierstwo.
6 Ewangelie synoptyczne mówią tylko o Szymonie z Cyreny niosącym krzyż za Jezusem (por. Mt 27,32; Mk 15,21; Łk 23,26). Tylko Jan ukazuje Jezusa niosącego krzyż. Możliwe, że była to tylko poprzeczna belka: „Była to najczęściej umieszczona na karku belka poprzeczna, przywiązana rzemieniami, ważąca od 37 do 54 kg. Całego krzyża nie udźwignąłby żaden człowiek, bo był zbyt ciężki – mógł ważyć nawet 140 kg”. http://www.rp.pl/artykul/856167-Smierc-Jezusa-na-krzyzu-okiem-lekarzy.html. Greckie słowo stauros, użyte w J 19,17 oznacza jenak krzyż, albo pionowy pal i raczej nie oznacza poprzecznej belki zwanej patibulum lub antenna. Por. G. RICCIOTTI, Życie Jezusa Chrystusa (Warszawa, PAX, 1954) 641.
7 Siostra rodzona, albo dalsza krewna – zgodnie z językiem biblijnym, w którym braćmi i siostrami nazywano krewnych (por. Mt 13,55-56).
8 Ciekawa jest argumentacja The Cambridge Bible for Schools and Colleges, Published in 1882-1921. Milczenie świętego Jana na temat imienia „Siostry Jego matki” jest zrozumiałe; jest on zwykle powściągliwy w mówieniu na temat bliskich sobie osób. Nigdy nie wymienia imienia swojego, ani swojego brata, ani Matki Jezusa.
9 W oryginale greckim mamy gynai, co dosłownie oznacza „kobieto!”.
10W języku greckim J 19,25 mamy przyimek para, tzn. „obok, przy, blisko”.
11 The Cambridge Bible for Schools and Colleges, Published in 1882-1921, argumentuje: „Nie jest prawdopodobne, by stopy Chrystusa były na poziomie głów widzów, jak przedstawiają to obrazy: to sprawiałoby niepotrzebne problemy i wydatki. Co więcej, kpiny żołnierzy wspomniane przez św. Łukasza (por. Łk 23,36) są bardziej zrozumiałe, jeśli przyjmiemy, że mogli prawie przystawić naczynie do Jego ust”. G. RICCIOTTI, Życie Jezusa Chrystusa (Warszawa, PAX, 1954) 641, uważa, że pionowy pal, na którym wisiał ukrzyżowany mógł mieć 4-5 m długości, a więc „nogi skazanego znajdowały się nad ziemią na wysokości głowy człowieka lub nawet niżej”.
12 „Dr Pierre Barbet (1884 – 1961), chirurg ze szpitala św. Józefa w Paryżu, autor głośnej przed laty książki „Męczeństwo Chrystusa według chirurga". Uważał on, że człowiek, wisząc na krzyżu, ma rozchyloną klatkę piersiową, co znacznie ogranicza możliwość nabierania powietrza w płuca. Po pewnym czasie zaczyna się dusić i dość szybko umiera. Dzieje się tak dlatego, gdyż ciało skazańca zwisa na krzyżu na rozciągniętych ramionach i zgiętych kolanach. Mięśnie międzyżebrowe ustawione są wtedy w pozycji wdechowej, toteż wydech mógł się odbywać tylko za pomocą mięśni przepony. Oddychanie było zatem płytkie, mało wydolne, z szybko rozwijającą się hiperkapnią (podwyższonym ciśnieniem dwutlenku węgla we krwi) i kwasicą oddechową (wzrost stężenia kwasu węglowego w płynie międzykomórkowym)”. http://www.rp.pl/artykul/856167-Smierc-Jezusa-na-krzyzu-okiem-lekarzy.html
13 „Czy Jezusowi pękło zatem serce? Za taką hipotezą miało przemawiać to, że gdy rzymski żołnierz przebił jego bok, wypłynęła „krew i woda", o czym wspomina ewangelista Jan. Na skutek pęknięcia lewej komory serca może dojść do wylania się krwi do worka osierdziowego, w którym umieszczone jest serce. Jest on zbudowany z dwóch błon surowiczych, które w czasie pracy serca ocierają się o siebie, dlatego między nimi znajduje się niewielka ilość płynu surowiczego, czyli owej „wody"”. http://www.rp.pl/artykul/856167-Smierc-Jezusa-na-krzyzu-okiem-lekarzy.html
14 „Katowali oni całe jego ciało, głównie plecy, uda i łydki, oszczędzając jedynie głowę, podbrzusze i okolice serca, by uniknąć przedwczesnego zgonu. Zbyt zapalczywe biczowanie mogło bowiem doprowadzić do wytrzewienia jelit lub tzw. tamponady serca. Wytrzewienie to wydostanie się jelit na zewnątrz, co może się zdarzyć u chorych po operacjach z powodu nowotworu, gdy rozejdą się u nich rany pooperacyjne. Tamponada spowodowana jest przedostaniem się krwi lub innego płynu do jamy osierdzia. Jamy serca nie mają wtedy dostatecznie dużo miejsca, żeby napełnić się krwią podczas rozkurczu. Dochodzi wtedy do niewydolności serca (głównie prawej komory) i spadku siły wyrzutowej serca. Skutkiem tego jest wstrząs kardiogenny – zagrażające życiu silne niedokrwienie lub niedotlenienie tkanek narządów”. http://www.rp.pl/artykul/856167-Smierc-Jezusa-na-krzyzu-okiem-lekarzy.html
15 Sens duchowy tego wydarzenia ukazuje św. Maria Faustyna Kowalska: „Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie — odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana. W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają krew i wodę — blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz... Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” ŚW. M. FAUSTYNA KOWALSKA, Dzienniczek, 299.
16 Obaj są czczeni jako święci Kościoła Katolickiego. http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/08-31a.php3.

wtorek, 20 grudnia 2016

Komentarz do J 18


J 18

Rozdział osiemnasty przedstawia początek Męki Jezusa: „Gdy to Jezus powiedział, wyszedł z uczniami swoimi za potok Cedron1, gdzie był ogród, do którego wszedł on i uczniowie jego” (J 18,1). Miejsce było niestety znane również Judaszowi: „Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią” (J 18,2-3). Tekst Ewangelii ukazuje nam setki żołnierzy rzymskich, oddanych do dyspozycji władzom świątynnym dla aresztowania Jezusa, może na wypadek obrony ze strony Jego zwolenników2. Wskazuje też na uzbrojonych ludzi reprezentujących świątynię i stronnictwo faryzeuszów. Jezus wychodzi im naprzeciw, a gdy potwierdza, że to On właśnie jest poszukiwanym przez nich Jezusem, oni cofają się i padają na ziemię (por. J 18,4-6). Jest to dowód siły Jezusa, który mówiąc „Ja Jestem” ukazuje im swoją chwałę, swoje Bóstwo, a powalając ich na ziemię ukazuje swoją Boską wszechmoc. Pokazuje w ten sposób swoją suwerenną wolność z jaką idzie na śmierć krzyżową i uzyskuje od agresorów dar wolności dla swoich uczniów: „Powiedziałem wam, że ja jestem; jeśli więc mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. Aby się wypełniły słowa, które był wyrzekł: Że z tych, których mi dałeś, nie straciłem nikogo” (J 18,8-9).

Piotr zgodnie ze swoją zapowiedzią (por. J 13,37) występuje w obronie Jezusa: „Szymon Piotr tedy mając miecz, dobył go, i uderzył sługę najwyższe;go kapłana, i uciął prawe ucho jego. A słudze było na imię Malchus. Jezus więc rzekł Piotrowi: Włóż miecz twój do pochwy. Kielicha, który mi dał Ojciec, czyż go pić3 nie będę?” (J 18,10-11). Myślę, że przez kielich można rozumieć odpowiedzialność za grzech świata, który Jezus wziął na siebie w momencie swojego chrztu w rzece Jordan. Jan mówi o Nim: „Oto Baranek Boży, oto który gładzi4 grzech świata” (J 1,29). W sposób szczególny, kielich może oznaczać odpowiedzialność za ludzi, których daje Mu Ojciec, których ma zbawić biorąc za nich karę za grzech – aż do samotności na krzyżu, w której wołał: „Eli, Eli, lamma sabakthani? To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46).

