czwartek, 8 grudnia 2022

9.12.22

 

9.12.22


Iz 48, 17-19

„O gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale. Twoje potomstwo byłoby jak piasek, i jak jego ziarnka twoje latorośle. Nigdy by nie usunięto ani wymazano twego imienia sprzed mego oblicza!” Niestety, Izrael nie zważał na Boga i Jego prowadzenie. Nie ma ani pokoju, ani sprawiedliwości. Przegrywa.


Mt 11, 16-19

„Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”. Tak Jan, jak i Jezus wymagali nawrócenia – dlatego zostali odrzuceni. Jeden ze względu na swoje umartwienia, drugi ze względu na przyjaźń z celnikami i grzesznikami. Obaj są mądrzy Bożą, a nie ludzką mądrością.

Zesłanie Ducha Świętego

 

Zesłanie Ducha Świętego


Jan Chrzciciel mówi o przyszłym wylaniu Ducha: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,32-34). Jest to świadectwo wizji, jaką otrzymał po chrzcie Jezusa. Bóg Ojciec, który posłał go, by chrzcił ludzi wodą ku nawróceniu, uprzedził go, że w ten sposób rozpozna chrzczącego Duchem Świętym. W ten sposób Jan dowiaduje się, że to właśnie Jezus jest Synem Bożym – bo to On będzie rozlewał Ducha Świętego.

Sam Jezus, również obiecuje Ducha: „W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7,37-39). To z Jego wnętrza wypływa w obfitości Duch – dla tych, którzy są Jego spragnieni. Wystarczy przyjść do Niego z wiarą, taką, z jaką przychodzili do Niego ludzie szukający w Nim uzdrowienia.

W czasie Ostatniej Wieczerzy, Jezus mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14,15-17). Jezus dla miłujących Go prosi Ojca o innego Obrońcę – bo tak można tłumaczyć grecki rzeczownik Parakletos. Potrzebujemy Obrońcy wobec zła tego świata, wobec naszej słabości. Jezus nazywa Go Duchem Prawdy. Sam Jezus jest Prawdą (por. J 14,6) i obiecuje nam, że Prawda nas wyzwoli od wszelkiego zła (por. J 8,32). To nie tylko prawda poznania – prawda intelektualna, ale prawda życia, które dzięki Duchowi może być prawdziwe. Jezus mówi o przebywaniu Ducha Prawdy wśród apostołów i o przyszłym Jego przebywaniu w apostołach.

Nieco później dodaje: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26). On jest naszym Nauczycielem i przypomina nauczanie Jezusa.

„Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie” (J 15,26). Jest także tym, który stale świadczy o Jezusie – słowami i czynami.

Zadziwiające są kolejne słowa Jezusa: „Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu - bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś - bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie - bo władca tego świata został osądzony. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi” (J 16,7-14). Można to zrozumieć w ten sposób – Jezus był z uczniami tylko krótki czas i tylko w jednym miejscu świata – Duch jest zawsze i wszędzie. Jezus był na zewnątrz uczniów ze swoim działaniem, ze swoimi słowami, a Duch jest wewnątrz – broni przed złem i daje moc do czynienia dobra, do poznawania i mówienia prawdy. Duch przekonuje świat również przez nas, bo jest naszą mocą, naszym natchnieniem. Duch w całej prawdzie prowadzi nas do całej prawdy – o Bogu, o ludziach i o każdym z nas z osobności.

Łukasz tak relacjonuje fakt Zesłania Ducha Świętego: „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,1-4). Szum, języki ognia – to znaki zewnętrzne Jego przyjścia. Dar języków – to znak wewnętrzny Jego obecności – przekonujący dla apostołów i dla ludzi ich słuchających (por. Dz 2,6-12). Szum zwołuje ludzi na pierwszą katechezę świętego Piotra (por. Dz 2,6). Języki jakby z ognia to znak dla apostołów, że spełnia się w ten sposób pragnienie Jezusa: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (Łk 12,49-53).