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi5 pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że warto, aby jeden człowiek zginął za naród” (J 18,12-13) – co ciekawe, główną odpowiedzialnością za aresztowanie Jezusa Ewangelista obarcza Rzymian, na czele z dowódcą kohorty stacjonującej na czas świąt w Jerozolimie. Najpierw sądzą Jezusa Żydzi, w osobie Annasza, który cieszył się większym autorytetem niż wówczas urzędujący arcykapłan Kajfasz6, choć to właśnie Kajfasz poradził Żydom by zabić Jezusa (por. J 18,14).

Uczniowie Jezusa, dzięki wstawiennictwu Jezusa pozostają na wolności. Piotr, dzięki pomocy jednego z uczniów Jezusa, znajomego samego arcykapłana dostaje się na dziedziniec arcykapłana, ale przy wejściu jest zapytany przez oddźwierną: „Czy i ty nie jesteś z uczniów tego człowieka?” (J 18,17). Intrygująca jest tu postać owego „znajomego arcykapłana”. Może jest to sam Ewangelista, który później ma możliwość obserwowania z bliska całego procesu. Piotr nie chce być rozpoznany jako uczeń Jezusa. Odpowiada więc: „Nie jestem” (J 18,17).

Arcykapłan Annasz pragnie dowiedzieć się od samego Jezusa na temat Jego uczniów i Jego nauki, ale Jezus odsyła go do tych, którzy Go słuchali. Może jest to odesłanie Annasza do jego informatorów, a może zarzut wobec niego o brak uprzedniego zainteresowania osobą i nauczaniem Jezusa (por. J 18,19-21). Jeden ze służących uderza Jezusa, który odpowiada mu pytaniem: „Jeżelim źle powiedział, daj świadectwo o złym; a jeśli dobrze, czemu mię bijesz?” (J 18,23). Jest to próba dotarcia do sumienia obecnych, próba skłonienia ich do poszukiwania prawdy o nich samych i o tym co robią.

Piotr grzejący się na dziedzińcu jest jeszcze dwukrotnie pytany o swoją przynależność do Jezusa, zapiera się Go i słyszy koguta, o którym wcześniej mówił mu Jezus (por. J 13,38).

Jan nie mówi o sądzie przed Kajfaszem i wskazuje na wydanie Jezusa władzom rzymskim. Dla Żydów ważna była czystość rytualna; zauważa Ewangelista: „I sami nie weszli do pretorium, aby się nie zmazali, ale żeby mogli pożywać Paschę” (J 18,28). Dla nich Pascha rozpoczynała się dopiero w piątek wieczorem, po śmierci Jezusa, która w ich mniemaniu ich nie zanieczyszczała. Na pytanie Piłata: „Co za skargę przynosicie przeciw temu człowiekowi?” (J 18,29) nie odpowiadają wprost, chcą tylko śmierci Jezusa: „Nam nie wolno nikogo zabijać” (J 18,31).

Piłat pyta się więc Jezusa: „Tyś jest król żydowski?” (J 18,33) – tak było więc sformułowane oskarżenie wobec Jezusa. Ciekawe jest pytanie Jezusa: „Sam od siebie to mówisz, czy też inni powiedzieli ci o mnie?” (J 18,34). Jest to próba obudzenia w Piłacie sumienia, odpowiedzialności za słowa i czyny, zastanowienia się, co on sam myśli o Jezusie. Piłat zrzuca odpowiedzialność na oskarżycieli Jezusa: „Czyż ja żydem jestem? Naród twój i najwyżsi kapłani wydali mi ciebie; coś uczynił?” (J 18,35). Nie zna Jezusa i chciałby od Niego samego dowiedzieć się czegoś, co umożliwiłoby mu spokojne skazanie Jezusa na śmierć zgodnie z wolą Żydów. Jednocześnie całą winą obarcza arcykapłanów i podporządkowany im naród. Jezus odpowiada: „Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi walczyliby pewnie, żebym nie był wydany żydom; lecz teraz królestwo moje nie jest stąd” (J 18,36). Nie jest to więc królestwo ludzkie dysponujące armią i siłami bezpieczeństwa, nie jest to jeszcze jedna ludzka organizacja. Piłatowi do wypełnienia woli Żydów, to znaczy do skazania Jezusa na śmierć potrzebny jest pretekst, dlatego pyta dalej Jezusa: „Toś ty jest król? Odpowiedział Jezus: Ty mówisz, że ja jestem królem. Jam się na to narodził, i na to przyszedłem na świat, abym świadectwo dał prawdzie. Wszelki, który jest z prawdy, słucha głosu mego” (J 18,37). Jezus nie odpowiada twierdząco na pytanie Piłata, nie ułatwia mu dochodzenia. Stwierdza tylko: „Ty mówisz, że ja jestem królem” – to jest twoja opinia, nad którą ty powinieneś się zastanowić; a Jezus wskazuje na prawdziwy cel swojego życia, a jest nim służba prawdzie. Jego prawdziwe królestwo, Jego poddani, to ludzie pochodzący z prawdy. Co to oznacza? Myślę, że dotyczy to ludzi natchnionych przez Ducha Prawdy, zainspirowanych do poszukiwania prawdy, nie obojętnych na to co jest prawdą, a co nie jest – w przeciwieństwie do Piłata. Jakoś paralelnym jest tekst J 8,47: „Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; dlatego wy nie słuchacie, że z Boga nie jesteście”. Być z Boga, to być prowadzonym przez Boga, to być posłusznym Bogu, to być natchnionym przez Niego w poszukiwaniu Jego woli.

Piłat ucieka przed odpowiedzialnością za swoje sądy, za swoje czyny i pozuje na sceptyka: „Co to jest prawda?”, a do Żydów: „Ja żadnej winy w nim nie znajduję” (J 18,38). Proponuje im uwolnienie Jezusa, wiedząc, że zależy im na zabiciu Jezusa. Otrzymuje odpowiedź: „Nie tego, ale Barabasza!” (J 18,40) i decyduje o wydaniu na masakrujące biczowanie Jezusa, którego sam uznał za niewinnego (por. J 18,40-19,1).



Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Nazwa potoku „Cedron” może być związana z cedrami i tak to wygląda w języku greckim, gdzie Kedron oznacza „cedrowy”. W języku hebrajskim natomiast, Qidron oznacza „ciemny”.

2 G. RICCIOTTI, Życie Jezusa Chrystusa (Warszawa, PAX, 1954) 604 tak to przedstawia: „Gdy Judasz wyszedł z wieczernika udał się do członków Sanhedrynu, którzy go oczekiwali poczyniwszy już pewne przygotowania materialne i moralne (…) Przygotowania moralne polegały na wysłaniu delegacji do prokuratora lub trybuna, któremu przedstawiono Jezusa z Galilei jako burzyciela politycznego, otaczającego się zwolennikami o podobnych poglądach, również Galilejczykami, którzy gotowi są wywołać zaburzenia w stolicy. Tak rzecz przedstawiwszy łatwo uzyskali oddział zbrojnych dla swoich celów. Ten oddział nie mógł oczywiście zawierać całej kohorty (ok. 600 ludzi), która stała w Jerozolimie jako garnizon; była to tylko jej część, której Jan nadaje nazwę całości. W każdym razie obecność żołnierzy rzymskich miała ogromne znaczenie moralne, tym bardziej, że przybył również trybun, który nimi dowodził”.

3 Tekst grecki sugeruje przez formę greckiego czasownika pio, formę dokonaną czasownika, tzn. „czyż nie wypiję?”.

4 Grecki czasownik airo przetłumaczony w Biblii Wujka przez „gładzi” ma znaczenia: podnosić, brać, zabierać.

5 To znaczy słudzy arcykapłanów i faryzeuszy (por. J 18,3).

6 Por. G. RICCIOTTI, Życie Jezusa Chrystusa (Warszawa, PAX, 1954) 73.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Komentarz do J 17


J 17

Rozdział siedemnasty Ewangelii przedstawia Jezusa, który „Podniósłszy oczy w niebo, rzekł: Ojcze, przyszła godzina, wsław Syna twego, aby cię Syn twój wsławił” (J 17,1). Podobnie jak przed rozmnożeniem chleba (por. Mt 14,19), Jezus podnosi oczy by oderwać się od ludzi i „spojrzeć” na Boga-Ojca, który jest w niebie (por. Mt 6,9). Mówi: „Ojcze, przyszła godzina” – i oznacza to, że jest gotów na przejście z tego świata do Ojca (por. J 13,1). Czym jest „wsławienie”? Możliwe, że chodzi tu o objawienie Boskiej chwały Syna i Ojca, o porywający swym Boskim pięknem duchowy obraz Boga. W ST „chwała Pańska” – po hebrajsku kebod JHWH jest zewnętrzną, quasi-materialną reprezentacją Bożej Obecności, jest „miejscem” quasi-fizycznego spotkania Mojżesza z Bogiem: „I mieszkała chwała Pańska na Synaju okrywając go obłokiem przez sześć dni. A siódmego dnia zawołał go z pośrodka mgły. A wygląd chwały Pańskiej był jakby ognia pałającego na wierzchu góry przed oczyma synów Izraelowych” (Wj 24,16-17). Podobnie w NT, obłok na Górze Przemienienia jest znakiem obecności Ducha Świętego (por. KKK 697) i w nim skrywają się Mojżesz, Eliasz i Jezus, a z obłoku uczniowie słyszą głos Boga-Ojca: „Ten jest Syn mój miły, w którym sobie dobrze upodobałem, jego słuchajcie” (Mt 17,5). Modlitwę Jezusa można by interpretować jako prośbę o umocnienie Duchem Świętym, niezbędnym do natchnionego przeżywania Męki i do Zmartwychwstania. Jezus potrzebuje umocnienia (por. Łk 22,43) by w Duchu Świętym przejść godnie do Ojca i by uratować uczniów przed aresztowaniem (por. J 18,8-9). Jezus już wsławił swojego Ojca, wykonując dzieła przez Niego polecone (por. J 17,4; Mt 5,16).

Mówi dalej Jezus: „Dałeś mu władzę nad wszelkim ciałem1, aby wszystkim, których mu dałeś, dał im życie wieczne” (J 17,2). Jezus bardzo wyraźnie podkreśla, że Jego władza jest ograniczona do ludzi, których otrzymuje od Ojca. Z drugiej strony wskazuje na ludzi do Niego, niestety nie należących: „Ale wy nie wierzycie bo nie jesteście z owiec moich. Owce moje słuchają głosu mego; a ja je znam, i idą za mną” (J 10,26-27). Dlatego dziękuje Ojcu za ludzi od Niego otrzymanych. To zdanie Jezusa jest jakoś paralelne do zapisanego w Mt 28,18: „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi”.

Tak mówi Jezus o życiu: „To zaś jest życie wieczne, aby poznali ciebie, jedynego Boga prawdziwego i tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” (J 17,3). Istotą życia wiecznego jest więc poznawanie Boga i Jego Syna. Już w proroctwie Ozeasza Bóg stwierdza: „Bo miłosierdzia żądałem, a nie ofiary, i znajomości Boga więcej niż całopalenia” (Oz 6,6). Dlaczego poznawanie Boga jest dla Niego takie ważne? Myślę, że wynika to z Jego miłości do nas. On nie tylko kocha, ale i chce być kochany. Zna nas i chce być obiektem naszego zainteresowania. Jeśli Go nie poznajemy, to gubimy się w chaotycznym zbieraniu informacji, która nas rozprasza i odwodzi od Niego (por. 1 J 2,15-17). Nie chodzi jednak o poznawanie po śmierci, ani o jakieś poznanie teoretyczne. Potwierdza to święty Jan w swoim liście: „Stąd zaś wiemy, żeśmy go poznali, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi, że go zna, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i nie ma w nim prawdy” (1 J 2,3-4). Chodzi więc o poznanie w tym świecie, w tym życiu, poznanie, które można zweryfikować patrząc na postępowanie człowieka – na ile on żyje Bogiem i Jego przykazaniami. Nieco dalej święty Jan stwierdza: „Najmilsi, miłujmy się wzajemnie, gdyż miłość jest z Boga. I każdy, co miłuje, z Boga jest urodzony i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, ponieważ Bóg jest miłością” (1 J 4,7-8). Chodzi więc o praktyczne poznawanie Boga przez wzajemną miłość. Dlaczego Jezus nazywa to życiem wiecznym? Po pierwsze dlatego, bo duchowe życie miłością jest naprawdę nieśmiertelne, nic mu nie zagraża oprócz grzechu. Po drugie, takie intensywne życie w Duchu Świętym jest już życiem z Bogiem, jest przedsionkiem nieba. Kluczowym jest w tym zdaniu połączenie poznawania Boga i Jego Syna – Jezusa Chrystusa. Nie można ich rozdzielać i jak to już widzieliśmy jedyną drogą wiodącą do Boga jest Jezus Chrystus (por. J 14,6).

Mówi Jezus: „Ja wsławiłem ciebie na ziemi, wykonałem sprawę, którąś mi zlecił; a teraz wsław mnie ty, Ojcze, sam u siebie chwałą, którą miałem u ciebie pierwej, niż świat był” (J 17,4-5). Jezus żył, cierpiał i umarł dla swojego Ojca, dla Jego chwały, by pokazać Jego miłość do ludzi. Prosi o chwałę i możliwe, że jest to prośba o Ducha Świętego dla swoich uczniów. Sugeruje to dość tajemniczy tekst J 7,39: „A to mówił o Duchu, którego otrzymać mieli wierzący weń; albowiem Duch jeszcze nie był dany, bo Jezus jeszcze nie był uwielbiony”. „Uwielbienie, otoczenie chwałą” Jezusa, które możemy identyfikować z momentem Jego Wniebowstąpienia wydaje się być warunkiem wylania Ducha na wierzących w Jezusa2. Mówi dalej Jezus: „Oznajmiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata” (J 17,6). To tajemnicze słowo „imię” oznacza „Ojca” – Jezus nie tylko objawia Boga swojego i naszego Ojca, ale i uczy jak się do Niego modlić, jak ufać Jego Opatrzności.

Dość zagadkowymi są słowa Jezusa: „Ja za nimi proszę; nie za światem proszę, lecz za tymi, których mi dałeś, bo twoimi są” (J 17,9). Jezus świadomie ogranicza się do ludzi należących do Ojca – to są jednocześnie Jego ludzie, bo otrzymał ich od Ojca. W tym momencie Jezus nie modli się za nienawidzący Go świat (por. J 15,18-25) i ogranicza się do ludzi ofiarowanych Mu przez Ojca, bo w nich został uwielbiony (por. J 17,10), bo w nich zezwolił Mu Ojciec uczynić tak wiele wspaniałego dobra. Stwierdza: „Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno”3 (J 17,11). Jezus wycofał się już z życia publicznego, jest zaocznie skazany na śmierć i poszukiwany przez władze religijne swojego narodu. Uczniowie pozostają w tym niebezpiecznym świecie i dlatego prosi Ojca o opiekę nad nimi dla chwały Ojca i Jego imienia. Jezus troszczy się o chwałę Ojca i żyje dla Jego chwały. Możliwa jest również interpretacja pneumatologiczna – Jezus prosi o dar Ducha Świętego, którego sam wcześniej od Ojca otrzymał. Celem tego daru jest nadprzyrodzona jedność uczniów, którzy mają być jedno tak, jak jedno stanowią Ojciec z Synem. Jezus dbał o tę jedność, ale nie zawsze była ona możliwa: „Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo”4 (J 17,12) – nie udało się ustrzec Judasza. Wszystko to Jezus mówi dla umocnienia swoich uczniów w radości (por. J 17,13). Dodaje: „Nie proszę, żebyś ich zabrał ze świata, ale żebyś ich zachował od złego” (J 17,15). Na przykładzie Judasza widzimy, jak wielkim zagrożeniem, nawet dla apostołów, jest duch kłamstwa. Dlatego konieczne jest uświęcenie, konsekracja w prawdzie: „Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” (J 17,17). Chodzi o doprowadzenie apostołów do pełnej i trwałej świętości, to znaczy do pełnego zjednoczenia z Bogiem w Duchu i prawdzie (por. J 4,23-24). To prawda o nich samych, o świecie, o Bogu. To sam Jezus jest Słowem i Prawdą. Prosi w ten sposób Ojca o możliwość dalszego formowania apostołów. Kontynuuje: „Jak ty mnie posłałeś na świat; i ja ich posłałem na świat” (J 17,18). Zdumiewające jest to porównanie, bo Jezus stawia misję apostołów na Bożym poziomie swojego związku z Ojcem. Kończy Jezus słowami: „A za nich ja poświęcam samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”5 (J 17,19). Jezus w swojej prawdziwej świętości idzie do Ojca, aby Jego uczniowie też mogli do Niego dotrzeć.