środa, 7 grudnia 2022

Wniebowstąpienie Chrystusa

 

Wniebowstąpienie Chrystusa


W swojej Ewangelii, Łukasz tak przedstawia Wniebowstąpienie: „Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga” (Łk 24,50-53). Jest to więc rozstanie z uczniami, uniesienie do nieba i wielka radość uczniów z wyniesienia ich Nauczyciela.

W Dziejach Apostolskich, Jezus mówi: „Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,5-11). Przed swoim odejściem do nieba, Jezus obiecuje swoim uczniom chrzest w Duchu Świętym. Jest to obmycie ze zła, którego tak dużo jest w każdym z nas i napełnienie dobrem, dzięki któremu możemy lepiej służyć Panu. Jezus odwraca uwagę uczniów od polityki i kieruje ich na ewangelizację, na głoszenie Ewangelii wszystkim narodom – już nie tylko Izraelowi, jak to było na początku ich znajomości z Jezusem (por. Mt 10,5-6). Jezus odchodzi do nieba, a obłok go ukrywa – podobnie jak w Przemienieniu Pańskim (por. Mt 17,5). Aniołowie uspokajają ich i przepowiadają powtórne przyjście Jezusa: „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Marek uzupełnia ten opis słowami: „Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16,19-20).


Janusz Maria Andrzejewski OP

wtorek, 6 grudnia 2022

8.12.22

 

8.12.22


Rdz 3, 9-15. 20

„Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Bóg przeklina węża, kusiciela, który wprowadził grzech do ludzkiego życia. Wprowadza wrogość, walkę między potomstwem węża, ludźmi jemu posłusznymi, a potomstwem Maryi – Jezusem i Jemu posłusznymi. Święty Jan mówi: „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata. Taka bowiem jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali” (1 J 3,8-11). Dzieci Maryi są narażone na prześladowania, ale z Maryją zwyciężą.


Ef 1, 3-6. 11-12

„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa”. Wspaniały jest dar wybrania Bożego – dar świętości. On obdarza nas błogosławieństwem duchowym – prowadzi nas do nieba i do niego przygotowuje. Przyjmuje nas za swoje dzieci i oczyszcza nas – byśmy byli „nieskalani przed Jego obliczem”.


Łk 1, 26-38

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”. Maryja nie musi się bać na widok anioła, może się radować, bo otrzymała łaskę od Boga – Jezusa, Syna Najwyższego. Według Gabriela, Jezus ma być królem nad domem Jakuba – właśnie jako potomek Dawida. Jego panowanie jest wieczne, bo jest On nieśmiertelny. Jego władza jest realna, bo jest to władza Boga nad swoim narodem.

Dziewictwo Maryi pozostaje nienaruszone, bo jak mówi Gabriel: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię”. Duch Święty jest Duchem życia (por. Ap 11,11) i to On jest Twórcą ludzkiej natury Syna Bożego. On też osłania Maryję przed atakami złego (por. Ap 12).

7.12.22

 

7.12.22


Iz 40, 25-31

„Czemu mówisz, Jakubie, i ty, Izraelu, powtarzasz: Zakryta jest moja droga przed Panem i prawo me przed Bogiem przeoczone? Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona”. Bóg nie tylko widzi i słyszy, ale i rozumie wszystkie nasze myśli. Pomaga nam zawsze, bo nie ulega zmęczeniu, czy zniechęceniu. On jest naprawdę Mądry.


Mt 11, 28-30

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Do Jezusa możemy przychodzić z dowolnym problemem, z dowolną trudnością. On chce i potrafi nam pomagać. Jego „jarzmem”, Jego troską jest nasze zbawienie i to powinno być naszą podstawową troską. On jest łagodny, spokojnie reaguje na dowolne zło, bo współczuje czyniącym zło. On jest pokorny, przeważnie ukrywa się w swoim działaniu, unika reklamy, popularności. Pragnie tylko naszego zbawienia.

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa

 

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa


Mateusz jako jedyny ukazuje moment zmartwychwstania Jezusa. Jest to wieczór soboty, po zachodzie słońca, który oznacza początek pierwszego dnia tygodnia – zgodnie z żydowskim sposobem oznaczania początku dnia w momencie zachodu słońca: „W wieczór zaś szabatu, który świta na pierwszy dzień tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto stało się wielkie trzęsienie ziemi; albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba; i przystąpiwszy, odwalił kamień i usiadł na nim. Jego zaś wejrzenie było jak błyskawica, a odzienie jego jako śnieg. A z bojaźni przed nim przerazili się stróże i stali się jakby umarli. Anioł zaś odpowiadając, rzekł niewiastom: Nie bójcie się wy; gdyż wiem, że szukacie Jezusa, który był ukrzyżowany. Nie ma go tu; albowiem powstał, jak powiedział. Chodźcie, a oglądajcie miejsce, gdzie był położony Pan. A prędko idąc, powiedzcie uczniom jego, że powstał; i oto uprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie. Oto wam zapowiedziałem. I wyszły prędko z grobu z bojaźnią i z radością wielką, biegnąc, aby opowiedzieć uczniom jego. A oto Jezus spotkał się z nimi, mówiąc: Witajcie! One zaś przystąpiły, i ujęły nogi jego, i pokłon mu oddały. Wtedy im rzekł Jezus: Nie bójcie się, idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mię ujrzą”1 (Mt 28,1-10). Moment zmartwychwstania jest określony przez silne trzęsienie ziemi i zstąpienie na ziemię anioła, który otwiera grób Jezusa. W relacjach innych ewangelistów kobiety o świcie odnajdują grób już otwarty. Anioł otwierający grób Jezusa podobny jest do Jezusa przemienionego na Górze Tabor: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło” (Mt 17,2). Trzęsienie ziemi przypomina inne – oznaczające moment śmierci Jezusa (Mt 27,51). Anioł paraliżuje strachem straże pilnujące grobu, a kobietom zwiastuje: „Nie bójcie się wy; gdyż wiem, że szukacie Jezusa, który był ukrzyżowany. Nie ma go tu; albowiem powstał, jak powiedział. Chodźcie, a oglądajcie miejsce, gdzie był położony Pan. A prędko idąc, powiedzcie uczniom jego, że powstał; i oto uprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie. Oto wam zapowiedziałem”. Sam Jezus wychodzi im na spotkanie. Uspokaja i pozwala się dotknąć: „Witajcie! One zaś przystąpiły, i ujęły nogi jego, i pokłon mu oddały. Wtedy im rzekł Jezus: Nie bójcie się, idźcie, oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, tam mię ujrzą”. Charakterystyczne dla relacji Mateusza jest posłanie uczniów do Galilei, gdzie spotkają Zmartwychwstałego.

Łukasz opowiada o przyjściu Jezusa do uczniów w Jerozolimie w dzień zmartwychwstania: „A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka” (Łk 24,36-49).

Jezus udowadnia im prawdziwość swojego zmartwychwstania: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Widzi ich i słyszy, pożywa pokarm jak normalny żywy człowiek. Oświeca ich, by rozumieli Pismo Święte. Obiecuje im Ducha Świętego jako „moc z wysoka”.

Jan relacjonuje pojawienie się Zmartwychwstałego jeszcze inaczej: „Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,19-23). Jezus przychodzi mimo zamkniętych drzwi, pokazuje swoje ciało, poranione na krzyżu i wzywa do przyjęcia Ducha Świętego, który umożliwia sprawiedliwy sąd nad grzesznikami – dzięki Niemu możemy rozeznać, komu grzechy odpuścić, a komu zatrzymać.

Tomasz nieobecny na tym pierwszym spotkaniu ze Zmartwychwstałym nie chce uwierzyć. Jezus przychodzi powtórnie i mówi do niego: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym! Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,27-29). Jezus pragnie wiary, bo bez niej nie może nam pomóc.

Marek opowiada: „Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,12-16). Bardzo mocno karci niewiarę i upór Jedenastu. Zmartwychwstały może ukazywać się w innej postaci utrudniając w ten sposób rozpoznanie. Wymaga jednak wiary i od niej uzależnia zbawienie. Dlatego misja ewangelizacji jest niezbędna.


Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Tłumaczenie Wujka.

Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa

 

Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa


„Gdy przyszli na miejsce, zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy” (Łk 23,33-34). Wielu ludzi jest manipulowanych i bez głębokiego zastanowienia czynią oni zło, do którego są kierowani. Czasami wynika to z ich lenistwa – bo im się nie chce dochodzić prawdy i tak jest im wygodniej. Czasami szukają prawdy, ale żyją w nieprawdzie – bo taka jest ich ideologia, takie społeczeństwo, taka propaganda. Ignorancja niezawiniona zmniejsza odpowiedzialność za grzech. Jezus prosi Ojca o przebaczenie dla nich.

„Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!” (Mt 27,39-40). To oskarżenie, występujące również w czasie procesu przed Sanhedrynem, jest oparte na słowach Jezusa, wypowiedzianych po oczyszczeniu świątyni: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (J 2,19). Jego proroctwo odnosiło się do Jego zmartwychwstania, to znaczy do odbudowy jego ludzkiego życia zniszczonego przez ukrzyżowanie, a nie do świątyni jerozolimskiej zniszczonej w roku 70 n. e., nigdy nie odbudowanej. Słowa: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!”, przypominają słowa szatana wypowiedziane na pustyni: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4,3).

Bluźnierstwa: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym” (Mt 27,42-43) – przypominają słowa z Księgi Mądrości ukazujące myślenie wrogów Jezusa: „Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony” (Mdr 2,13-20). Podobną pokusę przedstawia Ps 22,9: „Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje”. Oczywiste, że gdyby nawet Jezus zstąpił z krzyża, to i tak byłoby to przez nich przypisane mocy Belzebuba, podobnie jak i przedtem w wypadku wspaniałych cudów Jezusa (por. Mt 12,24). Problemem wrogów Jezusa nie był niedostatek znaków, ale nienawiść, która uniemożliwiała zaistnienie wiary i mądrości.

Światło nadziei otrzymał Jezus od jednego, razem z Nim ukrzyżowanego: „Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,39-43). Zdumiewająca jest wiara umierającego na krzyżu człowieka przebijająca się przez morze nienawiści i pogardy tłumu ludzi złej woli. Wspaniała jest też dobroć Jezusa przyjmującego go do raju.

Podobnie, elementem pocieszenia dla umierającego Jezusa jest obecność pod krzyżem Jego Matki i innych drogich Mu osób: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,25-27). Kościół przyjmuje to jako ostatni testament Jezusa, który swój skarb – Matkę, oddaje Janowi, który w ten sposób zostaje zabezpieczony przed rozpaczą po śmierci Ukochanego i ubogacony Jego Matką.

Mateusz w ten sposób przedstawia śmierć Jezusa: „Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eli, Eli, lema sabachthani? to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: On Eliasza woła. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha1. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym” (Mt 27,45-54). Pierwszym znakiem zbliżającej się śmierci Syna Bożego jest ciemność na całej powierzchni ziemi. Było to przepowiedziane przez proroka Amosa: „Owego dnia - wyrocznia Pana Boga - zajdzie słońce w południe i w dzień świetlany zaciemnię ziemię. Zamienię święta wasze w żałobę, a wszystkie wasze pieśni w lamentacje; nałożę na wszystkie biodra wory, a na wszystkie głowy [sprowadzę] łysinę i uczynię żałobę jak po jedynaku, a dni ostatnie jakby dniem goryczy” (Am 8,9-10).

Okrzyk Jezusa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” wyraża prawdę o Jego przeżywaniu agonii. Jest to podobne do przeżyć psalmisty wołającego: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku. Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, [wołam] i nocą, a nie zaznaję pokoju” (Ps 22,2-3). Osamotniony, cierpiący człowiek szuka Bożej pomocy i jej nie odczuwa.

Mateusz ukazuje rozdarcie zasłony przybytku, co oznacza opuszczenie świątyni przez Boga po zamordowaniu Jego Syna. Trzęsienie ziemi jest znakiem dla wszystkich ludzi – również pogańskich żołnierzy rzymskich. Zmartwychwstanie świętych jest znakiem skuteczności śmierci Jezusa w świecie zmarłych.