Jezus modli się nie tylko za swoich uczniów, ale i za wszystkich, którzy kiedykolwiek w Niego uwierzą dzięki ich kaznodziejstwu (por. J 17,20). Jego naczelną troską jest jedność wierzących: „Aby wszyscy byli jedno, jako ty, Ojcze, we mnie, a ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby uwierzył świat, że ty mię posłałeś” (J 17,21). Ambicją Jezusa jest duchowa jedność wierzących w Niego. Mamy być jedno tak, jak On stanowi Jedno z Ojcem. Źródłem tej jedności jest Duch Święty – tak to sugeruje święty Paweł: „Albowiem my wszyscy w jednym Duchu jesteśmy ochrzczeni w jedno ciało, czy żydzi, czy poganie, czy niewolnicy, czy wolni i wszyscy jesteśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12,13). To On jest źródłem prawdziwej miłości jednoczącej wszystkich wierzących w Chrystusa. Ma to służyć przekonaniu świata, że Jezus jest Bożym Synem posłanym przez samego Boga.

Bardzo ciekawym jest następne zdanie Jezusa: „A ja chwałę, którą mi dałeś, dałem im, aby byli jedno, jak i my jedno jesteśmy” (J 17,22). Czym jest ta „chwała”, o której mówi Jezus? Może być manifestacją obecności Bożej w pewnym miejscu, czy w pewnym człowieku, może być „znakiem” Bożego wyboru. Tak jest przedstawiana w czasie Wyjścia na pustyni (por. Wj 16,10; 24,15-18; 40,32-33) jako obłok objawiający obecność Boga, czy w Przemienieniu Pańskim (por. Łk 9,29-32), gdzie widzimy Jezusa, Mojżesza i Eliasza „w chwale”. „Chwała” jest Bożym znakiem, jest „pieczęcią” (por. J 6,27) potwierdzającą więź danego człowieka z Bogiem. Jezus przekazuje swoją chwałę apostołom, by i oni byli w taki sposób zatwierdzeni w swojej misji. KKK 690 sugeruje, że Jezus daje im Ducha Świętego, który stanowi ich chwałę. Na ile słowa te są wypowiadane w czasie Ostatniej Wieczerzy, a więc przed Zesłaniem Ducha Świętego, a Jezus mówi o czynności już dokonanej – „dałem im”, warto lekko zmodyfikować to stwierdzenie. Myślę, że chodzi raczej o konkretne dary, czy charyzmaty, dzięki którym apostołowie otrzymują potwierdzenie ze strony Jezusa, że reprezentują Boga (por. Mt 10,1.7-8). Wszystkie te dary mają służyć duchowemu zjednoczeniu uczniów Jezusa. Prosi dalej Jezus: „Aby osiągnęli doskonałą jedność, i żeby świat poznał, że ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak i mnie umiłowałeś” (J 17,23). Jest to jedność wzajemnej jednoczącej miłości, miłości która łączy Ojca z Synem, i w sposób analogiczny łączy Boga Ojca z uczniami Jezusa.

„Ojcze, których mi dałeś, chcę, aby gdzie ja jestem, i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którąś mi dał; albowiem umiłowałeś mię przed założeniem świata” (J 17,24). Jezus chce, byśmy razem z Nim byli w niebie, byśmy radowali się Jego pięknem, Jego bogactwem, byśmy dostrzegali jak bardzo Jezus jest ukochany przez swojego Ojca.

Dodaje: „Ojcze sprawiedliwy, świat cię nie poznał, a ja ciebie poznałem i oni poznali, żeś ty mię posłał” (J 17,25). Sprawiedliwość jest podstawowym atrybutem Boga, jest nadzieją ludzi gorszących się panującą na świecie niesprawiedliwością (por. Koh 3,16-18).

Jezus podsumowuje swoją modlitwę słowami: „I oznajmiłem im imię twoje, i oznajmię, aby miłość, którą mię umiłowałeś, w nich była, a ja w nich” (J 17,26). Objawienie imienia Bożego, to nauka o Dobrym Bogu Ojcu, to nauka o Bożej Opatrzności czuwającej nad każdym z nas (por. Mt 6,25-34). Co ciekawe, Jezus mówi o tym objawianiu Boga w przeszłości i w przyszłości. Zna słabość swoich uczniów i wie, jak ich wychowywać (por. J 16,12).



Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Hebrajski termin „wszelkie ciało” może oznaczać wszystkich ludzi; tak na przykład w Dz 2,17 mamy: „I stanie się, w ostatnie dni (mówi Pan) wyleję z Ducha mego na wszelkie ciało; i prorokować będą synowie wasi i córki wasze, a młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcom waszym sny śnić się będą”.

2 KKK 690 mówi: „Gdy Chrystus zostaje uwielbiony, może tym, którzy w Niego wierzą, posłać od Ojca Ducha Świętego: przekazuje im swoją chwałę, czyli Ducha Świętego, który go otacza chwałą”.

3 Możliwy jest też wariant: „A już nie jestem na świecie, ale oni są na świecie, a ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj ich w imię twoje, których mi dałeś, aby byli jedno, jak i my”.

4 Jest możliwa wersja: „Gdy z nimi byłem, ja ich zachowywałem w imię twoje. Których mi dałeś, strzegłem; i żaden z nich nie zginął, tylko syn zatracenia, żeby się Pismo spełniło”.

5 Warto zaznaczyć, że w oryginale greckim mamy jeden czasownik – hagiazo, który można by przetłumaczyć przez „prowadzić do świętości”, oddany tu dwoma różnymi polskimi słowami: uświęcać i poświęcać.

Komentarz do J 16


J 16

Jezus ukazuje nienawiść świata, by przygotować uczniów na cierpienia i prześladowania: „To wam powiedziałem, abyście się nie gorszyli. Wyłączą was z synagog, lecz przychodzi godzina, że każdy, co was zabija, mniemać będzie, że czyni przysługę1 Bogu. A to wam czynić będą, bo nie znają Ojca, ani mnie” (J 16,1-3). Zgorszenie jest możliwe szczególnie gdy zło przychodzi niespodziewanie, gdy zaskakuje, gdy jego źródłem są ludzie, którzy powinni być związani z Bogiem. Ważna jest diagnoza Jezusa – twierdzi On, że źródłem zła w prześladujących jest praktyczna nieznajomość Boga i Jego Chrystusa.