Łukasz relacjonuje śmierć Jezusa w mniej dramatyczny sposób: „Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha” (Łk 23,44-46). Według niego ostatnimi słowami Jezusa są słowa psalmu: „W ręce Twoje powierzam ducha mojego: Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny! Nienawidzisz tych, którzy czczą marne bóstwa, ja natomiast pokładam ufność w Panu” (Ps 31,6-7).


Janusz Maria Andrzejewski OP

1 Śmierć na krzyżu należała do najsroższych i najokrutniejszych. Podczas konania na krzyżu cierpiał cały organizm skazanego - fizycznie i duchowo. Fizycznie - z powodu bólu ran zadanych uprzednio oraz wskutek narastającego bólu mięśni szkieletowych. Duchowo - ponieważ skazany odczuwał lęk przed śmiercią zwłaszcza jeśli miała ona charakter powolny z pragnienia i wyczerpania gdyż męczarnia krzyża nierzadko przeciągała się do kilku dni.

Krzyż Chrystusa miał kształt litery "T" (krzyż o czterech ramionach pojawia się dopiero w V wieku). Do katowskich czynności ukrzyżowania przystąpiono natychmiast gdy przywleczono nie mogącego już iść Jezusa pod wkopany w ziemię pal krzyża. Wówczas do leżącej na ziemi poprzeczki "dopasowano" ramiona Jezusa rozciągając je niemal pod kątem prostym a następnie przybito je dwoma gwoździami za nadgarstki. Następnie poprzeczkę z przybitym Jezusem wciągnięto na czubek drzewca pionowego który był uprzednio odpowiednio zaciosany. Natomiast poprzeczka miała w swej środkowej części właściwej wielkości prostokątny otwór. Całość zabito klinami i przystąpiono do przybicia stóp. Ponieważ lewa noga była bezwładna kaci nie widzieli sensu przybijać tej stopy osobno. Umieszczono więc ją na grzbiecie prawej stopy i przybito razem jednym potężnym gwoździem. Aby jednak było to możliwe trzeba było zwichnąć prawą stopę w stawie skokowym. I na tej zwichniętej prawej stopie Jezus dźwigał się aby zaczerpnąć nieco powietrza. A starał się czynić to możliwie często i utrzymać się w tej pozycji jak najdłużej o czym świadczy krwawienie z lewego nadgarstka. Pomyślmy co za nieludzki ból! Dodatkowo wymagało to przybrania wymuszonej niezwykle niedogodnej pozycji która polegała na wyprężeniu się i wyrzuceniu całego ciała ku górze i nieco ku przodowi. Stąd też brak kontaktu uwieńczonej cierniem głowy z drzewcem krzyża.

Zdjęcie z krzyża martwego ciała Jezusa nie przedstawiało specjalnych trudności. Najpierw wyjęto potężny gwóźdź uwalniając obie stopy. Potem odklinowano poprzeczkę i opuszczono delikatnie wraz z Ciałem Pańskim na Całun kładąc je na plecach. Wtedy uwolniono nadgarstki. Na razie nie zakrywano przedniej powierzchni ciała aby najbliżsi zgodnie z obyczajem mogli złożyć na czole zmarłego ostatni pocałunek. Tradycja przekazała iż ciało Jezusa w celu dokonania tego rytualnego aktu pożegnania zostało nieco uniesione i położone na kolanach Najświętszej Maryi Panny w pozycji określonej jako Pieta - Opłakiwanie. Następnie zakryto Całunem przód ciała i zaniesiono je do grobowca Józefa z Arymatei by tam obsypać je wonnościami.

Rany dłoni

Najwięcej informacji przekazuje nam Całun w sprawie przebicia dłoni. Wiemy jak olbrzymia większość sławnych malarzy i rzeźbiarzy przedstawiała sposób przybicia dłoni Chrystusowych do krzyża: gwoździe są umieszczone w samym środku dłoni. Ale miejsce to jest zbyt słabe aby utrzymać ciężar ciała dłużej niż 12-15 minut. A przecież Jezus żył na krzyżu przez trzy godziny i wykonywał stosunkowo energiczne ruchy ciała wzwyż i ku dołowi.