Zaskakująca jest kolejna wypowiedź Jezusa: „Lecz ja wam prawdę mówię: Pożyteczno dla was, abym ja odszedł; bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie; a jeśli odejdę, poślę go do was” (J 16,7). Krzyż Chrystusa jest konieczny dla posłania Ducha Świętego! Dopiero po swoim Wniebowstąpieniu Jezus może Go nam darować. Dlatego lepiej jest dla nas, że On odchodzi, a po Zmartwychwstaniu wraca, ale w innej postaci, bo w taki sposób może nam darować Pocieszyciela-Obrońcę, który jest dla nas ogromnym, choć pewnie niedocenianym dobrem. Jezus określa też główne zadanie tegoż Ducha wobec wrogiego świata: „A gdy on przyjdzie, przekona świat o grzechu, i o sprawiedliwości, i o sądzie” (J 16,8). Można by to powiedzieć inaczej: przekona grzeszników o sprawiedliwym sądzie nad grzechem. Duch Prawdy uświadamia każdemu z nas jego grzchy i prowadzi do nawrócenia. Przypomina o sprawiedliwości bo to trudna prawda i wielu wolałoby o niej zapomnieć. Świat boi się sprawiedliwości, odpowiedzialności, woli słuchać o bezwarunkowym miłosierdziu, boi się sprawiedliwości jako cnoty, woli lekkomyślność i samowolę. Boi się sprawiedliwości, jako świętości, do której idzie się drogą krzyża. Jezus wskazuje na sąd nad światem (por. J 12,31), bo wszelkie zło będzie sprawiedliwie osądzone. Następnie Jezus po kolei wyjaśnia to stwierdzenie: „O grzechu, mówię, bo nie uwierzyli we mnie” (J 16,9) – niewiara w Jezusa jest strasznym złem w życiu każdego niewierzącego, a według Jezusa uniemożliwia Mu ona odpuszczenie grzechów: „Przeto wam powiedziałem, że pomrzecie w grzechach waszych; bo jeśli nie uwierzycie, żem ja jest, pomrzecie w grzechu waszym” (J 8,24).

Następnie dodaje: „O sprawiedliwości zaś, bo idę do Ojca, i już mnie widzieć nie będziecie” (J 16,10) – odejście Jezusa do Ojca jest Bożą sprawiedliwością wobec niesprawiedliwości z jaką świat osądził Jezusa. Samo widzenie Jezusa było dla ludzi wielką łaską – On sam mówił: „Błogosławione oczy, które widzą, co wy widzicie. Mówię wam bowiem, że wielu proroków i królów pragnęło widzieć, co wy widzicie, a nie widzieli, i słyszeć, co słyszycie, a nie słyszeli” (Łk 10,23-24).

Podsumowuje słowami: „O sądzie, bo książe świata tego już jest osądzony” (J 16,11). Ten sąd to ukazanie kłamstwa i nieszczęścia, w których żyją świat i jego władca, to zdemaskowanie zła, w którym żyją. Szansą dla świata jest nauka Jezusa i Jego zaproszenie do Królestwa Niebios.

Jezus jest świadomy ograniczeń swoich uczniów: „Jeszcze wam wiele mam powiedzieć, ale teraz znieść nie możecie” (J 16,12). Liczy jednak na owocną kontynuację swojego dzieła przez Ducha: „Lecz gdy przyjdzie ów Duch prawdy, nauczy2 was wszelkiej prawdy; bo nie sam od siebie mówić będzie, ale cokolwiek usłyszy, opowie, i co przyjść ma, oznajmi wam” (J 16,13). Ten wariant tekstowy ukazuje Ducha jako nauczyciela, który każdego z nas cierpliwie uczy. Jest możliwy również wariant: „poprowadzi was do całej prawdy” – to oznacza, że pozwoli nam odkrywać obiektywną prawdę o nas i o całej rzeczywistości – łącznie z Bogiem.

Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant: „poprowadzi was w całej prawdzie” – oznacza to, że można Mu zaufać, bo nie ma w Nim manipulacji ani kłamstwa. Jego prowadzenie jest zgodne z obiektywną prawdą o nas i o całej rzeczywistości. Będzie nas uzdalniał do głębszego poznawania prawdy. Istotne jest, że wobec naszej obecnej słabości możemy liczyć na pomoc Ducha Prawdy, który chce i potrafi prowadzić nas do Jezusa – całej Prawdy.

Ciekawe jest zastrzeżenie Jezusa: „Nie sam od siebie mówić będzie, ale cokolwiek usłyszy, opowie”, bo Duch Prawdy nie przekazuje „swojej” prawdy, ale jedyną Bożą prawdę, którą przekazuje ludziom w konkretnych momentach historii zbawienia, zawsze zgodnie z wolą Bożą. Słowo „usłyszy” trzeba chyba rozumieć o małych, konkretnych prawdach, które są przekazywane ludziom w specjalny dla nich wybrany sposób. W tym wersecie Duch Prawdy jest również ukazany jako zwiastujący przyszłość, jako prorokujący.

Do tych słów Jezus dodaje: „On mnie uwielbi, albowiem z mego weźmie, a wam opowie. Wszystko, cokolwiek ma Ojciec, moim jest; dlatego powiedziałem, że z mego weźmie, a wam opowie” (J 16,14-15). Uwielbienie, otoczenie chwałą3, oznacza pełne zachwytu ukazywanie Jego piękna, Jego doskonałości, prowadzące do ukochania Jezusa. Duch Prawdy rozsławia Jezusa ukazując Go w całej Jego prawdzie. Niejako przy okazji, Jezus wskazuje na swoje Bóstwo, w którym jest bogaty pełnią Bożego bogactwa, z którego to czerpie i Duch Prawdy.

Jezus w dość tajemniczy sposób mówi o swojej śmierci i o zmartwychwstaniu: „Niedługo, a już mnie nie ujrzycie, i znowu niedługo, a ujrzycie mnie, bo idę do Ojca” (J 16,16). Innymi słowami mówi o tym w kategoriach smutku i radości: „Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam, że wy będziecie płakać i narzekać, a świat się będzie weselił; a wy się smucić będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni. Niewiasta, gdy rodzi, ma smutek, że przyszła jej godzina; lecz gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta ucisku z powodu radości, że człowiek na świat się narodził. Tak i wy, teraz wprawdzie smutek macie, lecz znowu ujrzę was, i będzie się radowało serce wasze; a radości waszej nikt od was nie odejmie” (J 16,20-22). Ciekawe, że patrzy na swoją śmierć jak na bóle porodowe, a na zmartwychwstanie jak na narodziny dziecka. Smutne, że Jego śmierć była dla świata powodem do radości, podobnie jak śmierć dwóch świadków w Apokalipsie: „I ciała ich leżeć będą na ulicach wielkiego miasta, które przenośnie nazywają Sodomą i Egiptem, gdzie i Pan ich był ukrzyżowany. I ludzie z pokoleń i z ludów i z języków i z narodów patrzeć będą na ciała ich przez trzy dni i pół i ciał ich nie pozwolą kłaść do grobów. Mieszkańcy zaś ziemi cieszyć się będą z powodu nich i radować się będą i upominki poślą jedni drugim, gdyż ci dwaj prorocy trapili tych, co mieszkali na ziemi” (Ap 11,8-10).

Co ciekawe, w takim kontekście, Jezus zachęca do radosnej modlitwy: „Dotychczas o nic nie prosiliście w imię moje; proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,24). Przepowiada swoje osamotnienie, ale zachęca do ufności: „Oto przychodzi godzina, i już nadeszła, że rozpierzchniecie się każdy do swoich, a mnie zostawicie samego; lecz ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze mną. To wam powiedziałem abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, jam zwyciężył świat” (J 16,32-33). Jezus nie poddaje się kłamstwu i zakłamaniu, jest sobą i bezkompromisowo czyni dobro. W wypadku Jego uczniów kluczem do zwycięstwa jest silna, nadprzyrodzona wiara. Święty Jan tak opisuje to zwycięstwo: „Wszystko, co z Boga się narodziło, zwycięża świat; i to jest zwycięstwo, które zwycięża świat: wiara nasza” (1 J 5,4).



Janusz Maria Andrzejewski OP

1 W tekście greckim mamy rzeczownik latreia, oznaczający służbę Bogu, cześć oddawaną Bogu.

2 Tekst grecki używa tu czasownika hodegeo, który ma znaczenie „prowadzić, być przewodnikiem”.

3 Są to tłumaczenia greckiego czasownika doksazo.

wtorek, 29 listopada 2016

Komentarz do J 15


J 15

Dość niespodziewanie po słowach Jezusa zachęcających do zakończenia wieczerzy (por. J 14,31) słyszymy kolejną Jego przypowieść: „Jam jest prawdziwy szczep winny, a Ojciec mój jest rolnikiem” (J 15,1). Słowo „prawdziwy” (w języku greckim alethine) ma prawdopodobnie przypomnieć słuchaczom opis złej winnicy – tj. domu Izraela, opisanej przez proroka Izajasza (por. Iz 5,1-7), która mimo doskonałej uprawy przyniosła gorzkie owoce. Jezus jest dobrą winnicą, która przyniesie Bogu dobre owoce.