Miejscem w którym gwoździe przeszyły ręce Chrystusa Pana były oba nadgarstki w których jest niewielka ukośna szczelina międzykostna. W tym miejscu kości i więzadła wzajemnie się uzupełniają stanowiąc wystarczającą zaporę do utrzymania ciężaru ciała. Wiedzieli o tym kaci rzymscy potwierdza to Całun i badania współczesnych lekarzy.

Z faktem przebicia dłoni w okolicy nadgarstka łączy się inna bardzo bolesna sprawa. Gwóźdź wnikając w tym miejscu w ciało musiał przewiercić lub silnie zranić przebiegający tu nerw należący do splotu barkowego a jego zranienie wywołało straszliwy ból całej ręki barku i szyi i skurcz kciuków. Na odbiciach całunowych oba kciuki są po prostu wciągnięte w głąb każdej dłoni i tam jakby schowane. Jest to następstwo tej strasznej tortury.

Unoszenie się Chrystusa Pana ku górze musiało pociągać za sobą tarcie zewnętrznych powierzchni dłoni mocno przygwożdżonych do szorstkiej powierzchni poprzeczki krzyża. Taki ruch spowodował zniszczenie naskórka i skóry właściwej na tej części dłoni. Całun uwidacznia zmiany o nieregularnych obrysach na grzbietowych powierzchniach obu dłoni Chrystusa.

Jedynymi z genialnych malarzy którzy prawidłowo umieli wskazać miejsca przebicia dłoni gwoźdźmi to jest w nadgarstkach byli dwaj wielcy Flamandowie: Rubens i Van Dyck. Obaj jednak znali doskonale anatomię człowieka i obaj studiowali Całun.

Rany stóp

Obie stopy Jezusa były przebite jednym wspólnym i mocnym rzymskim gwoździem o długości co najmniej 20 cm i średnicy 2 cm. Wykonując tę czynność najpierw zraniono stopę lewą a dopiero potem prawą znajdującą się tuż pod nią i przylegającą do trzonu krzyża. Obie stopy były ze sobą skrzyżowane przy czym prawa musiała zostać siłą zwichnięta w stawie skokowym. Świadczą o tym ślady krwawienia podeszwy tej stopy wynika to także z układu obu stóp i z funkcji stopy prawej.

W konsekwencji tego układu na odbiciu na Całunie prawa noga wydaje się usytuowana głębiej i nieco dłuższa w porównaniu z lewą która jest bardziej wysunięta do przodu. Aby mogło dojść do tego obie nogi w stadium zwisania były ugięte w kolanach a gdy Jezus unosił się ku górze prostował je na ile to było możliwe.

Pan Jezus był silnym i do chwili swej męki zupełnie zdrowym fizycznie człowiekiem. Dlatego w chwili swego ukrzyżowania zachował jeszcze tyle sił życiowych że był zdolny opierając się na jednej tylko stopie w dodatku zwichniętej oraz na jednym tylko gwoździu walczyć ze śmiercią przez trzy godziny. Mimo straszliwego bólu dźwigania się ku górze na zwichniętej stopie uniesienie ciała o 25-30 cm wystarczyło by rozluźnić mięśnie barkowe i klatki piersiowej oraz wyzwolić na nowo proces oddychania. W miarę upływu czasu czynność ta stawała się coraz trudniejsza osiągając coraz niższe poziomy o czym świadczą ślady krwawienia na Całunie. Ale to unoszenie się opóźniło śmierć Chrystusa o trzy godziny.

Tuż przed złożeniem ciała na Całunie lewa stopa wobec natychmiastowego stężenia pośmiertnego została siłą odciągnięta z grzbietu stopy prawej na bok gdyż rytuał pogrzebu żydowskiego zabraniał chowania zmarłych ze skrzyżowanymi stopami. Że tak się stało świadczą wyraźne odciski czterech palców na zewnętrznym brzegu obu stóp wyraźniejsze na podeszwie stopy lewej.

Rana boku

Żadna z ran Chrystusowych nie zawiera tyle wspaniałej symboliki co rana boku i serca zarazem. Z tej rany wypłynęła bowiem krew i woda - symbole odkupienia i miłosierdzia Bożego.

Ranę tę zadał rzymski żołnierz wkrótce po śmierci Chrystusa Pana. Stał on na ziemi. Sama rana powstała w wyniku silnego pchnięcia włócznią typu lonche według zasad rzymskiej szermierki. Kierunek ciosu był więc lekko ukośny. Cios włócznią musiał przekonać Piłata że Jezus już nie żyje. Żołnierz uderzył w bok Jezusowy z odpowiednim rozmachem i dużą siłą wykonał zlecone mu zadanie tak jak to było zwykle praktykowane - przez przebicie serca. Grot włóczni przebił skórę mięśnie opłucną płuco a następnie serce Jezusa.

Święty Jan w swojej Ewangelii pisze że po przebiciu boku Jezusa "natychmiast wypłynęła krew i woda". Krew wypłynęła z otwartego Serca Jezusa. Przebicie boku nastąpiło prawie pięć godzin po biczowaniu które spowodowało krwotoczne pourazowe zapalenie opłucnej. W tym czasie krew która dostała się do opłucnej rozdzieliła się: czerwone ciałka krwi i inne jej elementy opadły a powyżej został barwy słomkowej płyn podobny do wody czyli osocze krwi. I to on wypłynął z otwartej rany boku Jezusa. Krew utworzyła na skórze klatki piersiowej ogromny skrzep o barwie czerwonej. Wokół niego widnieje ślad osocza odcinający się lekkim zażółceniem od tła Całunu.

Śmierć na krzyżu

Różne są hipotezy dotyczące ostatecznej bezpośredniej przyczyny śmierci Jezusa. Jednak wszystkim z punktu widzenia nauk medycznych towarzyszy w ostatniej fazie całkowita nieprzytomność. A nieprzytomny nie mógłby unosić ciała dla nabrania oddechu i musiałby skonać przez uduszenie w pozycji zwisu. Tak nie było. Ewangeliści świadczą że Jezus umierał przytomnie i to głośno wołając co było możliwe tylko w stanie uniesienia ciała na krzyżu. I ten stan jest najwyraźniej utrwalony na Całunie turyńskim. Na proces umierania Chrystusa trzeba spojrzeć przede wszystkim w świetle wiary.

"Miłuje Mnie Ojciec bo Ja życie moje oddaję aby je potem znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (J 10 17-18).

Chrystus ma więc moc oddać swe życie w momencie przez siebie wybranym. Wiedząc że Jego ludzka natura już nic więcej w cierpieniu dać z siebie nie jest w stanie i że za kilkanaście sekund ogarną Go mroki nieprzytomności uprzedził ten moment i mocą swej Boskiej natury świadomie w stanie uniesienia ciała na krzyżu odłączył duszę od ciała i odszedł do Ojca.

Żołnierzom nawykłym do widoku śmierci ten moment skonania wydawał się niezwykły. "Setnik zaś który stał naprzeciw widząc że w ten sposób oddał ducha rzekł: Prawdziwie ten człowiek był Synem Bożym" (Mk 15 39).

Jezus Chrystus złożył w ofierze krzyżowej swoje konające człowieczeństwo i w tym momencie czynił to z całą ludzką świadomością. Syn Boży przyjął naszą ludzką naturę by służyła Mu za narzędzie naszego zbawienia i Jego dzieło zbawcze osiąga swój szczyt w konaniu na krzyżu. Nad swoim życiem panował do końca i rozstał się z nim kiedy uznał to za stosowne. Całopalna ofiara Chrystusa była do końca świadoma była więc doskonała”. https://www.fronda.pl/a/meka-i-smierc-jezusa-wg-swiadectwa-calunu-i-dzisiejszej-medycyny,68588.html