W tekście zastanawia pasywna rola Jezusa, który porównuje się do rośliny i aktywna rola Boga-Ojca uprawiającego winnicę. Podobnie jak w przypowieściach o Królestwie (por. Mt 13.25), ukazany jest sąd: „Wszelką latorośl, nie przynoszącą we mnie owocu, odetnie ją; a wszelką, która przynosi owoc, oczyści ją, aby więcej owocu przynosiła” (J 15,2). Nie wystarcza więc jedność z Chrystusem, konieczna jest owocność życia, a do niej wymagana jest oczyszczająca praca Boga-Ojca. Ewangelia głoszona przez Jezusa ma też taką moc oczyszczającą: „Już wy jesteście czyści z powodu słów, które do was mówiłem” (J 15,3).

Konieczne jest trwanie w Jezusie: „Jam jest szczep winny, wyście latorośle. Kto pozostaje we mnie, a ja w nim, ten wiele owocu przynosi; bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5). Co więcej: „Jeśliby kto we mnie nie trwał, precz wyrzucony będzie jak latorośl, i uschnie; i zbiorą ją, i wrzucą do ognia, i palić się będzie” (J 15,6). Ogień wieczny jest w pierwszej kolejności przeznaczony dla ludzi, którzy odeszli od Jezusa. Trwanie w Jezusie jest gwarancją wspaniałej owocności życia: „Jeśli we mnie trwać będziecie, a słowa moje w was trwać będą, cokolwiek zechcecie, prosić będziecie, i stanie się wam. W tym jest uwielbiony Ojciec mój, żebyście bardzo wiele owocu przynosili, i stali się uczniami moimi” (J 15,7-8). Jezus raduje się przyszłym rozwojem Królestwa i łaskami, których udzieli Dobry Bóg Jego uczniom.

Jezus pragnie nam przekazać swoją radość i mówi: „Jak mnie umiłował Ojciec, i ja umiłowałem was: trwajcież w miłości mojej. Jeśli przykazania moje zachowacie, będziecie trwać w miłości mojej, jak i ja zachowałem przykazania Ojca mego, i trwam w miłości jego” (J 15,9-10). I dodaje: „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was, a radość wasza była pełna” (J 15,11). Podstawą radości jest miłość. Im większa i czystsza jest nasza miłość, tym większa i czystsza jest nasza duchowa radość. Jego miłość do nas jest wzorowana na miłości Ojca do Niego. To Boska miara niewyobrażalnej miłości. Trudno nie radować się, gdy jest się tak kochanym! Konsekwencją tej Bożej miłości powinno być w nas ukochanie ludzi: „To jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem” (J 15,12). Zwróćmy uwagę, że chodzi tu o miłość wolitywną, a nie uczuciową – po pierwsze dlatego, że w niematerialnym Bogu nie ma uczuć działających na poziomie cielesnym, a po drugie, uczuć nie można od nikogo wymagać, bo nikt nie może nas do nich zmusić. Miłość wolitywna – to gorące pragnienie szczęścia dla drugiej osoby i jest ona możliwa również wobec osób trudnych z punktu widzenia uczuć. Chodzi o miłość gotową nawet na poświęcenie swojego życia dla osoby ukochanej: „Większej nad tę miłość nikt nie ma, żeby kto życie swe oddał za przyjaciół swoich” (J 15,13). Tak właśnie kocha Jezus.

Zaskakujące są słowa Jezusa: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co ja wam przykazuję” (J 15,14). Chrześcijaństwa nie da się pogodzić z nieposłuszeństwem wobec Jezusa. Można być nawet Jego przyjacielem – pod warunkiem pełnego posłuszeństwa Jego woli. Mówi dalej Jezus: „Już was nie będę zwał sługami, bo sługa nie wie, co czyni Pan jego. Lecz was nazwałem przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mego, oznajmiłem wam” (J 15,15). Zwróćmy uwagę na fakt, że cała nauka Jezusa przez Niego przekazywana, jest określona przez Ojca. Pełne objawienie woli Ojca jest znakiem zaufania Jezusa do swoich przyjaciół. „Nie wyście mnie obrali, ale ja was wybrałem, i ustanowiłem was, abyście szli, i owoc przynieśli, i żeby owoc wasz trwał; żeby o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię moje, dał wam” (J 15,16). Powołanie jest łaską – warto o tym pamiętać.

W tym miejscu mamy do czynienia z bardzo silnym kontrastem między wezwaniem do miłości i zapowiedzią nienawiści ze strony świata, to znaczy, ze strony ludzi zbuntowanych wobec Boga: „Jeśli was świat nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej, niż was, nienawidził1” (J 15,18). Nieco wcześniej Jezus wyjaśnił swoim braciom mechanizm tej nienawiści: „Nie może świat mieć was w nienawiści, ale mnie ma w nienawiści; bo ja świadectwo daję o nim, że złe są uczynki jego” (J 7,7). Świat nie toleruje prawdy o swoim postępowaniu: „Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby, co jest jego; ale że nie jesteście ze świata, lecz ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15,19) – nie są solidarni ze światem w nienawiści wobec Jezusa i dlatego są razem z Jezusem znienawidzeni. Świat nienawidzi Jezusa i Jego nauki i dlatego nienawidzi również świętych i wszystkich z Nim związanych: „Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą. Jeśli mowę moją zachowywali i waszą zachowywać będą” (J 15,20) – możliwe, że drugą część tej wypowiedzi trzeba interpretować pozytywnie, a więc o życzliwym zachowywaniu słów Jezusa i Jego apostołów. Kolejne zdanie Jezusa zdaje się jednak sugerować interpretację negatywną: „Ale to wszystko czynić wam będą dla imienia mego; bo nie znają tego który mię posłał” (J 15,21), to znaczy, słowa Jezusa i apostołów są zachowywane jak dowody przestępstwa, jako motyw do oskarżenia przez nieznających prawdziwego Boga.

Stwierdza Jezus: „Gdybym był nie przyszedł, a nie mówił im, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z grzechu swojego” (J 15,22) – Jego słowa objawiające Boga, są czymś wyjątkowym (por. J 7,46). Lekceważenie ich, czy wręcz wykorzystywanie ich przeciw Jezusowi jest zbrodnią. Straszne są słowa Jezusa: „Kto mnie nienawidzi, i Ojca mego nienawidzi” (J 15,23). Wcześniej ostrzegał: „Ojciec bowiem nikogo nie sądzi, lecz wszystek sąd dał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jako czczą Ojca. Kto nie czci Syna, nie czci Ojca, który go posłał” (J 5,22-23). Tak też trzeba odczytywać słowa Jezusa: „Jam jest droga, i prawda, i życie. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (J 14,6). Odrzucający Jezusa, odrzuca Boga – Jego Ojca. Myślę, że te słowa odnoszą się przede wszystkim do współczesnych Jezusowi.

Jezus przedstawił wszelkie dowody, którymi Bóg-Ojciec uwierzytelniał Jego misję i mimo wszystko został znienawidzony i wydany na ukrzyżowanie: „Gdybym był między nimi nie dokonał czynów, których nikt inny nie dokonał, grzechu by nie mieli; lecz teraz i widzieli, i znienawidzili i mnie, i Ojca mego” (J 15,24). Jak wielką łaską było żyć w czasach Jezusa, widzieć Go i słyszeć! Sam Jezus: „Zwróciwszy się do uczniów swoich, rzekł: Błogosławione oczy, które widzą, co wy widzicie. Mówię wam bowiem, że wielu proroków i królów pragnęło widzieć, co wy widzicie, a nie widzieli, i słyszeć, co słyszycie, a nie słyszeli” (Łk 10,23-24). Odrzucenie Jezusa jest zresztą według Niego samego zgodne z proroctwem Pisma Świętego: „Ale to się stało, aby się wypełniło słowo napisane w ich Prawie: Nienawidzili Mnie bez powodu” (J 15,25, por. Ps 7,4; 35,19; 69,4; 109,3).

Odpowiedzią na nienawiść świata jest wspólne świadectwo Ducha Świętego i uczniów Jezusa o prawdzie odrzucanej przez świat: „A gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego ja wam poślę od Ojca, Ducha prawdy, który od Ojca pochodzi, on o mnie świadectwo dawać będzie. I wy świadectwo dawać będziecie, bo ze mną od początku jesteście” (J 15,26-27). Śmierć Jezusa nie kończy historii zbawienia, konieczna jest dalsza walka o prawdę o Jezusie w każdym człowieku. O Jezusie świadczy Duch Święty i ludzie przez Niego natchnieni, którzy znają Jezusa w prawdzie.



Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Tekst grecki ma memiseken, a więc formę perfect czasownika miseo, którą trzeba by przetłumaczyć przez „znienawidził”.

środa, 23 listopada 2016

Komentarz do J 14


J 14

Po zatrważającej apostołów zapowiedzi swojego odejścia, Jezus próbuje ich uspokoić: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga, i we mnie wierzcie” (J 14,1). Warto to porównać z wcześniejszymi Jego słowami: „Kto we mnie wierzy, nie we mnie Wierzy, ale w tego, który mię posłał” (J 12,44). Wiara w Jezusa jest konieczna do wiary w Ojca, brak zaufania do Jezusa uniemożliwia przyjęcie chrześcijaństwa. Jezus poprzez krzyż idzie do Ojca, by przygotować w ten sposób miejsce dla wierzących w Niego: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby inaczej było, powiedziałbym wam, bo idę przygotować wam miejsce. A gdy odejdę, i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu, i wezmę was do siebie, abyście tam, gdzie ja jestem, i wy byli” (J 14,2-3). Warto zauważyć, że Jezus mówi o niebie, jako o miejscu swojego obecnego przebywania, chce byśmy tam byli razem z Nim.

Na pytanie Tomasza o drogę do nieba odpowiada: „Jam jest droga, i prawda, i życie. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (J 14,6). Na poziomie indywidualnym można to skomentować w sposób następujący: Jezus jest Przewodnikiem i Towarzyszem na drodze życia, On się o nas troszczy i z Nim nie zabłądzimy. On jest Prawdą – nie grozi nam żadne kłamstwo, żadne oszustwo, bo On jest naszym Nauczycielem, który doskonale zna nasze słabości i prowadzi nas w wyzwalającej prawdzie. On jest życiem i dlatego nie grozi nam martwota, zniechęcenie, brak sił i nadziei, bo On daje nam ożywiającego Ducha. Ważne, by zauważyć, że jest On jedyną drogą prowadzącą do Ojca. Inne, alternatywne drogi nie prowadzą do Boga-Ojca.

Na poziomie metafizycznym można zauważyć, że Jezus jest Drogą uniwersalną, idealną dla każdego w dowolnych warunkach historycznych czy kulturowych bo jest nie tylko człowiekiem ograniczonym przez czas i przestrzeń ale i nieograniczonym Bogiem wszystko ogarniającym. Jest Prawdą nie tylko o wszystkim co istnieje, czy może zaistnieć ale jest Mądrością przenikającą wszystko, co z Boską Mądrością jest przedziwnie stworzone. Jest Prawdą, bez której wszystko staje się nie-prawdziwe – jak nieprawdziwa miłość, nieprawdziwa wolność, nieprawdziwa religia, nieprawdziwa filozofia, czy jakakolwiek nauka. Ta absolutna Prawda wyzwala z kłamstwa i zakłamania, które zniewalają pojedynczych ludzi i całe społeczeństwa, narody i wspólnoty narodów. Jezus jest absolutnym Życiem, które obdarza życiem w każdej postaci i jest silniejsze od każdego rodzaju śmierci czy choroby.

Słowa Jezusa z kolejnego wersetu można by przetłumaczyć w następujący sposób: „Jeśli poznaliście Mnie, i Ojca Mojego poznacie i od chwili obecnej Go poznajecie i zobaczyliście Go” (J 14,7). Czy apostołowie poznali już Jezusa w sposób wystarczający? To On jest jedyną drogą do poznawania Boga-Ojca. Żyjąc z Jezusem poznają Go i tym samym poznają i Ojca, i jak zapewnia Jezus, już Go zobaczyli. Warto w tym momencie przypomnieć wcześniejsze słowa Jezusa: „Kto mnie widzi1, widzi tego, który mię posłał” (J 12,45). Można powiedzieć, że Ojciec jest „widzialny” w Jezusie, „słyszalny” w Jezusie i „dotykalny” w Jezusie – bo w Nim żyje i działa. Tym nie mniej Filip prosi Jezusa: „Panie, ukaż nam Ojca, a wystarczy nam” (J 14,8). Czy chce zobaczyć niematerialnego Boga, czy szuka potwierdzenia uprzednich słów Jezusa? Otrzymuje odpowiedź: „Przez tak długi czas jestem z wami, a nie poznałeś Mnie, Filipie? Kto mnie widzi2, widzi Ojca. Jakże ty mówisz: Ukaż nam Ojca?” (J 14,9). Błędem jest szukanie Ojca poza Jezusem, szukanie jakiejś drugiej wizji – jedynym i doskonałym obrazem Boga-Ojca jest Jezus. Zobaczyć Jezusa oczami wiary oznacza zobaczyć Boga-Ojca.

Jezus pyta się Filipa: „Nie wierzysz, że ja w Ojcu, a Ojciec jest we mnie?”3 (J 14,10). W ten sposób Jezus objawia Filipowi tajemnicę swojej miłości do Ojca. Jest ona nieograniczona, pozwala drugiej Osobie przenikać się bez żadnych ograniczeń – jest to jednocześnie klucz do odpowiedzi na poprzednie pytanie – jak to może być możliwe, by patrząc na Jezusa można było zobaczyć Boga-Ojca w Nim obecnego. Jezus jest w Ojcu, żyje w pełni życiem Bożym, w pełni uczestniczy w życiu Ojca, w Jego planach, w Jego pragnieniach, w Jego miłości. Kocha Go i raduje się w Nim. Idzie do Ojca w swojej ludzkiej naturze, która zmierza do nieba, do wiecznego szczęścia, do chwały. Ojciec jest w Jezusie. Kocha Go i żyje Jego życiem. Pomaga Mu słowem i czynami. Jezus dodaje w charakterze wyjaśnienia: „Słowa, które ja wam mówię, nie od samego siebie mówię; lecz Ojciec we mnie mieszkający, on dzieła wykonuje” (J 14,10), bo słowa Jezusa są natchnione, a Ojciec potwierdza je swoimi dziełami.

Ciekawe są słowa Jezusa: „Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam: Kto wierzy we mnie, uczynki, które ja czynię, i on czynić będzie, i większe nad nie czynić będzie, bo ja do Ojca idę. A o cokolwiek będziecie prosić Ojca w imię moje, to uczynię, aby uwielbiony był Ojciec w Synu” (J 14,12-13) – odejście Jezusa do Ojca gwarantuje nam wielką efektywność naszych modlitw, bo Jezusowi zależy na uwielbieniu Ojca (por. Mt 5,16).

Nieco dalej Jezus stwierdza: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15). Weryfikacją miłości do Jezusa jest wykonywanie Jego poleceń, jest realizacja Jego woli i to jest warunkiem Jego modlitwy: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14,16-17). Jezus poprosi Ojca aby dał posłusznym Mu uczniom innego Parakleta. Święty Piotr w Dziejach Apostolskich stwierdza: „A my jesteśmy świadkami tych słów, i Duch Święty, którego dał Bóg wszystkim tym, co mu są posłuszni” (Dz 5,32). Posłuszeństwo Bogu jest warunkiem koniecznym otrzymania daru Ducha Świętego. Greckie słowo parakletos jest często tłumaczone przez „Pocieszyciel”, bo czasownik parakaleo często oznacza „pocieszać” (por. Mt 5,4), a rzeczownik paraklesis oznacza „pocieszenie” (por. Łk 6,24). Etymologicznie parakletos oznacza „przywoływanego”, a więc Tego, którego powinniśmy przywoływać jako naszego Pomocnika. W 1 J 2,1 słowo parakletos jest w Wulgacie przetłumaczone za pomocą słowa advocatus, tzn. Obrońca i jest ono odniesione do Jezusa: „Lecz jeśliby kto zgrzeszył, rzecznika mamy u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego”. O tej obronie sam Jezus mówi do Ojca: „Gdy z nimi byłem, ja ich zachowywałem w imię twoje. Których mi dałeś, strzegłem; i żaden z nich nie zginął, tylko syn zatracenia, żeby się Pismo spełniło” (J 17,12). W J 14,16 Jezus obiecuje „innego Obrońcę”, bo On już odchodzi, a Duch ma bronić za pomocą prawdy, ma przekonywać o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie (por. J 16,8-11). Niestety świat, a więc ludzie miłujący światowość (por. 1 J 2,15-17), żyjący duchem tego świata (por. 1 Kor 2,12) nie mogą Go przyjąć i nie poznają Go, ale uczniowie Jezusa poznają Go, bo wśród nich przebywa w osobie Jezusa i w nich zamieszka (por. J 14,17). Jest On nazwany Duchem Prawdy w opozycji do ducha kłamstwa, którym jest szatan (por. J 8,44). Tak mówi święty Jan o ludziach należących do tego świata: „Oni są ze świata, dlatego mówią o świecie i świat ich słucha. My z Boga jesteśmy. Kto zna Boga, słucha nas; kto nie jest z Boga, nie słucha nas; po tym poznajemy ducha prawdy i ducha błędu” (1 J 4,5-6). Duch Prawdy jest koniecznie potrzebny każdemu z nas, bo bez Niego wszystko jest nie-prawdziwe, jest zafałszowane, jest nie-autentyczne – nie-prawdziwa wolność, nie-prawdziwa miłość, nie-prawdziwe życie.

W łączności z tematyką Ducha Świętego Jezus dodaje: „Nie zostawię was sierotami; przyjdę4 do was. Jeszcze niedługo, a świat mnie już nie zobaczy; lecz wy mię widzicie: bo ja żyję, i wy żyć będziecie” (J 14,18-19). Jezus będzie przychodził, świat, a więc ludzie Go odrzucający nie będą Go widzieli, ale uczniowie będą Go widzieli, bo Jezus żyje i będzie żył, a uczniowie otrzymają w Duchu Świętym dar życia duchowego, w którym będą żyli i poznawali Boga w Jezusie.

Dzięki temu nowemu życiu uczniowie osiągną nowy poziom rozumienia tajemnicy Jezusa: „W ów dzień wy poznacie, że ja jestem w Ojcu moim, a wy we mnie, a ja w was” (J 14,20). Ten „dzień” – to prawdopodobnie Zesłanie Ducha Świętego. Jezus jest w Ojcu, tzn. w swoim człowieczeństwie ma pełny dostęp do Bożego bogactwa swojego Ojca. Jesteśmy w Jezusie, tzn. jesteśmy przez Niego zaproszeni do uczestnictwa w Jego życiu, w Jego mocy, w Jego mądrości. On jest w nas, tzn. możemy Go zapraszać, by w nas przebywał, by nas uzdrawiał, uwalniał od złego, oczyszczał i napełniał swoim bogactwem.

Mówi dalej Jezus: „Kto ma przykazania moje, i zachowuje je, ten jest, który mnie miłuje. A kto mnie miłuje, będzie miłowany przez Ojca mego, i ja go miłować będę, i objawię mu siebie samego” (J 14,21). Kocha Jezusa ten, kto przyjmuje i stosuje w życiu Jego naukę. Zostanie on obdarzony miłością przez Ojca i Syna. Możliwe, że chodzi tu o wielki dar Ducha Miłości. Miłość nie jest czymś statycznym, ona żyje i odpowiada na miłość. Jezus obiecuje kochającym Go, że w sposób szczególny się im objawi. Apostoł Juda wyraża swoje zdziwienie: „Panie, cóż się stało, że się nam masz objawić, a nie światu?” (J 14,22). Oczekuje on objawienia się Jezusa całemu światu (por. J 7,4), nie uwzględnia podstawowego warunku sformułowanego przez Jezusa jakim jest umiłowanie Go i życie Jego nauką. Jezus odpowiada mu: „Jeśli mię kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14,23). Chodzi tu o jeden konkretny moment, w którym to prawdziwie kochający Jezusa człowiek zostaje przemieniony w świątynię Ducha Świętego (por. 1 Kor 3,16; 6,19).

O Nim zaś uczy: „Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w imię moje, on was wszystkiego nauczy, i przypomni wam wszystko, cokolwiek wam powiedziałem” (J 14,26). Bóg-Ojciec posyła Ducha w imieniu Jezusa, ze względu na Niego, jako Dar dla wierzących w Niego. Duch jest Nauczycielem i nie pozwala zaginąć żadnemu ze słów wypowiedzianych przez Jezusa. Jest On również dawcą pokoju, o którym mówi Jezus: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie jako świat daje, ja wam daję” (J 14,27). Jest to pokój wewnętrzny, uspokojenie relacji z Bogiem, z ludźmi i z samym sobą. Prawdziwy pokój, oparty na prawdzie przeżywanej w Duchu Prawdy – nie tak zwany „święty spokój”, tzn. pokój tego świata, tak często oparty na kłamstwie i zakłamaniu. Ciekawe są słowa Jezusa: „Gdybyście mnie miłowali, szczególnie radowalibyście się, że idę do Ojca; bo Ojciec większy jest, niż ja” (J 14,28). Miłowanie Jezusa oznacza pragnienie Jego szczęścia, a to osiągnie dopiero łącząc się ze swoim Ojcem w niebie.

Podobnie jak wcześniej (por. J 13,19), dla umocnienia wiary uczniów, Jezus przepowiada przyszłość: „I teraz wam powiedziałem, zanim się to stanie, abyście wierzyli, gdy się stanie” (J 14,29). Mówi też o bliskim przyjściu szatana: „Już wiele z wami mówić nie będę, bo nadchodzi książę świata tego, a we mnie nic nie ma” (J 14,30). Interpretuje swoją Mękę jako działanie złego, od którego On nie zależy, bo nigdy nie zgrzeszył. Jezus idzie na śmierć by wypełnić wolę swojego Ojca i czyni to w miłości: „Ale żeby świat poznał, że miłuję Ojca, i jak mi Ojciec rozkazanie dał, tak czynię” (J 14,31).

Rozdział kończy się dość zagadkowymi słowami: „Wstańcie, pójdźmy stąd” (J 14,31) – tak, jakby były to ostatnie słowa Ostatniej Wieczerzy.



Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Możliwe, że trzeba by grecki czasownik theoreo tłumaczyć przez „patrzeć”. Mielibyśmy wtenczas przekład: „Kto na Mnie patrzy, patrzy na tego, który Mnie posłał” – byłoby to swego rodzaju ostrzeżeniem dla niedostrzegających w Jezusie Boga.

2 W greckim tekście mamy formę perfect czasownika horao – heorakos, którą trzeba by właściwie tłumaczyć przez „zobaczył”. Możliwe, że słowa Jezusa wskazują na powierzchowność poznania apostoła. On patrzył, ale nie widział (por. Iz 6,9-10).

3 To wzajemne przenikanie się Ojca i Syna oznacza się greckim terminem perichoresis tłumaczonym na łacinę jako circumincessio lub circuminsessio.

4 W języku greckim czas teraźniejszy bardzo akcentuje ciągłość czasową, może więc oznaczać czas przyszły niedokonany. Grecki czasownik erchomai, który tłumaczymy przez „przychodzę”, może mieć znaczenie „będę przychodził”.